ARCHIPELAG MALTA – DZIEŃ PIERWSZY:
WIDOWISKA KULTUROWE. OD PROTOTEATRU DO PROGNOZY POGODY.
W Poznaniu ruszył festiwal Malta 2008, a z nim
współorganizowany przez Klub KP cykl Archipelag Malta. Przewodnie
hasło mobilnej konferencji to „Sztuka i środowisko”.
Stary Rynek w Poznaniu, miejsce pierwszej dyskusji
Temat
i charakter pierwszej odsłony Archipelagu wyznaczyło pojęcie widowiska
kulturowego, widzianego w szerokim kontekście natury, obejmującym
prototeatr na jednym i prognozy pogody na drugim biegunie. W wykładach
i dyskusji udział wzięli: dr Marta Steiner (UW), dr hab. Dariusz
Kosiński (UJ), prof. Aleksander W. Mikołajczak (UAM) oraz Małgorzata
Dziewulska. Goście zbudowali ścieżkę rozwoju poczynań teatralnych od
odgrywania natury przez człowieka, późniejszego jej zaklinania aż do
ujarzmienia środowiska i zaperformowania „nowej natury” - wykreowanej
przez człowieka współczesnego, którą w swej akcji artystycznej
zaprezentował na końcu Arti Grabowski.
Dariusz
Kosiński już w pierwszej swojej wypowiedzi zwrócił uwagę na konieczność
odrzucenia pojęcia „widowiska kulturalnego”, które zakłada bycie czymś
przygotowanym dla widowni. Zaproponował więc przyjrzenie się słowu
„przedstawienie” lub „wystąpienie” jako zjawisku pozwalającemu
człowiekowi na odgrywanie dramatu nawet przed samym sobą i wskazującemu
na zakorzenienie czynności performatywnych w jego ludzkiej naturze.
Według Kosińskiego natura rozumiana jako środowisko nie odgrywa
niczego, nie jest bowiem świadoma siebie; to my ją dramatyzujemy, aby
nam służyła w jakimś celu. Przedstawienie to jest dziś udziałem całego
przemysłu turystycznego, a także w dużej mierze fotografii i telewizji.
Dzięki tym mediom możemy zobaczyć naturę w sposób, w jaki nie
potrafilibyśmy ujrzeć jej sami z obawy o własne bezpieczeństwo,
ograniczeń wzroku lub po prostu wygody. Rajski aspekt środowiska jawi
się w tym świetle jako fikcja, a idea ekologii jako współżycie w
harmonii z fikcją. Prawdziwa natura bowiem, jak powiedział Kosiński, po
prostu śmierdzi i bywa niebezpieczna. Profesor zaryzykował też hipotezę
o konieczności nazwania naszą współczesną naturą nie owych rajskich
telewizyjnych widoków, ale otoczenia codziennego – betonowego,
wygodnego, dostosowanego do potrzeb dzisiejszego człowieka.
Paneliści
Idąc
dalej za Kosińskim: Środowisko stało się czymś, nad czym panowanie
trzeba potrafić zamanifestować i udowodnić. W sposób mistrzowski czyni
to nauka, rozwijając się nieustannie. W wymiarze performatywnym ową
manifestacją ujrzamienia natury jest natomiast prognoza pogody, w
której prezenter imitując ruchy niżów i wyżów, niemal tańcząc niczym
wiatr wskazuje, że naturę można przewidzieć i zbagatelizować, wręcz
zabezpieczyć się przed jej poczynaniami. W wyniku tego wobec
prawdziwych przejawów działania sił naturalnych, różnorakich katastrof
stajemy jak przed spektaklem, odbieramy to jako doskonały teatr.
Przyzwyczajeni jesteśmy już bowiem do funkcjonowania jedynie w obrębie
symulakrów środowiska, jakie budujemy sobie na co dzień – otaczając się
fontannami i sztuczną egzotyczną roślinnością w galeriach handlowych
czy budując sztuczne rzeki na basenach, nazywanych zresztą parkami wodnymi.
