NOWOŚĆ W SKLEPIE KP
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Mościcki: Gra w malarstwo. O obrazach Wilhelma Sasnala |
|
|
Paweł Mościcki
|
|
29.11.2007 |
Czuję się niezwykle podatny na obrazy
Wilhelm Sasnal
W jednym z wywiadów udzielonych niedawno w Polsce Wilhelm Sasnal
zapytany o swoje pojmowanie malarstwa odpowiedział: „Z malarskością
miałem kiedyś problem. Wydawało mi się, że to trochę artystyczne
przedszkole. Dlatego moje obrazy tak naprawdę były rysowane. Teraz mam
wrażenie, że nauczyłem się rozgrywać malarskość (a przynajmniej próbuję
nią grać)” [1]. Deklaracja ta może dostarczyć nam pewnego klucza do
zrozumienia tego, na czym polega specyficzna postawa Sasnala jako
malarza, czego dotyczą jego główne obsesje i fascynacje w dziedzinie
obrazów. Jeśli istnieje jakaś jego „filozofia obrazu”, to skupia się
ona być może właśnie na nieco enigmatycznym haśle „rozgrywania
malarskości”. Na czym polega ta gra? Co jest jej stawką i jakie kierują
nią reguły?
W krótkiej wypowiedzi zacytowanej przed chwilą odnajdujemy dość starą
opozycję „malarskości” i „rysunku”. Posługiwał się nią już Heinrich
Wolfflin w swojej pracy Podstawowe pojęcia historii sztuki, zestawiając
ze sobą „malarski” barok, pełen swobodnej ekspresji opartej na
nieregularności oraz „linearny” renesans, w którym panuje zasada
przejrzystości, wyrazistości i porządku. „Malarskość” miała oznaczać
więc zamazane, luźne posługiwanie się kolorem, konturem, grą światła i
cienia, „linearyzm” zaś określa przywiązanie do ostrych konturów,
jednoznacznego podziału przestrzeni i regularnej kompozycji.
Tę parę pojęciową – różnie definiowaną i nazywaną – odnaleźć można w
różnych wcieleniach w niemal całej historii malarstwa. Reprezentantem
malarskości była zwykle barwa, zaś środkiem linearnego porządkowania
obrazu był rysunek. Myślenie za pomocą tej opozycji jest tak głęboko
zakorzenione, że nawet Wassily Kandinsky – zwolennik odnajdywania w
sztuce duchowej jedności przekraczającej granice w imię „zasady
wewnętrznej konieczności” – musiał uciec się do technicznego
rozróżnienia koloru oraz formy, która „jest przede wszystkim linią
ograniczającą jedną powierzchnię od drugiej” [2]. Opozycja rysunku i
malarstwa stanowi więc podstawowy szkielet myślenia na temat historii
sztuki i rozwoju jej form.
Czyżby zatem Sasnal chciał po prostu powiedzieć, że rozwój jego
twórczości, jego artystyczne dojrzewanie, przebiega od stadium rysunku
czy linearności do stadium malarskości? Wydaje się, że rzecz jest
znacznie bardziej skomplikowana. Choćby dlatego, że kurczowe trzymanie
się rysunku artysta utożsamia w swojej wypowiedzi właśnie ze strachem
przed niedojrzałością, z „artystycznym przedszkolem”, jakim kiedyś
wydawała mu się malarskość. Nie ma więc tutaj mowy o jednoznacznym
przejściu od dominacji linearności do panowania malarskości, od rysunku
do koloru. „Rozgrywanie malarskości” odwołuje się raczej do znacznie
poważniejszych problemów malarstwa (i sztuki w ogóle), niż wybór
bardziej poręcznego narzędzia. Dlatego właśnie ta lapidarna i
enigmatyczna deklaracja Sasnala powinna stanowić punkt wyjścia do
refleksji nad jego filozofią obrazu. Gdy zastanawiamy się, w jaki
sposób pojmuje on obraz, jakie pytania stawia sobie, malując kolejne
płótna, czego faktycznie dokonuje w dziedzinie sztuki, powinniśmy
skupić właśnie na tym, co znaczy „rozgrywanie malarskości”.
Drogi i bezdroża nowoczesności
Termin malarskości nie przypadkiem powraca do łask w tekstach jednego z
najważniejszych krytyków sztuki drugiej połowy XX wieku, Clementa
Greenberga. To między innymi dzięki jego pracom „abstrakcyjny
ekspresjonizm” stał się nie tylko wizytówką powojennej sztuki
amerykańskiej, ale swego rodzaju zwieńczeniem całej formacji sztuki
nowoczesnej. Właśnie modernizm był zresztą głównym obiektem badań i
teoretycznej refleksji Greenberga.
[…] Eksperymenty sztuki modernistycznej nie oznaczają próby wyjścia
poza sztukę, przekraczania granic poszczególnych dyscyplin, lecz
cierpliwe doskonalenie narzędzi i form używanych w danej dziedzinie.
Krytyczny wymiar modernizmu, podważanie zastanych reguł i stylów ma
służyć nie tyle zanegowaniu autorytetu sztuki, ile obronie jej
niezależności. Dlatego właśnie Greenberg uznaje nowoczesność za
formację przede wszystkim praktyczną, skoncentrowaną na rzemiośle,
zajętą doskonaleniem technicznych środków artystycznych i dopiero
wtórnie wywołującą rewolucję również w rozumieniu sztuki. Głównym celem
poszukiwań modernistycznych jest odkrywanie tego, co specyficzne dla
poszczególnych dziedzin sztuki. […]
W tej perspektywie malarstwo modernistyczne stawia sobie za cel
odsłanianie tego, co specyficzne dla samego malarstwa, jego głównym
obiektem zainteresowania staje się ono samo. Malarstwo po raz pierwszy
służy nie do przedstawiania rzeczywistości, lecz do badania samej
malarskości. „Ograniczenia malarskiego medium – płaska powierzchnia,
kształt obrazu, własność pigmentu – traktowane były przez Starych
Mistrzów jako czynniki negatywne, akceptowane milcząco lub
niebezpośrednio. W modernizmie te same ograniczenia zostały uznane za
czynniki pozytywne i otwarcie zaakceptowane” [3]. Malarstwo w epoce
modernizmu nie zajmuje się już tworzeniem wrażenia głębi,
konstruowaniem iluzji przedstawienia, któremu towarzyszy skrywanie
warunków swojego własnego funkcjonowania. Odtąd to, co dotychczas
ukryte staje się tematem, istotą, celem malowania. Stąd słynna
„płaskość” (flatness), którą Greenberg utożsamia z malarskością,
twierdząc, że „była ona jedynym warunkiem, którego malarstwo nie
dzieliło z żadną inną sztuką i dlatego malarstwo modernistyczne
zorientowało się przede wszystkim na płaskość” [4].
