|
Państwa azjatyckie znane są z przywiązania do tradycyjnych wartości. Rodzina jest uważana za fundament społeczeństw, a nawet klucz do sukcesów gospodarczych. Przemiany obyczajowości z lat 60., które zrewolucjonizowały życie osobiste kobiet i mężczyzn na Zachodzie, ominęły Azję. Mimo to i tam, wraz z bogaceniem się społeczeństw i upowszechnieniem edukacji, drastycznie spada liczba zawieranych małżeństw – pisze ostatni „The Economist”.
Jeszcze 30 lat temu tylko 2 proc. Azjatek po trzydziestce było niezamężnych. Teraz w wielu krajach azjatyckich taką drogę wybiera prawie jedna czwarta kobiet. Trend ten odróżnia od sytuacji na Zachodzie jednak to, że Azjatki nie pozostają w związkach partnerskich. Na drodze życia bez ślubu przeszkodą jest tam ciągle silna tradycja, zgodnie z którą tylko w małżeństwie kobieta może być szczęśliwa. A jeśli pracuje, to po ślubie powinna z pracy zrezygnować. Społeczna presja jest przy tym na tyle silna, że spora część kobiet woli samotność.
Natomiast jeśli już wychodzą za mąż, robią to coraz później. W bogatszych krajach, jak Japonia, Tajwan czy Korea Południowa, przeciętny wiek zawierania małżeństw to dla kobiet 29-30, dla mężczyzn 31-33 (to więcej niż np. w USA). Co więcej, coraz więcej kobiet nie tylko odkłada ślub na później, ale po prostu nie bierze go wcale. Już 15 lat temu w Tajlandii niezamężnych było 12 proc. kobiet po czterdziestce.
Wybór samotnego życia najczęściej wiąże się z wykształceniem. W Singapurze jedna trzecia absolwentek uniwersytetów nie ma męża. Normą dla kobiet w Azji jest podnoszenie swojego statusu przez małżeństwo. Ale wykształcone kobiety coraz częściej nie mogą znaleźć sobie równych. Mężczyźni z kolei wolą czuć przewagę nad żonami i też nie chcą tych wykształconych. W efekcie samotni zostają najgorzej wykształceni mężczyźni (nikt ich nie chce) i najlepiej wykształcone kobiety. Tanga nie zatańczą.
Problem w tym, że rozwój społeczno-gospodarczy przebiega znacznie szybciej niż zmiany w mentalności. Na przykład większość Azjatek pracuje. Ale nawet wtedy cały ciężar prac domowych spoczywa na nich. Kobieta pracująca na pełny etat w Japonii spędza dodatkowo 30 godzin tygodniowo na pracy w domu. Mąż wspiera ją ledwie przez trzy godziny w tygodniu! Według sondażu przeprowadzonego wśród japońskich małżeństw żyjących w wielkich miastach, tylko dwie trzecie żon było zadowolonych ze swoich związków – mężczyźni czuli się w nich znacznie lepiej. A jednocześnie o niezamężnych kobietach w Japonii mówi się „pasożytnicze single”.
Późniejsze małżeństwa to mniej dzieci. W latach 60. Azjatka miała przeciętnie piątkę dzieci, dzisiaj średnia to niewiele ponad 1,5.
Mniej małżeństw to, jak się okazuje, również większa przestępczość. Jak pisze „Economist”, mężczyźni w stałych związkach są łagodniejsi i mniej skłonni do użycia przemocy.
Niedługo skutki dla liczby małżeństw zacznie też przynosić polityka selektywnych aborcji. W 2030 r. 60 milionów mężczyzn w Chinach i Indiach nie znajdzie żony, bo po prostu kobiet będzie tam za mało.
Tekst ukazał się w internetowym wydaniu „Wysokich Obcasów”.
Na podobny temat
|
Wydźwięk tekstu nie do końca mi się p...
Jest nauka w sensie pracowitego latam...