|
W jednej ze swoich książek Slavoj Žižek zadaje sobie pytanie, dlaczego
w pisanych przez siebie tekstach, nawiązujących w zasadniczych punktach
do teorii Jacques’a Lacana, korzysta z ogromnej ilości odniesień
zaczerpniętych z kultury popularnej i życia codziennego. Autor wyznaje:
odwołuję się do tych przykładów przede wszystkim po to, aby uniknąć
pseudolacanowskiego żargonu i osiągnąć największą możliwą jasność nie
tylko dla czytelnika, ale także dla mnie samego […] W tym właśnie – w
pełnej akceptacji uzewnętrznienia w idiotycznym medium, w tym
radykalnym odrzuceniu wszelkiej inicjacyjnej tajemniczości – tkwi etyka
znajdowania właściwego słowa. Można sądzić, iż jego niewielka
rozmiarami książka „Jak czytać Lacana?” wydana w polskim przekładzie w
serii Przewodników Krytyki Politycznej jest doskonałą realizacją tego
imperatywu znajdywania właściwego słowa, tak zbawiennego dla tych,
którzy teksty samego Lacana uznają za wynik nierzadko osobliwego
przesunięcia i zgęszczenia języka publicznej komunikacji, jak i tych,
którzy jakby na przekór zasadniczo oświeceniowemu charakterowi
psychoanalizy zamykają się w wąskich grupach wtajemniczonych,
podporządkowanych regule dzielonej tajemnicy i sekretnej inicjacji.
Žižek należy do tych nielicznych wyznawców Lacana (obok np.
argentyńskiego badacza Jorge’a Bañosa Orellany), którzy, mimo że oddani
jego nauce, nie darzą jednak nadmierną estymą osławionego sposobu
wyrażania się francuskiego mistrza i jego specyficzny dyskurs traktują
niekiedy w aspekcie formalnym jako przykład kiczu. Dlatego też
czytelnik książki Žižka powinien wiedzieć, czego może się po niej
spodziewać. Niczym we Freudowskim nieświadomym, którego istotę w kilku
zdaniach autor świetnie wykłada we wprowadzeniu, w kontakcie z tekstem
Žižka czeka go wszakże nie głęboka Prawda, z którą musi się utożsamić, ale nieznośna prawda, z którą musi nauczyć się żyć. Nic dodać, nic ująć.
Pierwsze, co czytając książkę odczuwa czytelnik zaznajomiony z pismami
słoweńskiego filozofa, to towarzyszące lekturze nieustanne uczucie
swego rodzaju déjà lu,
autor bowiem w sztuce kanibalizacji (jak sam to określa w przypisie)
własnych tekstów posunął się tu chyba najdalej w swojej karierze, co
sam stara się tłumaczyć, zresztą dość sensownie, tym, że praca ta
przedstawia jego interpretację i ekspozycję Lacanowskich konstrukcji,
którą wypracował w poprzednich książkach. W niniejszej jednak, jeśli
wierzyć zapewnieniom Žižka, każda z kwestii potraktowana została w nowy
sposób, uzyskała teraz a new twist – w przypadku niektórych
zagadnień faktycznie jest to prawdą. Można oczywiście spoglądać krzywym
okiem na te kulinarno-pisarskie skłonności autora, ale nie ulega
wątpliwości, że jako taka książka może być zarazem całkiem ciekawym
wprowadzeniem do teorii Lacana, jak i dostarczyć tym, którzy jeszcze
nie poznali „smaku” Žižka, poniekąd mini-readera jego pism (polski
tłumacz sygnalizuje zresztą pochodzenie większości odnośnych
fragmentów, tak więc kto chciałby zapoznać się z bardziej rozbudowaną
argumentacją na dany temat łatwo będzie mógł odszukać źródło).
W wywiadzie sprzed kilku lat Žižek wspomina, że jego marzeniem jest
powolna i żmudna praca w zaciszu, polegająca na komentowaniu i
glosowaniu tekstów Psychoanalityka, tak by w efekcie powstała ni mniej
ni więcej tylko Summa lacaniana,
rozwinięty w najdrobniejszych szczegółach system. Sądząc po jego
dotychczasowych książkach, to marzenie Žižka-akademika nadal czeka na
realizację. Niemniej jednak jego liczne prace, z których każda,
praktycznie bez wyjątku, oparta jest na wykorzystaniu heterogenicznych
źródeł do rozwijania dyskursu teoretycznego (filozofii, popkultury
wyższej i niższej, ideologii, literatury, sztuki, a także dowcipów,
niekiedy niewybrednych), pozwalają sądzić, że jest to jeden z
teoretyków najlepiej przygotowanych do trudnego zadania wykładu i
interpretacji teorii Lacana. To właśnie ma być głównym celem „Jak
czytać Lacana?”. Žižek pozwala sobie w książce na wiele, ale, jak się
wydaje, wszystkie te zabiegi koniec końców dobrze służą wzbudzeniu w
czytelniku intelektualnego niepokoju i ostatecznie ustawieniu go na
pozycji analizanta stojącego przed pytaniem czego chcesz? – czego chcesz ode mnie, Žižek, opowiadając mi te wszystkie historie i
dowcipy, skoro miałeś powiedzieć mi coś o wielkim Jacques’ie Lacanie?
