NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Szelewa: Nie daj się zrobić w histeryczkę Drukuj
Barbara Szelewa   
21.11.2011

Amerykanki o wiele częściej biorą leki na depresję i zaburzenia lękowe niż Amerykanie. Robi to jedna kobieta na cztery i tylko 15 proc. mężczyzn. Dlaczego? Psychiatra David Muzina sugeruje, że kobiety po prostu chętniej chodzą do lekarza i poddają się leczeniu, również w przypadku zaburzeń psychicznych. I prawie zawsze to one chodzą do lekarzy z dziećmi, więc badają siebie przy okazji, dostają diagnozy i recepty. 


Jednak po przeczytaniu takiej informacji łatwo ulec pokusie stereotypu, że kobiety po prostu częściej bywają niestabilne psychicznie, łatwiej wpadają w panikę, w histerię, są nadwrażliwe. 

  

„Przesadzasz. Uspokój się. Wyluzuj. Przestań wariować! Jesteś nienormalna! Tylko żartowałem, nie masz w ogóle poczucia humoru?”. Jeśli jesteś kobietą, pisze Yashar Ali, pewnie brzmi to znajomo. Takie słowa można często usłyszeć od męża, szefa, przyjaciół w odpowiedzi na smutek lub złość z powodu czegoś, co zrobił rozmówca i co tę negatywną reakcję wywołało. „Kiedy mąż spóźnia się pół godziny na kolację, nie uprzedzając o tym, zachowuje się nierozważnie. Uwaga typu: «Uspokój się, przesadzasz», po której masz się zamknąć, gdy wyrażasz swoje zdanie na temat czyjegoś złego zachowania, to czysta emocjonalna manipulacja”  – pisze Yashar Ali. Jego zdaniem właśnie takie zachowania tworzą image kobiety jako istoty „szalonej”. Przywołuje tutaj pojęcie gaslighting, pewnej formy psychicznego znęcania się. Polega ona na tym, że przekazując ofierze nieprawdziwe informacje, wzbudza się w niej wątpliwości w jej własną pamięć i interpretację faktów. Jak pisze autor, takie zachowanie jest często nieintencjonalne, a jednak istotnie wpływa na psychikę ofiary. Ci, którzy stosują tę metodę, najpierw wywołują w ofierze taką reakcję jak gniew, frustracja czy smutek. A potem wmawiają, że reakcja jest przesadna, nieracjonalna, nienormalna. 

  

 fot.  muskva, (cc), flickr.com 

  

Celowa czy nie, taka manipulacja ucisza kobietę. Przestaje ona być zdolna do wyrażania swoich emocji. Nie potrafi zwrócić uwagi mężowi, partnerowi czy szefowi, że czuje się przez nich zraniona. Jeśli kobiety doświadczały takich zachowań przez lata, pisze Yashar Ali, to w efekcie w ogóle mają problemy z wyrażaniem uczuć. „Mówią «przepraszam», zanim wyrażą własną opinię. W mailu czy smsie wstawiają :) zaraz po całkiem poważnym pytaniu czy wyrazach zaniepokojenia, w ten sposób maskując prawdziwe emocje”. 


Mężczyźni stosujący taką manipulację mogą nie zdawać sobie sprawy, że kogoś krzywdzą. Przecież od zawsze wiedzą, że kobieta niepotrzebnie wpada w histerię, że się wiecznie czegoś czepia, niepotrzebnie panikuje, krzyczy, płacze. I wtedy trzeba tylko jej powiedzieć, żeby się uspokoiła. Faceci nie zdają sobie sprawy, że powtarzając to, tak naprawdę pozbawiają się umiejętności słuchania, a swoje partnerki  –  wyrażania tego, co czują. 


Kobieta wpadająca w histerię jest bardzo irytująca. Podnosi się jej ton głosu, mówi szybko i dużo, zaczyna w końcu płakać. Normalnie wariatka. Nieważne już, o co poszło, skupiamy się teraz na jej histerycznej reakcji, wyśmiewamy, może pogłaszczemy po główce. I po sprawie. Ja nic nie zrobiłem, to ona jest nienormalna. 


