NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Wiśniewska: Buntownicy poprawiają krawat Drukuj
Agnieszka Wiśniewska   
06.07.2010
okladka_skolimowski_kwadrat.jpg

 

Chłopaki i dziewczyny z wczesnych filmów Skolimowskiego, z jego szkolnych etiud i z obrazów, do których pomagał pisać scenariusze, kochają zabawę. Skolimowski portretuje buntowników, którzy przypominają dzisiejszych dezerterów ze społeczeństwa konsumpcji. Jedni i drudzy nigdzie jednak nie zdezerterowali. Ale od początku.

 

 

 

Fura i skóra

 

Lata 50. Przed łódzką filmówkę dostojnie podjeżdża ford mustang. Rozmowy milkną, studenci odwracają głowy. Drzwi samochodu otwierają się i… „wysiada piękny Skolimowski, grzywa włosów, blue jeans, biały pas”. To ten bokser-literat, który Andrzejewskiemu i Wajdzie tłumaczył, jak zrobić film o młodych ludziach. To ten, który przekonywał, że w opowieści o współczesnej młodzieży „musi być boks, musi być jazz, musi być fajny facet, który ma skuter i spotyka fajne dziewczyny, udaje mu się albo nie i do tego ma czasem refleksje”. To ten Skolimowski, który ma w pokoju wagę łazienkową i za dwa złote pozwala z niej skorzystać. Niezły spryciarz. W sumie mógłby jeździć skuterem – takim, jaki miał bohater Niewinnych czarodziejów, filmu, do którego Skolimowski napisał scenariusz. Skuter był w latach 50. szalenie modny. Mógłby też podjechać wartburgiem. I zapewne nim podjeżdżał najczęściej, bo wartburg był własnością reżysera. Legendy filmówki mówią, że smart boy Skolimowski obsadził swojego wartburga w jednej z etiud tak cwanie, że statysta codziennie mył go na koszt państwa. Niezły spryciarz – wypada powiedzieć po raz drugi. Niezłe czasy, kiedy to etiudy kręcono tyle dni, że podczas realizacji zdjęć zdążyły powstać nie tylko filmy, ale i filmowe legendy o samochodach reżyserów.

 

Skolimowski w czasach studenckich był legendą – idolem, bohaterem zbiorowej wyobraźni, jak napisała Iwona Kurz w tytule książki, której jest jednym z bohaterów. Bożena Janicka jeszcze w 1992 roku, w wywiadzie ze Skolimowskim, wspomina dzień premiery jego pierwszego filmu fabularnego i jasnobrązową, skórzaną kurtkę, w której reżyser pojawił się w kinie. Anegdoty o ciuchach i gadżetach są po latach równie żywe jak pamięć o pierwszych filmach Skolimowskiego. Przypominają przywołaną kiedyś przez Sławomira Sierakowskiego sesję zdjęciową z magazynu „Elle” z 2005 roku, zatytułowaną „Trendy na wiosnę”. Jednym z trendów był Sławomir Shuty, „dezerter ze społeczeństwa konsumpcji”, pięknie pozujący na kanapie z Ikei. Czy można być modnym młodym artystą, nie będąc modnym? Czy nic się od lat 50. nie zmieniło?

 

Idol kręci filmy i się bawi

 

Czym na studiach zajmował się modnie ubrany młodzieniec Skolimowski? Kręcił pełnometrażową fabułę. W czasie, kiedy inni zajmowali się robieniem etiud – wprawek filmowych, krótkich ćwiczeń przygotowujących do nakręcenia w przyszłości długiego filmu, on cierpliwie gromadził materiał na pełen metraż. Nagrywał krótkie fragmenty pod byle pretekstem: a to próba obiektywu do innego filmu, a to ćwiczenie operatorskie. Pod koniec pierwszego roku nakręcił pierwsze sceny i poprosił o przechowanie dekoracji do następnego roku. Obsadził siebie w roli głównej, dzięki czemu miał zawsze pod ręką aktora, sobie powierzył rolę scenarzysty, autora dialogów, scenografa. One man band. Pod koniec z zebranych materiałów zmontował film. Kończył szkołę jako autor pełnometrażowej fabuły – Rysopisu.

 

W czasie studiów prócz Rysopisu nakręcił kilka etiud. Wcześniej pracował przy scenariuszach Niewinnych czarodziejów Wajdy i Nożu w wodzie Polańskiego, przy tym ostatnim będąc już studentem. Bohaterowie obu filmów są do siebie bardzo podobni – łączy ich zamiłowanie do gry, zabawy i rywalizacji. W Niewinnych czarodziejach Bazyli i Pelagia spędzają ze sobą noc w mieszkaniu Bazylego, prowadząc przedziwną grę. Chłopak i mężczyzna w Nożu w wodzie rywalizują o kobietę. Rywalizacja przybiera formę gry, ale robią przy niej śmiertelnie poważne miny. Niewiele przy tym zabawy i śmiechu. Leszczyc w Rysopisie rywalizuje z rzeczywistością. Trochę powalczy z kobietą, pobawi się w uczestnika kursu języka hiszpańskiego. Poważne nie jest nic i zarazem wszystko. W studenckich etiudach Skolimowskiego jest podobnie.