Możemy mieć jednak pewność, że to szaleństwo jest metodyczne, stoi
bowiem za tym wszystkim deklarowany przez autora „dogmatyczny lacanizm”
(choć dogmatyzmów tych jest co najmniej kilka, a Žižek w istocie
wyznaje jeden z nich). Mimo to czytając książkę niechybnie zadajemy
sobie pytanie, czy nie jest aby tak, iż teoria Lacanowska stanowi dla
autora poręczną maszynę do wyjaśniania wszystkiego. Ale, ale… przecież problemy kliniczne są wszędzie, jak Žižek z góry uprzedza nasze wątpliwości.
W jego książce główne pojęcia, tak Lacanowskie, jak i te, które
wprowadza on sam, nie znajdują dla siebie definicji czy też mniej lub
bardziej ścisłego określenia granic ich obowiązywania. Większość
stosowana jest, zresztą w ślad za samym Lacanem, w sposób kontekstowy,
w trakcie coraz to nowych ujęć i momentów przybliżających, przy
wykorzystaniu kolejnych przykładów. Ich sens operacyjny lub sposób, w
jaki kryjąca się za nimi prawda działa w rzeczywistości międzyludzkiej,
społecznej lub politycznej. Wprawdzie operacjonalizacja pojęć i użycie
przykładu służy określonym intencjom autora, ale niejeden
niezlacanizowany jeszcze czytający zapewne zgubi się w tekście (i to
raczej prędzej niż później).
Podobne zastrzeżenia można wysunąć wobec sposobu argumentacji Žižka,
którą w wielu przypadkach można określić jako wnioskowanie przez
analogię. Przemawia za tym także często używany przez autora cudzysłów,
który, obok tego, iż w wielu przypadkach spełnia niejasną funkcję (czy
chodzi o dystans, o porównanie, luźne użycie terminu?), ma właśnie
umożliwiać przejścia od pojęcia do pojęcia na zasadzie analogii, a
piszącemu, jak się wydaje, zapewniać możliwość ucieczki, gdy zostanie
przyparty do muru, w alibi „jedynie analogii”. Nie dając innego
uzasadnienia dla porównania poza deklaracją jego oczywistości, zawartą
często w powtarzających się retorycznych pytaniach, Žižek najczęściej
nas przekonuje, zamiast przedstawiać argument. Tego typu zabieg,
oddalony od akademickiej praktyki pisania, ma w istocie na celu, jak
wskazuje Robert Pfaller, przemieszczenie wyjściowego przykładu lub
pojęcia poprzez serię zestawień z innymi przykładami, w trakcie której
dane pojęcie lub zjawisko ulega jakby Brechtowskiemu „wyobcowaniu” – widzimy je od tej pory w radykalnie innym świetle. Rzuca się też w
oczy, że takie „wnioskowanie” spełnia kryteria tego sposobu
argumentacji, który Wittgenstein nazywał „estetycznym”: przekonuje się
nas w argumencie za pomocą pokazywania czegoś – odnośną „prawdę” należy
dostrzec niejako w działaniu. Dla Wittgensteina argument estetyczny
wychodzi poza wyjaśnienie naukowe ku zmianie w samej perspektywie
naszego spoglądania, przekształceniu kategorii pozwalających przyswajać
doświadczenie, porządkować je i rozumieć. Można się spierać, czy taki
sposób argumentacji, stosowany przez Žižka niemal na każdej stronie,
dobrze służy przekazowi mającemu rozjaśnić zawiłości lacanizmu (na
wiele jego retorycznych pytań możemy bowiem odpowiedzieć „nie” lub „nie
wiem”), ale w planie jego ogólnej strategii zmiany utrwalonych
przekonań czytelnika jest to metoda ze wszech miar skuteczna. Zresztą
nie inaczej postępował sam Lacan, opowiadający podczas kolejnych
seansów swojego seminarium zdezorientowanym słuchaczom rozmaite
historie, z których pozornie nic nie wynikało, jeśli brać pod uwagę
seminaryjną tematykę, ale okazywało się to w pełni jasne w kontekście
całej nici argumentacyjnej rocznych wykładów.