Również w polityce ton głosu ma duże znaczenie. Podobno Margaret Thacher sztucznie zniżała głos, żeby brzmieć bardziej wiarygodnie. Badania dowodzą, że ludzie bardziej ufają politykom, którzy mówią niskim głosem. Kobiety są tu więc już na starcie na przegranej pozycji. A co dopiero te mówiące wysokim głosem, albo, co gorsza, te „okropne piskwy podnoszące ton, kiedy się zdenerwują”. 


Yashar Ali przekonuje, byśmy próbowali oduczyć się niektórych zachowań, nawet tych, które wydają się naturalnymi reakcjami. Myślę, że na pewno można by oduczyć się preferowania niskiego głosu. Gdy się nad tym chwilę zastanowić, dla myślącego człowieka moment, gdy zdaje sobie sprawę, że reaguje na formę a nie treść, powinien być upokarzający. Najważniejszy jest jednak przekaz tekstu Alego skierowany do kobiet: nie dajcie się zapędzić w kozi róg przez manipulatorów, którzy nazywają was histeryczkami. 

  

Tekst ukazał się w internetowym wydaniu „Wysokich Obcasów”.   

  

Komentarze
Dodaj nowy
cainamar   |21.11.2011 19:56:18
A może by tak łatwiej nauczyć osoby posługujące się piskliwym i wysokim głosem,
mówienia głosem obniżonym. Autorka pisze o potrzebie powstrzymywania się przed
pochopną oceną takich ludzi, nawet jeśli jest to reakcja naturalna. Jednak warto
dodać, że głos jakim posługuje się duża część społeczeństwa jest dla nich
nienaturalny i sztucznie zawyżony przez stres i nawyki powstałe podczas
dojrzewania. Ich krtanie w rzeczywistości potrafią produkować znacznie niższy
głos, który na dodatek jest zdrowszy, bo nie naraża strun głosowych na powstanie
guzków śpiewaczych. Tak więc łatwiej jest namówić pewną grupę osób na zmianę
przyzwyczajeń, niż całą resztę na ich tolerancję.
Twórzmy idee, nie CO2   |21.11.2011 20:45:32
Tekst zbudowany tak, że jak odpowie na niego na przykład człowiek płci męskiej z
czymś się nie zgadzając, od razu zostanie posądzony o szowinizm, zaś jego
wypowiedź będzie potwierdzeniem hipotezy; gdy człowiek płci żeńskiej z aprobatą
kiwający głową, to będzie to ta JEDYNA prawda.

No tak, znów wychodzą te
brutalne metody mężczyzn, idące za tymi histerycznymi kobietami od Biblii co
najmniej. Nie ma co, trzeba tak zrobić, żeby dać kobietom jeszcze więcej szans:
nie mówić, gdy płaczą, że płaczą, nie przytulać, nie ustalać "zasady
działania symbolicznego" etc. Porozckliwiajmy się wspólnie kochanie,
pokrzyczmy sobie, rzućmy się sobie z pazurami do twarzy (czemu autorka tego nie
napisze?), zobaczymy, jak będziemy wyglądać rano w pracy. Ale co na to
feministki z ich "traktujcie nas po równo", "nie życzymy sobie
waszych samczych, szowinistycznych zachowań", "dajcie nam szansę być
sobą", etc.? Nie wiadomo. Jak płacze, nie reagować (źle), jak się mówi
"uspokój się" (też źle), bo opresywne jak cholera jasna, choć to
przecież bardzo prosta forma ułagodzenia czyjegoś - jak pokazują te wszystkie
inne niż Alego badania - bólu, żalu, czy smutku…

Słowem: kobiety, żeby mogły
pokazywać swoją wolę mocy, powinny być traktowane przez swoich mężczyzn,
partnerów, szefów, bardziej spolegliwie, winny dostawać więcej fory (ale
szanowna autorka nie zauważa na przykład, że tego, co jest w niej pewne,
odważne, twarde (jak stal) być może nauczyła się właśnie od męskich mężczyzn?),
i tak dalej, ODWIECZNY BÓJ ŻEŃSKIEGO Z MĘSKIM TRWA.

