 W 2002 roku grupa młodych polskich intelektualistów zapoczątkowała bardzo ambitny projekt. Pragnąc kontynuować tradycję „zaangażowanej” inteligencji, Sławomir Sierakowski razem z energicznym gronem myślących podobnie ludzi, stworzył niezwykle ciekawe pismo „Krytyka Polityczna”, wydawnictwo o tej samej nazwie oraz w końcu znaną kawiarnię literacką w Warszawie. Założone w 2007 roku Wydawnictwo Krytyki Politycznej publikuje najważniejsze prace z filozofii oraz socjologii polityki, teorii kultury i sztuki. Ponad pięćdziesiąt już wydanych tytułów zgrupowano w sześciu seriach wydawniczych. Jedna z nich nazywa się „Pisma Jacka Kuronia”. Nieprzypadkowo młodzi lewicowi intelektualiści pragną zaznaczyć w społecznej świadomości związki swojego środowiska ze znaczącą i wzorcową postacią – z człowiekiem, który wyznaczył zasadniczy kierunek przemian współczesnej Polski. Zamiast palenia komitetów partyjnych – zaproponował tworzenie równoległych struktur społeczeństwa obywatelskiego. Zainicjował instytucjonalizację ruchu robotniczego, jako głównego czynnika reform, oraz był i jest „ludzką twarzą” złożonych zmian, jakie zaszły w Polsce w ciągu ostatnich dwudziestu lat. „Mógłbym być Ukraińcem” Kształt świadomości Kuronia, o czym on sam pisał bardzo wyraźnie, miał źródło w jego dzieciństwie. Jacek Kuroń urodził się w 1934 roku we Lwowie, w rodzinie o tradycjach powstańczych i lewicowych. Jeszcze w dzieciństwie Kuroń zaznał wpływu wieloetnicznego środowiska, wielowyznaniowego miasta, a jednocześnie kolonialnej „kresowej” tradycji, jaką w najróżniejszych formach pielęgnowały przeważnie kręgi endeckie. Przeżył utratę rodzinnego domu i miasta; rówieśników pochłoniętych przez ognie Szoah oraz hitlerowski i stalinowski terror; przeżył także cierpienia milionów ludzi dookoła, na które czuły kamerton duszy Kuronia całe życie rezonował potężną falą współczucia i pragnieniem rzeczywistej pomocy wszystkim, którzy tego potrzebują.
A oto dużo mówiący fragment ze wspomnieniowej Wiary i winy: „Lwów był miastem Polaków, Żydów, Ukraińców, miastem ostrych antagonizmów. Ja wyrosłem w kulcie Orląt, wyśpiewywałem bronią Lwowa polskie dzieci, znosząc rany, śmierć i ból, ale fascynowała mnie inność, obcość. Kiedy przechodziłem koło szkoły ukraińskiej, coś mnie do niej ciągnęło. Pamiętam świetnie, co zadecydowało o moim absolutnym – kiedyś powiedziałbym internacjonalizmie, co dziś brzmi głupio, więc powiem uniwersalizmie. Ojciec dwóch moich kolegów, straszny endek, powiedział mi: Wspólnik twojego taty to Ukrainiec.[…] Przychodzę do ojca i pytam: - Tata, czy ten Czajka to Ukrainiec? A ojciec mówi: - On nie, ale ja tak. W pierwszej chwili myślałem, że żartuje, ale on z całą powagą potwierdził. Zgłupiałem i uwierzyłem. Cały dzień się męczyłem. Wieczorem, kiedy już się prawie z tym pogodziłem, przyszedłem pytać o szczegóły. I wtedy on mówi: - Nie, Ukrainiec to ja nie jestem, ale powiedziałem ci tak, żebyś wiedział, że człowiek przypadkiem rodzi się Ukraińcem, Polakiem, Cyganem, Żydem, czystym przypadkiem. Mógłbym być Ukraińcem. ” To ojcowskie „mógłbym być” – zwyczaj stawiania siebie na miejscu innego człowieka i próba spojrzenia na świat jego oczyma – stworzyło metodę myślenia Jacka Kuronia, przyszłego polityka i moralnego przywódcy. Książki zamiast pomnika Ten „buldożer opozycji” do niedawna nie był jednak nadmiernie obecny w polskim dyskursie publicznym, nie mówiąc już o ukraińskim. Adam Michnik, z którym w zeszłym roku spacerowaliśmy razem po Kijowie, zazdrośnie spoglądał na pomnik Wiaczesława Czornowoła na początku ulicy Hruszewskiego. Mówił, że niczego podobnego dla Kuronia w Polsce niestety nie ma – tylko skromna granitowa tablica na żoliborskim domu, gdzie mieszkał. Ze wstydem muszę stwierdzić, że żadnych obiektów upamiętniających wielkiego lwowianina nie ma i w moim rodzinnym mieście, gdzie Kuronia jeszcze za życia, w 2002 roku, mianowano honorowym obywatelem. Inicjatywa Krytyki Politycznej, zawarta w czterech opasłych tomach wydanych w ciągu dwóch minionych lat (ostatni ukazał się w czerwcu 