Jeśli uznamy, że malarstwo modernistyczne polega właśnie na odkrywaniu
własnej malarskości, wówczas zwieńczeniem tych poszukiwań (prawdziwie
„czystym” malarstwem) jest abstrakcja. Sam Greenberg odżegnywał się od
takiej teleologii nowoczesności i twierdził, że w pełni modernistyczne
może być także malarstwo figuratywne, o ile nie tworzy iluzji
trójwymiarowości (która przynależy rzeźbie) tylko przedstawia obiekty,
używając „literalnej dwuwymiarowości”. Taka nowa figuratywność
zawiązywałaby rodzaj kompromisu między wymogami samokrytyki a
koniecznością ciągłości tradycji Wielkich Mistrzów. Wydaje się jednak,
że mimo zastrzeżeń Greenberga z jego teorii nowoczesności musi wynikać
pierwszeństwo abstrakcji jako prawdziwej istoty modernizmu. Jeśli
bowiem istotę malarskości stanowią materialne własności płótna
(pigment, kształt, płaskość), wówczas wszelkie przedstawienie – nawet
dwuwymiarowe – w pewnym stopniu tę malarskość ukrywa.
Sztuką prawdziwie pogodzoną ze sobą jest tylko abstrakcja badająca
własności samego malarstwa, są nią tylko obrazy, których jedynym i
ostatecznym tematem jest samo malarstwo. Czy takiej właśnie
malarskości, takiego „czystego” malarstwa nauczył się Wilhelm Sasnal w
trakcie swojego artystycznego Bildung? Czy po szkolnym okresie lęku
przed malarskością – być może jeszcze pod wpływem autorytetu Starych
Mistrzów – wypłynął wreszcie na szerokie wody malarstwa idealnie
samokrytycznego i autotematycznego? Wystarczy pobieżne spojrzenie na
płótna artysty, aby przekonać się, że gra on z malarskością w trochę
inną grę niż modernistyczni herosi, o których pisze Greenberg.
Abstrakcja jest pewnym wymiarem tej gry, jej ważnym elementem, ale
bynajmniej nie jej zwieńczeniem.
Zupełnie inną wizję nowoczesności niż autor Malarstwa modernistycznego
przedstawia w swych pracach francuski filozof Jacques Rancière.
Krytykuje on wprost skonstruowaną przez Greenberga wizję modernizmu
jako uproszczoną i nieadekwatną do tego, jakie zadania stawiała i nadal
stawia sobie sztuka [5]. Według niego pojęcie nowoczesności – podobnie
jak ponowoczesności – w ogóle należy odrzucić i skonstruować
periodyzację mniej obciążoną wartościowaniem i spójniejszą. Z grubsza
rzecz biorąc, odpowiednikiem modernizmu jest u Rancière’a coś, co
nazywa on „estetycznym porządkiem sztuk”, który zrodził się mniej
więcej w drugiej połowie XIX wieku, choć wcześniej posiadał już pewne
prefiguracje. Nie jest on wcale formacją poszukującą czystości sztuki,
badającą specyfikę poszczególnych jej obszarów, lecz ruchem
przekraczania granic i formułowania rewolucyjnych postulatów.
Estetyczny porządek sztuk czerpie swą dynamikę z faktu, że wpisana jest
weń zasadnicza sprzeczność między dwoma równoważnymi, choć
przeciwstawnymi dążeniami.
Z jednej strony porządek ten ożywia awangardowe i rewolucyjne dążenie
do przekroczenia granic sztuki i utożsamienia jej z życiem. O ile
modernizm Greenberga był krytyką wewnętrzną mającą określić warunki
podniesienia wartości różnych form sztuki, o tyle u Rancière’a
estetyczny porządek sztuk funkcjonuje w oparciu o ruch przełamywania
podziału na gatunki, a także stanowi próbę zakwestionowania autonomii
sztuki i oczywistości rządzących nią reguł. Sztuka miała służyć
konstruowaniu nowych form życia, przełamywać bariery oddzielające ją od
społecznego i politycznego wymiaru egzystencji. Z drugiej strony to
właśnie w ramach porządku estetycznego powstaje dopiero pojęcie
prawdziwej autonomii sztuki jako specyficznego obszaru doświadczenia.
To tam – w pismach Kanta i Schillera, prawdziwych protoplastów
nowoczesności – rodzi się teoria „swobodnej gry władz intelektu”, która
odbywa się w sferze estetyki wyłączonej spod władzy jakichkolwiek
innych reguł [6].
[…]
Aby wyjaśnić właściwy sens teorii Rancière’a, należy jednak odwołać się
do kolejnej bardzo istotnej stworzonej przez niego kategorii, której
nadał on miano „podziału zmysłowości” [le partage du sensible]. Określa
ona, mówiąc najkrócej, pewien układ danych zmysłowych obowiązujący w
danym społeczeństwie. Układ ten wyznacza granice tego, co postrzegalne,
wypowiadalne, możliwe do pomyślenia oraz dokonania w określonej
przestrzeni politycznej. Innymi słowy, porządkuje możliwości
doświadczenia i działania. Podział zmysłowości stanowi również
podstawowy poziom organizacji wspólnoty. Zanim stanie się ona zbiorem
grup społecznych, dyskursów artykułujących różne światopoglądy i
domagających się spełnienia pewnych postulatów, funkcjonuje jako pewien
uporządkowany system estetyczny. Już na tym podstawowym poziomie
doświadczenia rozstrzyga się kwestia tego, kto będzie mógł wypowiedzieć
swoje zdanie oraz czy to, co powie będzie słyszalne i zrozumiałe.
Kategoria podziału zmysłowości pozwala Rancière’owi pokazać, w jaki
sposób oporna forma artystyczna, nieprzechodniość sztuki, może mimo
wszystko odgrywać pewną społeczną rolę. Sztuka dokonuje pewnej
modyfikacji pola zmysłowego, podważa oczywistość pewnej jego formy i w
dłuższej perspektywie może służyć przemianom społecznego uniwersum. W
ramach estetycznego porządku sztuk dokonuje się więc zerwanie z
opozycją między czystością sztuki a jej użytecznością, między wymogiem
przedstawiania świata a badaniem lub krytykowaniem własnych możliwości.
