|
15.05.08
To już ostatni odcinek podróży.
Za oknem mojego małego pokoju wybuchają petardy. Wydawałoby się, że dorośli bawią się jak dzieci, ale to po prostu jedyne co mogą zrobić, żeby uczcić smutną rocznicę: dziś 60-lecie Nakby, palestyńskiej katastrofy 1948 roku. Tłum przy Bramie Damasceńskiej faluje. Naokoło wojsko i policja. Kiedy rozlegają się gwizdy i brawa żołnierze spinają się w sobie I chwytają za m-16.

Trzy lata po zakończeniu II wojny światowej syjoniści przesiedlili 700 tysięcy ludzi do obozów dla uchodźców, które z czasem stały się niemal modelem współczesnego getta. Kolonizacja Palestyny prowadzona jest do dziś wedle skutecznych wzorców apartheidu. Nie ma prawa powrotu dla wysiedlonych. Nawet najbardziej lewicowi Izraelczycy na hasło „right to return” reagują twardą odmową. Zresztą słowo „lewicowy”, jak się zorientowałam po prawie dwóch miesiącach pobytu w Izraelu, oznacza po prostu „nie skrajnie prawicowy”, „nie ultranacjonalista”. Żołnierze w Hebronie do innych żołnierzy, którzy nie uczestniczą ochoczo w okrutnych praktykach wobec Palestyńczyków mówią z pogardą „leftie-softie”.
Mam wrażenie, że po 60 latach nieszczęscie Nakby, jest tak samo odczuwalne po obu stronach barykady. Nie próbuję przez to zrównać ofiar i sprawców. Nieszczęście ma to do siebie, że niszczy dwie strony. Nie pomogą huczne obchody, które skutecznie eliminują ze swej narracji problem Palestyńczyków.
Wystarczy pochodzić po ulicach jakiegoś izraelskiego miasteczka, najlepiej małego, takiego jak Holon (ostatnio się tam zgubiłam i przewędrowałam wiele dziwnych ulic), albo pojechać do pierwszego lepszego miasta na Zachodnim Brzegu… To jest coś, co jest obecne w gestach, w spojrzeniach.
Z jednej strony desperacja, rozpacz, chaos, przyzwyczajenie do upokorzeń, demoralizacja, rozpad po prostu - to wszystko jest w Palestynie, w sposobie w jaki ci ludzie chodzą, mówią, boją się, śmieją się.
W gestach, w sposobie w jaki Izraelczycy mówią i patrzą zawarte są prawo i pretensja ugruntowane traumą. Własną traumą, oczywiście.
Jeśli chce się cokolwiek tu zrozumieć, to nie można nie brać pod uwagę, tego - paradoksalnie - wymykającego się rozumieniu, ale istotnego elementu – zachowań ciała.
***
- Tak już jest, że wyższa kultura wypiera niższą. Rzym na przykład…
(fragment rozmowy ze starszą mieszkanką Izraela.)
***
- Nie chcę się czuć winna za to, co sie dzieje na Zachodnim Brzegu. Dlaczego mam się czuć winna? Nie chcę się czuć winna.
(fragment rozmowy z młodą mieszkanką Izraela.)
***
Z wywiadów z żołnierzami służącymi w Hebronie zebranymi w książce „Breaking the Silence. Soldiers Speak Out About their Service in Hebron“:
- Teraz nikt już nie powie, że nie zajmujemy się tymi zwierzętami.
Sanitariusz mówiący o palestyńskim dziecku przejechanym przez samochód osadnika żydowskiego i zabierający je do karetki.
***
Niesamowite w Hebronie jest to, że to miejsce zaraża cię absolutną obojęnością. Trudno jest opisać ten rodzaj wielkiego oceanu obojętności, w którym pływasz. Jest możliwe opisanie fragmentu, poprzez przytoczenie krótkich anegdot, ale to nie wystarcza żeby to naprawdę pojąć. Jedna z takich historii, to historia o małym chłopcu, mniej więcej sześcioletnim, który przechodził koło mojego posterunku. Powiedział do mnie:
- Żołnierzu, posłuchaj, nie denerwuj się na mnie, nie próbuj mnie zatrzymać, ja idę zabić paru Arabów.
Patrzę na dziecko i nie całkiem rozumiem co powiniem zrobić.
A on mówi:
- Najpierw kupię nożyk u Gotników – to ich warzywniak - a potem zabiję paru Arabów.
