Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Żakowski: Druga strona równania Drukuj
Jacek Żakowski   
18.02.2009

Kiedy przeczytałem w „Gazecie” ciekawy tekst prof. Dariusza Filara pokazujący, ile nas może kosztować zwiększone oprocentowanie polskich obligacji prawdopodobne w przypadku zwiększenia deficytu budżetowego, byłem pod wrażeniem.

Żałowałem tylko, że profesor i członek Rady Polityki Pieniężnej nie spróbował policzyć, jakie mogłyby być korzyści z wydatków możliwych dzięki większemu budżetowi, i przedstawić opinii publicznej bilansu. Bo bez tego trudno jest wyrokować o sensowności lub bezsensowności wydatków. Może warto by było zapłacić, dajmy na to, miliard więcej za obsługę długu, żeby wygenerować na przykład dziesięć miliardów PKB i zebrać dzięki temu kilka miliardów w podatkach.

Profesor i członek RPP mógłby dla kompletności wywodu przedstawić przynajmniej dwa czy trzy jego zdaniem najbardziej prawdopodobne bilanse. Wtedy poczułbym się rzetelnie poinformowany, na profesorskim poziomie, a nie tylko skutecznie nastraszony. Bo do zebrania danych na tematy oprocentowania obligacji rozmaitych rządów wystarczy researcher z tytułem magistra. Profesora do tego nie trzeba. Pomyślałem jednak, że fachowiec od finansów nie jest w stanie przewidzieć, jaki użytek rząd zrobiłby z dodatkowych pieniędzy, więc nie może ocenić efektywności dodatkowych wydatków, a nie chce nieodpowiedzialnie gdybać.

Gorzej się poczułem, gdy premier Donald Tusk oświadczył publicznie, że odrzuca antykryzysowe propozycje PiS, bo nie godzi się na zadłużanie polskich rodzin, a gdyby te propozycje zostały zrealizowane, dług publiczny wzrósłby o 2000 zł na statystyczną rodzinę.

Profesor ma prawo pozostać w opłotkach swojej specjalności i przedstawiać opinii publicznej tylko najlepiej mu znany wyimek rzeczywistości.

Premier prowadzący ze społeczeństwem rzetelną rozmowę ma obowiązek przedstawić pełny obraz. Mówiąc zaś o cenie i nie mówiąc o tym, co za nią kupujemy, szef rządu może skutecznie manipulować naszymi emocjami, ale w istocie rzeczy o niczym nas nie informuje. Nie informuje nas na przykład, jak rząd oszacował skutki wdrożenia PiS-owskich propozycji dla polskiej gospodarki, a zwłaszcza ich wpływ na PKB i poziom bezrobocia.

A bezrobocie też przecież kosztuje. Uwzględniając zasiłki, składki, zapomogi, utracone podatki, jest to w pierwszym roku, lekko licząc, tysiąc złotych miesięcznie na bezrobotnego. Oszczędnie szacując - każde 100 tys. nowych bezrobotnych to może być miliard złotych budżetowych wydatków i utraconych dochodów w ciągu roku.

Gdyby bezrobocie rosło tak jak ostatnio (o 160 tys. w styczniu), związane z nim koszty roczne mogłyby rosnąć o blisko dwa miliardy miesięcznie. Przez rok dałoby to kwotę zbliżoną do przygotowanych przez rząd oszczędności i przeszło dwukrotnie wyższą od ceny PiS-owskiego pakietu. Gdyby więc pakiet PiS mógł istotnie spowolnić obecny wzrost bezrobocia, już tylko z tego względu mógłby być rentowną inwestycją. Ale to by trzeba policzyć i zbilansować.

Nie wiem, czy rząd taki bilans zrobił, ale wiem, że zamiast go przedstawić opinii publicznej, premier poprzestał na straszeniu długami i wygłaszaniu nośnych emocjonalnie, a intelektualnie kontrowersyjnych formułek typu „zadłużanie jest najgorszą metodą wychodzenia z kryzysu”. Mam nadzieję, że premier sam w to nie wierzy, bo jest to dziś pogląd co najmniej ekstrawagancki.

Gdyby to jednak on stanowił podłoże rządowych decyzji, znaczyłoby to, że premier nie umie odróżnić szkodliwego trwonienia publicznych pieniędzy od obliczonego na publiczne zyski inwestowania w podtrzymanie gasnącej koniunktury. Uparte pomijanie drugiej strony równania zdaje się niestety takie przypuszczenie potwierdzać.

A bez takiego rachunku nie da się dobrze prowadzić nie tylko małej firmy, lecz także całkiem dużego kraju.

  

Komentarze
Dodaj nowy
Zdzisiek  - Znowu pech?   |19.02.2009 10:26:14
kwiecień 2002 r.

Żal do polityków Platformy Obywatelskiej.

