Poznań: Relacja z „Rozważań o współczesnej gospodarce”
Iga Pruciak, Michał Wójtowicz, Klub KP w Poznaniu
18.10.2009
8 października 2009 na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu odbyły się debaty w ramach dnia „Rozważań o współczesnej gospodarce podczas obchodów XXXI Tygodnia Gospodarczego UEP.
W debacie organizowanej przez Klub Krytyki Politycznej w Poznaniu wzięli udział Maciej Gdula („KP”), Adam Leszczyński („KP”, „Gazeta Wyborcza”) i prof. Jerzy Osiatyński (PAN, minister finansów w rządzie Hanny Suchockiej). Dyskusja rozpoczęła się od pytania o naturę obecnego kryzysu.
Czy jest on tylko załamaniem wzrostu gospodarczego, czy może również porażką ideologii absolutyzującej wolny rynek?
W odpowiedzi Maciej Gdula argumentował, że to problemy amerykańskiego rynku nieruchomości spowodowały zapaść globalnego rynku finansowego. Przyczyną było zmniejszenie roli państwa na rzecz rynku, czyli brak nadzoru i znoszenie kolejnych przepisów ograniczających działalność instytucji finansowych. Gwoździem do trumny okazał się system wynagradzania wysoko postawionych menadżerów z wielkich korporacji. Wiązał on wypłatę astronomicznych premii z zapewnieniem firmie ponadprzeciętnych wyników finansowych, co skłaniało menadżerów do wyśrubowywania krótkoterminowych zysków kosztem spadku wyników firmy w długim okresie, a nawet jej bankructwa. Siła uderzeniowa kryzysu była tak duża ze względu na wysoki udział sektora finansowego w całej gospodarce, przez co jego problemy stały się kłopotem dla całego społeczeństwa, a podatnicy zmuszeni zostali do płacenia za błędy bankierów.
Według Gduli kryzys finasowy to również kryzys neoliberalnej ideologii, dla której podstawową odpowiedzią na problemy gospodarcze i społeczne jest wprowadzanie wolnego rynku.
Jako przykład takiej porażki może służyć felieton profesora Witolda Orłowskiego, byłego doradcy ekonomicznego Aleksandra Kwaśniewskiego, w którym został poruszony temat przeprowadzonej 10 lat temu w Polsce reformy emerytalnej, przenoszącej obsługę systemu emerytalnego z państwa na rynek. Orłowski przyznaje w nim, że roztaczane wówczas wizje emerytów wypoczywających pod palmami były oszustwem. W rzeczywistości emerytury wypłacane według nowego systemu będą bowiem o 30% niższe niż w poprzednim systemie. Jako dodatkowe koszty reformy Gdula podał wzrost udziału sektora finansowego oraz obniżenie popytu generowanego przez konsumentów.
Jerzy Osiatyński zauważył, że kryzys nie ma charakteru cyklu koniunkturalnego. W gospodarce kraju tak dużego jak USA kluczowe znaczenia ma rynek wewnętrzny, na który w ostatnich latach wpływ miały czynniki o charakterze strukturalnym, a nie cyklicznym. Osiatyński powołał się na rosnące rozwarstwienie społeczeństwa, bogacenie się wąskiej elity i zanik klasy średniej, która najwięcej konsumuje, a przez to decyduje o sile popytu i rynku wewnętrznego. Aby ratować spadający popyt i hamującą gospodarkę, zaczęto na coraz większą skalę udzielać kredytów hipotecznych, które tuż przed kryzysem mógł otrzymać praktycznie każdy.
Osiatyński wskazał również, że mamy do czynienia ze spadkiem liczby urodzeń i wydłużeniem się długości życia, przez co świadczenia pobiera coraz większa rzesza emerytów przy coraz mniejszej liczbie pracujących. W konsekwencji, niezależnie od tego czy system emerytalny będzie obsługiwany przez państwo czy rynek, możliwe są trzy rozwiązania: wzrost składek emerytalnych, wydłużenie okresu pracy lub obniżenie kwoty emerytur. W tej sytuacji zaletą systemu rynkowego jest zdjęcie z rządzących konieczności podjęcia niepopularnych decyzji, które są przez rynek wprowadzane samoczynnie.
Były minister finansów odpowiedział również na pytanie o ocenę wolnego rynku. Według niego na podstawie doświadczeń historycznych można stwierdzić, że nie ma gospodarki lepszej niż rynkowa. Otwarte pozostaje natomiast pytanie o udział państwa w gospodarce. Społeczeństwo musi zmierzyć się bowiem z wyborem pomiędzy niechęcią do płacenia podatków, a potrzebą korzystania z usług publicznych takich jak służba zdrowia czy edukacja.
W drugiej turze padło pytanie o zakres ingerencji państwa w gospodarkę, zwłaszcza w czasach obecnego kryzysu.
Gdula określił trzy obszary, w ramach których państwo powinno ingerować w gospodarkę. Pierwszym są usługi publiczne, czyli służba zdrowia, edukacja, kultura i infrastruktura, gdzie sektor publiczny dostarcza tańsze i bardziej dostępne rozwiązania. Drugi obszar to redystrybucja dochodów, która zapewnia społeczeństwu poczucie sprawiedliwości i łagodzi napięcia. Trzecim obszarem jest stymulowanie przez państwo badań i innowacji. Gdula powołał się na przykład Polski, gdzie sektor publiczny zatrudnia większą część pracowników umysłowych, a działające w ramach wolnej konkurencji przedsiębiorstwa nie tworzą nowoczesnych rozwiązań. Podał również przykład Doliny Krzemowej, która powstała dzięki zamówieniom rządowym i wojskowym. Stwierdził też, że obecny kryzys jest problemem globalnym i jego rozwiązanie musi objąć rynek całego świata, a nie tylko poszczególnych państw.