Zawsze mnie cieszą te
kuriozalne porównania do wielkich tego świata: nie bierz za młodu kropli do
oczu, bo Hitler brał, i jak skończył? (zapewne po obejrzeniu jakiegoś programu
szytego grubymi nićmi i wskazującego na tę jedyną, farmakologiczną przyczynę
Holokaustu); tutaj to samo z Iron Lady, zniżała głos więc we wniosku końcowym są
uwagi na temat tego, co może "na pewno" każdy "myślący"
człowiek.
No więc, droga autorko, można by tu jeszcze wiele popolemizować, ale
przecież i tak "na pewno" niewielu jest myślących ludzi, więc do kogo ta
SZTUCZNA mowa szyta nićmi z JEDWABIU?
Maciek Cisowski   |21.11.2011 22:30:46
Nie ma to jak wylać dziecko z kąpielą. W końcu to "zagłaskiwanie"
histeryzującej albo zwyczajnie wkurzonej kobiety jest metodyczne czy nieświadome
ze strony mężczyzn? Autorka sugeruje, że mężczyźni to robią
"nieintencjonalnie", ale jednak metodycznie. Swoją drogą, dlaczego tylko
mężczyźni? Kobiety nie mówią do siebie "uspokój się", "wyluzuj"
etc.? Osobiście wydaje mi się też, że zarówno kobiety jak i mężczyźni potrzebują
czasem kogoś, kto im powie wprost: "przesadzasz, nie wariuj" i przekłuje
balon w którym sobie pompujemy problemy, urazy i frustracje do kompletnie
nieproporcjonalnych rozmiarów. To naprawdę nie jest męska "metoda"
zastraszania kobiet. Sugerowanie, że to jest pryczyna większego udziału kobiet w
grupie leczących zaburzenia psychiczne jest…ja wiem, manipulacją, ignorancją,
głupotą, nieuświadomioną metodą kobiecej dominacji spychającej mężczyzn na mało
asertywne pozycje i wpędzające ich w alkoholizm?
Druga sprawa to sugerowane
rozwiązanie. I tu już jest zabawnie. Ani autorka, ani Ali chyba nie mieli
refleksji, że preferencja dla niskiego tonu głosu jest ewolucyjnie uwarunkowana.
Dotyczy ona zresztą głównie kobiet (Natura jest szowinistyczną świnią!). Równie
dobrze można oczekiwać oduczenia się preferowania symetrycznych twarzy i innych
cech sugerujących dobry garnitur genetyczny danej osoby. Pomijając już to,
preferowanie głosów "niskich" ma znaczenie w przypadku pierwszych wrażeń
na temat danej osoby, nie potrafię z tekstu dociec jakie ma to znaczenie dla
reakcji na zachowania "histeryczne". "Dla człowieka myślącego"
upokarzający powinien być poziom dylentactwa tekstu Szelewy, a nie fakt, że ma
reakcje zgodne z ich etiologią. Wstyd nie tekst.
viking   |22.11.2011 00:49:32
Kobiety nie mają innych predyspozycji psychologicznych niż mężczyźni a słowo
"histeryczka" jest wymysłem "manipulatorów". Takie są tezy
początku i zakończenia artykułu.
W jego środku znajduje się natomiast szeroki
opis zachowań powszechnie nazywanych, jako histeryczne, które to, nikt inny,
tylko sama autorka opisuje, jako reakcje typowe dla kobiet, pokazując nam
jednocześnie, jak błędnie reagują na nie mężczyźni.
Co z tego wynika? Są dwie
możliwości:
1. Mężczyźni równie często zachowują się histerycznie, ale ponieważ
kobiety potrafią odpowiednio na to reagować, to mężczyźni nie biorą
antydepresantów.
2. Kobiety jednak mają większą skłonność do
histerii.

