Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Kopenhaga, dzień 10. |
|
|
Jakub Bożek
|
|
16.12.2009 |
Trudno ogarnąć to, co się tu dzieje. Szczególnie, gdy chodzi się na konferencje prasowe. A ja starałem się odrabiać swoje lekcje, sporo już widziałem. Zasada jest taka, że najpierw każdy z panelistów zabiera głos, a potem odpowiada na pytania dziennikarzy. I uwierzcie mi, niezależnie od tego, jak długo mówią, to zawsze, zawsze starają się nie powiedzieć nic. Po 3 konferencjach prasowych z rzędu zapomina się, że słowa mogą cokolwiek znaczyć. Byłem dziś na konferencji prasowej Unii Europejskiej, mówili to samo, co senator John Kerry, to samo co delegacja Chin, to samo co delegacja Brazylii. Przez moment poczułem się, jakbym trafił do alternatywnego świata. Do rzeczywistości powróciłem, gdy ktoś z sali zadał następujące pytanie. Skoro każdy zgadza się z każdym jak to się dzieje, że cały proces przebiega tak wolno?
?
?
?
Nie będę udawał, że znam odpowiedź. Pewnie mało jest takich, którzy ją znają. Ale po tygodniu spędzonym w Kopenhadze zaczynam się niecierpliwić. I nie tylko ja. Tu sprawy toczą się bardzo powoli. Poza tym, nawet gdy coś wydaje się już pewne, kolejny dzień może zniweczyć dokonania dnia poprzedniego. Tak dzieje się teraz, gdy fotele negocjatorów klimatycznych zajęli ministrowie i premierzy. Zdarza się, że decyzja premiera zmienia rozstrzygnięcia ustalone wcześniej przez klimatycznych dyplomatów. Dziś, na przykład, Meles Zenawi - premier Etiopii i przewodniczący Unii Afrykańskiej - zaskoczył wszystkich, a w szczególności Afrykanów, swoją propozycją wielkości funduszu klimatycznego. Unia Europejska szacowała, że na adaptację i zrównoważony rozwój kraje rozwijające się będą potrzebowały około 150 miliardów dolarów rocznie. Zenawi powiedział, że zadowolą się 100 miliardami. Dlaczego? Nie mam pojęcia.
Zaczynam podejrzewać, że coś tu nie gra. I nie chodzi tu tylko o złą wolę negocjatorów. Być może cała nasza polityka klimatyczna jest skazana na porażkę. W końcu jak można oczekiwać, że reprezentanci 193 krajów zgodzą się na jedno rozwiązanie, że ograniczą emisje gazów cieplarnianych, które są przecież pochodną ich rozwoju gospodarczego? Być może rozmiar tego przedsięwzięcia nas przerósł, może trzeba zacząć od nowa i na mniejszą skalę? Problem w tym, że czasu coraz mniej. Według większości naukowców emisje powinny przestać rosnąć już około roku 2016. Inaczej ryzyko klimatyczne wzrośnie radykalnie i już w 2050 możemy znaleźć się w zupełnie innym świecie niż ten, który znamy dzisiaj.
To wszystko prawda. Nie da się jednak ukryć, że dotychczasowe wysiłki nie napawają optymizmem. Od 1990 do 2007 emisje ze spalania paliw kopalnych wzrosły o 37%. Pewnie, można powiedzieć że to dlatego, że Stany nie ratyfikowały protokołu z Kioto, że Chiny stawiają jedną elektrownię węglową co kilka dni. Ale nawet Unia Europejska (gdy wyłączy się jej nowych członków, takich jak my) zwiększyła swoje emisje o dwa procent.
Narzędzia, których do tej pory używaliśmy do walki ze zmianą klimatyczną, nie były zbyt skuteczne. Wielu komentatorów, jak Dieter Helm czy David Victor, krytykuje rynek handlu emisjami. Nie dla zasady, ale dlatego, że był źle zaprojektowany i w efekcie nieskuteczny. Nawet zwolennicy tego rozwiązania zdają sobie sprawę, że w obecnej postaci po prostu się ono nie sprawdza. A to, że redukcje emisji w krajach rozwiniętych można zastąpić kupnem offsetów za ograniczenia poczynione w krajach rozwijających się, jest po prostu niesmaczne. Nie tak powinien działać mechanizm umożliwiając zrównoważony rozwój.