Malarskość nie jest zaś w nim – jak było to w modernistycznym projekcie
Greenberga – zespołem materialnych warunków określających specyfikę
malarstwa, lecz narzędziem ingerowania w podział zmysłowości,
modyfikowania tego, jak i co postrzegamy wokół siebie oraz co zaliczamy
do przestrzeni sztuki. Narzędzie to można wykorzystywać na bardzo różne
sposoby, niekoniecznie wyłącznie do tego, aby dekonstruować iluzję
trzeciego wymiaru albo jednać malarstwo z przyrodzoną mu płaskością.
Bez wątpienia malarstwo Wilhelma Sasnala uosabia właśnie nowoczesność
rozumianą jako tego rodzaju złożona gra z przedstawieniem. Sposób, w
jaki artysta „rozgrywa malarstwo”, zachowuje swoistą podwójność
estetycznego porządku sztuk opisywanego przez Rancière’a. Widać w nim
jednoczesne pragnienie obrazowania świata, przedstawiania go w całej
jego różnorodności, oraz świadomość malarskiej formy, której nie sposób
lekceważyć. Dlatego też malarskość w jego obrazach to przede wszystkim
nieprzejrzystość samego medium, które nie dąży do abstrakcyjnej
czystości modernizmu w wersji Greenberga, ale nie może też być
traktowane jako przezroczysta rama, wewnątrz której pojawiają się ślady
rzeczywistego świata.
Ideologia – od demaskacji do gry
Jedną z ważnych cech estetycznego porządku sztuk w pismach Rancière’a
stanowi nieustanne mieszanie porządków i dziedzin sztuki. To w tym
właśnie porządku rodzi się świadomość, że różne sposoby przedstawiania
nie tylko współistnieją ze sobą, ale także wpływają na siebie nawzajem.
Pojawienie się w drugiej połowie XIX wieku fotografii i filmu w znaczny
sposób zmodyfikowało status malarstwa oraz zmieniło stosunek malarzy do
medium, którym się posługiwali. Równocześnie z upowszechnieniem się
masowych środków przekazu powstała w łonie nowoczesności bardzo silna
tradycja krytyczna, której początki sięgają pism powstałych w kręgu
Szkoły Frankfurckiej a zwieńczenie stanowi refleksja takich postaci,
jak Guy Debord, Jean Baudrillard czy Jean-François Lyotard. Jej
generalnym przekonaniem jest to, że w świecie dynamicznie rozwijającej
się nowoczesności techniczne narzędzia przedstawiania rzeczywistości są
już tak doskonałe, że zaczynają wyprzedzać samą rzeczywistość i
modyfikują ją wedle własnych wzorców. Każdemu zdarzeniu towarzyszy jego
medialny ślad, a w pewnym momencie nie sposób już odróżnić jednego od
drugiego.
W ten sposób powstaje pozorna rzeczywistość, w której medialne obrazy
zastąpiły prawdziwe doświadczenie. U Adorno jest nią przemysł
kulturowy, który doszedł do takiej perfekcji w zniekształcaniu
rzeczywistości na potrzeby kapitalistycznego zysku, że tylko ukazanie
radykalnych sprzeczności świata współczesnego może jeszcze ukazać nam
chwilowy błysk utraconej prawdy. U Deborda jest nią społeczeństwo
spektaklu, które produkuje odseparowane od realnego świata obrazy
egzystencji, uniemożliwiając w ten sposób przeżywanie prawdziwych
sytuacji. Z kolei u Baudrillarda symulakry dawno zastąpiły już
prawdziwe rzeczy a jedynym pytaniem, jakie nas dziś powinno jeszcze
nurtować jest kwestia tego kiedy i w jaki sposób zostanie wreszcie
ogłoszony i usankcjonowany ostateczny krach porządku opartego na iluzji
prawdy. Wreszcie u Lyotarda medialne zafałszowywanie rzeczywistości
polega głównie na podporządkowywaniu doświadczenia schematom
racjonalizacji i zrozumiałości, co w ostatecznym rozrachunku prowadzi
do całkowitego zaniku wszelkiej inności.
Krytyczna tradycja myślenia o nowoczesności ma tendencję do
utożsamiania obrazu z fałszem, systemem kapitalistycznej wymiany,
wielkim spektaklem czy precesją symulakrów. W związku z tym jedyną
szansę na autentyczność upatruje w radykalnym zerwaniu z wszelką
medialnością, w tworzeniu obrazów, które opierałyby się obrazowości
wytworzonej przez epokę mediów. Obraz utożsamiony jest tutaj z
ideologią zniekształcającą świat wedle interesów dominujących grup.
Krytyczna praca sztuki – w tym malarstwa – powinna zatem polegać na
rozbrajaniu maszynerii tworzącej ów spektakl. Zasadniczo istnieją dwie
drogi, dwie metody dokonania takiej demaskacji. Chyba najlepiej będą
one widoczne, gdy odwołamy się do komentarzy Lyotarda poświęconych
dziełom dwóch malarzy reprezentujących diametralnie odmienne nurty i
postawy. Chodzi o Barnetta Newmana i Jacques’a Monory’ego.
Pierwszy z nich to przykład artysty abstrakcyjnego, który może stanowić – obok Pollocka czy Rothko – emblemat modernizmu rozumianego wedle
wskazówek Clementa Greenberga. Jego monochromatyczne abstrakcje są dla
Lyotarda uosobieniem nowoczesnej wzniosłości, która w świecie
zdominowanym przez nadmiar przedstawień, celebruje tajemnicę tego, co
nieprzedstawialne. Wyjście z ideologii jest tutaj możliwe tylko dzięki
swoistej via negativa – zanegowaniu wszelkiego przedstawienia,
wszelkiego podobieństwa. Powołaniem malarstwa w społeczeństwie
spektaklu jest konstruowanie luk i szczelin, konstruowanie w ramach
płótna swoistych punktów oporu wobec ujednoliconego porządku rozumienia
i patrzenia. Czystość abstrakcyjnych płócien oznacza tutaj nie tyle
odnalezienie skrywanych dotychczas materialnych warunków
przedstawienia, ile eksponowanie malarskości jako radykalnego zerwania
ze zideologizowanym przedstawieniem. Jedyną rzeczą, do jakiej zdolna
jest jeszcze sztuka – przekonuje Lyotard – to chwilowa, negatywna
epifania, ekstatyczne zerwanie z porządkiem postrzegania i rozumienia.
