|
Jędrzej Słodkowski: Opis książki na ostatniej stronie okładki zaczyna się tak: „Dramatyczna opowieść o najważniejszym zespole hiphopowym w Polsce”. Najważniejszym - dlaczego?
Maciej Pisuk: Hip-hop jest takim gatunkiem, w którym słowa są równie ważne, a może nawet ważniejsze niż muzyka. Tekst zawiera przy tym bardzo osobiste treści. Ta formuła została przez Paktofonikę w genialny - nie waham się użyć tego słowa - sposób rozwinięta i przekroczona. Teksty pozostają osobiste, ale niosą uniwersalny przekaz, mówiący o nadziejach i rozczarowaniach tego pokolenia.
Co to za przekaz?
- Na „Kinematografii” widać mentalno-intelektualny rozwój tych chłopaków. Symbolizują go trzy utwory. W „Ja to ja” mamy pozorne odnalezienie tożsamości i przekonanie, że wszystko jest w zasięgu naszych możliwości. To zachłyśnięcie się młodym kapitalizmem, który nam wmawiał, że żyjemy w kraju równych szans. Ale już do „To nie my” wkrada się nutka goryczy, pojawiają się kłopoty z tożsamością. Chłopaki nie są już tacy pewni, czy tak świetnie sobie poradzą. Rozczarowanie rzeczywistością - przeradzające się w alienację i frustrację - widać w utworze „Nie ma mnie dla nikogo”. Ten przekaz trafił nie tylko do rówieśników Magika, Fokusa i Rahima, ale generalnie do ludzi borykających się z rzeczywistością na przełomie wieków.
Trudno mi uwierzyć, że nie znałeś Paktofoniki do momentu przeczytania reportażu Lidii Ostałowskiej w „Dużym Formacie” w grudniu 2001 r.
- Oczywiście, wiedziałem, czym jest hip-hop, ale dla człowieka, który był wychowany na rocku, a słuchał wówczas jazzu i muzyki klasycznej, hip-hop był nieprzyswajalny, odrzucałem go a priori. Aż do momentu, kiedy usłyszałem w Radiostacji utwór „Jestem bogiem”. Wpadłem w schizofrenię - serce podpowiadało, że to świetne, a głos rozsądku oponował: „przecież to ten hip-hop, którego tak nie lubisz”. Niedługo potem przeczytałem tekst Ostałowskiej o Paktofonice. Skojarzyłem z zespołem z radia. Kupiłem płytę, przesłuchałem i dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, jak fundamentalnie się myliłem.
Moje zainteresowanie Paktofoniką nie wzięło się jednak z fascynacji muzycznej. Szukałem tematu na scenariusz i przejąłem się historią zespołu, który zgodnie z ideami młodego kapitalizmu - wiarą, że gdy ma się talent, można wszystko - na prostym sprzęcie, w pokoju w bloku, tworzy płytę, która staje się głosem pokolenia. A gdy płyta odnosi sukces, jeden z nich ginie.
Ginie wyskakując z okna mieszkania na dziewiątym piętrze.
- Samobójstwo jest przede wszystkim decyzją tego, kto je popełnia. Ale mówię „ginie”, bo Magik jest również ofiarą. Przeczytałem gdzieś, że „przejechał go walec rzeczywistości”. To prawda.
Na temat przyczyny samobójstwa Magika krążą rozmaite opinie i legendy: brak pieniędzy, wypalenie artystyczne, problemy z psychiką, nieudane życie rodzinne. Twierdzisz, że żadna z nich nie była tą decydującą?
- Wszystkie składają się na ów „walec rzeczywistości”. Dziś wiemy, że Magik cierpiał na depresję. Do tego był artystą, człowiekiem nadwrażliwym i odczuwającym lęk przed wypaleniem. Będąc liderem najpopularniejszej grupy hiphopowej w Polsce, nie był w stanie utrzymać rodziny. Nie miał nawet pieniędzy na zakup prezentu gwiazdkowego dla syna! Frustrowała go praca w sklepie u teścia, to, że dzieciaki przychodziły go oglądać, jakby był eksponatem na wystawie. Marzeniem wielkiej gwiazdy polskiego hip-hopu była praca na stoisku płytowym w Empiku! To nie był efekt nieudolności Magika, ale społecznych okoliczności, które go postawiły w takiej sytuacji.
Czy podczas pracy nad scenariuszem konieczna była przeprowadzka na Śląsk?
- Bez pobytu w Katowicach nie mógłbym napisać tego scenariusza. Przez dwa lata każdą wolną chwilę spędzałem na Śląsku, co najmniej kilka dni w miesiącu. Kiedy wydawało mi się, że mam wszystkie elementy układanki, przeprowadziłem się do Katowic, do bloku zwanego „superjednostką”. Miałem widok na Bogucice - dzielnicę, w której mieszkali Fokus i Magik. I okazało się, że ciągle nie wiem wszystkiego. Pisałem do rana, wstawałem przed południem, szedłem do ojca Magika, rozmawialiśmy mniej więcej trzy godziny. Potem kręciłem się po ścieżkach, którymi chodzili Fokus, Rahim i Magik, robiłem zakupy w sklepie, w którym robił je Magik, słuchałem ludzi, jadałem w tamtejszych barach. Cały czas spotykałem się z Fokusem i Rahimem i ich znajomymi. Wreszcie dotarłem do szkoły, rozmawiałem z nauczycielami, zobaczyłem ubikację w technikum, w której poznali się Magik i Fokus.
Pracę nad scenariuszem skończyłeś na początku 2004 r. Długa historia rozmów z reżyserami i producentami, którą opowiadasz we wstępie do książki, mrozi krew w żyłach. Nieporozumienia, wodzenie za nos, oszustwa, a nawet groźby i próby kradzieży scenariusza. Podobno koniec tej gehenny jest jednak bliski?
- Jestem optymistą. Mam nadzieję, że lada dzień podpiszę umowę z producentem. Mam też dobrego kandydata na reżysera. Na razie niczego nie mogę zdradzić. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, zapraszam na premierę najwcześniej za półtora roku.
Rozmowa ukazała się w „Gazecie Wyborczej Łódź” z 27 marca 2009.
Na podobny temat
|
Wydźwięk tekstu nie do końca mi się p...
Jest nauka w sensie pracowitego latam...