Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

polska_OST_NEW01m.jpg

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Żuławski: Kino żyje wraz z nami Drukuj
Andrzej Żuławski w rozmowie z Agnieszką Kołodyńską   
26.07.2008

Agnieszka Kołodyńska: Klika dni temu, podczas spotkania z widzami, mówił Pan, że uważa się za reżysera umiarkowanego. Co to znaczy?

Andrzej Żuławski: - To, co kiedyś bywało obrazoburcze, dziś już nie jest szokujące. A filmy, które robiłem nie były wymyślone by szokować. Były robione z ogromna szczerością. Po prostu tak widzę świat, tak chcę go pokazywać, takie kino kocham. Nudzę się, jeśli nie jest wystarczająco skondensowane i w przyspieszonym tempie. Moje filmy, te najbardziej drapieżne, w tej chwili są niczym w porównaniu z tym, co dziś się wyprawia na ekranie!

Polska krytyka i widzowie zupełnie inaczej zareagowali na Pana filmy niż publiczność francuska. Negowali zamiast podziwiać?

- Nasza, skądinąd wspaniała, polska kultura zaścianków, nazywana szlachecką, a tak naprawdę wsiowa, ciągle żyje. Na odbiór moich filmów złożyły się też ciężkie losy tego kraju po 1939 roku: żeby przetrwać, ludzie trzymali się tzw. wartości rodzinnych, patriotycznych. To nie skłania specjalnie do kochania, czegoś co wykracza poza te ramy, co jest zupełnie inne. U nas jeżeli baba sobie pozwoli na przyczepienie penisa do krzyża, to wybucha afera na skalę całego społeczeństwa! Moje kino nie jest w polskich gustach i może naprawdę się tu nie podoba?

  


Wiele wspaniałych aktorek zagrało u Pana role swojego życia - Isabelle Adjani, Sophie Marceau, Romy Schneider. Wiedział Pan, że te role będą dla nich przełomowe?

- Nie umiem na to pytanie odpowiedzieć. Z reguły brałem aktorki młode, za wyjątkiem Romy Schneider, która już była artystką z dużym stażem. Pracowałem z dziewczynami z małym doświadczeniem, ale na tyle dużym, żeby zaakceptował je producent. To była zawiła gra między tym, co się naprawdę chce, a co się może dostać. One stawały się wspaniałymi aktorkami, dopiero po filmach, które robiliśmy razem. To dla mnie wielka satysfakcja.

Nie udało się to Iwonie Petry. Po „Szamance” w wywiadach opowiadała, że praca z Panem zniszczyła ją psychicznie.

- To był jedyny w moim życiu zawodowym przypadek dziewczyny wziętej z ulicy. Przeczytała scenariusz, chciała grać. I zagrała, moim zdaniem bardzo dobrze, choć film został źle przyjęty. Jednak jako człowiek okazała się bardzo nielojalna. Nie chcę i nie lubię o tym mówić.

W „Błękitnej nucie” pokazał Pan zupełnie inny wymiar związku Chopina z George Sand - ona go tam wykańcza. Jak bardzo kobieta może zniszczyć mężczyznę?

- Ups! Nie lubię uogólnień, bo są z reguły głupie. Chciałem pokazać wyłącznie ich relację. „Błękitną nutę” zrobiłem, bo bardzo kocham muzykę i Chopina. Poza tym mniej więcej wiem, jak to jest być we Francji, nie będąc Francuzem. George Sand była osobą niezmiernie pożyteczną w życiu społecznym i politycznym Francji - pierwsza aktywna lewicująca feministka, ale równocześnie piekielnie bogata hrabina. Wprawdzie nie robiłem filmu o niej, ale pokazałem, to co o niej wiem. To prawda, że wyrzuciła Chopina z domu, gdy już w zaawansowanym stadium gruźlicy nie mógł udzielać lekcji muzyki i nie zarabiał. Chopin mówi w filmie do malarza Delacroix, że była najbrzydszą kobietą, jaką spotkał, że się jej przestraszył. Jednocześnie bolał nad tym, że ona go nie wpuszcza do łóżka! Wbrew temu, co się sądzi ten delikatny Chopin był bardzo jurnym mężczyzną. Ona go zdemolowała. Po rozstaniu z nią nie napisał ani jednej nuty nowej muzyki. „Błękitna nuta” to jest jedyny film, który stara się o tym powiedzieć na serio, a nie udawać.

Na festiwalu Era Nowe Horyzonty pokazywany jest film Petera Greyera „Jezus Chrystus Zbawiciel”, zapis występu Klausa Kinskiego w Berlinie w 1971 roku. Jak Pan wspomina pracę z nim przy filmie „Najważniejsze to kochać”?

- To był aktor wcielony. Jeśli zastanowi się Pani nad aktorstwem, nad jego blaskami i cieniami, nad głupotą totalną i zarazem przenikliwością, to znajdzie Pani jedną odpowiedź: Klaus Kinski. Obdarzony aktorskim geniuszem był jednocześnie niebywale głupim i nieznośnym człowiekiem. Na szczęście nie doświadczyłem tego, bo gdy go brałem do filmu, był na dnie swojej kariery. Nikt go więcej nie chciał angażować, bo Kinski znaczyło narkotyki, awantury, pijaństwo, rozbijanie samochodów. Nie chcieli go nawet w spaghetti westernach w Rzymie. Chciałem go ze względu na jego niebywałą, teatralną niemiecką karierę i fakt że był pierwszym powojennym Hamletem w ruinach Berlina. To był aktor z legendą, piekielnie zdolny i miał niebywałą twarz. Przyjął u mnie rolę, bo wiedział, że jeśli dobrze zagra, będzie miał znów propozycje. Po tym filmie wystąpił w kilku francuskich, a później wziął się za niego Werner Herzog.

Pana syn Xavery też jest reżyserem. Spodziewał się Pan, że pójdzie w Pana ślady?

- On robi zupełnie co innego. Kiedy powiedział, że idzie do szkoły filmowej, spadłem z krzesła. Jego mama Małgosia [Braunek - red.] wychowywała go na zdurniałego buddystę, który siedzi na szczycie góry i medytuje uważając wszystkie nasze wysiłki za nic nie warte. Okazało się jednak, że chce w życiu robić coś innego niż klepanie koreańskich modlitw. Kiedyś w jakimś wywiadzie powiedział, że filmy robi po to, żeby lepiej mnie zrozumieć. Niebywale się wzruszyłem. O robieniu filmów raczej ze sobą nie rozmawiamy. Nie znałem nawet scenariusza jego „Chaosu”. Jestem jednak zadowolony z tego, że on się nie pomylił wybierając kierunek swojego życia.

  

Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław, 25 lipca 2008.

  


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 26.07.2008 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.67310 Seconds