NOWOŚĆ W SKLEPIE KP
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Kopenhaga, dzień 4. |
|
|
Jakub Bożek
|
|
10.12.2009 |
Podobno nie ważne jak, ważne żeby mówili. Chyba tak myślą nasi polscy dyplomaci, gdy nieudolnie zabierają głos w dyskusji o polityce klimatycznej. Organizacja The Climate Action Network International przyznała nam dziś „skamielinę dnia” – „złotą malinę” konferencji klimatycznych. Na zwycięstwo zasłużyliśmy dzięki wypowiedzi Mikołaja Dowgielewicza – sekretarza Komitetu Integracji Europejskiej. Jego ustami Polska sprzeciwiła się temu, by Unia Europejska podniosła swoje zobowiązania ograniczenia emisji gazów cieplarnianych z 20 do 30%. Według wielu organizacji ekologicznych nie byłby to jakiś tytaniczny wysiłek i Unia spokojnie mogłaby zadeklarować nawet i 40%. Jednak należy pamiętać o tym, że negocjacje klimatyczne przypominają nudną partyjkę teksańskiego pokera. Tu nikt nie da więcej, jeżeli nie będzie miał pewności, że inni pójdą jego śladem. W tym kontekście unijna deklaracja znaczyła o wiele więcej. A co powiedział Dowgielewicz?
„Clearly – mówił w wywiadzie udzielonemu EU Observerovi – in Copenhagen begins a sequence of events that will end, we hope, in Mexico City and there we will have the tools to assess whether we can make the transition from 20 to 30 percent EU objective.”
Czyli w wolnym tłumaczeniu: pożyjemy, zobaczymy. Tymczasem, do siego roku! Skamielina dnia jest całkowicie zasłużona.
Od wczoraj CAN International przyznaje też „promyki dnia” – czyli nagrodę za dobre sprawowanie. Dziś cieszyli się nią Francuzi. Sprzeciwili się unijnemu stanowisku dotyczącemu opłat za konserwację lasów, czyli nowego systemu ONZ Collaborative Programme on Reducing Emissions from Deforestation (REDD). Deforestacja jest jedną z najważniejszych przyczyn globalnego ocieplenia. Według World Resources Institute czwarta część emisji gazów cieplarnianych to skutek nieprzemyślanego wyrębu lasów. Problem w tym, że ten biznes jest dochodowy. Według Banku Światowego nielegalna deforestacja przynosi straty w wysokości 7 miliardów euro. Warto jednak pamiętać, że dla wielu ludzi las jest jedynym środkiem utrzymania i nie można im go tak po prostu odebrać. Urzędnicy ONZ wymyślili więc proste rozwiązanie, dzięki któremu i wilk syty i owca cała. Kraje bogate będą płacić biedakom za to, by ci zostawili lasy tropikalne w spokoju. Na tym właśnie ma polegać program REDD. Faktycznie co do zasady, nie ma się do czego przyczepić. Tym bardziej, że ekonomiści zajmujący się sprawami środowiska naturalnego udowodnili, że deforestacja przynosi biedakom wymierne korzyści tylko w krótkiej perspektywie. Stały strumień pieniędzy płynący z krajów rozwiniętych do krajów rozwijających się pozwoliłby przełamać impas spirali ubóstwa i degradacji środowiska.
Tylko, że w przypadku takich programów diabeł tkwi w szczegółach. Przekonaliśmy się o tym już wcześniej, gdy ONZ w ramach Protokołu z Kioto wprowadzało Clean Development Mechanism. Ten program również polegał na tym, że bogaci płacili biednym za wprowadzanie czystych technologii i odnawialnych źródeł energii. Problem w tym, że system nie chciał działać. Bardzo trudno było upewnić się, że pieniądze szły na właściwe cele. Nieraz zdarzało się, że za fundusze z CDM budowano fabryki lodówek. Ale dzięki temu, że przy fabrykach stawiono urządzenia do ich spalania, takie projekty kwalifikowały się do finansowania w ramach CDM. Reasumując, to co miało iść na czysty rozwój, sprzyjało budowaniu kolejnych źródeł emisji.
Ten sam problem jest z REDD, w każdym razie w wersji, za którą optuje większość krajów Unii – w szczególności Szwecja, Finlandia i Austria. Zasada jest taka, punkty i pieniądze będzie się przyznawać za posadzenie nowych drzew. Ale jeżeli najpierw się wytnie stary las, a na jego miejsce posadzi się nowy to bilans emisji będzie ujemny. Francja sprzeciwiła się kreatywnej księgowości części krajów unijnych. Respekt!
Byłem dziś na bardzo ciekawej dyskusji dotyczącej REDD, gdzie rozmawiano o wdrażaniu programu w praktyce. Szczególnie interesująca była prezentacja dotycząca Indonezji. To trzeci pod względem zalesienia kraj na świecie. Przez szalone tempo deforestacji jest też trzecim emitentem CO2, wycina się tam aż 1,8 miliona hektarów lasu rocznie. Od lat próbuje się z tym walczyć, a Indonezyjczycy bardzo liczą na ONZ-owską inicjatywę, bo niestety jak często bywa największym problemem są finanse. Samo ograniczenie emisji o połowę w jednym tylko lesie Bureau (co prawda gigantycznym - 2,2 miliona hektarów) kosztowałoby 500 milinów dolarów. Andreas Dahl-Jørgensen – minister norweskiego rządu – szacował, że na ograniczenie deforestacji na całym świecie potrzebowalibyśmy jakichś 40 miliardów dolarów. Jednak gdyby fundusze udało się wysupłać, emisja spadłyby o 23 gigatony węgla. Gdybyśmy taką redukcję chcieli uzyskać dzięki wprowadzeniu odnawialnych źródeł energii, rachunek byłby o wiele większy.
Niestety, następne spotkanie, na które się wybrałem nie było już aż tak porywające. Przyznam, że zaziewałem się na śmierć. Ale nie tylko ja. Spał też prowadzący, spała publiczność. No ale nikt nie obiecywał, że COP będzie jak wesołe miasteczko.
Wasz dzielny korespondent udaje się teraz do domu, na zasłużoną kanapkę ze śledziem, cebulą i żółtkiem (tak!). Jutro czekajcie na relację z alternatywnego forum klimatycznego Klimaforum09. Tymczasem, odmeldowuję się.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 10.12.2009 )
|
|
Prosto z Kopenhagi
-
Kopenhaga, dzień 12.
-
Kopenhaga, dzień 11.
-
Kopenhaga, dzień 10.
-
Kopenhaga, dzień 9.
-
Kopenhaga, dzień 8., cd
-
Kopenhaga, dzień 8
-
Kopenhaga, dzień 6
-
Kopenhaga, dzień 5., cd.
-
Kopenhaga - dzień 5.
-
Kopenhaga, dzień 4.
-
Kopenhaga, dzień 3
-
Kopenhaga, dzień 2.
-
Kopenhaga, dzień 1.
|
|
Jest nauka w sensie pracowitego latam...
Olek Radynski pisał tu chyba jakiś cz...