Nie miałem mu nic do powiedzenia. Nic, zaćmiło mnie. To nie jest taka prosta sprawa że… to miasto, to doświadczenie może zmienić kogoś, kto był nauczycielem, doradcą, kogoś kto wierzył w edukację, w rozmowę z ludźmi, nawet jeśli ich opinie były inne… Ja nie miałem nic do powiedzenia temu chłopcu. Nie ma nic do powiedzenia.
***
W jednej z rozmów z policją graniczną [Border Police], dwóch policjantów chwaliło się jak ich ulubioną rozrywką było wziąć Palestyńczyka schwytanego na rzucaniu kamieniami, albo pyskowaniu, albo na tym, że patrzył w zły sposób…. Wrzucali go do uzbrojonego jeepa i bili go bronią po klatce piersiowej, żołądku i szyi. Zakładali się jak szybko potrafili wziąć zakręt wyrzucając go z jeepa.
- Zdajesz sobie sprawę, że policja graniczna postąpiła podobnie z kimś innym wkrótce potem. Ten ktoś zginął. Oni go po prostu zamordowali.
- To bardzo smutne. I co?
- Rozpoznałeś morderców, którzy są sądzeni?
- Nie. Nie ropoznałem nikogo. Nie znam ich. Po prostu słyszałem jak rozmawiali.
***
Przejeżdżałem do domu, potem wracałem do Hebronu i czułem jakbym wyjechał za granicę, naprawdę… jak gdyby jednym ruchem przenosił się w absolutnie inne miejsce. Cokolwiek nazywałem demokracją tutaj, w Hebronie przestawało istnieć. Żydzi robili co im się tylko podobało, nie było praw. Zasad ruchu. Nic. Cokolwiek robią, robią to w imię religii, wszystko uchodzi, włamywanie się do sklepów, wszystko jest dozwolone. Jako żołnierz miałem z tym problem, bo pochodzę z rodziny, która wierzy w wartości, w zasady. (…) Wiedziałem co to demokracja, uczyłem się o tym w szkole. (…)
Wejście do czyjegoś domu, rozkazy: „Ok, teraz wszystkie dzieci do jednego pokoju, chcę przeszukać dom“. Gdyby było odwrotnie, nie wiem, co bym zrobił, naprawdę. Oszalałbym, gdyby mój dom był w ten sposób potraktowany. Próbowałem wyobrazić sobie moich rodziców, moją rodzinę, gdyby ludzie z bronią weszli do domu z małymi dziećmi, 4-5 lat, wymierzyli w nich karabinami i powiedzieli „ok, teraz wszyscy wychodzą!“.(…) Albo kiedy aresztowaliśmy ludzi, którzy złamali godzinę policyjną. Co to znaczy, złamać godzinę policyjną? To znaczy, że ludzie wyszli zrobić zakupy. Wtedy plutonowy mówił: „Ok, teraz wszyscy na jedną stronę.“ Po czym mówił do nas „Wysusz ich przez parę godzin.“ Mówiłem – Co mamy z nimi robić przez te wszystkie godziny?“ „ Po prostu każ im siedzieć.“
***
(…) „Jak długo chcesz go przetrzymywać?“ Powiedział: „Słuchaj, zrób co ci się podoba, na co tylko masz ochotę. Jeśli uważasz, że masz problem z tym co zrobił, że coś jest nie tak, nawet najdrobniejsza rzecz, możesz go więzić tak długo jak chcesz.“
***
W dniu, w którym zdałem sobie sprawę, że władza sprawia mi radość, poczułem wstyd. Nie wierzę w to: nie sądzę, żeby był to sposób traktowania innych, na pewno nie człowieka, który nic ci nie zrobił, ale nie możesz nic poradzić na to, że czujesz władzę. Ludzie robią co im każesz. Wiesz, że to dlatego, że masz broń. Wiesz również, że gdybyś jej nie miał, i gdyby twój kolega nie stał za tobą, skoczyliby na ciebie, wycisnęli z ciebie gówno lub zadźgali na śmierć – i to wszystko zaczyna cię rajcować. Nie tylko rajcować, zaczynasz tego potrzebować.
***
To są fragmenty wywiadów zebranych w trzech zeszytach Breaking the Silence. Można je znaleźć tutaj http://www.shovrimshtika.org/publications_e.asp
I na tym kończę. Za oknem już zupełnie ciemno.
Na podobny temat
|
Jednego Piątkowi zarzucić nie można -...
może po prostu o nich nie słychać? cz...