Jeżeli prawdziwa jest opcja 1, to ja nie rozumiem dlaczego
nieodpowiednie jest jedynie zachowanie mężczyzn wobec histeryzujących kobiet a
nie wobec histeryzujących mężczyzn? Nie wiem też czemu nieodpowiednio reagują
tylko mężczyźni. A co z reakcjami kobiet na histerię innych kobiet lub na
histerię mężczyzn? Jeżeli w kwestii histeryczności nie ma różnic między płciami,
to nie wiem, jak można nie poświęcić ani słowa tym, w oczywisty sposób z tej
konstatacji wypływającym, pytaniom.
Jeśli natomiast ta różnica jest i prawdziwy
jest mój punkt 2, to oznacza, że cały ten artykuł jest bez sensu, bo jednak
istnieje psychologiczna różnica, która tłumaczy kwestię spożycia
antydepresantów.
Swoją drogą, bardzo to ciekawa koncepcja, według której,
czyjeś zachowania warunkowane są reakcjami na te właśnie zachowania. Bo taka
jest generalna teza tego artykułu: kobiety mają skłonność do przewrażliwienia,
gdyż ich przewrażliwienie (które nota bene jest tylko "stereotypem")
spotyka się z nieodpowiednią reakcją mężczyzn.
Chętnie bym się też dowiedział,
jak należy, zdaniem autorki, reagować na tę "kobiecą histerię", która
ani nie jest "kobiecą" ani "histerią", ale jest czymś, na co się
będąc mężczyzną reaguje nie tak, jak trzeba?
Np. kobieta zaczyna płakać. Co ja
mam zrobić? Powiedzieć: "uznaję, iż płacz jest tutaj absolutnie na
miejscu"? A może na wszelki wypadek uciec? W końcu każda reakcja może być
błędna… .
Twórzmy idee, nie CO2  - jeszcze uwaga ogólna   |22.11.2011 02:15:50
Bardzo często kobiety oponują tutaj, że mężczyźni częściej zabierają głos w
sprawach, na których się nie znają, albo na które (w domyśle), nie powinni w
ogóle reagować inaczej, jak afirmatywnie, albo w ogóle (bo się a nuż okaże, że
są parszywymi szowinami). Tak samo bardzo często, na przykład w kontekście
ostatniego felietonu Dunin, autorka tłumaczy, dlaczego kobiety piszą rzadziej.
Często gęsto ten temat wychodzi. Mnie jej tłumaczenie nie przekonało w ogóle,
miało być dowcipne chyba, a było po prostu - lekko mówiąc - idiotyczne. No ale
ok, warto odpuścić, gdy się nie ma nic do powiedzenia prócz przysłowiowego
"negatywa".
Tyle że wychodzi na to, że kobiety piszą tutaj, gdy już
piszą, o sprawach takich jak ta, albo jak Graff - czyli jest to najczęściej
różnokolorowy komentarz do stosunków płci. A gdy zabierają głos w komentarzach
to najczęściej także ad stosunków płci. To jest problem, jaki poruszył ad
pewnego szczegółu viking na końcu: no bo co z tym zrobić? Odezwać się? (a nuż
się ją dotknie). Napisać pozytywnie (ale co tutaj pochwalić?). Zacytować innego
autora? Że Ali coś tam, to Kali coś innego? (wyjdzie, że autor jest i tak
szowinistą i że był posądzony w ‘73 o molestowanie, itd.).

I co tu zrobić?
Komentarze krytyczne są raczej trudno przyjmowane, o pozytywne trudno bardziej,
no bo co pozytywnego napisać o tym, co stoi jak byk powyżej?
Wnioskować o
przywrócenie praktyki kastratów wśród młodzieży płci męskiej? Odpada. Impas.

Jedno jest pewne: ten prawdziwy mężczyzna przyszłości, nie przyjdzie tak samo
jak Mojżesz.
viking   |22.11.2011 13:35:34
@ Twórzmy idee

Feminizm, jest po prostu kontynuacją wcześniejszego myślenia
o płci ubraną w pseudoprogresywną szatkę.
Odwieczna gra toczy się dalej.
Panie
mówią, że jak coś jest w ich życiu nie tak, to winni są panowie. A panowie albo
lekko obruszeni postanawiają to zignorować albo w pełnej feministyczno-lewicowej
zbroi ruszają na pomoc.
Ten płciowy folklor jest zresztą jedynym wytłumaczeniem
obecności na tych łamach tego artykułu. Bo co my tu mamy? Czysto lajfstajlowy
tekścik, z gatunku "kłopoty damsko-męskie", którego miejsce jest w
lajfstajlowej prasie. Takie artykuły mają zapewne swoje męskie odpowiedniki w
CKM, Playboyu czy innych pismach.
O ile jednak KP w życiu nie opublikowałaby
marnego felietoniku na temat np. pań, które "za dużo gadają"; bądź pań,
które "nie rozumieją męskich rozrywek", o tyle opublikowanie gdzieś
pomiędzy Baumanem a Zizkiem tekstu o "mężczyznach, którzy nie potrafią
słuchać", uważa najwyraźniej za słuszny krok. Słowem, są jeszcze prawdziwi
rycerze w tym kraju!

