|
Nie lubię strategii zarządzania i zarządzania w ogóle. Na studiach kilka razy miałam zajęcia z zarządzania i zawsze wydawało mi się, że to powinna być po prostu kwestia zdrowego rozsądku. Ale to tylko takie osobiste odczucia, nie oznacza to braku szacunku dla tych, którzy kwestią gospodarowania czymkolwiek zajmują się zawodowo. Ostatnio nawet znalazłam jedną strategię zarządzania, która wydała mi się wreszcie interesująca, choć przecież też musi opierać się na prostej intuicji: Results-Only Work Environment (ROWE), czyli praca oceniana tylko i wyłącznie ze względu na efekty, bez związku z obecnością w miejscu pracy. „W ROWE ludzie skupiają się na wynikach i tylko na wynikach, co zwiększa wydajność organizacji, jednocześnie tworząc klimat, który pozwala ludziom zaspokoić wszystkie ich życiowe potrzeby… w tym potrzebę pracy. (…) W firmie opierającej się na tej strategii, pracownicy mogą robić to, co chcą, kiedy chcą, jeśli tylko w rezultacie praca zostaje wykonana. Nie ma zbędnych zebrań, wyścigu, by zdążyć na 9 rano czy błagania o pozwolenie, by wyjść na mecz dziecka. Koniec z czekaniem na emeryturę, na której wreszcie będziesz mogła wrócić do swoich hobby. Ty decydujesz, co i kiedy robisz, w każdej minucie każdego dnia”. Strona internetowa promująca tę strategię zapewnia, że chodzi przede wszystkim o zwiększenie produktywności, przy czym również dzięki temu, że pracownicy bez konieczności odbębniania godzin w pracy, poczują się o wiele silniej związani z firmą. Czy życie nie byłoby prostsze, gdyby wszędzie, gdzie to możliwe, stosować taką strategię?
Z badań przeprowadzonych wśród pracowników firmy, która przyjęła ROWE, wynika, że są oni zdrowsi niż ci, którzy spędzają osiem godzin przy biurku. Lepiej śpią, mają więcej energii, nie czują się psychicznie wyczerpani i mniej mają konfliktów w rodzinach.
Steve Danning na stronach Forbes’a opublikował kiedyś listę zawodów, w których ludzie czują się najbardziej i najmniej szczęśliwi, stworzoną na podstawie badań University of Chicago. Najbardziej szczęśliwi: ksiądz, strażak, pisarz, lekarz, artysta, psycholog. Na liście najmniej zadowolonych m.in.: Director of Information Technology, Director of Sales and Marketing, Product Manager, Senior Web Developer, Marketing Manager. Szczęśliwi pracownicy to ci, którzy widzą bezpośrednie efekty tego, co robią, a zwłaszcza ci, którzy pomagają innym ludziom. Smutasy z drugiej listy najczęściej tych efektów nie widzą, a nawet deklarują, że ich praca ma niewielki sens. Co ciekawe,
„szczęśliwe” zawody o wiele częściej są oczywiście mniej płatne, ale i rzadziej wpisane w korporacyjne hierarchie. I zdecydowanie częściej polegają na wynikach, bez względu na czas odsiedziany przy biurku.
Tekst ukazał się w internetowym wydaniu „Wysokich Obcasów”.
Na podobny temat
|
Wydźwięk tekstu nie do końca mi się p...
Jest nauka w sensie pracowitego latam...