NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Włoch: Odszedł dyktator, niech żyje armia Drukuj
dr Renata Włoch*   
13.02.2011

„Abdykacja” Hosniego Mubaraka na rzecz Rady Wojskowej nie jest zaskoczeniem. W Egipcie armia jest kluczowym elementem struktury władzy i kultury politycznej. Hosni Mubarak nie złamał się pod naporem protestów z placu Tahrir – usunął się na margines życia politycznego pod naciskiem zniecierpliwionej armii, obawiającej się utraty własnej pozycji oraz pogorszenia międzynarodowego statusu Egiptu. Wojskowi wkroczyli do akcji w ostatniej chwili, gdy stracili nadzieję na utrzymanie wygodnego dla nich status quo, przypuszczalnie reagując też na zaniepokojenie amerykańskiego sojusznika.


foto: skuds, cc, flickr.comTradycja rządów wojskowych w Egipcie sięga XIII wieku, gdy władzę przejęła kasta mameluków. Od 1952 roku, gdy nastąpił przewrót kierowany przez Gamala Abdula Nasera, armia wspierała projekt tworzenia państwa narodowego, pozornie zgodnego z zachodnimi wzorami, ale przesiąkniętego elementami wschodniej satrapii. Bezlitośnie zwalczała wszelkich oponentów, zwłaszcza Bractwo Muzułmańskie, którego przywódców zlikwidowała w latach 50. W latach 1990., przy wsparciu rozrastającego się aparatu służb specjalnych, armia skutecznie spacyfikowała radykalne ugrupowania islamskie atakujące zachodnich turystów.


Egipska armia, dziesiąta pod względem wielkości na świecie, pochłania niemałą część wydatków z budżetu państwa. Korzysta też z hojnej amerykańskiej pomocy wojskowej, będącej zapłatą za utrzymywanie kruchego pokoju z Izraelem (rocznie ok. 1,3 mld dolarów, 40 mld dol. przez ostatnie 30 lat). W zamian Egipt zezwala Amerykanom na korzystanie z przestrzeni powietrznej oraz na transport zaopatrzenia dla wojsk w Afganistanie i Iraku przez Kanał Sueski. Po 2001 roku, gdy okazało się, że główny organizator zamachów z 11 września, Mohammad Atta, był Egipcjaninem, podobnie zresztą jak prawa ręka Osamy bin Ladena, Ajman al-Zawahiri, Egipt stał się ważnym ogniwem koalicji antyterrorystycznej. Współpraca z Amerykanami dostarczyła aparatowi bezpieczeństwa pretekstu do rozpętania kolejnej fali bezpardonowej walki z opozycją, również tą, która zrodziła się podczas protestów z 2005 roku przeciwko namaszczeniu Gamala Mubaraka na „następcę tronu”.

W Egipcie niewiele dzieje się bez wiedzy i przyzwolenia armii

Wojsko akceptowało i wspierało niemal trzydziestoletnie rządy Hosniego Mubaraka, wywodzącego się zresztą z kręgów militarnych. Wprawdzie ostatnio niektóre frakcje niechętnie patrzyły na plany przekazania władzy cywilowi Gamalowi Mubarakowi, jednak do ostatniej chwili armia podtrzymywała i współtworzyła dyktaturę. Wojsko angażuje się nie tylko w życie polityczne, ale i gospodarcze: dzierżawi ziemię, prowadzi rozległe interesy, uczestniczy w powszechnej kulturze korupcji. Przykłady błyskotliwych karier w egipskim społeczeństwie to często przypadki wojskowych, którzy przeszli do świata biznesu.


Protestujący traktowali żołnierzy neutralnie lub z sympatią na zasadzie akceptacji mniejszego zła. Egipska armia liczy około 1,3 mln żołnierzy (w tym około 468 tys. w służbie czynnej), tymczasem okryte niesławą, oskarżane o torturowanie opozycjonistów służby specjalne – 1,4 mln funkcjonariuszy. Służby specjalne urosły w siłę w latach 90. na fali walki z islamskim fundamentalizmem, natomiast wojsko utraciło część wpływów, a jego jedność rozerwały zwalczające się frakcje. Poza tym, rządy wojskowych stanowią stały element egipskiej rzeczywistości politycznej: niewielu Egipcjan pamięta czasy sprzed przewrotu z 1952 roku. Pod tym względem sytuacja w Egipcie przypomina tę w Pakistanie, gdzie dyktatura wojskowa przeplata się ze skorumpowanymi rządami cywilów. Dla dużej części społeczeństwa i wielu zagranicznych komentatorów pakistańska armia jest opoką stabilności w pogrążającym się w anarchii kraju, tracącym kontrolę nad częścią terytorium na rzecz al-Kaidy i powiązanych z nią plemion. Podobnie jest w Egipcie, gdzie armię często uznaje się za jedyną gwarancję walki z radykalnymi odłamami islamu oraz lokalnymi ugrupowaniami terrorystycznymi powiązanymi z al-Kaidą.

