Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Kopenhaga, dzień 5., cd. |
|
|
Jakub Bożek
|
|
11.12.2009 |
Coraz pewniejsze staje się to, że 15 COP zakończy się dwoma porozumieniami: repliką protokołu z Kioto, która będzie obowiązywać kraje wysoko rozwinięte, i nowym traktatem obejmującym kraje rozwijające się i… Stany Zjednoczone. Zapewne to drugie porozumienie nie będzie zobowiązywało tych krajów do zbytniego wysiłku, ale pozwoli im się włączyć do światowej walki z ociepleniem. W dłuższej perspektywie zaś jest zejście się tych dwóch polityk klimatycznych pod jednym sztandarem wiążącego prawnie porozumienia. Oczywiście nikt jeszcze nie mówi o tym oficjalnie. Ale właśnie takiego wyniku spodziewa się większość polityków. Taką opinie dało się wyczuć u najważniejszych graczy na kopenhaskiej konferencji. Na swoich konferencjach prasowych sygnalizowali to i Yvo de Boer i unijni dyplomaci klimatyczni.
Naturalnie taka oferta musi budzić sprzeciw. Skoro Stany Zjednoczone nie muszą brać odpowiedzialności za swój poziom emisji, to czemu inne bogate kraje miałyby to robić? Faktycznie w obozie bogatych pojawiają się już takie głosy. Ostatnio rząd Japonii zdecydował się obniżyć swoje cele redukcyjne, jeżeli COP nie zakończy się podpisaniem porozumienia obowiązującego również Stany i Chiny. Kanada raz po raz kolekcjonuje „skamieliny dnia” – wstydliwe nagrody za obstrukcję negocjacji. To niebezpieczne oznaki rozkładu w obozie krajów Aneksu I – grupy 37 rozwiniętych państw, na których barkach spoczywał ciężar porozumienia z Kioto. Ale do rozkładu nie musi dojść.
Niedawno pojawił się kolejny, tym razem półoficjalny draft nowego traktatu. Wygląda całkiem obiecująco, znajdują się w nim konkretne i ambitne liczby. John Vidal z „Guardiana” sądzi, że pojawienie się tego draftu to koniec spekulacji o dwutorowym porozumieniu. Faktycznie, można tam znaleźć informację o zobowiązaniach nałożonych na kraje rozwijające się. Oczywiście, nie chodzi o redukcję emisji, ale o ograniczenie energochłonności i intensywności, z jaką gospodarki tych państw produkują CO2. To sugerowałoby, że architektura Kioto zostanie podtrzymana. Konkretna liczba miałaby pewnie przekonać Stany, że Chiny i Indie będą walczyć ze zmianą klimatu tak aktywnie jak państwa rozwinięte. Na rezultaty trzeba będzie jeszcze trochę poczekać.
Do tego wszystkiego pozostaje jeszcze pytanie, czy aktualny wysiłek jest wystarczający. Na stronie „Climate Action Tracker” możemy zobaczyć, jakie skutki będzie miała aktualna polityka klimatyczna. Nawet jeżeli wszystkie kraje dotrzymają obietnic składanych dziś, średnia temperatura w 2100 może wzrosnąć o 3 stopnie. Liczba cząsteczek gazów cieplarnianych na milion cząsteczek atmosfery będzie wynosić 800. Wielu naukowców, np. James Hansen z NASA, przypomina, że bezpieczny poziom to 350. Poza tym do atmosfery wciąż będzie pompowane 50 miliardów ton różnych gazów cieplarnianych. Według naukowców z Hadley Center – słynnego z „afery klimatycznej” klimatycznego oddziału brytyjskiego Met Office – powinno to być 50 miliardów ton. Muszę jednak dodać, że przewidywania Climate Action Tracker bazują na deklaracjach, które uczyniono przed konferencją. Już ograniczenia proponowane w nowym drafcie są o wiele bardziej ambitne. Czy wystarczająco?
Na dzisiejszej prezentacji Richard Betts z Hadley Center opowiadał, co musimy zrobić, by uniknąć przerażających konsekwencji zmiany klimatycznej. Brzmiało to dość niewiarygodnie, ale emisje powinny osiągnąć swój szczyt już w 2016, a potem spadać o 4% rocznie. A nawet takie poświęcenie zapewni nam tylko połowiczne szanse utrzymania wzrostu średniej temperatury poniżej poziomu 2 stopni Celsjusza. Problem w tym, że gdybyśmy chcieli podnieść prawdopodobieństwo sukcesu do 90%, emisje musiałyby być mniejsze od zera. Nie obyłoby się też bez wprowadzenia w życie rozwiązań podsuwanych przez różnych zwolenników geoinżynierii – czyli bezpośredniej interwencji w atmosferę.
Gdybyśmy nie robili nic i pozwolili emisjom rosnąć, w roku 2060 temperatura wzrosłaby o średnio 4 stopnie. Na tej stronie można zobaczyć, co by to oznaczało. Zapewniam, że nie byłoby to nic przyjemnego. Jedną z konsekwencji tak gwałtownego ocieplenia się klimatu mogłoby być całkowite stopienie lodowców Arktyki.
Ponieważ jest piątek, chciałbym zakończyć bardziej optymistycznie. Głowa do góry, damy radę! Jeżeli ktoś nie jest przekonany, polecam tę analizę kilku kopenhaskich mitów.
PS.
Wczoraj obiecałem, że będę na niezależnym Klimaforum09. Jak już zdążyliście się domyślić, słowa nie dotrzymałem. Obiecuję poprawę, niebawem wybiorę się i tam.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 12.12.2009 )
|
|
Prosto z Kopenhagi
-
Kopenhaga, dzień 12.
-
Kopenhaga, dzień 11.
-
Kopenhaga, dzień 10.
-
Kopenhaga, dzień 9.
-
Kopenhaga, dzień 8., cd
-
Kopenhaga, dzień 8
-
Kopenhaga, dzień 6
-
Kopenhaga, dzień 5., cd.
-
Kopenhaga - dzień 5.
-
Kopenhaga, dzień 4.
-
Kopenhaga, dzień 3
-
Kopenhaga, dzień 2.
-
Kopenhaga, dzień 1.
|
|
Chyba mnie nie zrozumiałeś, właśnie c...
Brakuje pieniędzy na edukację, brakuj...