Istnieje wszelako inny sposób ucieczki z przestrzeni ideologii.
Przywołuje go Lyotard w swoim komentarzu do obrazów Jacques’a Monory.
Monory należał do nurtu powojennego malarstwa francuskiego nazwanego
Nouvelle Figuration, do którego zalicza się również m.in. Valerio Adami
czy Gérard Fromanger. Ich malarstwo często porównywano do
amerykańskiego pop-artu czy hiperrealizmu, wspominano jednak i o tym,
że malarze z kręgu „nowej figuracji” bardziej koncentrowali się na
politycznych efektach swoich prac, niż ich amerykańscy poprzednicy.
[…] Powrót do malarstwa figuratywnego w latach 60. nie oznacza więc
powrotu do realizmu, nie oznacza nawet ponownego odkrycia przedmiotów.
Chodzi raczej o to, że w obliczu dramatycznego rozprzestrzeniania się
obrazów produkowanych przez media masowe malarstwo postanowiło zająć
się właśnie tym, jak wygląda ów „świat przedstawiany” przez
społeczeństwo spektaklu, jakie dominują w nim figury i narracje.
Tym właśnie zajmuje się zdaniem Lyotarda w swoich pracach Jacques
Monory. Świat techno-nauki, który zdominował naszą zmysłowość, polega
na nieustannym produkowaniu faktów. Miejsce subiektywnego doświadczenia
zajęły odczłowieczone fakty kreowane przez rozwinięte technologie. […]
Malarstwo powracające do figuracji po okresie panowania abstrakcjonizmu
nie porzuca jednak zdaniem Lyotarda postulatu tworzenia wzniosłości,
tylko realizuje go za pomocą innych zabiegów. W klasycznej Kantowskiej
opozycji piękna i wzniosłości, piękno odwołuje się do harmonii władz
intelektu, podczas gdy wzniosłość tworzy dysharmonię tych władz,
pokazuje niewspółmierność między różnymi poziomami poznania. Newman
kreuje wzniosłą aurę, pokazując niewspółmierność własnych płócien ze
światem spektaklu i ujednoliconego rozumienia. Monory wydaje się
wybierać inną drogę, która odwołuje się raczej do tropu piękna.
Portretując obrazy medialne pochodzące z popularnych gatunków filmowych
a także z reklam i telewizji, wnikając w produkowaną przez nie zgodność
i harmonię, uzyskuje on efekt negatywnego wykroczenia z przestrzeni
spektaklu poprzez wytworzenie nadmiaru piękna. […]
Gdzie na mapie tych zmagań z ideologią obrazu umieścić malarstwo
Sasnala? Czy jest on sprzymierzeńcem „nowej figuracji” w wersji
przedstawianej przez Lyotarda czy Foucaulta? Mimo pozornych podobieństw
należy zaznaczyć, że trudno wpisać polskiego artystę w tak zarysowane
pole możliwości. Posługuje się on bowiem inną filozofią obrazu i co za
tym idzie inne ma cele do realizowania. Warto powrócić w tym miejscu do
Rancière’a. Jeśli przyjmiemy, że tworzenie malarstwa w estetycznym
porządku sztuk polega na krytycznej ingerencji w zastany „podział
zmysłowości”, trzeba zgodzić się z Foucaultem, że dziś nie chodzi już o
pokazywanie przedmiotów, lecz o malowanie ich obrazów. Właściwym
obiektem malowania nie są rzeczywiste przedmioty, ale ich
przedstawienia produkowane za pomocą nowych technologii i wyznaczające
granice naszego zmysłowego doświadczenia.
Sasnal dzieli z Rancièrem jeszcze jedno bardzo istotne przekonanie.
Jest to niechęć do wielkich gestów totalnej demaskacji. Francuski
filozof stwierdza wyraźnie, że „zadaniem sztuki jest gra na
dwuznaczności podobieństwa i chwiejności niepodobieństwa, wykorzystanie
lokalnych przełomów, specyficzne uporządkowanie obrazów będących w
obiegu” [7]. Uprawianie dzisiaj malarstwa nie powinno oznaczać ani
skrajnego odwrócenia się od wszelkiego przedstawienia i celebracji
wzniosłej nieprzedstawialności, ani też ironicznego kalkowania
trywialnej obrazowości społeczeństwa spektaklu, by w sposób czysto
negatywny ukazywać jej własne braki. Obrazy Sasnala funkcjonują trochę
tak, jak opisywany przez Rancière’a „obraz metamorficzny”, który
„zamierza raczej grać formami i produktami pewnych wyobrażeń niż
zajmować się ich demistyfikacją” [8].
W obrazach Sasnala trudno dostrzec ślady absolutystycznego myślenia
proroków nieprzedstawialności, ale równie trudno wyczuć zamiłowanie do
gry z kiczem czy popkulturowym banałem. Jego malarstwo czy też
rozgrywanie malarskości polega na czym innym głównie dlatego, że nie
utożsamia on automatycznie obrazu z pozorem, nie próbuje wszędzie
odkrywać śmierci zadanej doświadczeniu przez przedstawienie.
Zarówno ideologię, jak i stosunek sztuki do ideologii rozumie trochę
podobnie do Louisa Althussera. […] Sztuka nie tyle zasłania
rzeczywistość lub pokazuje jej negatyw, ile otwiera nam oczy na coś, co
w pewien szczególny sposób przywołuje rzeczywistość, odsyła do niej.
