NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
1.05.08 Drukuj
Rajkowska   
01.05.2008

1.05.08
Trzy dni i jeden wieczór w samotności, spędzone na pisaniu, doprowadziły mnie do stanu kompletnej bezcielesności. Znam ten stan, muszę wstać z krzesła, dotknąć się w policzek, sięgnąc ręką do tyłu i poczuć pod palcami łopatkę, żeby sobie przypomnieć, że w ogóle jestem. Dobrze działa też spojrzenie w lustro, choć odbicie jest bezcielesne.

Wczoraj poszłam do cukierni, gdzie wieczorem przesiadywałam z chłopakami – z Nabeelem, Żwirkiem, Mustafą, Mike i Tarekiem. Wszyscy wyjechali. Na Bliskim Wschodzie kochają jarzeniówki, więc siadywaliśmy tam pod piekielnie białą jarzeniówą i wyjącym wentylatorem. Za oknem była łysawa palma i nieruchome, gorące powietrze. Wczoraj zamówiłam herbatę, ścierwiastego Liptona, bo tylko to mają i jakieś małe ciasteczko z serem, wzięłam do ręki ksiażkę i nie mogłam przebrnąć nawet przez jedną stronę. Obok siedzieli arabscy bankierzy w brzydkich garniturach i załatwiali interesy. Włosty na żel, buty w szpic. Patrzyłam na plakat ze zdjęciem Edwarda Saida, ojca teorii postkolonialnych i czułam, że jestem na swoim miejscu, nie obok, ale właśnie tu. A tym że to „tu“ jest wciąż dla mnie obce.

Od czasu do czasu schodzę z wielkiego, pustego mieszkania o czterech pokojach i ogromnej kuchni do biura teatru, gdzie Juliano pyta ceremonialnie
- Joanna, where are you hiding?, na co równie ceremonialnie odpowiadam - I am not hiding, I am working.
Potem sztywnym krokiem idę do sklepiku, gdzie pan pyta -
- Humus?
- Humus, odpowiadam.
- Pita?
- Pita, potwierdzam, po czym z humusem, pitą oraz butelką soku grapefruitowego idę takim samym sztywnym krokiem z powrotem do mojej jaskinii. Jak bedę miała 70 lat pewnie będzie tak samo. Będę mieszkać w Ghanie, walczyć zajadle o prawa jakiś uchodźców i zarabiać na życie designem stron internetowych. Wózek inwalidzki będzie czekał w przedpokoju. Będę jeszcze chudsza i jeszcze mniej będę słyszeć.

Tak, taka samotnia uświadamia wiele rzeczy. Na przykład to, że żeby profesjonalnie zmontować film o moich warsztatach powinnam zarobić trochę kasy aby zapłacić montażyście. Zarobiłam na pobyt tutaj. Zarobiłam na kamerę. Teraz jeszcze montaż. Najśmieszniejsze jest to, że tego filmu nie ma nawet gdzie pokazać.
Niedługo pewnie przeczytam na jakimś forum, że trwonię publiczne pieniądze na podejrzane podróże.

Udało mi się opisać pewną intuicję; ma już tytuł: „Dżenin Obóz dla Uchodźców Dworzec Główny” - pięciodniowy performens uliczny.
Ale zanim projekt został precyzyjnie opisany, zdążył się rozrosnąć i straciłam nad nim kontrolę.

