 Niedawne przypadki wydalenia przebywających we Francji Romów („Cyganów”) do Rumunii wywołały protesty liberalnych mediów i najważniejszych polityków w całej Europie. Co ciekawe protestowali nie tylko reprezentanci lewicy. Jednak mimo sprzeciwów wydalenia nie ustały, są bowiem tylko czubkiem góry lodowej, niewielkim fragmentem całości europejskiej polityki. Na incydenty takie jak ten należy patrzeć w perspektywie długoterminowych przemian przestrzeni politycznej Europy Wschodniej i Zachodniej. Do niedawna w tej przestrzeni dominowały dwie główne partie, które obsługiwały cały elektorat – partia centroprawicowa i partia centrolewicowa. Wyniki ostatnich wyborów na Wschodzie i Zachodzie sygnalizują stopniowe powstawanie nowego układu sił. Wyłoniła się jedna, silna partia centrowa która popiera globalny kapitalizm jako taki, zazwyczaj w połączeniu z liberalną agendą kulturową (tolerancja wobec aborcji, praw gejów, mniejszości religijnych i etnicznych etc). W opozycji do niej stoi silniejsza niż kiedykolwiek antyimigrancka partia populistyczna, której na krańcach towarzyszą otwarcie rasistowskie grupy neofaszystów. Jak doszło do tej zmiany?
Wraz z upadkiem komunistycznych reżimów w roku 1990 rozpoczęła się era, w której podstawową formą sprawowania władzy państwowej stała się zdepolityzowane, eksperckie administrowanie i koordynowanie koordynowania interesów. W tym kontekście, jedyny sposób na przemycenie namiętności do tak niepolitycznej sfery, na aktywną mobilizację ludzi, to strach: strach przed imigrantami, strach przed przestępczością, strach przed bezbożnym, zdeprawowanym seksem, strach przed katastrofą ekologiczną czy strach przed prześladowaniem (poprawność polityczna jest idealnym przykładem polityki strachu w jej liberalnej postaci).
Nie dziwne zatem, że pojęcie „toksycznego podmiot” zrobiło tak dużą karierę. Chociaż toksyczne podmioty znamy z popularnej psychologii ostrzegającej nas przed emocjonalnymi wampirami, to termin ten nabiera coraz szerszego znaczenia. Określenie „toksyczny” oznacza zbiór właściwości z zupełnie różnych porządków: naturalnego, kulturowego, psychologicznego, politycznego.
W wymiarze społecznym najbardziej toksyczną figurą jest obcy Bliźni [Neighbor], z dziwaczną otchłanią jego przyjemności, wierzeń i zwyczajów. Znaczy to, że ostatecznym celem wszelkich zasad obowiązujących w relacjach interpersonalnych jest poddanie kwarantannie (lub przynajmniej neutralizacja i opanowanie) wymiaru toksyczności, a zatem zredukowanie obcego Bliźniego [Neighbor] – poprzez wyeliminowanie jego inności – do niegroźnego bliźniego [fellow man]. Rezultat: dzisiejszy liberalny multikulturalizm to doświadczanie Innego pozbawionego jego Inności. Bezkofeinowego Innego, który ma swoje fascynujące tańce i rozsądnie ekologiczny, holistyczny stosunek do rzeczywistości, ale fakt, że bije własną żonę pozostaje niewidoczny. Mechanizm takiej właśnie neutralizacji najlepiej sformułował w roku 1938 Robert Brasillach, francuski intelektualista faszystowski, skazany i rozstrzelany w 1945, który uważał się za „umiarkowanego” antysemitę. Brasillach ujął to następująco: „Pozwalamy sobie chwalić Charliego Chaplina, pół-Żyda, w kinie; podziwiamy Prousta, pół-Żyda; oklaskujemy Yehudiego Menuhina, Żyda; głos Hitlera nadajemy na falach radiowych nazwanych po Żydzie Hertzu. (…) Nie chcemy nikogo zabijać, nie chcemy organizować pogromów. Ale uważamy również, że najlepszym sposobem na powstrzymanie nieprzewidywalnych działań wynikających z instynktownego antysemityzmu jest zorganizowanie antysemityzmu rozsądnego”. Czyż nie to samo podejście daje się zaobserwować w działaniach naszych rządów wobec „zagrożenia imigracją”? Odrzuciwszy populistyczny rasizm jako „nierozsądny” i nie do przyjęcia w ramach naszych demokratycznych standardów, popierają one „rozsądnie” rasistowskie środki zapobiegawcze. Czyli w słowach Brasillachów naszych czasów: „Pozwalamy sobie oklaskiwać afrykańskich i wschodnioeuropejskich sportowców, azjatyckich lekarzy, hinduskich programistów. Nie chcemy nikogo zabijać, nie chcemy organizować pogromów. Ale uważamy również, że najlepszym sposobem na powstrzymanie nieprzewidywalnej przemocy w obronie przed imigrantami jest zorganizowanie rozsądnej formy ochrony przed imigrantami”.
Ta wizja „odtoksycznienia” Bliźniego jest niczym innym jak przejściem od czystego barbarzyństwa do barbarzyństwa z ludzką twarzą. Widać w niej odejście od ewangelii chrześcijańskiej (miłuj bliźniego swego) w stronę greko-romańskiej tradycji wynoszenia interesu własnego plemienia nad barbarzyńskiego Innego. Takie działania, udające obronę chrześcijańskich wartości, same są największym zagrożeniem dla naszego chrześcijańskiego dziedzictwa.
przeł. Szymon Ozimek
Tekst ukazał się w „In These Times”. Więcej na ten temat inności, imigracji i selekcji w nadchodzącym numerze Krytyki Politycznej.
Na podobny temat
|
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...
Sympatyczna opowiastka. Sympatyczna, ...