Tym czymś jest ideologia. „Tym, czego zobaczenie umożliwia nam sztuka,
a zatem tym, co daje nam ona w formie widzenia, postrzegania,
odczuwania (ale nie wiedzy), jest ideologia, z której sztuka się rodzi,
w której jest zanurzona, od której jako sztuka się odrywa i do której
się odwołuje” [9]. Ideologia jest, jak podkreślał często Althusser,
pewnego rodzaju spontanicznym kontaktem z rzeczywistością społeczną,
jest tożsama z przeżywanym doświadczeniem ludzkiej egzystencji. Dlatego
też z konieczności odnosi się ona do rzeczywistości, kieruje nas ku
niej. To dzięki ideologii możemy w ogóle rzeczywistość rozpoznawać i po
niej się poruszać. Sztuka natomiast także odsyła, kieruje nas, ale już
nie do rzeczywistości, lecz do samej ideologii. Ukazuje nam pewne bloki
doświadczeń uformowanych przez ideologię. Odwołując się do ideologii,
sztuka jednocześnie odrywa się od niej, buduje dystans wobec tego, co
spontaniczne. Aby móc otwierać nam oczy na ideologię, musi się od niej
minimalnie różnić, poddawać ją zabiegom wyobcowania. […]
Bardzo podobną rolę spełnia w obrazach Sasnala wspomniana na początku
gra z malarskością. O tym, że nie chodzi w jego twórczości wcale o
negatywną epifanię w rodzaju Lyotardowskiej wzniosłości, przekonuje
dobitnie wystawiony niedawno w trakcie wystawy Boredom [Nuda] w
Berlinie obraz będący ironiczną imitacją Barnetta Newmana.
Monochromatyczna, zielona płaszczyzna płótna przecięta zostaje
charakterystyczną czarną, pionową linią. Wydaje się, że to idealny
pastisz mistrza malarstwa abstrakcyjnego. Jednak na obrazie tym
znajduje się mały szczegół, drobna czarna plamka farby rzuconej niby
przypadkiem na zieloną powierzchnię. W ten sposób sama malarskość
przeciwstawia się u Sasnala istocie malarstwa rozumianej jako dążenie
do czystego obrazu pogodzonego z materialnymi warunkami swojego
powstawania. Nie ma czegoś takiego jak czysta malarskość a tym, co
uniemożliwia ową czystość, jest właśnie sama malarskość jako narzędzie
gry i interwencji a nie jako niezmienna istota i nieuchronne
przeznaczenie określonego medium.
Obrazy Sasnala są uosobieniem twórczego napięcia między pragnieniem
ukazywania świata, odwoływania się do przeżywanego doświadczenia oraz
świadomością, że, aby cokolwiek naprawdę przedstawić, trzeba najpierw
przemierzyć obszar spontanicznej ideologii obrazu. I dokonać jego
znaczącej modyfikacji. Dlatego malarskość jest dla niego jednocześnie
nieprzejrzystością medium, która zakłóca iluzję przedstawienia, jak i
narzędziem przekształcania i ukazywania tego, jak przedstawia nam się
świat, w jakim „podziale zmysłowości” przyszło nam żyć. Obrazy Sasnala
dążą więc do specyficznego „wyobcowanego realizmu”, realizmu z wpisanym
w niego krytycznym dystansem do spontanicznych obrazów, wśród których
się poruszamy.
Słynny obraz Holbeina Ambasadorowie to chyba najczęściej przywoływany
przykład anamorfozy. Gdy patrzymy na płótno niewinnym, nieuprzedzonym
okiem, ulegamy iluzji przedstawienia, pozornej głębi obrazu ukazującego
dwie postacie w pokoju pełnym sprzętów podróżniczych. Jedynym elementem
zakłócającym ten spontaniczny efekt głębi jest dziwna plama w dolnej
części obrazu. Aby zrozumieć, co ona przedstawia, należy spojrzeć na
płótno pod odpowiednim kątem a wówczas okaże się, że jest to trupia
czaszka. Mamy więc dwa możliwe sposoby patrzenia na obraz: proste
spojrzenie ulegające ideologii przedstawienia i hipnotycznemu efektowi
malarstwa oraz „spojrzenie z ukosa”, które demaskuje iluzje głębi.
Można powiedzieć, że tradycja rozdzielania tych spojrzeń wygląda dziś
nieco inaczej. Przede wszystkim pierwszy typ patrzenia został rozbity
na dwoje. Do naiwnego wyglądania głębi obrazu dołącza jego ścisły
odpowiednik w postaci ostatniej próby uświęcenia obrazu, zachowania
jego aury. Próbą tą jest wzniosła abstrakcja w pismach Lyotarda. Nie
wierzymy już w spontaniczne poruszanie się w świecie obrazów, ale
próbujemy wierzyć we wtórną spontaniczność udziału w święcie czystej
malarskości.
Drugi sposób patrzenia na obraz, który ideologicznej manipulacji
przeciwstawia krytyczne „spojrzenie z ukosa”, także uległ zmianie i to
być może jeszcze radykalniejszej. Oglądając obraz Holbeina, aby
zobaczyć trupią czaszkę, musieliśmy stracić z oczu samych ambasadorów.
Można było patrzeć albo krytycznie, albo naiwnie. Dziś krytyczne
oglądanie obrazów pogrążonych w ideologii polega na pielęgnowaniu
spojrzenia „ultranaiwnego”. Wymaga ono naiwności spotęgowanej, tak
wyraźnej i jednostronnej, że ośmieszającej samo przedstawienie. Aby
uzyskać krytyczny dystans do Ambasadorów, wystarczy skopiować obraz tak
wiernie, że będzie on przypominał Holbeina bardziej niż oryginał.
Krytyczne spojrzenie jest więc dziś podporządkowane swoistej
hiperrealistycznej logice, niezależnie od tego czy rzeczywiście
posługuje się hiperrealizmem jako narzędziem czy formą malarską. Owa
logika rozpowszechniła się zarówno tam, gdzie artyści imitują kicz
kultury masowej, jak i tam, gdzie przywołują egzotyczne wyobrażenia czy
obrazy, aby przez sam fakt ich cytowania demonstrować swój krytyczny i
ironiczny dystans.
Rozgrywanie malarskości w obrazach Sasnala prowadzi do stworzenia
jeszcze innego typu patrzenia. Jest ono podobne do spojrzenia
hiperrealistycznego, ale nie należy go z nim utożsamiać. Mówiąc
odrobinę metaforycznie, Sasnal maluje Ambasadorów Holbeina jednocześnie
en face i z ukosa. Nie dokonuje krytycznej stylizacji, ponieważ ona z
konieczności traci z oczu trupią czaszkę. Sasnal natomiast pokazuje
nam, jak wyglądałyby obrazy, te spontaniczne, jak działałyby
ideologiczne sposoby odwoływania się do rzeczywistości, gdyby wpisać w
nie to, co ukazuje ich ideologiczność. Malarskość służy właśnie temu:
pokazywaniu, że coś odsyłającego do przeżycia jest jednocześnie
ideologią. Zamiast anamorfozy otrzymujemy zatem paralaksę.
