|
Czy internet zmienia stosunki polityków z wyborcami? Jak
wpływa na kształtowanie się opinii publicznej? Czy pozwala wejść w szerszy
dyskurs poglądom i postaciom do tej pory marginalizowanym? Pytania te
wyznaczyły ramy debaty zorganizowanej 4 grudnia w REDakcji w ramach cyklu
technologie@społeczeństwo.pl.
Spotkanie rozpoczął Jarosław Lipszyc, zwracając uwagę
na rozmaite sposoby, w jakie internet tworzy nowe obszary demokratycznego
uczestnictwa. Jako nowy element „czwartej władzy” sieć odgrywa coraz większą
rolę dzięki swej „wielokierunkowości”. W przeciwieństwie do „jednokierunkowych”
mediów starego typu, rozmyciu ulega tu podział na nadawcę i odbiorcę. Zmienia
się kierunek strumienia informacji, tworzonych teraz w czasie rzeczywistym -
każdy może komentować na bieżąco wypowiedzi polityków. Często lokalne witryny
przejmują funkcje dawnych gazet, co pozwala na rozwój demokracji w małych
ośrodkach. Problemem jest wykluczenie sieciowe - obecnie tylko 40% polskich
rodzin ma komputer, podczas gdy w Korei Południowej wskaźnik ten wynosi niemal
100%. Atutem jest natomiast możliwość popierania konkretnych politycznych
rozwiązań zamiast przyjmowania ich „w pakiecie”. Na przykład będąc
przeciwnikiem patentów można być jednocześnie za lub też przeciw aborcji.
W inny sposób o związkach polityki i internetu mówił Albert
Hupa, który przedstawił kilka empirycznych obserwacji na temat internetowej
przestrzeni publicznej. Olbrzymia ilość internetowych nadawców mogłaby
powodować informacyjny chaos. Tak się jednak nie dzieje, czego przykładem jest
blogosfera, w której słucha się przede wszystkim małej, wpływowej grupy
piszących, podczas gdy opinie całej reszty autorów mają ograniczony zasięg
oddziaływania. Zdarza się coraz częściej, że dziennikarze lokalni nie wyruszają
w teren w poszukiwaniu materiału, lecz siadają przed komputerem i piszą na
podstawie artykułów sieciowych. Na koniec przedstawił wyniki własnych badań, w
których pokazał, że strony internetowe reprezentują (na podstawie
zindeksowanych przez komputer głównych haseł w nich używanych) trzy grupy -
prawicowe, lewicowe i Samoobronę. Nierzadko jednak także w sieci tradycyjne
kryteria podziału ulegają zatarciu.
Zdaniem Waldemara Pawlaka, który jako jeden z
pierwszych polityków w Polsce dostrzegł polityczny potencjał internetu,
politycy nie doceniają tego sposobu komunikacji z elektoratem. Zauważył, że w
kwestiach związanych z nowymi technologiami mogą powstawać nietypowe koalicje.
Na przykład w sporze o dyrektywę patentową w naszym kraju jednym głosem mówili
Zieloni, PSL i PiS, a na poziomie ogólnoeuropejskim - Partia Europejskich
Socjalistów, podczas gdy rodzime środowiska naukowe nie zajęły stanowiska.
Prezes PSL powiedział, że bloga swego pisze osobiście, ale są tacy politycy,
których blogi są pisane przez sekretarzy.
Edwin Bendyk podkreślał przede wszystkim problem
wykluczenia sieciowego, utrudniającego niwelowanie nierówności społecznych.
Szkoła uczy dziś głównie tego, jak włączyć komputer czy przeglądarkę
internetową, nie uczy zaś, jak „czytać” internet: odróżniać informację od
komentarzy, umieć inaczej odbierać wiadomości z blogów, stron partii politycznych
itp. Ważne jest pokonanie bariery kompetencji.
Igor Janke, twórca internetowego wortalu blogerskiego
salon24.pl, pokazywał na przykładzie tej istniejącej od niedawna witryny, na
czym polega odpowiedź mediów tradycyjnych na nowoczesne. Internet ma znacznie
większy zasięg od prasy, konkurować z nim może jedynie telewizja. Sieć nie
doprowadzi jego zdaniem do zniknięcia starych mediów, ale spowoduje ich
przekształcenie. Widać to w przypadku publicystów - część z nich publikuje w
sieci głównie swe „papierowe” teksty, inni zaś traktują ją jako zupełnie inny
kanał komunikacji. Na portalu salon24.pl obok oznaczonych na czerwono blogów
uznanych publicystów pojawiają się „niebieskie” blogi użytkowników. Janke chce
wyławiać spośród nich tych najzdolniejszych, którzy mogliby publikować na
równorzędnych zasadach co etatowi dziennikarze. Ale jest przeciwnikiem tego, by
na stronie głównej pojawiał się na pierwszym miejscu zawsze najbardziej
aktualny wpis, niezależnie od tego, czy jest „czerwony” czy „niebieski”.
Dyskusja pokazała, że internet jest już dziś w Polsce ważnym politycznym
medium. Stwarza nowe możliwości i obszary działania zarówno dla profesjonalnych
polityków i dziennikarzy, jak i zwykłych obywateli. Ale też - jak pokazały
głosy Jankego i Hupy - nie jest całkowicie wolny od panujących w sferze
publicznej hierarchii. A jeśli skład uczestników debaty odzwierciedla
internetowo-polityczną rzeczywistość, to wynikałoby z tego, że internet
pozostaje w Polsce - w większym nawet stopniu niż polityka uprawiana poza
siecią - „męską” sprawą. Mimo to internet może się okazać ważnym narzędziem
tworzenia w Polsce miejsca na lewicową politykę. Dlatego pytania o polityczność
sieci należą do tych tematów, których lewica nie może zlekceważyć.
[foto: Joanna Erbel]
Na podobny temat
|
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...
Sympatyczna opowiastka. Sympatyczna, ...