Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Sutowski: Wyrzućmy narodową szachownicę Drukuj
Michał Sutowski   
20.10.2006
Stan stosunków polsko-niemieckich w ostatnich miesiącach to jeden z bardziej wyrazistych przykładów tego, „co nowe” w Rzeczpospolitej „III i pół”. Obecność tego tematu w naszych, jak również niemieckich mediach mogłaby wskazywać – trawestując tytuł książki Jana Józefa Lipskiego – że nie tylko „musimy”, ale i chyba wreszcie chcemy „powiedzieć sobie wszystko”. Czy aby na pewno? Debata zorganizowana przez Fundację im. H. Bolla 18 października 2006 przyniosła sporo ciekawych wniosków w tej kwestii.

Otwierający spotkanie Ralf Fuchs (członek Zarządu Fundacji im. Heinricha Bölla) przypomniał dzisiejsze „punkty krytyczne” w sąsiedzkich relacjach: rura pod Bałtykiem, wypędzona Erika Steinbach i jej Centrum, „polskie kartofle” w „tageszeitung” i zerwany szczyt w Weimarze, udział niemieckiej lewicy w kampanii na rzecz obrony dyskryminowanych mniejszości w Polsce – a wszystko w atmosferze konfrontacyjnej retoryki, stawiania sprawy na ostrzu noża, histerycznych nagłówków w prasie, przywoływania „osi”, złowieszczych Paktów i demonów „niemieckiego rewizjonizmu”.
Media, w szczególności prasa, były ważnym tematem dyskusji  - choć relatywnie najmniej spornym. „Gazeta nie jest ambasadą” i jej głównym zadaniem „nie jest utrzymywanie dobrych stosunków z sąsiadami” - stwierdziła Bascha Mika, redaktor naczelna „die tageszeitung”. Ostra satyra i wszelkie inne formy krytyki procesu politycznego są według europejskich standardów całkowicie uprawnione – aczkolwiek  empatia i zrozumienie perspektywy drugiej strony to oczywista podstawa rzetelnego dziennikarstwa. Oskarżanie „taz” o antypolskość, obrazę prezydenta, a według niektórych – całego narodu polskiego, są absurdalne, bo gazeta ta od lat 80. pisała o naszych kraju dużo i ciepło, otwarcie wspierając ruch „Solidarności”, często na przekór politykom głównego nurtu w Niemczech.

Czy prasa niemiecka jest więc całkowicie bez winy? Zapewne nie – Thomas Urban z „Suddeutsche Zeitung” wyraźnie wskazał na część publicystów w Niemczech „tym bardziej Polsce niechętnych, im dalej od jej granic mieszkają”. Jednak w prasie masowej obu krajów mamy tendencję do podsycania banalnych stereotypów o sąsiadach – komentarze „Bilda” o nadciągających hordach nielegalnych pracowników z Polski po rozszerzeniu Unii, czy nakreślane wizje „kaczej Polski” jako państwa zadekretowanego antysemityzmu są warte dokładnie tyle, co wywody Piotra Semki o „dzieciach Hupki i coca-coli”, czy jego tezy, iż „nie przypadkiem słowo Besserwisser jest pochodzenia niemieckiego” – a propos’ rzekomo tradycyjnego względem Polaków, niemieckiego protekcjonalizmu. Podobnie jak polskich tytułów prasowych nie wymyśliła żadna władza („Niemcy są Polakom winni bilion dolarów za drugą wojnę światową”…), tak i publikacje tabloidów niemieckich mają źródło gdzie indziej.