Co zrobi Rada?

Rada Wojskowa, która właśnie przejęła władzę, bez wątpienia będzie starała się, za pomocą gładkich deklaracji i obietnic bez pokrycia, uspokoić sytuację, która w odczuciu wojskowych szkodzi planom wybicia się Egiptu na liczące się mocarstwo, destabilizuje sytuację na całym Bliskim Wschodzie i podkopuje kruche relacje z Izraelem. W najbliższym czasie niemałym wyzwaniem będzie zażegnanie konfliktu między sztabem generalnym a wywiadem, również ostrzącym sobie apetyt na władzę (zwłaszcza między Husseinem Tantawim, ministrem obrony i lojalnym zwolennikiem Mubaraka, pod koniec lat 90. uważanym za jego następcę, a Umarem Sulaimanem, szefem wywiadu i szarą eminencją z otoczenia prezydenta, dotychczas manifestującym lojalność wobec Gamala Mubaraka).


Rada będzie też starała się rozbić chwiejną jedność opozycji, zjednoczonej protestem przeciwko Mubarakowi, ale podzielonej pod każdym innym względem. Zmuszając prezydenta do ustąpienia, armia dała społeczeństwu substytut sukcesu, który powinien choć w części spacyfikować wzburzone nastroje. Obecna procedura wyborcza – którą junta obiecała zmienić – nakłada ostre wymogi na kandydatów niezależnych, co pozwala domniemywać wygraną kandydata popieranego przez wojsko. Przejściowe rządy wojskowych niewątpliwie zyskają aprobatę lub czynne wsparcie Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej, zaniepokojonych nie tylko możliwością zablokowania Kanału Sueskiego (jednego z głównych węzłów komunikacyjnych świata, przez który przechodzi 15% światowego handlu morskiego) oraz zwyżkującymi cenami gazu, lecz również ryzykiem wzrostu popularności radykalnych odłamów fundamentalistycznego islamu.

Co się stanie z Egiptem?

Świętowanie „zwycięstwa na placu Tahrir” jako triumfu demokracji wydaje się nieco przedwczesne. Wzbierające od 2005 r. protesty społeczne tworzą zaczątki społeczeństwa obywatelskiego, ale do zbudowania uczestniczącej kultury politycznej jest jeszcze daleko. Opozycja polityczna jest słaba, a jej największy odłam to zdelegalizowane Bractwo Muzułmańskie. Stwierdzając oczywiste, warto przypomnieć, że w kręgu kultury muzułmańskiej pojęcie demokracji ma inną treść niż w kręgu kultury zachodniej, zatem kształtujący się model egipskiej, a szerzej bliskowschodniej demokracji może rządzić się całkiem odmienną logiką.

  

egypt_army.jpg

[fot. Kodak Agfa (cc) flickr.com]

  

  

  

           
Egipt: przepis na rewolucję społeczną
Weźmy 80-milionowe społeczeństwo, które pod względem poziomu rozwoju społecznego lokuje się na 101 miejscu na liście sporządzonej przez oenzetowski Program ds. Rozwoju (UNDP); w którym mediana wieku wynosi 24 lata, a co trzeci obywatel nie skończył jeszcze 15 roku życia; z rosnącą grupą nieźle wykształconej, ambitnej młodzieży pozbawionej perspektyw zawodowych. Nie zapominajmy o meandrach procesu modernizacji, wywołującego starcia między siłami opowiadającymi się za względną sekularyzacją z odłamami fundamentalistycznymi, odwołującymi się do dziedzictwa Braci Muzułmanów i dążącymi do odbudowania kalifatu. Dodajmy do tego odczuwalne skutki światowego kryzysu, z perspektywy zwykłego Egipcjanina przejawiającego się gwałtowną podwyżką cen żywności, rosnącą inflacją na poziomie 9 – 12% w skali roku, uderzającą przede wszystkim w aspirującą do lepszego życia klasę średnią, oraz bezrobociem, szczególnie dotkliwym wśród młodych ludzi. Potrzebne będą też elementy pewnego rozluźnienia represyjnego systemu w postaci wprowadzenia w 2005 roku bezpośrednich wyborów prezydenckich, a następnie ponownego zaostrzenia rygoru na skutek wprowadzenia stanu wojennego. Na koniec dodajmy trochę globalizacji, wyświetlającej na ekranie telewizorów i komputerów alternatywne, barwniejsze wzory organizacji życia jednostkowego i społecznego oraz zapewniającej techniczne instrumenty sieciowania  niezadowolonych. Zaczyn rewolucji gotowy.

  

 — 
*Dr Renata Włoch - jest adiunktem w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego oraz absolwentką Instytutu Stosunków Międzynarodowych. Stypendystka Fundacji na rzecz Nauki Polskiej (2009). Zajmuje się socjologią stosunków międzynarodowych.

  

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 14.02.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.02509 Seconds