Jaki obraz Lacana wyłania się w trakcie lektury książki Žižka? Można by
rzecz: nieortodoksyjny, gdyby nie fakt, że słoweński styl interpretacji
Lacana, jako przedłużenie jednej opcji interpretacyjnej wypracowanej w
samej Francji, stał się już chyba ortodoksją, a przynajmniej jest nią w
kręgach pozapsychoanalitycznych, zwłaszcza w filozofii, cultural studies
czy literaturoznawstwie (we francuskich środowiskach analityków
nazwisko Žižka nadal nie wywołuje zbyt pozytywnych reakcji). Idiom
lacanowski, silnie utrwalony w krytycznym dyskursie, jest w ten sposób
coraz bardziej filtrowany przez jedną wizję lacanizmu. Ma to oczywiście
swoje dobre strony, albowiem szkoła słoweńska prezentuje bez wątpienia
jedną z najciekawszych interpretacji i aplikacji myśli „francuskiego
Freuda” w rozmaitych dziedzinach (filozofii, teorii polityki, estetyce,
teorii filmu, krytyce literackiej, historii filozofii), ale
jednocześnie należący do niej autorzy, zwłaszcza Žižek, co szczególnie
widać w omawianej książce, występują w pozycji porte-parole Lacana, z rzadka tylko kontekstualizując własne odczytanie jego myśli.
Wątpliwości rodzi również często pojawiające się na poziomie analiz
koncepcyjnych utożsamienie Freud=Lacan (a zatem =Žižek), niekiedy
trafne, niekiedy zaś graniczące z nadużyciem. Wszystko to przemawia za
koniecznością dość ostrożnej lektury książki. Deklarowana przez Žižka
ortodoksja i przynależny mu dziś status lacanowskiego mistrza (Žižek
dający wskazówki w kwestii czytania Lacana, Žižek potrafiący wyjaśnić
każdy Lacanowski koncept, Žižek polecający nam wartościowe lektury…)
zobowiązują go do nie lada odpowiedzialności w tym, co mówi, dla
niektórych bowiem będzie to być może jedyny kontakt z lacanizmem.
Wśród utartych przekonań, którym stawia czoło Žižek, jest również
pogląd, rozpowszechniony zwłaszcza w anglosaskiej akademii, jakoby
Lacan był przedstawicielem tzw. postmodernizmu i poststrukturalizmu.
Kategorie te, pomijając fakt, iż ich definicje najczęściej mają dość
mglisty charakter, nie przystają zdaniem autora „Wzniosłego obiektu
ideologii” do teorii francuskiego psychoanalityka. Žižek zasadnie
twierdzi, rozpisując zadanie „pokazania” tej kwestii na poszczególne
rozdziały, że koncepcja Lacana wymyka się w rzeczywistości tym wygodnym
etykietom, zwłaszcza ze względu na pojęcie konstytutywnego dla podmiotu
i obecnego w samym jego sercu (w tzw. fantazmacie podstawowym)
paradoksalnego obiektu małe a (objet petit a). Obiekt ten, skorelowany
z wymiarem Realnego, nie pozwala zredukować Lacanowskiej nauki ani do
strukturalistycznej likwidacji podmiotu, ani do poststrukturalistyczej
wizji braku ostatecznego referenta w rzeczywistości
(„transcendentalnego znaczonego”) i płaskiej wizji zakładającej
istnienie wyłącznie zjawisk czy też interpretacji bez założenia
istnienia interpretandum. Poświęcony tej kwestii rozdział 4 książki
można zadedykować tym, którzy nie odrobili lekcji z lektury Lacana i
opierają się nadal na utartym poglądzie, iż jest to po prostu
relatywista opowiadający nieustannie o ślizganiu się znaczących, bez
żadnego zakotwiczenia w warstwie referencjalnej.
Trzeba tu przyznać, że użyta przez Žižka analogia Lacanowskiego
Realnego z wybranymi elementami teorii względności i fizyki kwantowej
jest nader ryzykowna – autor naraża się bowiem na kolejny zarzut
propagowania “modnych bzdur”. Nie chodzi o to, iż analogia ta jest
nieuprawniona lub heurystycznie nieskuteczna (wręcz przeciwnie), lecz
przedstawiona zostaje w sposób sugerujący, iż między dwiema teoriami
(psychoanalityczną i fizyczną) zachodzi większe pokrewieństwo, niż
jedynie porównanie i analogia (i tu oczywiście wyrażona w pytaniu, nie
zaś stwierdzeniu). Może lepiej pozostać przy, silniej zresztą
cechującym samego Lacana, czysto dydaktycznym (tj. metaforycznym)
użyciu tych, przyznajmy, niebezpiecznych powiązań i paraleli.
Z uprzywilejowaniem pojęcia Realnego jako kategorii dającej klucz do
całego lacanizmu, jak i stanowiącej efektywne narzędzie krytyki
ideologii i konstrukcji ontologii społecznej, wiąże się kwestia
wspomnianej opcji interpretacyjnej, której reprezentantem jest Žižek.