 

Oko wykol – krótka etiuda o cyrkowym numerze polegającym na rzucaniu nożami – koncentruje się głównie na grze ze strachem. Mężczyzna w zabawnym stroju cyrkowca dosiada konia na biegunach, sięga po nóż i rzuca nim w stronę kobiety. Jak zawsze oczywiście to mężczyzna popisuje się swoim sprytem, celnością, a towarzysząca mu kobieta jest asystentką, dodatkiem do cyrkowego popisu. W etiudzie widzimy przygotowania do występu, trening, podczas którego mężczyzna przybiera jednak takie same miny, jakie zawsze stroi w czasie występów przed publicznością – pręży się, popisuje. Kobieta śmieje się, zawadiacko wyjmuje nóż z tarczy i czyści nim paznokcie. Jej zachowanie wyraźnie irytuje cyrkowca nieprzywykłego zapewne do niepoważnego traktowania jego występu. Urażony rzuca nożem w miejsce tuż nad głową kobiety. Trafia w perukę, którą ta ma na głowie. Kobieta osuwa się na ziemię. Na tarczy zostają tylko noże i przebita peruka. Cyrkowiec odegrał się na śmiejącej się kobiecie, upokarzając ją.

 

Zabawy towarzyskie są tematem etiud Hamleś i Erotika. Hamleś jest wariacją na temat sztuki Szekspira. Erotika to wariacje na temat Freuda. W przedziwnej przestrzeni wypełnionej gazetami i lustrami spotykamy kobietę i mężczyznę. Kobieta powtarza jak refren fragment: „spotykamy się tylko w lustrze, widujemy się tylko we śnie”. Świat wokół tych dwojga jest odbiciem świata – odbiciem w słowie pisanym prasy, odbiciem luster. Freud jest modny, a zdjęcia filmowe odbić lustrzanych efektowne. Wszystko nie musi mieć głębszego sensu, daje jednak interpretatorom i wielbicielom szukania głębokich sensów w najprostszych etiudach pole do popisu.

 

Jedną z ostatnich etiud Skolimowskiego nakręconych na studiach jest film Pieniądze albo życie, adaptacja opowiadania Stanisława Dygata. Pisarz zagrał w filmie jedną z głównych ról. Gry i zabawy w Pieniądzach albo życiu widać głównie w tym, jak zrobiony jest film. Formalne zabawy z widzem polegają tu na prostym zabiegu wprowadzania widza w błąd lub konsternację. Pokazujemy na ekranie nogi maszerujących panów, dopiero po chwili dowiadujemy się, że to maszerują dwaj żołnierze i naraz słyszymy: „Nie strzelać”. Akcja toczy się w lunaparku (znowu motyw cyrkowo-zabawowy). Okrzyk „nie strzelać” skierowany jest nie do żołnierzy, a do osoby na strzelnicy w parku. Prosty trik, ale uwodzi widza.

 

Bohaterowie Skolimowskiego bawią się więcej niż ich rówieśnicy kilka lat wcześniej. Należą do pokolenia dorastającego po wojnie, które nie przeżyło tak boleśnie lat wojennych i często tak naprawdę niewiele z nich pamięta. To pokolenie skuterów, jazzu i małej stabilizacji. Generacja ta przypomina dzisiejszych dwudziestoparolatków – ludzi, którzy nie przeżyli PRL-u, a jeśli przeżyli, niewiele zapamiętali poza oranżadą w proszku. Dzisiejsza młodzież też chce się bawić i rywalizować. Też chce mieć skutery i spotykać fajne dziewczyny. Żyje w kapitalistycznej małej stabilizacji.

 

Naprawić

 

Dwudziestoparolatkowie z filmów i etiud Skolimowskiego żyli życiem prywatnym. Nie dyskutowali o polityce, o świecie, o tym, co dzieje się na ulicy. Ba, oni nie wychodzili prawie w ogóle na ulice. Akcja Oko wykol toczy się w wozie cyrkowym, Hamlesia w dziwnej ruinie czy na placu budowy, Erotiki w zamkniętej przestrzeni wypełnionej gazetami, Noża w wodzie na jachcie, Niewinnych czarodziejów głównie w mieszkaniu Bazylego, Rysopisu w mieszkaniu Leszczyca i w mieście, w którym nie ma jednak zbyt wielu ludzi. Wszystko zamknięte w czasie i przestrzeni, skupione na jednostkach. Indywidualne, osobiste. Świat zewnętrzny pojawia się tylko w nagłówkach gazet, które są raczej rekwizytem niż elementem kształtującym postacie.