Jako przykład specyficznego sposobu rozumienia malarskości przez
Sasnala możemy przywołać obrazy z cyklu Chicago tworzonego w roku 2005.
Pierwszy z tych obrazów, Bez tytułu/Czarne dzielnice Chicago,
przywołuje plan miasta z równo zakreślonymi przecinającymi się liniami
ulic. U Sasnala jednak czarne linie zlewają się w czarne plamy lub
rozlewają na boki, ukazując wyraźne zacieki od farby. W innym obrazie
mamy grę z wieczorną panoramą miasta, gdzie okna wieżowców tworzą
rodzaj regularnego ornamentu. Obraz balansuje na granicy biegnącej
między dość standardowym obrazem miejskiej rzeczywistości, który można
spotkać na wielu pocztówkach z Chicago, a geometryczną abstrakcją,
gdzie toczy się gra między barwnymi formami. Zresztą nie pierwszy i nie
ostatni raz krajobraz miejski ulega u Sasnala procesowi
wyabstrahowania. Podobnie jest w serii obrazów zatytułowanych Mościce,
gdzie panorama fabryki zmienia się miejscami w zbiór rozległych plam
farby i traci wyrazistość.
Proces zamazywania przedstawienia przez intensywną materialność obrazu
jest właśnie malarskością w rozumieniu Sasnala. Malarstwo jest przez
niego traktowane dosłownie jako medium, czyli coś, dzięki czemu
odnosimy się do rzeczywistości, ale jednocześnie coś, co sprawia, że
kontakt z nią nigdy nie będzie bezpośredni. Malarstwo gwarantuje
szczególny rodzaj „pośrednictwa” również dlatego, że filtruje
ideologiczną oprawę obrazów podsuwanych nam przez spontaniczne
uczestnictwo w zastanej przestrzeni zmysłowej. Jak wspominać panoramę
miasta, nie wpisując się od razu w gotowy schemat komercyjnej
pocztówki, jak spojrzeć na nią naprawdę po swojemu? Pytanie to brzmi
może banalnie, ale odsłania rzeczywistą stawkę gry Sasnala z obrazem.
Konstruowanie doświadczenia
Poddawanie przedstawienia zabiegom wyabstrahowania za pomocą
nieprzejrzystości malarskiej materii pokazuje nam także, że Sasnal
podobnie jak większość przedstawicieli „nowej figuracji” (zdaniem
Foucaulta) nie maluje przedmiotów, ale ich obrazy. Ściślej zaś rzecz
ujmując, Sasnal chce malować pewien stosunek do przedmiotów (coś z
definicji abstrakcyjnego), za pomocą dystansowania się do ich zastanych
przedstawień. Rozgrywanie malarskości przez Sasnala jest zatem częścią
przedsięwzięcia, które określiłbym jako konstruowanie
obrazów-doświadczeń. Doświadczenie, wbrew temu, co chce nam powiedzieć
cała tradycja krytyczna od Adorno do Baudrillarda, wcale nie musi być
martwe. Nie jesteśmy skazani na jego substytuty w postaci negatywnej,
pustej ekstazy nieprzedstawialnego albo na celebrowanie obrazów, które
owo doświadczenie zabijają. Sasnal nie wierzy jednak w żadne
bezpośrednie doświadczenie, doświadczenie nieuwikłane w grę z obrazem.
Obraz-doświadczenie zrywa więc z opozycją prawdy przeżycia i fałszu
przedstawienia. Malarstwo ma być przestrzenią, w której obraz staje się
doświadczeniem, a doświadczenie obrazem. Nie chodzi więc także o powrót
do subiektywizmu rozumianego jako próba odmalowania czegoś, co znajduje
się poza obrazem i stanowi jego źródło. Obraz nie odsyła do
doświadczenia skrytego poza nim, lecz sam ma być tym doświadczeniem.
Obraz-doświadczenie nie jest jednak prostą rzeczywistością, lecz
zespołem funkcji, zbiorem procedur. Dopiero ich współistnienie
pokazuje, w jaki sposób buduje on własną malarską przestrzeń. O
podstawowej procedurze malarskiej Sasnala już wspominaliśmy. Jest nią
jednoczesne odsyłanie do rzeczywistości (lub raczej jej ideologicznego
obrazu) i problematyzowanie samego przedstawienia za pomocą
materialności obrazu. Rozgrywanie malarskości ma tutaj podwójną funkcję – pośredniczenia w budowaniu przedstawienia i zatrzymywania uwagi na
sobie, na grubej warstwie koloru, mocnych pociągnięciach pędzla.
Można podać wiele przykładów takiej procedury. Choćby obraz
zatytułowany Las (2002) pokazujący trzy drobne postaci ginące w
zielonym krajobrazie. Tytułowy las nie ma tu jednak żadnych cech
mimetycznego przedstawienia czy odwzorowania. To raczej splot grubych
pociągnięć pędzla, z widocznymi dokładnie liniami zarysowanymi przez
włosie. Na obrazie tym nie ma znaków, detali, tworzących przedstawienie
lub opowiadających jakąś historię. Istnieją raczej barwne plamy,
których materialna intensywność zastępuje dokładność wykończenia.
Nieprzechodnia malarskość tego obrazu sprawia, że paradoksalnie to, co
przedstawione, zostaje tym mocniej przywołane, choć trudno odgadnąć
znaczenie tego doświadczenia. Skądinąd wiadomo, że punktem wyjścia do
namalowania Lasu był kadr z filmu Shoah Claude’a Lanzmanna, gdzie byli
więźniowie obozów koncentracyjnych odwiedzają po latach miejsca, w
których przebywali w trakcie wojny. Być może dlatego las staje się
tutaj nie tyle znakiem, ile symptomem, niewytłumaczalną plamą, której
nieznośna masywność nie pozwala spojrzeniu ustanowić klarownej
przestrzeni przedstawienia.
Innym przykładem takiej procedury mogą być Kowboje (2004), czarno-biały
obraz malowany grubymi warstwami farby. Postacie kowboi znikają tutaj
dosłownie w czerni tła, czasami ich obecność zaznaczona jest tylko
przez jakiś element ubioru (kapelusz, spodnie), fragment sylwetki. Nie
chodzi tutaj o grę światłocienia, znikanie postaci w mroku, choć układ
kolorów i gra światłem mogłyby sprzyjać takiemu wytłumaczeniu. Znów
jednak intensywna materialność farby wskazuje, że na grę wewnątrz
przedstawienia nakłada się napięcie między siłami czysto formalnymi.