Można bowiem powiedzieć, że na tytułowe pytanie Jak czytać Lacana?,
jeśli odsunąć na bok cały aparat przykładów i analogii, autor, choć nie
mówi tego wprost, odpowiada w istocie całkiem krótko: po millerowsku.
Począwszy od swoich najwcześniejszych prac Žižek jest zobowiązany,
podobnie jak liczni inni teoretycy, którzy uzyskali uznanie w tym polu
teoretycznych, wobec odczytania Lacana przedstawionego przez
Jacques’a-Alaina Millera, dowartościowującego późniejszy okres
twórczości Lacana, w którym pojęcia Realnego i objet petit a
nabierają dominującego znaczenia; to z tej perspektywy odczytywana jest
następnie cała twórczość autora „Écrits”. Nie jest to oczywiście jedyny
sposób rozumienia Lacanowskiej psychoanalizy (choć, trzeba to przyznać,
niezwykle owocny teoretycznie i skuteczny), tak więc w tym względzie
książka Žižka cechuje się jednostronnością. Pamiętając o tym, nie
wypada jednak czynić mu z tego tytułu zarzutu, ponieważ to właśnie
takie odczytanie lacanizmu, w połączeniu z inspiracją płynącą od Laclau
i Mouffe w kwestii aplikacji Lacanowskich pojęć do zagadnień
społeczno-politycznych, pozwoliło Žižkowi rozwinąć własną oryginalną
koncepcję, u podstaw której stoi pojęcie fantazmatu społecznego i
podmiotu poza interpelacją, wspierającego się właśnie na pojęciu
Realnego i ideologicznej rozkoszy (jouissance).
Mimo że książka Žižka raczej nie odegra roli przewodnika po Lacanie w
tradycyjnym sensie, ponieważ prędzej wprowadzi czytelnika w teoretyczny
zawrót głowy (motto do książki całkiem adekwatnie mówi o praniu
mózgów), to jednak właśnie ta cecha stanowi o jej niewątpliwej
wartości. Jest bowiem narzędziem zmieniającym – często w jednej chwili,
na mocy zagadkowego, błyskotliwego bądź kontrowersyjnego przejścia od
konstrukcji do konstrukcji lub od tematu do tematu – nasze utarte
opinie. „Krótkie spięcie” to przecież ulubiony zabieg autora i
doskonale wykorzystuje go w celu dokonywania wstrząsów w przyjętych
sądach, dotyczących tak kwestii ludzkiej kondycji i jej uwarunkowań,
jak i rzeczywistości politycznej i jej aktualnych problemów. Pod tym
względem zamknięte w małej kapsule narzędzia teoretyczne dla tych,
którzy Žižka jeszcze nie czytali, okażą się z pewnością wybuchowe.
Należy również poczytywać Žižkowi za zasługę daleko idącą
demokratyzację teorii Lacanowskiej, która w tej i pozostałych jego
książkach uzyskuje kształt dostępny szerszemu gronu odbiorców, nawet
jeśli zawsze przefiltrowana już przez idiom słoweńskiego autora i
określoną wizję lacanizmu, którą prezentuje.
Szczegół szczegółem, ale być może dobrym pomysłem byłoby jednak
uzupełnienie bibliografii w wydaniu polskim o te nadal nieliczne, ale
jednak istniejące w naszym języku prace nt. Lacana. Pozycje książkowe,
które na końcu książki poleca sam Žižek, świadczą rzecz jasna o jego
autorskim doborze tekstów (nawiasem mówiąc promują jednocześnie jego
przyjaciół i interpretatorów czytających Lacana w sposób podobny do
jego lektury, przez co znów mamy tu do czynienia z nader ciekawym, ale
dość jednostronnym oglądem lacanizmu), zatem nie godzi się ich
zmieniać, ale fakt, że tylko dwie z nich dostępne są polsku, skłaniałby
do uwzględnienia także innych prac.
Książkę czyta się jednym tchem, tak więc wobec nagromadzenia treści i
argumentacyjnych zawirowań warto od czasu do czasu przez chwilę
odetchąć, np. oglądając „Casablankę”, „Inwazję porywaczy ciał”,
„Obcego” albo czytając Szekspira. Ale zaraz zaraz – i to wszystko
skonceptualizował tu już po swojemu Žižek… „Jak czytać Lacana?” to
niechybnie symptom Žižka i z tej racji trudno polemizować z jego stylem
i sposobem wykładu, ale z treścią warto, bo jeszcze nie wszystko jest
lacanowskie. Wcześniej jednak warto wsłuchać się krytycznie nastrojonym
uchem w to, co do nas mówi i – cóżby innego – cieszyć się jego symptomem.
Recenzja ukazała się w „Le Monde diplomatique. Edycja polska”.
Na podobny temat
|
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...
Sympatyczna opowiastka. Sympatyczna, ...