|
Victoria Beckham tydzień temu urodziła córkę. Rodzina jest szczęśliwa – Beckhamowie mają już trzech chłopców, wreszcie doczekali się dziewczynki. Niektórym, nie podoba się imię – Zoe Williams zżyma się w Guardianie, bo jej własna córka ma na imię Harper, a teraz imię to wejdzie w poczet dziwnych, jakie celebryci nadają swoim dzieciom (imiona synów Beckhamów to Brooklyn, Romeo i Cruz).
Zupełnie inaczej i całkiem poważnie zaatakowali jednak Beckhamów niektórzy brytyjscy eksperci od populacji oraz Zieloni. Beckhamowie dają rodzinom zły przykład – to artykuł z niedzielnego magazynu „The Observer”. Na świecie jest dziś prawie siedem miliardów ludzi, którzy już zużywają zbyt wiele ograniczonych przecież zasobów naturalnych. Ludzie dbający o środowisko nie powinni więc beztrosko sprowadzać na świat kolejnych dzieci.
– Żyjemy tak, jakbyśmy mieli nie jedną planetę, ale trzy – mówi
deputowana Zielonych, Caroline Lucas. – To ciekawe, że osoby publiczne,
ekolodzy, organizacje pozarządowe do tego stopnia unikali debaty o
konsekwencjach niekontrolowanego wzrostu populacji, że stało się to
tematem tabu.
Lucas tłumaczy, że mimo okrutnych
konsekwencji chińskiej polityki jednego dziecka czy innych okropnych
doświadczeń z odgórnym regulowaniem urodzin, powinno się o tym
rozmawiać, bo inaczej nie ma szans na rozwiązanie problemu przeludnienia
Ziemi.
To poglądy propagowane przez brytyjską
organizację Optimum Population Trust. Jej szef, Simon Ross, wzywa
brytyjski rząd, by ulgami podatkowymi i zasiłkami wspierał tylko
pierwszych dwoje dzieci w rodzinie. Nieodpowiedzialni, nieekologiczni
rodzice trójki czy czwórki pociech zostaliby w ten sposób ukarani.
– Nie ma sensu najpierw deklarować, że w imię troski o
środowisko ogranicza się emisję dwutlenku węgla, a potem zwiększać ją o
sto procent, gdy rodzi się kolejne dziecko – mówi Ross. Dodaje, że
Anglia jest jednym z najgęściej zaludnionych krajów świata z populacją
rosnącą najszybciej w Europie. Kiedy tak trudno zapanować nad wysoką
liczbą przypadkowych ciąż, świadome urodzenie czwartego dziecka, jak w
przypadku Beckhamów, to po prostu dowód braku odpowiedzialności czy
wręcz egoizmu. No i bardzo zły przykład dla fanów słynnej brytyjskiej
pary.
Optimum Population Trust współpracuje z podobnymi
organizacjami z innych krajów, ze wszystkich kontynentów. W dokumencie
podpisanym przez organizacje z Węgier, Niemiec, Kenii, Danii, Nowej
Zelandii, USA, Kanady i Francji, zawarte jest ostrzeżenie. Liczba ludzi
na świecie nie może rosnąć w takim tempie, jak teraz. Albo ograniczymy
ją m.in za pomocą edukacji i propagowania antykoncepcji, albo liczba
ludności w sposób naturalny spadnie na skutek głodu i innych klęsk
spowodowanych wyeksploatowaniem środowiska naturalnego.
To wszystko brzmi dla nas dość egzotycznie – Europa się przecież
starzeje, w Polsce brakuje dzieci i „nie będzie komu płacić na nasze
emerytury”. A jeśli ktoś odkłada decyzję o urodzeniu dziecka, to raczej
nie dlatego, że chce wielkodusznie oszczędzić środowisku dodatkowej
emisji dwutlenku węgla. No tak, może to oznaczać, że jesteśmy zacofani i
ekologicznie nieuświadomieni. I że kiedyś, gdy imigranci w końcu zechcą
przyjeżdżać do nas tak jak na zachód Europy, zaczną i u nas rodzić
dzieci. Pewnie zdaniem wielu z nas to może i dobrze, że będą rodzić. Bo
być może lepsza emerytura bez lodowca na Antarktydzie niż lodowiec bez
emerytury.
W blogu Opinionator na stronach New York
Times’a mamy trochę mniej kontrowersyjną, i chyba skuteczniejszą,
propozycję pomocy rodzinom, tym razem w USA. David Bornstein opisuje
sukces Family Independence Initiative (FII). Jej praca polega na
motywowaniu biednych rodzin do tego, by zaczęły realizować swoje
zamierzenia. Chodzi o to, by organizacja pomocowa, zamiast wyłącznie
wspierać finansowo tych, którym brakuje środków, sprawiała, by
uwierzyli, że nie znajdują się w trudnym położeniu z własnej winy.
Z inicjatywy FII kilka rodzin spotyka się więc raz na miesiąc i ich
członkowie rozmawiają o tym, co chcieliby osiągnąć i stawiają sobie
bardzo konkretne cele. Na przykład zwiększyć dochód albo zrobić prawo
jazdy. Jeśli uda im się cel zrealizować, nagradzani są pieniędzmi – w
sumie do 200 dol. miesięcznie.
Praca FII przynosi
doskonałe rezultaty, pisze Bornstein. Dochody rodzin, który wzięły
udział w tym przedsięwzięciu, wzrosły o ponad 20 proc. Ludzie często
spisywani przez społeczeństwo na straty, tak często pogardzani jako „pasożyty” czy „żyjący z zasiłków”, potrafią wziąć sprawy w swoje ręce.
Potrzebują tylko mądrego wsparcia.
Tekst ukazał się w internetowym wydaniu „Wysokich Obcasów”.
Na podobny temat
|
Wydźwięk tekstu nie do końca mi się p...
Jest nauka w sensie pracowitego latam...