Postaci zostają w ten sposób pożarte przez malarskość, czyli przez to,
co jest ich własnym tworzywem.
Zabieg intensyfikacji malarskości sprawia, że Sasnal staje się kimś – odwołując się do słynnego eseju Becketta – w rodzaju „malarza
przeszkody”. Beckett pisząc o obrazach braci van Velde, pytał: „Cóż
jeszcze można przedstawić, skoro istotą przedmiotu jest jego
«nieprzedstawialność» – unik przed przedstawieniem? Otóż można jeszcze
przedstawić warunki tego uniku” [10]. Parafrazując to zdanie tak, aby
lepiej oddawało specyfikę malarskiej procedury Sasnala, należałoby
zapytać: „Cóż można zrobić, gdy każdy przedmiot, który chce się
namalować, każde doświadczenie, które chce się przedstawić jest w
punkcie wyjścia «nadreprezentowany», uwikłany w tysiące
zestandaryzowanych wyglądów, które natychmiast zawłaszczają przestrzeń
obrazu? Otóż można przedstawić to doświadczenie tylko wówczas, gdy
jednocześnie uda się pokazać, że dotarcie do niego wymaga uniku przed
tymi schematami”. Na tym właśnie polega malowanie przeszkody u Sasnala.
Czasem przybiera to wręcz ostentacyjną formę, gdy w obrazach Beck 1 i
Beck 2 (2002) portrety zostają zastąpione przez prostokątną plamę
farby. Obraz-doświadczenie powstaje więc u Sasnala nie przez
naśladownictwo czy dążenie do przezroczystości, lecz przeciwnie dzięki
paradoksalnym zabiegom jednoczesnego pokazywania i zasłaniania,
ukazywania i zniekształcania.
Podobną funkcję spełnia inna procedura, którą możemy zaobserwować w
jego malarstwie. Jest nią zabieg redukcji przedstawienia do rodzaju
emblematu. Praca redukcji nie dotyczy tutaj jednak samego
doświadczenia, lecz polega na wywoływaniu, konstruowaniu doświadczenia
poprzez redukcję obszaru reprezentacji. Mówiliśmy już o poddawaniu
obrazu procesowi „abstrahowania”, o balansowaniu płócien Sasnala na
granicy między figuracją a abstrakcją. Redukcja do emblematu pełni
bardzo podobne funkcje. W przechodzeniu figury malarskiej od stadium
reprezentacji do abstrakcji – gdy traci ona swoją wyrazistość, ostre
kontury i jawność detalu – punkt graniczny stanowi właśnie rodzaj
emblematu, który co prawda niweluje mimetyczne podobieństwo, ale nie po
to, by zamienić je w abstrakcję, lecz by zastąpić je relacjami
podobieństwa opartymi właśnie na redukcji. Najlepszym przykładem tej
procedury są obrazy Sasnala odwołujące się do różnych zjawisk
kosmicznych: seria UFO z 2002 roku, Sputnik z 2004 czy Samoloty.
Jeśli proces konstruowania obrazu-doświadczenia polega przede wszystkim
na pracy redukcji, trudno nie wspomnieć o tym, w jaki sposób Sasnal
poddaje redukcji barwę niektórych obrazów i jakie są znaczenia tego
zabiegu. Przede wszystkim nazwałbym ową procedurę „poszarzaniem”
obrazów. Nie zawsze oznacza to dosłowne stosowanie szarej barwy, choć
to także często się zdarza. Poszarzanie odwołuje się do skomplikowanej
tradycji „malowania w szarościach”. Zwyczajowo uznawano tego typu
obrazy za malarskie imitacje reliefów. […] Obrazy malowane w
szarościach istniałyby niczym resztki po barwnych przedstawieniach,
ślady działania czasu na materię obrazu. Nie przypadkiem więc grisaille
kojarzony jest z popiołem, zapowiada on bowiem konieczny rozpad
wszystkiego, co posiada historię i podlega nieuchronnym prawom
przemijania. Proces ten zostaje wpisany w samą materialność obrazu,
dotyka jego najbardziej elementarnego poziomu.
Również u Sasnala szarość (w sensie dosłownym oraz jako poszarzanie,
osłabianie koloru) funkcjonuje jako znak mijającego czasu. Szczególnie
wyraźnie widać to w niektórych obrazach z cyklu Powstańcy (2005), gdzie
portrety osób z przeszłości przywołują rozpad pamięci i odchodzenie w
niebyt. Najważniejsze jest jednak wykorzystanie tego motywu w obrazach
intymnych, gdzie historia nie ma wymiaru globalnego, lecz oznacza po
prostu czasowość życia. W obrazie Bez tytułu/Anka z 2004 mamy do
czynienia z malowanym w szarościach portretem żony malarza w trakcie
snu. Jej twarz zupełnie nie przypomina jednak innych portretów, znanych
z obrazów o tym samym tytule. Co więcej układ obrazu każe myśleć o
podobieństwie między twarzą śpiącej Anki i maskami pośmiertnymi
słynnych postaci. Jest bardzo statyczna, szary kolor sprawia zaś, że
wygląda jakby zrobiona była z gipsu.
[…]
Nie mniej ważną procedurą konstruowania obrazów-doświadczeń w rozgrywce
z malarskością jaką uprawia Sasnal jest coś, co można by nazwać
nominalizmem. Polega on zasadniczo na dwóch rodzajach gestu. Pierwszy z
nich to tworzenie różnego rodzaju inskrypcji wewnątrz obrazu. Tekst
może sąsiadować z obrazem w formie podpisu pod ilustracją (jak dzieje
się w najbardziej „komiksowych” obrazach Sasnala), może stanowić
integralny element obrazu albo być swego rodzaju podpisem czy
komentarzem wewnątrz przedstawienia. Tę ostatnią możliwość świetnie
realizują takie obrazy, jak Bez tytułu/Azja czy Bez tytułu/Tagilski
Front), oba z 2005 roku. Napisy „Azja” czy „Tagilski Front” są
umieszczone w obrazach na zasadzie całkowicie arbitralnej, tworząc
rodzaj ironicznego dystansu do tego, co znajduje się na płótnach. Nie
inaczej jest w przypadku obrazu Grypa z 2004, gdzie zamiast portretu
chorej osoby widać tylko zarys włosów a w miejscu twarzy znajduje się
duży napis „Grypa”. Ten tautologiczny efekt – przypominający słynne To
nie jest fajka Magritte’a – podkreśla sztuczność każdego malarskiego
gestu a także ujawnia grę między tytułem a przedstawieniem, która
zawsze stoi u podłoża efektywności malarstwa.
