Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Żakowski: Spokój to nie wszystko Drukuj
Jacek Żakowski   
17.11.2008
Po rządach obłędu i niekompetencji Donald Tusk był jak gen. Anders na słynnym białym koniu, na którego Polacy czekali pół stulecia wcześniej. I chwała mu za to. Ale rok później coraz bardziej liczy się co innego. Kiedy za rok czy pięćdziesiąt lat będziemy oceniali rząd Tuska, odsunięcie PiS-u mniej będzie się liczyło niż skuteczność kryzysowego przywództwa. A tu Donald Tusk radzi sobie średnio.

W „Gazecie” Stefan Kawalec pokazał ostatnio, jak rząd mógłby myśleć o walce z kryzysem i co mógłby zrobić, żeby gospodarka się jednak nie zacięła. Była to bardzo ciekawa lekcja ekonomicznych refleksji i refleksu, których rządowi zadziwiająco brakuje.

Podsumowując rok urzędowania, premier zapewniał, że traktuje kryzys poważnie i wie, jak z nim walczyć. Ale chwalił się posunięciami, które do tego kryzysu niezbyt dobrze pasują. Gdy inne rządy koncentrują się na udrażnianiu rynku finansowego i pobudzaniu gasnącego popytu, rząd Tuska chwali się ograniczającym popyt równoważeniem budżetu, choć fikcja przyjętych w nim parametrów jest już oczywista. Gdy inni zwiększają transfery społeczne, by ludzi niezamożnych zachęcić do kupowania i pomóc przedsiębiorcom w zdobyciu klientów - polski premier dumny jest z kosztownego obniżenia PIT dla mniej niż jednego procentu najbogatszych.

Depozyty w bankach się niebezpiecznie kurczą, bo ciułacze przestali ufać bankierom. Na wyższe gwarancje oszczędności poczekamy jednak nie wiadomo ile, bo rząd połączył ich wprowadzenie z odebraniem prezesowi Skrzypkowi kontroli nad Bankowym Funduszem Gwarancyjnym i z przekazaniem jej min. Rostowskiemu. W ten sposób techniczna, niekontrowersyjna, antykryzysowa decyzja została upolityczniona i wpisana w logikę walki Platformy z ludźmi prezydenta.

Banki nie chcą sobie nawzajem pożyczać i bojąc się braku płynności, ograniczają kredytowanie przedsiębiorstw, przez co przedsiębiorcy wstrzymują inwestycje i przygotowują zwolnienia. Rząd jednak tak kroi gwarancje dla międzybankowych transakcji, że nawet gdy wejdą w życie, nie będą miały wielkiego znaczenia.

Na tle radykalnego działania innych rządów jest to dziwne. A staje się bardzo dziwne, gdy zwróci się uwagę, jak chętnie premier zgodził się, by na brukselskim szczycie antykryzysowym Polskę reprezentował prezydent, i jak łatwo przełknął nieobecność Polski w Waszyngtonie, gdzie zaczęły się prace nad nowym globalnym ładem.

Rząd słyszy coraz głośniejsze apele przedsiębiorców i zwykłych obywateli domagających się interwencji państwa. Udaje więc, że coś w sprawie kryzysu robi. Ale zdaje się w ten kryzys nie wierzyć lub liczyć, że u nas rozejdzie się on po kościach. Na płynące z Zachodu wezwania Tusk odprawia antykryzysowe egzekwie, ale robi to rytualnie. Tak by w istocie zrobić możliwie mało. Bo żeby robić dużo, musiałby wyrzec się wiary w małe państwo i omnipotencję rynku.

Kilka miesięcy temu, gdy Leszek Balcerowicz, Donald Tusk i nawet Lech Kaczyński opowiadali o mocnych fundamentach naszej (a także amerykańskiej) gospodarki oraz zapewniali nas, że kryzys nie jest groźny i Polski nie dotknie, można było brać to za dobrą monetę. Gdy gołym okiem widać, że był to pogląd błędny, spokój rządu staje się niebezpieczny. Zawieszenie broni między PO i PiS niewiele tu pomoże. Nie spokój czy optymizm jest teraz potrzebny, lecz twórczy, aktywny, konstruktywny niepokój w obliczu zagrożenia. Rząd musi wreszcie ten kryzys z całą powagą uznać. Bo zakląć się go już nie da.

Tekst ukazał się 17 listopada 2008 roku w „Gazecie Wyborczej.
Komentarze
Dodaj nowy
tommydoomy   |21.11.2008 07:11:47
Panie Jacku!
Wielka, ogromna prośba! Serdeczna!
Bardzo gorąca prośba o
komentarz do wypowiedzi Wł. Bartoszewskiego
http://www.efakt.pl/politycy/artykul.asp?artykul=3 7777. Ja oczywiscie rozumiem,
ze byc moze owczesna sytuacja byla inne od dzisiejszej, to jednak, wydaje sie
zasadne by ze "straszenie kryzysem to łajdactwo" autor przemyslenia sie
wytlumaczyl? Nie sadzi Pan? Nie bylby to piekny gest ku poprawie jezyka
stosowanego w dyskusji publicznej?
Jak Pan uwaza? Jak Pan sie zapatruje na tego
rodzaju wypowiedzi?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 17.11.2008 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.88637 Seconds