 

Najdojrzalszy ze wszystkich tych panów (kobiety są w pierwszych filmach Skolimowskiego tylko dodatkiem do bohaterów, ważniejszym niż gazeta rekwizytem, przedmiotem rywalizacji, ale nigdy podmiotem) jest Leszczyc z Rysopisu. W filmie jak refren powraca wiersz-reklama: „Człowiek na dworcu/ który mówi/ nie wiem po co tu przyszedłem/ aż po wielu latach/ albo po czymś takim/ jak młodość albo miłość/ z ręką na gardle/ chce wszystko naprawić/ i poprawia krawat”. Leszczyc to ten, który przeżył już coś takiego, jak młodość czy miłość. Skolimowski młodość i miłość przeżywał w blue jeans i fordzie mustangu. Przeżywają ją wychowani w kapitalistycznej młodej stabilizacji dwudziestoparolatkowie, którzy filmy Skolimowskiego oglądają na festiwalach, DVD, którzy bawią się i rywalizują, ale też zmagają z problemami tego świata. Gdzie? Na przeglądzie dokumentów o biedzie w Afryce, na kawie fair trade w popularnej kawiarni. A kiedy chcą wszystko naprawić, poprawiają krawat.

 

Poprawić krawat

 

Etiudy Skolimowskiego zapowiadały zmiany, pierwsze filmy reżysera były szokiem dla widzów. Wpisywano je w nurt nowej fali i wymieniano jednym tchem z filmami Jeana-Luca Godarda i Miloša Formana. „Skolimowski opisywał niemoc, niedojrzałość, ucieczkę przed odpowiedzialnością nadwrażliwców odczuwających życie jako miałkie i nijakie.” Jego filmy „stały się pokoleniowymi manifestami”. Portrety buntowników, którzy „doceniali poświęcenie i ofiarę pokolenia Kolumbów”, ale dla których „liczył się stan posiadania”, przypominają portrety dzisiejszych dezerterów ze społeczeństwa konsumpcji. Jedni i drudzy nigdzie nie zdezerterowali – uwili sobie tylko bezpieczne schronienie w małej materialnej stabilizacji.

 

Chłopak z Noża w wodzie pozuje na buntownika, ale z zazdrością patrzy na jacht i auto mężczyzny. Bazyli z Niewinnych czarodziejów już na nikogo nie pozuje. Otwarcie przyznaje, że liczy się jazz, zabawa i forsa. Leszczyc z Rysopisu nie wie jeszcze, czego chce, ale wie, że chce, by coś się wydarzyło. Marzy o podróżach samochodem, ale nie potrafi samochodu prowadzić. Pragnie zmiany, ale jedyne, na co się porywa, to zgłoszenie na ochotnika do wojska. Zbuntowani i zagubieni, bawiący się, ale marzący o czymś innym, czymś więcej. Nie potrafią jednak powiedzieć, co znaczy to więcej. Pięknie i efektownie bohaterowie Skolimowskiego miotają się na ekranie.

 

Dzisiejszy bohater małej kapitalistycznej stabilizacji też się miota. Niekiedy nawet pięknie. Czyta reportaże o wyzysku w Ameryce Południowej, ogląda filmy dokumentalne o złym kapitalizmie, a potem podnosi rękę, poprawia krawat i idzie do pracy w banku czy agencji reklamowej. Dokłada cegiełkę do systemu, który z takim zapałem po godzinach krytykuje. Patrzy na ekran w kinie i wzrusza go, że gdzieś tam daleko ludzie żyją w biedzie. Dobrze, że nie tu blisko. Tu blisko toczy się inne życie. Może dzisiejszy buntownik nie dostrzega związku między swoją pracą a tym, co ogląda po godzinach w kinie, między kulturą i ekonomią? Nie zauważa, że rynek skolonizował sztukę, rozrywkę, że poradził sobie z buntownikami, obsadzając ich w reklamach produktów dla buntowników? Banał? Jasne, że to banał. Zagubieni buntownicy poprawiają krawat i reprodukują system. Nie wiedzą, co zrobić, a nawet jak wiedzą, to postępują zgodnie z przepisami podsuniętymi przez rynek. I koło się zamyka.

 

Tekst pochodzi z książki Skolimowski. Przewodnik Krytyki Politycznej wydanej właśnie przez Wydawnictwo Krytyki Politycznej. Wśród autorów: Jaś Kapela, Jakub Majmurek, Kaja Malanowska, Cezary Michalski, Tymon Tymański, Bartosz Żurawiecki.  


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 08.07.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.93404 Seconds