2010), zdaje się zatem przełomem. Seria obejmuje trzy tomy publicystyki Jacka Kuronia: Dojrzewanie (1964-1968), Opozycja (1969-1989), Nadzieja i rozczarowanie (1989-2004). Co więcej, polski czytelnik otrzymał wcześniej możliwość zaznajomienia się z zebranymi w jednym tomie wspomnieniami, opublikowanymi 17 czerwca 2009 roku pod tytułem Autobiografia. Prawie tysiącstronicowy tom mieści cztery znane wcześniej książki. Wiara i wina to opowieść o pierwszych czterdziestu latach życia autora, jego „osobisty wykład dziejów PRL”, biografia ducha, refleksyjna narracja o kształtowaniu się politycznej świadomości, przyczynach fascynacji komunizmem i późniejszego przejścia do całkowitej względem niego opozycji. Gwiezdny czas natomiast opowiada o działalności opozycyjnej Kuronia, tworzeniu antysystemowego środowiska w PRL, lewicowym natchnieniu, a zwłaszcza o działalności KOR aż do czasów Solidarności. Spoko! Czyli kwadratura koła i Moja zupa to wreszcie teksty o przejściu od PRL do III RP, o dramatach i dylematach dawnych więźniów politycznych, których los wepchnął w pierwsze szeregi budowniczych polskiego kapitalizmu, żeby później ich osiągnięcia wykorzystała postkomunistyczna elita. Redaktorzy uzupełnili Autobiografię wstawkami tłumaczącymi – przede wszystkim młodemu czytelnikowi – kontekst epoki i poszczególne odchodzące w przeszłość pojęcia, pokazując stosunki autora z różnymi postaciami ze sceny politycznej od Gomułki po braci Kaczyńskich. Dzięki intensywnej promocji Autobiografia odbiła się już szerokim echem w mediach masowych. Mimo to wciąż wymaga dalszej interpretacji i popularyzacji, głębokiego włączenia w narodowe myślenie o przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Nie trzeba wątpić – Polacy podołają temu zadaniu. Kuroń na Ukrainie, Kuroń dla Ukrainy „Naczelny diabeł PRL”, jak w żartach nazwał Kuronia Adam Michnik, oczywiście jest obecny w ukraińskim dyskursie intelektualnym. Istnieje w publicystyce, do jego doświadczeń odwołuje się internetowa „Ukraińska Prawda”, kiedy szuka podpory dla sfrustrowanej ukraińskiej opozycji, która nagle zajrzała w oczy autorytaryzmowi à la Janukowycz i spółka. Fragmenty z Wiary i winy wydrukowało kijowskie pismo „Egupez”. Historiografia akademicka odwołuje się do postaci Kuronia w części Historii Polski autorstwa profesora Leonida Zaszkilniaka, w pracach Wołodymyra Jarowego z historii Słowian zachodnich i południowych, badaniach Jarosława Napadija nad polską opozycją, artykułach Jurija Zajcewa i Mykoły Henyka. Aspekt „ukraiński” działalności legendarnego lwowianina najpełniej zbadała Hrystyna Czuszak w wyróżnionej nagrodą im. Giedroycia rozprawie Ukraina i Ukraińcy w dyskursie polskiej opozycji, która niedługo ukaże się drukiem. Niedużo – jak na postać kluczową dla nowej jakości stosunków ukraińsko-polskich. Bardzo umownie i tylko w ogólnym zarysie można Kuroniową pracę na niwie polsko-ukraińskiego porozumienia podzielić na kilka etapów. Od lat sześćdziesiątych do osiemdziesiątych był on włączony w ogólne inicjatywy polskiej opozycji. Toteż jego uwaga koncentrowała się daleko od problematyki polsko-ukraińskiej. Podobnie było z jego otoczeniem. Ten brak opozycja kompensowała zawziętym studiowaniem wszystkich dostępnych materiałów i przyswajaniem dyskursu paryskiej „Kultury”, który kształtował świadomość potrzeby współdziałania dwóch wolnych narodów w przyszłej Europie, wyzwolonej od agresywnego komunizmu i rosyjskiego imperializmu. W czasach aktywnego uczestnictwa w oficjalnej polityce, zatem w latach 1989-2001, Kuroń wiele zrobił dla stworzenia sejmowej komisji do spraw mniejszości narodowych i uchwalenia prawa o tych mniejszościach, wśród których jedną z największych we współczesnej Polsce są Ukraińcy. Dzięki tym instytucjom społeczność ukraińska zdobyła mechanizm regularnych kontaktów z organami władzy, gwarancje finansowania inicjatyw oświatowych i edukacyjnych oraz życia kulturalnego mniejszości. Wśród jego najbardziej znanych osiągnięć z tamtego okresu znajduje się udział w przygotowaniu listu otwartego, podpisanego