|
Paktofonika - przewodnik, Życie - suplement
Kiedy Rahim na spotkaniu w REDakcji opowiadał o swojej depresji
przyznał, że niewiele brakowało, aby skończył jak Magik. Równie dobrze
jego też mogłoby już z nami nie być. Z nami czy raczej z nimi. Swoimi
ludźmi. To być może najbardziej podobało mi się w jego wypowiedzi, że
wydawał się znać ciężar samotności i ważność obcowania z ludźmi. Bo
kiedy jesteś sam, to jesteś sam i jasne, że trzeba to potrafić, ale
jednak to inni są najważniejsi. Trzeba umieć być samemu, nie będąc
samotnym, a jednocześnie odnajdywać sens w relacjach z ludźmi, nie
dając się manipulować. Ten etos ziomkostwa jest jedną z bardziej
interesujących mnie rzeczy w hip-hopie. Którego oczywiście nie byłem
nigdy fanem, bo to nie są moi koledzy, to nie jest moje estetyka i
dlaczego Ci murzyni na mnie krzyczą, a jednak ich historię mogą
traktowane być uniwersalnie. W ten sposób odbieram Księgę Tajemniczą i choć nigdy nie wkręciłem się Paktofonikę, to pewnie bym mógł. Głównie za sprawą postaci Magika.
Los Magik będąc wyjątkowy i niepowtarzalny można jednak również
opisywać jak szerszą paralelę polski epoki przełomu wieków. Potencjał
ten zauważył Maciej Pisuk i postanowił nakręcić o nim film. Jako młody,
zdolny z kontaktami wydawało się, że ma duże szanse na zrobienie
wzorowego dramatu obyczajowego. A jednak coś się nie udało. A właściwie
nie coś, co raczej wszystko. Choć powstał interesujący scenariusz
filmu, choć było nim zainteresowanych wielu producentów, w tym również
największy, polski, prywatny koncern telewizyjny, to film nie powstał.
Historia jego niepowstania jest poniekąd dalszy ciągiem nieszczęsnego
końca Magika. Jeśli Magik nie miał pieniędzy, żeby kupić swojemu synowi
prezent na gwiazdkę, choć Kinematografia sprzedawała się w
dziesiątkach tysięcy egzemplarzy, to każe pomyśleć, że być może jego
wydawca jest złodziejem. A być może miał po prostu duże koszty własne,
o kosztach promocji zespołu nie wspominając. Tak duże, że na
wynagrodzenie dla chłopaków już nie starczyło. Tym razem Rahim i Fokus
wraz z Maciejem Pisukiem postanowili nie podpisywać równie mało
uczciwej umowy. Więc okazało się, że nie mogą podpisać jej wcale.
Okazuje się, że jeśli nie chcemy dawać się dymać, powinniśmy w ogóle
zrezygnować z seksu.
Poniekąd zgadzam się z taką diagnozą świata, choć nie zgadzam się na
świat, który taki jest. Pozostaję więc ze swoją niezgodą i mogę jedynie
obserwować oraz się dzielić, co niniejszym czynię. Jeśli ktoś miał
jeszcze jakiekolwiek wątpliwość, że prawa autorskie są dla producentów,
a nie dla twórców, to może się ich niniejszym pozbyć. Prawo w
kapitalizmie jest dla silniejszego, a co w związku z tym już wiecie, bo
powtarzam, to chyba w każdej notce. Jeśli w hh chodzi o zasady, a być
może, że w tym najfajniejszym chodzi, to okazuje się, że jest on czymś
zgoła wyjątkowym. Zasady są mało popularne i pożądane w świecie, gdzie
trzeba być mobilnym i elastycznym. Mimo wszystko niektórzy nie chcą się
ugiąć i wydadzą nawet książkę w lewicowym wydawnictwie, choć o politykę
dbają mniej więcej tyle, co o rosę. To dobrze, choć żal, że tak musi
być. Być może, że byłby to kolejny film o tym, jak smutne jest życie na
śląsku, ale prawdopodobnie byłby czymś więcej. Dziełem, o tym dlaczego
najzdolniejsi z nas muszą umierać, jeśli nie potrafią się ugiąć.
Tekst ukazał się na blogu Listy z pop kultury, 22 grudnia 2008.
Na podobny temat
|
Wydźwięk tekstu nie do końca mi się p...
Jest nauka w sensie pracowitego latam...