Być może za bardzo skupiliśmy się na wyznaczaniu celów redukcyjnych? W końcu w Kopenhadze niemal nie mówi się o niczym innym. To wygodny sposób, by kwestie gospodarcze, społeczne i polityczne zastąpić suchym, „naukowym” żargonem. Szczególnie widać to po Stanach Zjednoczonych.
To nic, że na Amerykanach leży historyczna odpowiedzialność za wywołanie zmian klimatycznych. Ważne, że rozwijają się Indie, Chiny, Brazylia. W 2020 Chiny mogą emitować o 40% więcej CO2 niż Stany. Powinny się określić i ciąć emisje. To, jak powiedział, Todd Stern - główny negocjator klimatyczny Stanów - tylko matematyka. Oczywiście, wiemy że to nie tylko matematyka. To też etyka, socjologia, polityka. Wydaje się jednak, że polityka oparta na celach redukcyjnych trochę to zaciemnia.
Tym bardziej, że to, w jaki sposób się je określa, jest głęboko niesprawiedliwe. Bo mierzy się produkcję CO2, nie jego konsumpcję. Wspomniany już wcześniej Dieter Helm udowodnił, jak wielkie ma to konsekwencje. Weźmy Wielką Brytanię. Gdy spojrzeć na jej osiągnięcia z perspektywy Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu (podstawowego dokumentu światowej polityki klimatycznej), mamy prymusa. W porównaniu do roku 1990 (standardowy rok bazowy) Anglicy ograniczyli swoje emisje o 12,5%. Ale gdy zmierzyć ilość CO2 zawartą w konsumowanych przez Brytyjczyków produktach, zobaczymy, że emisje, za które są odpowiedzialni, w rzeczywistości wzrosły. Między rokiem 1990 a 2003 o blisko 20%.
To nie wszystkie argumenty, jakie można skierować przeciwko toczącym się negocjacjom. Warto przeczytać wywiad z Jørgenem Knudem Henningsenen, który dość ostro krytykuje to, co dzieje się w Bella Center. Trzeba też wsłuchiwać się w głosy aktywistów na całym świecie, szczególnie, gdy nawołują do większej demokratyzacji całego procesu negocjacyjnego i włączenia do niego jak największej liczby aktorów. Tak się składa, że dziś dzieje się dokładnie na odwrót. Wycisza się i działaczy ruchu ekologicznego, i przedstawicieli państw ubogich i podatnych na ryzyko klimatyczne. Powinniście zobaczyć te kordony policyjne otaczające protestujących, powinniście usłyszeć jak domagają się sprawiedliwości. I to nie z Bella Center, ale spoza, bo do środka ich nie wpuszczono.
Dzisiejszy kryzys klimatyczny daje nam szansę na lepsze jutro. Ale czy uda nam się ją wykorzystać? Po tygodniu spędzonym w Bella Center zaczynam wątpić. Na szczęście, gdy tylko stąd wychodzę, odzyskuję wiarę.
PS
Z rzeczy ciekawych i niespodziewanych. Byłem dziś na konferencji prasowej organizowanej przez Międzynarodówkę Socjalistyczną! Niestety, nic szczególnie ciekawego nie usłyszałem. A sensacją dnia okazało się przemówienie Hugo Chaveza, w którym przejechał się po kapitalizmie, światowych potęgach gospodarczych i konsumpcjonizmie. Trochę dziwnie to wypadło, bo bogactwo Wenezueli opiera się na ropie naftowej, ale niech tam. Chavez dostał naprawdę dobry aplauz.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 16.12.2009 )
|
|
Prosto z Kopenhagi
-
Kopenhaga, dzień 12.
-
Kopenhaga, dzień 11.
-
Kopenhaga, dzień 10.
-
Kopenhaga, dzień 9.
-
Kopenhaga, dzień 8., cd
-
Kopenhaga, dzień 8
-
Kopenhaga, dzień 6
-
Kopenhaga, dzień 5., cd.
-
Kopenhaga - dzień 5.
-
Kopenhaga, dzień 4.
-
Kopenhaga, dzień 3
-
Kopenhaga, dzień 2.
-
Kopenhaga, dzień 1.
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...