Żeby było śmieszniej, cała ta płciowa zabawa odbywa się
wśród wyraźnego zaprzeczenia istnienia "płciowej różnicy", co dodaje tej
komedii walorów czystego absurdu.
Mówi się nam, że za gorszą pozycję kobiet,
winę ponosi społeczeństwo i jego stereotypy. Słyszymy coraz to nowe analizy.
Dowiadujemy się, że uśmiech może wyrażać dominację, pocieszenie rujnować
psychikę a komplement karierę.
Zastanawia mnie, ilu jest takich mężczyzn na tym
świecie, którzy analizują w ten sposób każdą minę i gest otoczenia? Ilu, nawet
szalenie sfrustrowanych mężczyzn, powiedziałoby, że coś w ich życiu poszło nie
tak, ponieważ ich ktoś pocieszył nieodpowiednimi frazami…?
To aż niesamowite,
jak "stereotypowo kobiecy", jest ten dyskurs, który istnieniu kobiecości
stara się przeczyć.
Ta wewnętrzna sprzeczność doprowadza właśnie do takiej
ekwilibrystyki, jak tutaj, gdzie oto pani Szelewa chce nam jednocześnie
uświadomić, że nie ma czegoś takiego, jak "kobieca histeria" i , że
mężczyźni na to, czego nie ma reagują nieodpowiednio. Nota bene to też ciekawe,
że mężczyźni nie ponoszą już jedynie winy za to, co jest, ale także za to czego
nie ma:) [kończę wypowiedź znaczkiem histerycznej niepewności wmówionej mi przez
patriarchat].
cyborgmonkey   |22.11.2011 14:02:37
wspaniałe komentarze widzę powyżej: cała gama backclashowego bełkotu urażonej
męskości, okraszonej dozą fallicznej racjonalności i szczyptą ordynarnej
psychologii ewolucyjnej vel. socjobiologii.

please… uspokujcie się panowie,
wyluzujcie, po co to histeryzowanie? a jak już ochłoniecie, to poczytajcie sobie
P. Bourdieu: "Wyjątkowa siła męskiej socjodycei pochodzi […] ze zdolności
do połączenia dwóch procesów: uprawomocnienia relacji dominacji przez wpisanie
jej w naturę biologiczną, która sama w sobie jest już znaturalizowaną
konstrukcją społeczną."
Anonimowy  - re:   |22.11.2011 14:37:06
cainamar napisa?:
A może by tak łatwiej nauczyć osoby posługujące się piskliwym i wysokim
głosem, mówienia głosem obniżonym. Autorka pisze o
potrzebie powstrzymywania się przed pochopną oceną takich ludzi, nawet
jeśli jest to reakcja naturalna.
Nie chcę tutaj jakoś szczególnie bronić autorki, ale tekst wyraźnie
odwołuje się do konstruktywizmu, więc argument czy coś jest naturalne
czy nie jest mało przekonujący. Tyczy się to praktycznie wszystkich
komentarzy. Jak dla mnie nic one nie wnoszą.
Gra_ce  - kolejne mocowanie się w kwestii interpretacji   |22.11.2011 16:36:58
Myślę, że teza tego tekstu jest raczej skierowana do kobiet a nie przeciwko
mężczyznom. Ja to czytam tak: dajcie sobie prawo do swoich reakcji i nie
pozwólcie ich unieważniać, negatywnie interpretować i robić z siebie wariatek.

Oczywiście nie ma się co łudzić, wysokie emocje, emocjonalność jest raczej
dyskredytowana w życiu publicznym i relacjach, ale to byłoby już bardzo dużo,
gdyby same kobiety się do tego nurtu interpretacyjnego nie dołączały. Wiele
wskazuje na to, że już sama akceptacja swojego stylu emocjonalnego zwiększa
spokój i obniża stres.
viking   |22.11.2011 16:37:56
@ cyborgmonkey

