|
Eksperci od ruchów społecznych dopiero próbują zrozumieć, czym jest Occupy Wall Street czy też ruch oburzonych na całym świecie. Ale jedno wydaje się pewne: sukces tych inicjatyw związany jest w pewien sposób z sieciami społecznościowymi i dostępem do nowoczesnych technologii. Nathan Jurgenson w „The Atlantic” zauważa jednak, że to tylko jedna strona medalu, bo stare technologie odgrywają w tych ruchach co najmniej równie istotną rolę co internet z Facebookiem i Twitterem, a ich zastosowanie może być nawet symbolem stylu życia. „Ruch Occupy w pełni korzysta z tradycyjnych technologii. Nie tylko z konieczności, ale i z powodów politycznych i symbolicznych. Jeśli ten ruch ma zakwestionować zastane społeczeństwo, to pytanie o rolę nowoczesnych technologii w tym ruchu musi kwestionować rolę, jaką pełnią one w naszym życiu” – pisze Jurgenson. I wylicza: ręcznie malowane transparenty, drukowany Occupy Wall Street Journal, biblioteka z pięcioma tysiącami książek, żywy mikrofon, a nawet celowo wybrana technika informacji o kolejnych zbiórkach: przekazywanie jej z ust do ust z obawy, że informacje wysyłane przez internet i telefon może łatwo przejąć policja.
Dlaczego żywy mikrofon? Na początku był dlatego, że użycie głośników było zakazane. Ale potem w wielu miejscach już nie było zakazu, był dostęp do prądu, a mimo to zebrania odbywały się w ten sam sposób, który postronnemu obserwatorowi mógł wydać się dziwny: kolejne kręgi zebrane wokół przemawiającego powtarzają głośno jego słowa tak, by ci, którzy stoją dalej, mogli wiedzieć, o czym mówi. Jest to szczególna forma solidarności, pisze Jurgenson, i okupujący na tyle ją docenili, że nie chcą już zwykłych mikrofonów. „Zastosowanie tradycyjnych technologii służy niebezpośredniej krytyce globalnego kapitalizmu, który intensywnie konsumuje techniczne nowinki. Mam wrażenie, że nastrój okupacji wyraża to, że najważniejszą technologią są ludzie i że wspólnie stworzyliśmy kulturę, w której technologia rządzi człowiekiem, a nie odwrotnie. Wielu martwi się dzisiaj, że stajemy się społeczeństwem ludzi uzależnionych od gadżetów, odłączonych od najbliższego otoczenia” – przekonuje autor.
Nowe technologie stają się konieczną częścią naszego życia, ale nie rezygnujemy z wcześniejszych zdobyczy, jak płyta winylowa, która wróciła do łask dzięki zainteresowaniu młodego pokolenia, wychowującego się przecież na empetrójkach. Tradycyjne środki komunikacji, jak papierowa gazeta, ręcznie wymalowany plakat czy nawet przekazywanie informacji z ust do ust, wciąż są funkcjonalne, a użycie ich może być nawet formą sprzeciwu samą w sobie. I to właśnie pokazał ruch OWS.
W podobnym tonie pisze Amanda Marcotte, która nie może odżałować, że jedną z ofiar „sprzątania” parku Zucotti, czyli centrum OWS w Nowym Jorku, stała się biblioteka. Zorganizowana w namiocie, nazwana People’s Library, zgromadziła ponad 5 tys. tytułów. W nocy 15 listopada, kiedy policja zmusiła okupujących do opuszczenia parku, zlikwidowano również bibliotekę. Książki lądowały w ciężarówkach, były wywożone nie wiadomo dokąd i nie udało się ich wszystkich odzyskać. Zlikwidowanie biblioteki urosło do rangi symbolu arogancji burmistrza Nowego Jorku, Michaela Blumberga. „Niewiele rzeczy tak dobrze symbolizuje ograniczenie wolności słowa jak niszczenie książek. A wyobrażenie sobie policjantów wrzucających stosy książek na coś, co wyglądało jak śmieciarka, każe wątpić w zapewnienia Bloomberga, że chodziło mu tylko o czystość w parku” – pisze Marcotte. Sama, jak wielu innych, zaopatrzyła bibliotekę w kilka książek, w tym jedną własnego autorstwa.
Marcotte pisze też o znaczeniu biblioteki w parku Zucotti jako miejscu spotkań, jeszcze jednym symbolu wspólnoty ludzi, którzy biorą udział w lub popierają OWS. Jeff Sharlett, który założył grupę Occupy Writers mówi, że biblioteki gromadzą w formie fizycznej całe uniwersum, są namacalnym zbiorem kolektywnej wyobraźni pokoleń. „Innymi słowy, niszczenie biblioteki to jak niszczenie naszej zbiorowej wyobraźni, niszczenie szczególnie przejmującego symbolu protestu, który opłakuje amerykański sen”. Papierowe książki, podawane z rąk do rąk, wypożyczane, stają się symbolem nowojorskiego protestu na równi z relacjami na żywo, prowadzonym dzięki temu, że wielu jego uczestników ma smartfony z internetem.
Tekst ukazał się w internetowym wydaniu „Wysokich Obcasów”.
Na podobny temat
|
Wydźwięk tekstu nie do końca mi się p...
Jest nauka w sensie pracowitego latam...