Osią debaty w Centrum Foksal były stosunki polityczne Polski i Niemiec. Piotr Pacewicz z „Gazety Wyborczej”, krytykując obecną ekipę rządzącą powołał się na tezy prof. Zbigniewa Brzezińskiego – Polska powinna za wszelką cenę dążyć do bliskiego porozumienia z Niemcami, by zapobiec ich sojuszowi z Rosją i wzmocnić swą pozycję względem USA. Wszystko to w imię „polskiego interesu narodowego”. Czy w tym momencie nie wyszło na jaw sedno problemu? Polityka międzynarodowa rozumiana jako „wielka szachownica” redukuje wiele spornych kwestii do funkcji stosunków międzypaństwowych. Fundamentalne sprawy – jak przywiązanie do wolności wypowiedzi czy ochrony mniejszości przestają  należeć do sfery relacji obywatele (europejscy!) – władze, a zostają wpisane w kontekst międzypaństwowy (np. jako przedmiot „nieuprawnionej ingerencji” jednego państwa w kompetencje drugiego). Ścisłe trzymanie się perspektywy narodowej nie pozwala w pełni dostrzec rzeczywistych problemów. Związek Wypędzonych i jego działania (berlińska wystawa, planowane Centrum) to dobre tematy do dyskusji, ale raczej w kontekście ogólnoeuropejskiej pamięci historycznej, czy relacji „pokolenia ’68” do niegdyś potępionego przez nie „pokolenia wojny”, a nie w kontekście stosunków polsko-niemieckich!
Jak zauważył Thomas Urban, Związek odciął się wyraźnie od spuścizny Niemiec faszystowskich i wyraźnie zrezygnował z jakichkolwiek roszczeń odszkodowawczych. Niemieccy politycy głównego nurtu fotografują się z amerykańskimi kolegami na plażach Normandii, a z rosyjskimi – na paradzie w Moskwie. Ściśle narodowo-centryczne kategorie myślenia każą nam jednak dalej upatrywać w Erice Steinbach „wroga Polaków nr 1”, a w konsekwencji medialnego nagłośnienia promować trzeciorzędną działaczkę społeczną do rangi rzekomego rozgrywającego niemieckiej polityki.

Czy w Polsce dla takiego myślenia jest alternatywa? Zdaniem Sławomira Sierakowskiego, dotychczas jej nie było. Profesor Maria Janion przedwcześnie ogłosiła „kres paradygmatu romantycznego”. W polskiej polityce trwa on dalej w najlepsze, tym razem jako farsa. Jego skrajnym przejawem było hasło „Nicea albo śmierć”, ale i na co dzień determinuje on nasze postrzeganie siebie jako narodu w opozycji do sąsiadów. Alternatywą dla „przaśnego konserwatyzmu” Okopów Świętej Trójcy jest myślenie w duchu „zmodernizowanego nacjonalizmu”. Nawet siły centro-liberalne nie wypracowały wyraźnej czytelnej wizji Europy federalnej – dominujący w III RP trend „proeuropejski” nie precyzował, jaka ma być Unia Europejska, niejasne przesłanki dawały mglisty obraz „czegoś pomiędzy” Europą federalną, a Europą-Ojczyzn.

Brak wizji pogłębionej wspólnoty nie pozwala dostrzec, że wymiar problemów postrzeganych jako polsko-niemieckie jest szerszy. Centrum przeciw Wypędzeniom stawia pytania o wspólną – choćby w części – europejską pamięć. Rurociąg pod Bałtykiem podnosi kwestię bezpieczeństwa energetycznego całej Unii, a także problem wspólnej polityki zagranicznej Europy i solidarności w Unii. Nie wiadomo, czy Polacy i Niemcy uzyskają kiedyś choćby w zarysie tożsamą perspektywę historyczną. Ale w tym celu, choćby tak ostro krytykowaną, np. politykę historyczną można przecież uprawiać wspólnie – aby nie była jedynie narzędziem potwierdzania własnego, narodowego samozadowolenia i zamykania własnej tożsamości. Do tego potrzebny jest jednak nowy język mówienia o Polsce, Niemcach i Europie. Tylko czy któryś redaktor naczelny zechce owym językiem przemówić? 

Na podobny temat

Aktualizacja    ( 20.10.2006 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.50570 Seconds