Na koniec debaty Wiktor Osiatyński zwrócił uwagę, że bieda w Polsce umiejscowiona jest wśród dwóch grup społecznych: rodziców samotnie wychowujących dzieci oraz bezrobotnych. Z tego powodu kluczowa jest polityka pełnego zatrudnienia, czyli ograniczania bezrobocia. Jednym z jej elementów może być zwiększenie deficytu budżetowego, który wygeneruje nowe dochody, a przez to ułatwi spłatę zaciągniętych wcześniej długów.
W panelu podsumowującym swoje stanowiska skonfrontowali: Jakub Borowski (główny ekonomista Invest – Banku, współpracownik Forum Obywatelskiego Rozwoju), Wiktor Wojciechowski (ekonomista FOR), Maciej Gdula („KP”), Adam Leszczyński („KP”, redaktor „Gazety Wyborczej”).
Punktem wyjścia debaty była próba określenia istoty obecnego kryzysu finansowego, jego przebiegu w Polsce i innych krajach oraz tego, jaką rolę w zarządzaniu kryzysem odgrywa państwo. Postawiona przez Jakuba Borowskiego diagnoza obecnej sytuacji ekonomicznej Polski była nad wyraz optymistyczna, gdyż wynikało z niej, że większości negatywnych konsekwencji kryzysu udało się Polsce uniknąć. Wprawdzie prognozy nie są już tak pozytywne, gdyż co najmniej do końca 2010 roku wzrost gospodarczy będzie ulegał spowolnieniu, jednak rozwiązania zawarte w „pakiecie antykryzysowym”, zdaniem przedstawiciela FOR, pozwalają patrzeć w przyszłość bez nadmiernych obaw.
Skłonność do ryzykownych decyzji finansowych wynika z uzależnienia wynagrodzeń od wyników firmy i to w tym zjawisku, jak podkreślał Maciej Gdula, należy szukać przyczyn obecnego stanu rzeczy. Niezwykle ważne jest jednak, by dostrzegać wielowymiarowość światowego impasu. Choć istotnie, jest to kryzys związany z formą neoliberalnego ładu gospodarczego, a wtóruje mu kryzys ekologiczny. Zmiany klimatyczne są faktem, który niechętnie przyjmujemy do wiadomości, a z jeszcze większym oporem przyznajemy się do współodpowiedzialności za ich skutki. Koszty ryzykownych decyzji na wszystkich płaszczyznach życia społecznego ponosimy wszyscy, bez względu na to, do kogo należy decydujący głos.
Adam Leszczyński zwrócił uwagę, że teraz jest dobry moment, by zdać sobie sprawę z tego, że ten liberalny model rozwoju, jaki obowiązywał w świecie od około trzydziestu lat, a w Polsce od czasu transformacji, nie rozwiązuje bardzo istotnych problemów społecznych, takich jak bezrobocie. Rozwiązaniem mogłyby się okazać podatki zniechęcające przedsiębiorców do szkodliwych ekonomicznie działań.
Według Wiktora Wojciechowskiego źródła kryzysu finansowego leżą gdzie indziej – to ekspansywna polityka kredytowa wywołała zapaść, z której powoli wygrzebuje się światowa gospodarka. Domeną polityki naszego rządu są zbyt duże obciążenia socjalne i anachroniczny system ubezpieczeń społecznych dla rolników. Na sytuację ekonomiczną Polski niekorzystnie wpływa także niższy wiek emerytalny kobiet niż mężczyzn. Omawiając kolejne schorzenia polityki państwa, Wojciechowski zaleca jednocześnie trójskładnikowe antidotum, które zwiększyłoby ilość pracujących: więcej deregulacji, więcej prywatyzacji, więcej cięć w wydatkach publicznych.
W odpowiedzi Adam Leszczyński stwierdził, że rzekomo „rozdęte” wydatki socjalne oznaczają większą równość społeczną, porządek i wzrost bezpieczeństwa, podczas gdy nierówności i nędza, pogłębiane przez logikę rynku, przynoszą odwrotne, niepożądane skutki.
Strony zgodziły się co do tego, że sposoby gospodarowania finansami publicznymi są dyskusyjne. Jednak zupełnie odmienne role przypisują transferowi tych funduszy.
Pod koniec panelu do rozmowy przyłączyła się również publiczność, która licznie przybyła na spotkanie. Zamykający je spór o rozwiązanie problemów rynku pracy jeszcze bardziej uwypuklił odmienność stanowisk FOR i KP wobec kryzysu. Czy obecnie wspinamy się już po prawym ramieniu litery „V”, obrazującej sytuację polskiej gospodarki, czy też zbliżamy się do środka litery „W” – odpowiedzi udzieli przyszłość. Debaty na ten temat w najbliższym czasie z pewnością nie umilkną.
W obu debatach z udziałem przedstawicieli Krytyki Politycznej wzięło udział łącznie ok. 300 słuchaczy.
Może nie stereotyp matki polki ale st...
Jakiś problem z czytaniem ze zrozumie...