przez około dwustu przedstawicieli polskiej inteligencji: Uszanujmy ofiary Akcji „Wisła” (marzec 1997 roku, w przededniu pięćdziesiątej rocznicy tej komunistycznej zbrodni). To bardzo ważny dokument światopoglądowy – deklaracja kilku pokoleń polskich polityków najszerszego spektrum (z wyjątkiem skrajnie lewicowych i skrajnie prawicowych), która wytyczyła drogę dla trwałego paradygmatu przyjaznej dla Ukrainy polityki zagranicznej i umożliwiła należną ocenę komunistycznej zbrodni 1947 roku oraz stworzyła warunki dla wypłacenia odszkodowań za straty dla jej ofiar – ludzi zmuszonych do przesiedleń, pozbawionych majątku, więźniów obozu koncentracyjnego Jaworzno. Szczytem aktywności na polu polsko-ukraińskiego pojednania ciężko chorego już Kuronia stały się mediatorskie inicjatywy i wystąpienia w mediach w latach 2001-2004, niedługo przed śmiercią. Powiązane były one z konfliktami wokół polskich grobów wojskowych na cmentarzu Łyczakowskim i sześćdziesiątą rocznicą „antypolskiej akcji” UPA na Wołyniu. Kwintesencją postawy polskiego moralnego lidera w tej kwestii były słowa listu do ukraińskiego moralnego lidera – Myrosława Marynowycza – z 2003 roku: „Przyjaźń między narodem polskim i ukraińskim jest bardzo trudna, tak jak trudna jest przyjaźń między narodem polskim i niemieckim. My, Polacy, jesteśmy Ukraińcami dla Niemców i Niemcami dla Ukraińców. Na ogół nie wiemy nic o niemieckim wkładzie w naszą kulturę, a pamiętamy im pozbawienie niepodległości, zabory, germanizację, okupację(…). Na analogicznej zasadzie wciąż jeszcze są budowane stereotypy Ukraińców w świadomości niemałej części Polaków i stereotypy Polaków wśród wielu Ukraińców - jako wroga. (…) Bliskie sąsiedztwo Ukrainy i Polski ma już tysiąc lat. Są w tej historii karty piękne, ale przytłacza je łańcuch krzywd obustronnych i wzajemnego odwetu, a krew nie wsiąka w ziemię, tylko rodzi mściciela, i nikt już dziś nie potrafi powiedzieć, kiedy i kto zaczął. (…) Niezależnie od tego my i Wy wyznajemy Ewangelię, w której Jezus zwraca się, jak wierzę, do każdego z nas: nie szukaj źdźbła w oku bliźniego, lecz belki w oku swoim. Zaś pomysł, że nakazy Ewangelii nie dotyczą stosunków między wspólnotami narodowymi, jest niechrześcijański i sprzeczny z duchem Ewangelii. Z tych powodów mówię do Was, jestem przekonany, nie tylko w swoim imieniu - wybaczcie nam”.
Ciężko chory i poruszający się na wózku inwalidzkim Jacek Kuroń dał jeszcze radę pokonać ból i przyjechać do Lwowa 1 listopada 2002 roku na wspólną modlitwę chrześcijan różnych narodowości na cmentarzu Łyczakowskim. Ale problem wspólnego cmentarza ofiar wojny polsko-ukraińskiej 1918-1919 ostatecznie rozwiązano dopiero w 2005 roku. Proces uczczenia poległych w krwawych bojach lat 1943-1947 trwa, chociaż nowa rzeczywistość polityczna współczesnej Ukrainy przeszkadza w jego udanym zakończeniu. Dziedzictwo humanisty Adam Michnik, kończąc esej o Kuroniu, żartem napisał: „Józek Tischner, ksiądz katolicki, filozof i pierwszy gazda polskich górali, pewno by powiedział: Nie jest ważne, czy Jacek wierzył w Pana Boga; ważne jest, że Pan Bóg wierzył w Jacka”. A ja już całkiem na poważnie dodam: Dziękować Bogu, że my, Ukraińcy, pośród swoich przyjaciół i pobratymców mieliśmy takiego wielkiego człowieka, jak Jacek Kuroń. Nie tak znowu często mieliśmy w naszej historii szczęście do takich darów losu. Teraz ważne jest, aby tego daru nie zmarnować. Niekoniecznie chodzi o pomnik w Kijowie czy Lwowie, z brązu czy kamienia. Chodzi o to, by ukraiński czytelnik mógł zapoznać się z jego twórczym dziedzictwem w jak najpełniejszym wymiarze; żeby ukraiński dyskurs polityczny jak najpełniej przyswoił lewicowy antykomunistyczny paradygmat o prawdziwie ludzkiej twarzy, jaki potrafił ucieleśnić w całym swoim życiu wielki polski humanista.
*Andrij Pawłyszyn - zastępca redaktora naczelnego „Lwiwskiej Hazety”.
Przełożyła Katarzyna Kaczyńska. Skróty i śródtytuły – od redakcji.
Na podobny temat
|
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...
Sympatyczna opowiastka. Sympatyczna, ...