Widzowie spotkania
Polemikę
z Kosińskim podjął Aleksander Mikołajczak, specjalista w dziedzinie
kultury starożytnej Grecji, wskazując na wszechobecne dziś podważanie
archetypów kultury europejskiej. Za Nietzschem porównał to do walki
dwóch nurtów – zachowawczego, zakonserwowanego w formach apollińskich
oraz nurtu anarchii, który podmywa i niszczy wszystko, by potem na nowo
to zbudować. Mikołajczak widzi w tym nurcie nasze cywilizacyjne „tu” i
„teraz”: - Za szybko po prostu kręci się świat, za dynamiczne sa zmiany
i w tym chaosie znajdujemy Dionizosa, bo to jest jego matecznik. (…)
Nie potrafimy po apollińsku tego świata okiełznać i w tym momencie
jakbły płyniemy z nurtem Dionizosa, który tłumaczy chaos jako twórczą
anarchię, z której być może wyłoni się nowy świat. Kosińskiego z kolei
śmieszy takie ogólne i bezwarunkowe rozmiłowanie w tradycji
dionizyjskiej. Warto przytoczyć równiez i jego słowa: Zabawne jest,
kiedy mieszkańcy kulturalnych miast, dobrze odziani, dobrze odżywieni,
fascynują się kobietami [dionizyjskimi bachantkami], które w transie
zżerają żywcem byka. Fascynacja prawdziwym Dionizosem według
Kosińskiego pozostaje więc w sferze utopii, choć tak bardzo pociąga
współczesnego człowieka, dając mu usprawiedliwienie jego własnego zła,
tzn. tego, nad czym nie panuje, to czego nie jest w stanie zrobić:
„Dionizos pozwala nam wytłumaczyć, że zło, do którego się przyczyniamy,
może mieć jakiś sens, czemuś służyć.” Z tym ostatnim stwierdzeniem
akurat wyjątkowo zgodzili się wszyscy uczestnicy dyskusji.
Prof. Aleksander W. Mikołajczak
Mikołajczak
podniósł na koniec ciekawy wątek, tłumacząc, jak greccy Tyrani
wykorzystywali religię obrzędów dionizyjskich do zdobycia i utrzymania
władzy. Mianowicie zdali sobie oni sprawę z faktu, że to właśnie
odrzucający hierarchię Dionizos był bogiem ludu (w przeciwieństwie do
Apollina – ulubieńca arystokratów). Umożliwiając więc ludowi kult
swojego boga, wspierając go wręcz na przykład poprzez sponsorowanie
poetów piszących literackie dytyramby, a potem, w Atenach, organizując
dytyrambiczne konkursy. Władza miała w ten sposób nadzór nad głównym
trzonem obrzędów religijnych ludu, a teatr poprzez swoją ogólną
dostępność stał się w Grecji wielkim regulatorem emocji społecznych.
Jego katharyczna siła oczyszczała widzów z afektów – tych negatywnych
emocji, które ich zżerały, z gniewu, nienawiści, wszystkiego, co jest
przekleństwem życia i co skumulowane powoduje od czasu do czasu wybuchy
złości. Teatr rozładowywał więc napięcia społeczne, co było możliwe
dlatego, że stał się częścią religii, a w każdej miejscowości
znajdowała się scena, gdzie odbywały się przedstawienia.
Arti Grabowski w kontenerze na śmieci
Po
powyższej dyskusji wszyscy zgromadzeni przeszli do Galerii Arsenał, aby
wziąć udział w akcji Artiego Grabowskiego zatytułowanej „Neapolitan
Museum”. Artysta, otwarcie przyznający się do swoich poglądów i
krytycznego stanowiska wobec otaczającej go rzeczywistości politycznej
i społecznej, stanął przed zadaniem stworzenia permformance’u
odnoszącego się do tematu zarówno całej konferencji „Sztuka i
środowisko”, jak i dyskusji, która miała odbyć się na chwilę przed jego
wystąpieniem. Do przygotowania tej akcji zainspirowała go sytuacja
Neapolu – miasta tonącego w górach śmieci, smutnego obrazu skutków
bezmyślnie konsumpcyjnego trybu życia. Swoje wystąpienie rozpoczął od
ujarzmiania dwóch foliowych torebek, przenosząc je siłą sztucznie
wywołanego wiatru. Ten swoisty taniec wyznaczał rytm ruchów tai-chi,
nie dało się przy tym odpędzić poczucia mistycyzmu, co bezsprzecznie
próbowało wykpić poruszany tego dnia wątek szamanizmu jako źródła
czynności performatywnych. W ten sposób Grabowski odwrócił uwagę
publiczności galerii, wyjście z której w międzyczasie zastawiono
otwartym konterem na śmieci. W momencie kiedy artysta dotarł do niego
ze swoimi tańczącymi reklamówkami, wszedł do środka i przy pomocy
wiatru wytworzonego przez specjalną maszynę zaczął wyrzucać tysiące
kolejnych torebek, jedna po drugiej. Poza widowiskowym efektem
wizualnym udało się mu zamanifestować tymi foliowymi śmieciami krytykę
środowiska artystycznego i galeryjnego. Jak powiedział, było to
prawdziwe wniesienie smrodu w tak specyficzną przestrzeń Galerii
Arsenał – smrodu zarówno naturalnego jak i artystycznego. Wykorzystał w
ten sposób dany mu przez Archipelag Malta głos do uzmysłowienia widzom
znalezienia się w ich lokalnym Muzeum Neapolu – wielkim śmietnisku
odpychającym smrodem gnijącej tradycji oraz zarzucanym produkowanym
bezmyślnie nowym odpadom artystycznym.
Performance, galeria Arseał
Widzowie
Jest nauka w sensie pracowitego latam...
Olek Radynski pisał tu chyba jakiś cz...