Mam wielki
żal do polityków Platformy Obywatelskiej, którzy czmychnęli z Unii Wolności
Jest rzeczą normalną to, że kształtują się nowe siły polityczne, nowe partie,
nowe sojusze. Każdy ma prawo do przewartościowywania poglądów, do zmian. Lecz
dla mnie bardzo ważną wartością jest lojalność. Dziwi mnie to, że część osób z
UW, w większości z dawnego Kongresu Liberalno Demokratycznego odeszło przed
wyborami do innego bardziej popularnego bloku wyborczego, powstałej niedawno
Platformy Obywatelskiej. Przecież to oni byli najbardziej liberalnym skrzydłem
Unii, byli filtrem i tamą dla bardziej pro społecznych idei innych jej członków
i przyczynili się najbardziej do spadku jej popularności. To liberalna polityka
gospodarcza i ascetyczna polityka finansowa forsowana przez liberałów z KLD
podtopiła statek który wiózł UW a gdy już statek zaczął tonąc politycy liberalni
z niego czmychnęli .
Ucieczka do tych, którzy mają szansę na uzyskanie więcej
głosów w wyborach budzi we mnie uczucie zawodu. Własne ambicje przeważyły nad
lojalnością. Unię Wolności ceniłem i cenię między innymi za to, że ludzie
którzy różnili się w poglądach na poszczególne sprawy polityczne, ekonomiczne
czy społeczne potrafili w imię wyższych wartości być razem, że potrafili być
tolerancyjni, zdroworozsądkowi, że chcieli być wierni pewnym wartościom
moralnym, które wyżej cenią niż popularność i procenty oddanych na nich głosów.
Jednak ta wiara w uczciwość polityków zachwiała się dziś po rozłamie, po
przedłożeniu przez część członków Unii swoich politycznych ambicji, politycznych
karier nad takie wartości jak lojalność, honor. Niestety ci na wskroś uczciwi,
kierujący się dobrem społecznym, rozwagą, etyką, honorem, dumą, którzy nie chcą
rozmieniać swojego życia, swojej działalności opozycyjnej i późniejszej- w
wolnej Polsce na drobne, którzy nie chcą swojej osobowości wystawiać na
sprzedaż, do politycznego handlu musieli z życia politycznego, publicznego
odejść, z wielką stratą dla nas wszystkich. Mam nadzieję, że jeszcze do niego
powrócą z podniesionym czołem i z czystym politycznym sumieniem.
Nie jest
niczym zdrożnym wchodzenie w nowe polityczne układy, próbowanie tworzenia nowej
politycznej siły mającej wpływ na losy kraju, jednak musi to być czynione z
rozwagą, kulturą, z zachowaniem etycznych norm, bez deptania dotychczasowych
politycznych wspólnot, bez zbyt wygórowanych osobistych ambicji. Wyniki
sondażowych popularności nie powinny być najważniejszą z przesłanek kierującą
zachowaniami jednostek. Być może, taka wizja uprawiania polityki jest naiwna i
utopijna, być może gra polityczna jest jej nieodłączną częścią składową. Jednak
szkoda, że przesłania ona inne wartości.
Politycy dawnego K.L.D., którzy
najpierw szukali ratunku i wsparcia U.W. i którzy mocno zradykalizowali
liberalną politykę Unii i którzy przyczynili się do utraty przez nią społecznego
poparcia, gdy nadarzyła się okazja razem z innymi politykami wykorzystali sukces
wyborczy Olechowskiego i niejako po jego plecach doszli do dzisiejszej pozycji
PO. Stosując modne obrazowania i porównania, to tak jakby część załogi statku,
za której przyczyną powstała dziura w jego dnie i która wprowadziła go w obszar
burzy, opuściła tonący statek i towarzyszy podróży przy nadarzającej się okazji.
Najbardziej bolą nieetyczne zachowania, sprzeniewierzenia osób, którym się
zaufało, z którymi wiązało się nadzieje, że będą się kierowały w swoim działaniu
uczciwością i etyką. Oczekuje się od nich więcej niż od innych i ocenia się ich
bardziej krytycznie. Ich nieetyczne zachowania doskwierają dużo bardziej niż
czyny dawnych politycznych przeciwników. Czy to przedkładanie politycznej
popularności i dążenia do władzy nad inne wartości, i powołanie PO w taki sposób
nie stanie się początkiem jej erozji?

Mieliśmy pecha, że po kryzysie, którego
autorami byli komuniści i który rozpoczął się pod koniec dekady Gierka i trwał
przez lata osiemdziesiąte w 1989 roku nastał kolejny, długi, bardzo dotkliwy dla
wielu, trwający przez kilkanaście lat wielki kryzys spowodowany tym razem przez
neoliberałów i kontynuowany przez kolejne rządy, które uległy neoliberalnej
ideologii. Czy pech jest już naszym polskim stałym fatum? Dzisiaj sprawują
władzę politycy PO, którzy byli forpocztą neoliberalnej ideologii w przeszłości.
Czy zdołają się oni dzisiaj uwolnić się od neoliberalnych doktryn, czy są w
stanie porzucić neoliberalne myślenie na rzecz zdrowego rozsądku i
pragmatyzmu?

http://zdizek.blog.onet.pl
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.87448 Seconds