|
23.04.08
- Jesteśmy w
środku, nie jesteśmy w stanie przeżywać traumy na scenie, bo jak wychodzimy
z teatru, to trauma nas zasysa. Tkwimy wewnątrz niej. Nie jesteśmy w
stanie powtarzać gestów i dźwięków inwazji, intifady, pogrzebów…
Pozostaje fikcja,
nośna fikcja… cokolwiek, co wygeneruje dystans do rzeczywistości, konieczny
żeby ją w ogóle zobaczyć.
Słuchałam
przedwczoraj piosenek Mariana Hemara. Za oknem był meczet, muezin, owce,
złomowisko starych samochodów, dzieci rzucające kamieniami. Piosenki
z przedwojenej Polski brzmiały tutaj jak odgłosy kosmosu,
dźwięki jakiejś innej cywilizacji. Może właśnie dlatego ta muzyka tak
mocno działała. Postanowiłam wziąć jeden kawałek na warsztaty.
Ćwiczenia
odechowe, spinanie i rozluźnianie mięśni… Lekki zawrót głowy. Potem chłopcy
położyli się na materacach, zgasiłam światło i na rozpiętym dużym ekranie
pojawiło się morze. Minutowy, zapętlony, rozpikslowany klip nagrany
z ręki, obrazek się trząsł, ale to wszystko nie miało znaczenia.
Najmocniej działał powolny rytmiczny szum, falowanie dźwięku. Zamknęli oczy,
leżeli, ale potem odwracali głowy w stronę ekranu żeby zobaczyć obraz.
Morze to coś, co
skupia wszystkie ich marzenia – o odzyskaniu własnego kraju, o wolności, plaży,
przyjemności. O czymś co jest po prostu dane i nie potrzebuje troski, planu i
dyscypliny, do której są niezdolni.
Po parunastu
minutach ściszyłam morze i weszła „Wiosna, wiosna, wiosna…“ Hemara. Niektórzy
po jakimś czasie zasnęli. Nabeel spał tak mocno, że śnił. Mówił, że śniły mu
się jakieś lęki. Może lęki związane z jego japońską podróżą, z wizą i
paszportem, który wciąż leży w japońskiej ambasadzie w Tel Avivie i nie ma
jak go odebrać… Reszty nie pytałam. Zostawiłam ich z ich snami.
Wyszliśmy
z ciemnej, chłodnej sali prosto na piekielny upał, chaos dzieciarni, kurz
i śmieci. Postanowiliśmy razem z dobudzonym Nabeelem pojechać na pizzę. Gdybyśmy jeszcze mogli wypić po zimnym
piwie, bylibyśmy w raju, ale tu, w obozie, a nawet w samym mieście Dżenin
alkoholu nie uświadczysz, choć, oczywiście nieoficjalnie, wszyscy piją w domu.
I tak się zakończyły warsztaty.
Dla Leslie Dryer,
młodej Amerykanki, która robi tu film dokumentalny o sytuacji w Palestynie,
Żwirek nakręcił dwa wywiady - z Zakarią Zubeidi i z niedoszłą
samobójczynią z Tulkarem Shifą Al-Qudsi. Zakaria powiedział, że nie ma
niedoszłych samobójców. Że samobójca nie da się złapać, że to polityczna gra.
Do Tulkarem
pojechaliśmy taksówką w dobrych nastrojach, bo po lekcji yogi. Moim zadaniem
było trzymanie mikrofonu. Żwirek śmiał się, że pierwszy raz ma półgłuchego
dźwiękowca.
Krążyliśmy po
Tulkarem szukając adresu, próbując gorączkowo potwierdzić nasz wywiad, bez
skutku. Każdy wskazywał inny kierunek, brat Shivy nagle zaczął zmieniać
terminy. W końcu zaparkowaliśmy w jakiś krzakach i czekaliśmy w potwornym
upale… I jak to zazwyczaj, w Palestynie, nagle wszystko stało się możliwe. Ktoś
wreszcie wskazał jej mieszkanie, zapadła ostateczna zgoda na setki razy
potwierdzany już wywiad. Shiva przyszła z bratem, który długo wypytywał
skąd jesteśmy i po co ten film. Potem powiedział do siostry po arabsku, żeby
nie ujawniała szczegółów. Nie ufali Leslie.
Wywiad był
psychiczną torturą. Zostaliśmy poczęstowani oficjalną palestyńską polityczną
papką. Ojciec Shivy krążył wokół jak ćma, brat siedział obok cały czas
kontrolując każde słowo. Może dlatego, że brat jest w Hamasie, a Shiva w
pracuje dla Fatahu? Albo dlatego, że jest zazdrosny o sławę, o to, że do jej
domu przyjeżdża mnóstwo dziennikarzy, którzy robią wszystko żeby usłyszeć o jej
życiu?
Szkoda, bo
historia jest ciekawa. Horror drugiej intifady spowodował, że Shiva postanowiła
wziąć udział w zamachu samobójczym, mimo że miała małą córeczkę. Krytycznej
nocy, nad ranem, tuż zanim wyszła z domu ktoś załomotał do drzwi. Jeden
z palestyńskich kolaborantów ujawnił plan akcji. Shiva dostała sześć lat.
Podczas pobytu w więzieniu uczyła się hebrajskiego, poznała bliżej swoją
izraelską strażniczkę. Teraz pracuje w organizacji pomagającej byłym więźniom.
Na podobny temat
|
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...
Sympatyczna opowiastka. Sympatyczna, ...