NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Kutyła: Emancypacja bez cenzury Drukuj
Julian Kutyła   
25.09.2006

Niedzielna projekcja filmu Agnieszki Arnold - jedno z wydarzeń inaugurujących działalność lokalu „Krytyki Politycznej” - z pewnością na długo zapadnie w pamięć uczestnikom spotkania. Podobnie jak dzień wcześniej, redakcja wypełniła się do granic wytrzymałości, a część widzów mogła kontemplować jedynie ścieżkę dźwiękową, gdyż na sali, w której wyświetlano film, trudno było wcisnąć choćby szpilkę.

Film „Niepodległość bez cenzury” poświęcony jest postaci Karola Modzelewskiego, którego nazwisko, jak napisał w sobotniej „Gazecie Wyborczej” Tadeusz Sobolewski: w historii Polski kojarzy się z „Listem otwartym do członków PZPR” napisanym wspólnie z Jackiem Kuroniem w 1964r. Modzelewski jest jednak kimś więcej niż tylko odważnym krytykiem PZPR-owskiej biurokracji. Jest on przedstawicielem nielicznej dziś formacji, która nie wyobrażała sobie lewicowości bez ziarna buntu i nie bała się słowa „rewolucja”.

W dyskusji, którą po projekcji poprowadził Sławomir Sierakowski, wzięli udział Andrzej Celiński, polityk SdPl, w latach 70. działacz KOR, oraz Seweryn Blumsztajn, dziś redaktor „Gazety Stołecznej”, niegdyś - „Biuletynu Informacyjnego KSS KOR”. Obaj musieli ustosunkować się do postaci Modzelewskiego jako „wiecznego dysydenta”. I to tłumaczenie się dyskutantów ze swojego usadowienia w głównym nurcie polskiej sceny politycznej po 1989 r. wypełniło znaczną część wieczoru. Oś sporu wyznaczał jednak chyba przede wszystkim stosunek do tłumu. Modzelewski, zafascynowany polskim „Październikiem” - kiedy, jak mówi w filmie, pierwszy raz doświadczył tłumu jako społecznego fenomenu - nie przypisuje tłumowi negatywnych konotacji, jakie się z nim na ogół wiąże. Z kolei Celiński -  i nie jest on w tym jakimś wyjątkowym przypadkiem -  nie dostrzega w tłumie niczego prócz tkwiącej korzeniami w feudalizmie masy, niezdolnej poczuć się współgospodarzem politycznej wspólnoty. Żądającej od władzy, niczym od średniowiecznego pana, jedynie ochrony przed klęskami żywiołowymi i zapewnienia minimum egzystencji.

Atmosfera była gorąca nie tylko ze względu na panujący tłok. Jak pisze w komentarzu pod informacją o spotkaniu użytkownik portalu KP podpisujący się jako „krak”: Potem wybuchła awantura, bo dwie feministki usiłowały – jeśli dobrze rozumiem - zwrócić uwagę, że film Agnieszki Arnold zrobiony jest z pozycji anachronicznych i tradycjonalistycznych. To wywołało gwałtowne i obelżywe reakcje części obecnych, a niektórzy w proteście po prostu wyszli. Nawet nie chcieli poznać bliżej punktu widzenia, który pewnie w ogóle nie przyszedł im do głowy. Ale może by nie wyszli, gdyby Kinga Dunin nie użyła na wstępie sformułowania „stetryczałe dziadki” o tych, co to ich młodzi chcą mieć za autorytety?

Niedzielna dyskusja ujawniła pęknięcie, jakie panuje dziś w lewicowej kulturze politycznej. Z jednej strony tradycja lewicowej polityki, walki i oporu przeciw różnym postaciom ucisku, która znajduje najwyżej ograniczoną kontynuację w aktualnych konfliktach. Z drugiej strony nowe wyzwania, paląca świadomość ucisku, jakiemu w dzisiejszej Polsce podlegają kobiety, związkowcy, geje i lesbijki i wiele innych grup. Łączy nas to, że nie zgadzamy się z dominującym wśród liberalnych elit mitem, zgodnie z którym rok 1989, będąc ostatecznym zwycięstwem nad niesprawiedliwym systemem, usprawiedliwia niejako z góry wszelkie niesprawiedliwości nowego systemu. Jedni z nas chcą jednak kontynuować lewicową tradycję w tej samej formie, nie dostrzegając nowego kontekstu. Inni, zwracając uwagę przede wszystkim na nowe wyzwania, mają skłonność do zaczynania zawsze od początku, ignorując siłę, jaką daje posiadanie własnej przeszłości. Czy uda się powiązać przeszłość i przyszłość lewicy, jest pytaniem otwartym. Gra będzie trudna, ale karty już leżą na stole.


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 04.10.2006 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.52817 Seconds