NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Wiśniewska: Katolicy powinni uczyć się ignorancji Drukuj
Agnieszka Wiśniewska   
01.07.2011

„Każdyfot. wikimedia CC-BY-SA-3.0 , niezależnie od tego czy jest ateistą, czy wierzącym, powinien uczestniczyć w katechizacji; jest to sprawa ogólnego wykształcenia” – powiedział prymas Polski. „Człowiek mający wykształcenie ogólne powinien mieć minimum wiedzy na temat Kościoła czy Kościołów, które na tym terenie istnieją od setek lat. W przeciwnym wypadku będzie ignorantem.”

Każdy, niezależnie od tego czy jest ateistą, czy wierzącym, powinien uczestniczyć w mszy świętej. Człowiek mieszkający w Polsce, kraju katolickim, powinien wiedzieć jakie jest stanowisko Kościoła katolickiego w najważniejszych kwestiach, a stanowisko to jest prezentowane podczas kazań na mszach świętych. Gdy nie będzie uczestniczył we mszach, będzie ignorantem.

Każdy, niezależnie od tego czy jest ateistą, czy wierzącym, powinien wziąć ślub kościelny. Ślub taki jest ładny, uroczysty, odbywa się w dostojnej scenerii kościoła, z akompaniamentem organów, a nie w jakimś bezdusznym urzędzie. Śluby kościelne to stara tradycja. Tradycje trzeba podtrzymywać, bo inaczej zanikną. Kto nie zna tradycji, będzie ignorantem.

Każdy, niezależnie od tego czy jest ateistą, czy wierzącym, powinien przyjmować księdza po kolędzie i dawać na tacę, i co łaska za śluby kościelne, bo to tradycja, bo to po chrześcijańsku się dzielić, a przecież Polska to kraj chrześcijański. Kto tego nie wie, jest ignorantem.

Każdy, niezależnie od tego czy jest ateistą, czy wierzącym, powinien brzydzić się paradami równości, manifami, być przeciwnikiem aborcji i mówiąc o tym powoływać się powinien na słowa Jana Pawła II. W ogóle każdy, niezależnie od tego czy jest ateistą, czy wierzącym, powinien powoływać się na słowa JPII, bo słowa JPII są dobre na wszystko. Prawie jak słowa Paulo Coelho, ale Coelho to nie Polak, a papież to Polak, patriota, o czym wie każdy, kto skończył gimnazjum. A jak nie wie, to jest ignorantem. 

Komentarze
Dodaj nowy
ksenia  - nie zapominajmy wszelako o jeszcze jednym:   |01.07.2011 20:25:11
Każdy, niezależnie od tego czy jest ateistą, czy wierzącym, absolutnie nie
powinien używać antykoncepcji, gdyż jest ona zła i niepotrzebnie ginie tyle
komórek jajowych, a to nie po chrześcijańsku, gdyż Pan powiedział -
"pozwólcie dzieciom przyjść do mnie", a ci, którzy jej używają - nie
pozwalają dzieciom przyjść… To także sabotaż narodowy - w czasie, gdy świat
zalewają Chińczycy, populacja dramatycznie się starzeje i ZUS stoi na skraju
bankructwa. Więc kto tak czyni - jest ignorantem!
ukos   |01.07.2011 20:27:39
oho, episkopat w przedwyborczej ofensywie
blixxx  - Genialny.   |01.07.2011 20:43:16
Genialny w swej prostocie i przebiegłosci zarazem sposób na wypowiedzenie
‘każdy, ateista i wierzący, powinien dawać na tacę"
P.  - nie zgadzam się!   |01.07.2011 22:38:59
Witam!
Chciałbym powiedzieć, że kompletnie nie zgadzam się z tezami
zaproponowanymi przez autorkę. Szczerze mówiąc, to jeszcze raz zerknąłem na datę
opublikowania tekstu - żeby się upewnić, czy nie jest to materiał rodem z
głębokiego PRL-u…

Pani Agnieszko, niesamowicie Pani upraszcza, posługuje się
schematami, mitami i stereotypami, a do tego wyczuwam ogromną wprost ilość żółci
tudzież złej woli. Ociera się to o mowę nienawiści, którą tak chętnie zajmujecie
się w środowisku Krytyki P. Zupełnie nie rozumiem Pani oburzenia i jadowitego
komentarza (a może rozumiem aż zbyt dobrze…).

