NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Szelewa: Samotność jest droga i niezdrowa Drukuj
Barbara Szelewa   
07.11.2011

37-letnia Leilani Clark, niecały rok po rozstaniu z mężem postanowiła wynająć mieszkanie z przyjaciółmi. Przez kilka miesięcy mieszkała najpierw sama w małej kawalerce i mimo że początkowo cieszyło ją, że może w swoim mieszkaniu zachowywać się zupełnie swobodnie, to jednak wkrótce doszła do wniosku, że bardzo brakuje jej towarzystwa. Nie bez znaczenia były również koszty samodzielnego wynajmu. Gdy znajomi powiedzieli jej, że w kilka osób zamierzają wynająć dom, postanowiła się do nich przyłączyć. 


„Nie wyobrażam sobie, że znów miałabym mieć współlokatorów, nie po tak długim czasie i nie w moim wieku” – mówiła przyjaciółce jeszcze kilka miesięcy wcześniej. Wspólny wynajem jest dla studentów, człowiek dojrzały powinien mieszkać, jeśli nie z własną rodziną, to sam, to przecież jeden z wyznaczników dojrzałości i samodzielności. A może jest dokładnie na odwrót? 


Do takiego wniosku doszła Clark, gdy trochę pomieszkała z przyjaciółmi. 


Naukowcy przekonują, że samotne życie zwiększa prawdopodobieństwo depresji, alkoholizmu, a nawet samobójstwa. Wspólne mieszkanie jest korzystne z finansowego punktu widzenia, kiedy płacimy tylko część czynszu, więcej pieniędzy zostaje nam w kieszeni. Nie mniej ważne są jednak codzienne interakcje ze współlokatorami, stała obecność kogoś, na kogo można liczyć.

  

Leilani zamieszkała z młodym małżeństwem i koleżanką w tym samym wieku co ona. Szybko ustalili zasady, umówili się na cotygodniowe zakupy, podzielili pracami domowymi. „Cisza nie jest już tak ogłuszająca. Czasem wciąż w myślach muszę zabijać obawę, że coś ze mną musi być nie tak, skoro jestem grubo po trzydziestce, a nie mieszkam z partnerem. Mam nadzieję, że z czasem to minie i będę umiała żyć w pełni szczęśliwie dzieląc przestrzeń z innymi. Byłam gotowa poświęcić moje postrzeganie prywatności i przekonanie o tym, czym jest dorosłość, za niższy czynsz, towarzystwo i wspólne obowiązki. Potem musiałam po raz kolejny zadać sobie pytanie o to, co to naprawdę znaczy być dorosłym. Jestem w stanie stwierdzić, że wyobrażenie dorosłości jako czegoś równoznacznego z samowystarczalnością, indywidualizmem i «radzeniem sobie samemu», w efekcie nas rani, izoluje ludzi od siebie”. Leilani zapytała znajomych na Facebooku, czy ich zdaniem wspólne mieszkanie z przyjaciółmi, po trzydziestce, jest czymś złym. Jej kuzynka napisała: „Dorastanie, małżeństwo, dzieci, kupiony dom i zadłużenie się to nie jest dziś konieczna droga. Zmieniają się reguły gry!”.

  

 fot. catherinetodd2, (cc), flickr.com 

  

Kiedy przez trzy lata mieszkałam we Włoszech, cztery razy przeprowadzałam się z miasta do miasta, siedem razy zmieniałam wynajmowane mieszkania. Gdzieś po drodze doszłam do wniosku, że najlepiej jest mieszkać samej, że już nie pora na wspólne mieszkanie z przyjaciółmi, że w zasadzie to nie wypada. Wynajmowanie kawalerki wydawało mi się jednym ze sposobów na uznanie przed sobą samą, że jestem dorosła, mimo że kolejne lata wciąż spędzam na uniwersytetach. Przez ostatnie trzy miesiące musiałam jednak zamieszkać u kobiety w wieku około 50 lat, której wcześniej w ogóle nie znałam, samotnej. Zaoferowała mi ładny pokój i towarzystwo swoje, trzech kotów i psa. Byłam złej myśli, a jednak to był naprawdę wspaniały czas. Po prostu bardzo się zaprzyjaźniłyśmy. Vivi opowiedziała mi o projekcie, który realizuje z grupą znajomych w Turynie. Chcieli w kilkanaście osób kupić razem dom. Każdy miałby swoje mieszkanie, ale byłaby tam wspólna przestrzeń, gdzie mieliby się spotykać i spędzać czas wieczorem, gdzie byłaby biblioteka, gdzie rodzice mogliby zostawiać dzieci pod opieką tych, którzy akurat byliby w domu. 


W czasach, kiedy zarobki na starcie w żaden sposób nie pozwalają na wynajem mieszkania, na przykład w Warszawie, wspólne mieszkanie nawet grubo po studiach bywa koniecznością, ale nie musi świadczyć od razu o niezaradności i niedojrzałości, lecz, przeciwnie, o zdolności do współdziałania i wzajemnej pomocy. I może uchronić przed depresją spowodowaną nie tylko tym, że po opłaceniu czynszu niewiele zostaje na rozrywki po pracy, ale i mieszkaniem w pustym, smutnym domu. 

  

Tekst ukazał się w internetowym wydaniu „Wysokich Obcasów”.  

  

Komentarze
Dodaj nowy
poznanbicyclechic   |08.11.2011 02:27:35
Szczerze mówiąc, najpiękniej mieszkało mi się w akademiku, kiedy wychodziło się
pod prysznic i gadało ze znajomymi, albo prowadziło debaty przy myciu naczyń we
wspólnej kuchni. Kochałem to, ale niestety, "wrogie siły" podpowiadały,
że w akademiku to syf, wstyd, obciach i wszyscy marzyli o mieszkaniu w wynajętym
mieszkaniu. Gdy wypowiadałem swoje opinie, jak mi jest tu dobrze, pukano się w
czoło. Teraz siedzę w mieszkaniu i na łeb dostaję z nudów.
Holden   |10.11.2011 01:10:32
a ja mieszkam po raz pierwszy w życiu sam i to jest błogie, błogie. Mieszkanie
samemu jest super i można się poświęcić myśleniu, skupieniu na
sobie.

Wszystko zależy od tego czego człowiek potrzebuje.

mieszkanie z
innymi może być super,
ale mieszkanie samemu także.

nie wrzucajmy wszystkich
do jednego worka. :)
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 07.11.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.72174 Seconds