Aha! Czyli jeżeli P.Bourdieu powiedział, że nie ma różnic
biologicznych między płciami, to ich nie ma:)) To dobre;)
A jak Giertych
powiedział, że człowiek nie pochodzi od małpy, to nie pochodzi.
Porównanie nie
jest przypadkowe. Zarówno kreacjoniści, jak i feministki nie lubią teorii
ewolucji. Jedni i drugie potrafią jej przeciwstawić jedynie argumentację, która
jest wobec niej całkowicie zewnętrzna i nie jest jej w stanie sfalsyfikować w
najmniejszym nawet stopniu.
Bo co to są w ogóle za argumenty? Jeżeli ktoś, kto
posiada pewną wiedzę na temat biologii ewolucyjnej, przedstawi Ci konkretne
fakty naukowe, to jedyna możliwość pokazania, że są bzdurne, polega na
przedstawieniu innych badań naukowych, które im zadają kłam.
Powiedzenie, że
fakty te są "falliczne" albo "backlashowe" kompromituje jedynie
osobę, która stosuje taką argumentację.
A to, co na temat biologii ewolucyjnej
uważa socjolog-Bourdieu, ma mniej więcej takie samo znaczenie, jak to, co na
jej temat uważa ten czy inny pastor lub ksiądz. Ani on ani oni nie są
specjalistami tej dziedziny, na której temat się wypowiadają.
Maciek Cisowski  - @ cybermonkey   |22.11.2011 16:55:12
Nie mogę odpowiadać za innych, ale wydaje mi się, że nikt nie napisał po prostu:
"tekst jest głupi bo napisany przez kobietę, a te są nieracjonalne, używają
waginalnej racjonalności i ordynarnej metodologii w stylu dowolnym vel
ekstrapolacji wyników badań wedle upodobań". Viking przyczepił się do
feminizmu en bloc, ale nawet w jego komentarzu są konkretne zarzuty, argumenty,
etc. odnośnie tekstu. Rozumiem, że to za mało żeby oddzielić krytyczną dyskusję
od "bełkotu".
Socjobiologia i psychologia ewolucyjna to także nie to
samo, serio. Nie wiem na czym ma polegać w tym kontekście ordynarność? Szelewa
powołuje się na blog, w którym wspomniano o badaniach. Blogerka radośnie
ekstapoluje wynik badań polegających na ocenie atrakcyjności wyłącznie męskich
(!) głosów na podstawie nagrań audio, mówiąc, że dowodzą one niższych szans
kobiet w polityce (bo głos mają wysoki). Szelewa tą bzdurę powtarza równie
radośnie. Jak się sięga po "ordynarne" dziedziny badań i powtarza
błędnie wyciągane wnioski po innych, trudno się spodziewać pochwał. (Chyba, że
to też jest brak umiejętności słuchania kobiet?)
No i cytat z Bordieu, z którym
w pełni się zgadzam, tylko że tutaj to ma być samograj z serii Autorytet
Powiedział. Konstruktem społecznym ma być "natura kobiet" jako
uprawomocnienie relacji patriarchalnych, natomiast nie oznacza to, że mężczyźni
wmówili kobietom istnienie macicy i persi.
Tu nie chodzi o "urażoną
dumę" czy męską dominację - tekst Szelewy wyrządza sprawie, której usiłuje
bronić, więcej szkód niż pożytku. Taki feminizm ma zerową siłę rażenia:
przekonuje przekonanych, dla ignorantów będzie lafstajlową ciekawostką, a dla
ordynarnych fallicznych racjonalistów będzie co najwyżej próbą nieudolnego
dziennikarstwa naukowego.
Być może Anonimowy ma rację i to nic nie wnosi, ale
tym gorzej dla obu stron.
Spokojny  - W poszukiwaniu czystej treści   |22.11.2011 17:01:12
Dla mnie w pewnym sensie ten artykuł jest jednak rewolucyjny, ponieważ autorka
idzie konsekwentnie w swoim kierunku aż do końca. Jeśli ktoś proponuje, żeby
oduczać ludzi reagowania na wysokość głosu i sugeruje, że odkrycie że na to a
nie na treść reagujemy powinno być upokarzające, to co może być dalej?
Można
jeszcze oduczyć się reagowania na prędkość wypowiadanych słów, na odległości
czasowe między kolejnymi zdaniami, na ruchy ciała, można nie reagować na wyraz
twarzy, na to czy ktoś się zaczerwienił czy nie, czy patrzy w oczy czy nie
patrzy.. Można by też zacząć ignorować natężenie dźwięku, płacz, chrząkanie bo
jesli na cokolwiek takiego reagujemy zamiast na "czystą treść" zdaniem
autorki jest to upokarzające. Co jednak z doborem słów? Czy dobór słów to to
samo co treść?
Czy jeśli powiem "pieprzysz jak potłuczona" i powiem
"to co napisałaś jest kompletnie pozbawione rozsądku" to treść jest ta
sama czy inna? Jeśli uznamy, że w sumie ta sama, to jedno i drugie zdanie można
by w sumie zastąpić jakimś "twój artykuł dwa plus niedobrze" i chyba tu
się już zbliżymy do owej "czystej treści". Jak powstaje ton głosu? To
można zobaczyć. Weź but narciarski i sporego psa. Załóż but i tupnij obok tego
psa. Z jego gardła wydobędzie się bulgot. Niski dźwięk. A teraz weź ten sam but
narciarski i nadepnij temu psu na łapę. Z jego gardła wydobędzie się pisk i
skomplenie. Co na ten temat sądzą konstruktywiści niewiele mnie interesuje.
Chciałbym za to zobaczyć jak wyglądają zaloty w ich wykonaniu. Po czym
konstruktywista poznaje u kogo ma szanse a u kogo nie ma? Czeka, aż ten ktoś to
powie?
Twórzmy idee, nie CO2  - @ cyborgmonkey   |23.11.2011 01:25:37
Poprawka do własnego: oczywiście mesjasz, nie Mojżesz.