Specyficzny nominalizm Sasnala ujawnia się jednak również w całkiem
innych zabiegach. Mam na myśli te obrazy, w których malarz prowadzi grę
z podobieństwem między własnymi płótnami i obrazami malowanymi przez
innych. Z pewnością jako przykład może posłużyć tutaj Bez
tytułu/Wróblewski z 2005 czy Narutowicz z 2003, który odsyła do Studium
do portretu papieża Innocentego X Velázqueza czy do innych studiów
portretowych Francisa Bacona. Odwoływanie się do malarstwa innych
stanowi oczywiście w jakimś sensie dość rozpowszechniony gest w
XX-wiecznej sztuce. Niemniej jednak u Sasnala spełnia on szczególną,
dystansującą funkcję. Zarówno tekstowy, jak i obrazowy nominalizm ma
ukazywać, że malarskość to złożona maszyneria budowania wrażenia
oczywistości, odsłaniać mechanizm jej działania. Należy jednak po raz
kolejny powtórzyć, że nie chodzi tutaj o gest demaskacji. Podobnie jak
w przypadku innych procedur tworzących obraz-doświadczenie procedura
nominalizmu polega na podjęciu gry, nawiązywaniu kontaktu z
przestrzenią ideologii, po to, aby następnie móc dokonywać jej
modyfikacji i tworzyć drobne przesunięcia w przestrzeni zmysłowej za
pomocą dystansowania się wobec oczywistości obrazów, które już mamy pod
ręką. Nominalizm oznacza, że malarstwo nie ukrywa swojej przygodności i
rezygnuje z części swojej hipnotycznej mocy uzyskanej przez wrażenie
przejrzystości. Mimo to, może być jednak narzędziem kreowania
doświadczenia, które pozostając ściśle związane z obrazem,
problematyzuje jego status i w ten sposób, być może, odsłania ukryte w
nim możliwości.
Malarstwo Sasnala pozostaje w ten sposób nie tylko malarstwem
doświadczenia, ale także doświadczeniem szczególnego momentu
przejściowego w historii rozumienia obrazów, malarskiej reprezentacji,
a co za tym idzie, jest ono również świadectwem poszukiwania nowej
kategorii samego doświadczenia. […]
1. Kumulacja energii, z Wilhelmem Sasnalem rozmawiają Piotr Kosiewski i
Agnieszka Sabor, „Tygodnik Powszechny”, nr 36, 2007, s. 16.
2. Wasyl Kandyński, O duchowości w sztuce, przeł. Stanisław Fijałkowski, Państwowa Galeria Sztuki, Łódź 1996, s. 67.
3. Clement Greenberg, Malarstwo modernistyczne, w: tegoż, Obrona
modernizmu. Wybór esejów, przeł. Grzegorz Dziamski, Maria
Śpik-Dziamska, Universitas, Kraków 2006, s. 48.
4. Tamże, s. 49.
5. Trzeba powiedzieć, że interpretacja pism Greenberga dokonana przez
Rancière’a nie jest najlepszą stroną jego tekstów. Nie zauważa on
bowiem dwuznaczności stanowiska Greenberga i traktuje go niczym
jednostronnego piewcę malarstwa abstrakcyjnego jako najwyższej formy
malarstwa w ogóle. Oczywiście nie ma tutaj miejsca na obszerne
rozpatrywanie kolejnych argumentów i ważenie racji. Zaznaczmy jednak,
że mimo iż podzielamy ostateczne wnioski z krytyki Rancière’a, nie do
końca zgadzamy się z całym wywodem.
6. Por. Jacques Rancière, Estetyka jako polityka, przeł. Julian Kutyła,
Paweł Mościcki, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2007, s.
27-29.
7. Tamże, s. 60.
8. Tamże, s. 60.
9. Louis Althusser, Lettre sur la connaissance de l’art (réponse à
André Daspre), w: tenże, Écrits philosophiques et politiques, Éditions
Stock/IMEC, Paris 1997, t. II, , s. 582. Na istnienie tego tekstu
zwrócił mi uwagę Grzegorz Jankowicz, za co mu tutaj serdecznie dziękuję.
10. Samuel Beckett, Malarze przeszkody, przeł. Marcin Nowoszewski, w:
tenże, Wierność przegranej, oprac. Antoni Libera, Znak, Kraków 1999, s.
111.ro
Fragment książki Sasnal. Przewodnik Krytyki Politycznej.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 30.11.2007 )
|
|
Zaproszenia i Kluby KP
-
Poznań, 27 maja: Sprawa Operacyjnego Rozpoznania
-
Cieszyn, 28 maja: Przewodnik po Żmiijewskim. Spotkanie wokół książki
-
Łódź, 29 maja: Desperate Housewives - prawdziwa historia
-
Łódź, 28 maja: Grecja, Polska, dług publiczny
-
Łódź, 25 maja: "Z daleka widok jest piękny"
-
Kraków, 26 maja: Berman i Walzer na 10 urodzinach KP
-
Trójmiasto, 31 maja: Współczesna teoria praw zwierząt. Regan, Francione i inni
-
Trójmiasto, 29 maja: Tęczowe Kino Zaangażowane. Braterstwo
-
Trójmiasto, 28 maja: (Po)kryzysowa ekonomia. Etyczne zarządzanie budżetem
-
Trójmiasto, 26 maja: WARYŃSKI FEST
-
Trójmiasto, 25 maja: 10 urodziny KP. Afterparty: TRZASKA/ZRALEX
-
Trójmiasto, 25 maja: 10 urodziny KP. Minimum socjalne, maksimum moralne
-
29 maja, Warszawa: Polityka społeczna po 1989 roku
-
Kraków, 24 maja: Koniec publicznych szkół i stołówek?
-
Toruń, 29 maja: Berman na 10. urodzinach KP
Kluby KP
Warsztaty dla Klubów KP
|
|
Wydźwięk tekstu nie do końca mi się p...
Jest nauka w sensie pracowitego latam...