|
Śląska kolej kuleje. Połączeń zawieszonych przeszło pół roku temu z powodu ataku zimy – do dziś nie przywrócono; zniknąć mają następne. Pojawiła się za to kolejna samorządowa spółka przewozowa – Koleje Śląskie, która od jesieni zacząć ma funkcjonować równolegle z również samorządowymi Przewozami Regionalnymi.
Nowa spółka i zwolnienia
Lipcowe posiedzenie wojewódzkiej komisji dialogu społecznego poświęcone było przede wszystkim właśnie trudnej sytuacji pracowników kolejowej spółki Przewozy Regionalne. Od 1 października obsługa linii Gliwice-Częstochowa, najbardziej uczęszczanej – i zarazem dochodowej – w województwie, ma zostać przejęta przez nowo powołaną spółkę Koleje Śląskie. W obsługującym dotychczas tę trasę Śląskim Zakładzie Przewozów Regionalnych wdrożono z tej przyczyny procedurę zwolnień grupowych. Związkowcy starali się uzyskać odpowiedź – zarówno od samorządowców, jak i prezesa Kolei Śląskich – dlaczego nie następuje płynne przejmowanie zwalnianych pracowników przez nową spółkę, również przecież należącą do samorządu.
Zatrudnienie na linii Gliwice-Częstochowa doświadczonych kolejarzy wydawałoby się najrozsądniejszym rozwiązaniem. Przydaliby się oni zwłaszcza w spółce stawiającej pierwsze kroki w organizacji transportu kolejowego (do tego kierowanej przez osobę bez doświadczenia kolejnictwie – byłego prezesa jednego z katowickich klubów sportowych). Jednak przez trzy godziny zarówno wicemarszałek, jak i prezes Kolei Śląskich zwodzili związkowców, unikając jednoznacznej odpowiedzi na zadawane im pytania, zbywając najczęściej rozmówców zaklęciami w rodzaju: „Koleje Śląskie to zupełnie nowa jakość”, bądź „Wykonamy tę samą pracę przewozową przy dwukrotnie mniejszej załodze”. Jedyne, co ustalono, to powołanie specjalnego zespołu ds. rozwiązania tego sporu.
Wyniosłem ze spotkania nieodparte wrażenie, że doświadczeni pracownicy Przewozów Regionalnych, którzy całe swoje życie zawodowe poświęcili kolei, nie mieszczą się w koncepcji nowej spółki. W wypowiedziach władz województwa to przede wszystkim kolejarze obciążani są winą za dramatyczną sytuację na śląskich szlakach kolejowych. Znamienne, że na spotkaniu nie był obecny ani wojewoda, ani, co istotniejsze, czołowy orędownik koncepcji powołania Kolei Śląskich – marszałek Adam Matusewicz, który wysłał na to spotkanie swojego zastępcę odpowiedzialnego za sprawy… zdrowia publicznego.
Jeszcze większy chaos
Władze województwa prezentują w lokalnych mediach entuzjastyczne zapowiedzi głoszące, że od 1 października na śląskich szlakach kolejowych pojawi się zupełnie nowa jakość. Niepokojące, że ta „nowa jakość” rodzi się w atmosferze silnego konfliktu społecznego. Jego eskalacja nastąpi w całym kraju już 17 sierpnia – wówczas odbędzie się dobowy strajk generalny pracowników Przewozów Regionalnych.
Kolejarze w województwie śląskim walczą nie tylko o podwyżki i tak niskich wynagrodzeń, ale także o zachowanie miejsc pracy. Pasażerowie natomiast wciąż nie znają kluczowych faktów, związanych z planowanymi zmianami. Czy, jak można wnioskować z niejasnych wypowiedzi decydentów, w pociągach Kolei Śląskich obowiązywać będą inne bilety niż w składach Przewozów Regionalnych? Jeśli nie będą wzajemnie honorowane – jeszcze bardziej zdezintegruje to i tak niezbyt spójną sieć transportu zbiorowego w aglomeracji. O rozwiązaniach takich, jak dostępny w sensownej cenie wspólny bilet na tramwaj, autobus i pociąg – z powodzeniem zrealizowanych np. w Warszawie – wciąż można tylko marzyć. Wreszcie – jaki będzie rozkład jazdy? To nie tylko kwestia godzin odjazdów, ale też po prostu istnienia – bądź nieistnienia – regularnych połączeń na ważnych trasach między największymi miastami naszej konurbacji.
*Michał Wszołek - członek śląskiego Klubu Krytyki Politycznej. Działacz społeczny i samorządowy. Wspiera programowo śląskich Zielonych w zakresie polityki transportowej, studiuje prawo na UŚ.
Na podobny temat
|
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...
Sympatyczna opowiastka. Sympatyczna, ...