Niedaleko od teatru, w drodze do domu Juliano i Jenny jest mały placyk. Chodziliśmy tam do rzeźnika. Obok rzeźnika jest mały sklepik spożywczy, punkt naprawy samochodów, przed którym na wózku inwalidzkim siedzi stary, rudy człowiek oraz stolarz. Stolarz ma swój warsztat w przybudówce do dużego, dziwnego budynku z kamienia. Ludzie powiedzieli mi, że to stara, turecka stacja kolejowa z czasów ottomańskich. „Turkije, turkije”, powtarzali. A tu, pod twoimi stopami, pod asfaltem, jest linia kolejowa do Hajfy, dodał Jonatan. Poczułam ciarki na plecach. Momentalnie stanął mi przez oczami obraz powitalnej orkiestry, kwiatów, całego tego zgiełku i radosnego chaosu towarzyszącego przywitaniom i odjazdom w nieznane.
turecka.jpg
To było jakieś dwa tygodnie temu. Teraz poszłam tam, żeby zrobić zdjęcia i wkleić w fotkę budynku prosty napis: Dżenin Obóz dla Uchodźców Dworzec Główny i zestawić z tym wagon kolejowy. Wagon jest polski, a niech tam, drobny gest polskiej solidarności z ofiarami okupacji.
Performens potrzebowałby trochę technicznych przygotowań – trzeba byłoby położyć 300 metrów szyn, przytaszczyć z Jordanii albo z Izraela jakiś stary wagon kolejowy, potem zainstalować napisy i standy „Peron 1“, „Peron 2“. Kiedy wszystko będzie gotowe, dzieciaki z teatru staną się pasażerami, konduktorami, bagażowymi. Wyobrażam sobie jak wysiadają z wagonu, w okularach przeciwsłonecznych, obładowane walizkami i plecakami, orkiestra gra, przez megafony ogłaszają, że pociąg do Warszawy odjedzie za pięć minut, przez: Amman, Damaszek, Istanbuł, Sofię, Bukareszt, Bratysławę, Kraków…. I wytaczamy wagon z placyku.

Ludzie będą chcieli jechać najpierw do Hajfy, do ich własnego miasta, trzeźwo zauważył Juliano w e-mailu (emailujemy na odległość 50 metrów – ja jestem w mieszkaniu, a on w teatrze na dole). Ludzie sami sobie wybiorą dokąd chcą jechać, performens będzie zupełnie otwartą formułą, odpowiadam.

Tak było wczoraj. Dziś zeszłam do biura (sztywnym krokiem, w drodze po pitę i humus) i nagle się okazało, że projekt odbył już długą drogę modyfikacji i przekształceń.
- Położymy oprawdziwe tory, powiedział Juliano, te o mniejszym rozstawie. Przez cały obóz i do miasta.
- Możemy zrobić stacje w obozie, przygotować plansze, zdjęcia i pokazać co się tam stało, dodał Mussadak, księgowy, który się nigdy nie odzywa.
- Adnan, ty skonstruujesz lokomotywę, w każdym razie silnik, powiedział Juliano.
- No problem. Adnan właśnie reperował jakieś akumulatory.
- Będziemy ze dwa lata załatwiać pozwolenia, jęknęłam.
- Tu? W obozie? Co ty, wystarczy jedno słowo Zakarii….

Komuś, kto nie był w palestyńskim obozie dla uchodźcow trudno zdać sobie sprawę, co to znaczy nie móc nigdzie wyjechać. To jest mniej więcej tak, jakby kogoś zamknąć w słoiku. Podróż do Ramallah to odbicie od szklanej ścianki. Słowa „podróż“, „przestrzeń“, „morze“, „pociąg“ działajają tu jak zapalniki, uobecniają to, co zostało bezprawnie odebrane. Datego pewnie Juliano mówi, że jeśli projekt dojdzie do skutku, to zacznie się rewolucja.

turecka2.jpgturecka1.jpgturecka3.jpg

Komentarze
Dodaj nowy
marzec  - "tego filmu nie ma nawet gdzie pokazać.   |03.05.2008 05:00:19
"Najśmieszniejsze jest to, że tego filmu nie ma nawet gdzie pokazać."
A
w Łodzi nie można?
Łódzka "jaczejka" KP chce przed wakacjami pokazać
"Mary Koszmary" Bartany.
Może po wakacjach,gdy film będzie gotowy,
przyjmie Pani zaproszenie do Łodzi?

pozdrawiam Marzec
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 01.05.2008 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.59213 Seconds