Zastanawia mnie w
wypowiedzi cyborgmałpy właściwie tylko jedno, bo na temat wypowiadania się w
kwestii autorytetów mam to samo zdanie co pozostali: skąd przyszedł jej do głowy
wniosek o "całej gamie backclashowym bełkocie urażonej męskości, okraszonej
dozą fallicznej racjonalności i szczyptą ordynarnej psychologii" itd.?


Skąd taki wniosek?
Oto jest pytanie.

To, że w miejsce "męskości"
można by tu podłożyć "kobiecość" to oczywiste, bo przecież wiadomo - za
Lacanem choćby - że falliczne także wyznacza racjonalność kobiecą… I tak
dalej, do usranej śmierci.
Stanisia   |23.11.2011 11:41:20
Rzeczywiście z tym oduczaniem reakcji na tembr głosu, to jakaś ściema i w
dodatku prowadzi do absurdalnego wniosku, że męskie wrzaski
są przyjemniejsze od damskich.
Jednak wszyscy szanowni dyskutanci
pominęli najistotniejszą kwestię poruszaną przez Szelewę: dlaczego
dochodzi do tej tzw. histerycznej reakcji? Bo jedna strona (w tekście
mężczyzna) zamiast odpowiedzieć drugiej (tutaj kobiecie): Ok., źle zrobiłem, masz rację, przepraszam odpowiada O co ci chodzi? przestań, nic się nie stało, nie przesadzaj. I wtedy rzeczywiście trzeba mieć stalowe nerwy, żeby nie wybuchnąć.
Próbuję sobie wyobrazić sytuację, w której to facet słyszy od
swojej partnerki, że nie ma prawa czuć tego, co czuje (np.
lekceważenia swojej osoby), czyli słyszy, że nic się nie stało i że on
przesadza. Gwałtowna reakcja murowana, choć raczej by się
nie popłakał.
Ale w życiu jakoś tak częściej bywa, że to on lekceważy,
a ona się denerwuje. Ciekawe dlaczego?
emma  - niski głos   |24.11.2011 15:31:37
śmieszna sprawa, ale… niskie głosy są LEPSZE. lepiej nadają sie do
przekonywania. uspokajają. na niski głos lepiej reagują też zwierzęta. wysokie
piskliwe głosy są niekompatybilne ze stanowczością. wzbudzają niepokój. btw,
jestem feministką, a histeryczek nie lubię. wysokich głosów też nie. mam
nadzieję, że spiker(k)ami, lektor(k)ami i prezenter(k)ami nadal będą osoby o
niskich głosach - choć można by to przecież uznać za dyskryminację pośrednią.
sorry.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 21.11.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.85924 Seconds