Moim zdaniem, prymas miał
rację, ale żeby mu ją przyznać, trzeba zacytowaną wypowiedź przeczytać co
najmniej kilkakrotnie i spróbować się zagłębić w jej sens. Jak najbardziej
katechizacja byłaby przydatna wszystkim dzieciakom i młodzieży, we wszystkich
typach szkół. Niezależnie od tego, jak owa katecheza jest w tej chwili w Polsce
prowadzona, dzieci zdobywają na niej podstawową wiedzę nt. chrześcijaństwa (ale
także innych religii, nie zapominajmy o tym!). Wiedza ta jest bardzo potrzebna
człowiekowi, który chce zdobyć wykształcenie. Nie za bardzo rozumiem, jak Pani
może to negować? Nie widzi Pani odniesień do religii chrześcijańskiej (jej
pojęć, symboli, teologii, rozumienia świata) chociażby na innych przedmiotach
wykładanych w szkołach? Jak chce Pani uczyć dzieci jęz. polskiego, historii,
filozofii, historii sztuki, muzyki, wiedzy o społeczeństwie bez fundamentu
wiedzy o chrześcijaństwie? Wie Pani, wydaje mi się, że rozumiem prymasa
Kowalczyka. Może użyte słowo jest zbyt mocne, ale jest sensowne: tak, jest
ignorantem ktoś, kto nie zna - choćby na poziomie podstawowym - treści zawartych
w Starym i Nowym Testamencie, kto nie ma bladego pojęcia o tym, czym jest
Kościół, jaka była i jest jego rola w świecie.

Wie Pani, myślę, że tu nie
chodzi o to, czy ktoś jest osobą wierzącą - nawet nie o to, czy ktoś jest
katolikiem. To, że bez fundamentu wiedzy religijnej nie można zrozumieć
otaczającego nas świata, przyznają nawet osoby niewierzące, ateiści, agnostycy,
deiści… Trzeba posiadać elementarną uczciwość intelektualną - tylko i aż to!
Jeśli Pani temu zaprzecza, jeśli Pani się z tym nie zgadza, to jest Pani po
prostu nieuczciwa. Nieuczciwa lub… zacietrzewiona ideologicznie, czego nie
wykluczam.

Reasumując - myślę, że robi Pani wielkie zamieszanie bez potrzeby
(czy Państwo wszędzie tu tak działacie?). Szanuję oczywiście Pani zdanie, choć
jest aż do bólu ideologicznie ukierunkowane, ale proszę przyjąć do wiadomości i
moją opinię (powinna Pani ją powitać z radością, bo poprzednie komentarze to
chór klakierów - zawsze tu tak jest;)?).

Jeszcze raz powtórzę - prymas miał
rację. Trzeba być otwartym na pewne pryncypia, które istnieją w świecie
społecznym. Nikt nie wymaga od Pani bycia osobą wierzącą, nikt Pani nie
prześladuje z powodu Pani niewiary. Jednak nawet jako ateistka nie może Pani nie
znać podstaw chrześcijańskiego myślenia o świecie… Tak samo jak osoby wierzące
nie powinny zamykać się w swoim świecie i odrzucać myśl niechrześcijańską
(odrzucać, w sensie: nie chcieć poznawać podstaw ateizmu, deizmu, agnostycyzmu
itd.).

Pozdrawiam w ten deszczowy wieczór, życząc otwartości i sukcesów
publicystycznych!
ubik   |01.07.2011 23:25:39
Trochę racji prymas jednak ma. W tym sensie, że wszystkich powinna obejmować
historia religii, przede wszystkim u nas najpopularniejszej, z której tradycji
wyrastamy. Oczywiście w duchu nauki a nie indoktrynacji. Skutki jednak mogą być
odwrotne. Chętnych łatwej nauki odsyłam do serialu o Borgiach na HBO.
Oczywiście, że nie wszystko tam jest dokładnie, ale zarys prawdziwy.
wodnamałpa  - @P.   |02.07.2011 02:28:05
ależ ależ.

Każdy, czy wierzący, czy ateista, powinien być zwolennikiem
delegalizacji tej odrażającej sekty o ludobójczej historii - sekty, która nie ma
co prawda monopolu na mizoginię, ale dla której mizoginia jest jedyna racją
bytu.
Owszem, podstawowa edukacja powinna zawierać informację o na przykład
tym, ile kobiet "poświęcono", żeby więcej uzbierać na tacę.
Trzeba
posiadać elementarna uczciwość intelektualną.
I w ogóle uczciwość.
panteism   |02.07.2011 03:01:19
"Niezależnie od tego, jak owa katecheza jest w tej chwili w
Polsce
prowadzona, dzieci zdobywają na niej podstawową wiedzę nt.
chrześcijaństwa (ale także innych religii, nie zapominajmy o tym!).
"

Przepraszam, co to za nonsens? Jakich innych religii? Przez 12 lat
edukacji mialem lacznie pewnie kilkudziesieciu katechetow i
zaden NIGDY nie wspominal na lekcji o innych religiach (przeciez
czegos takiego nawet nie ma w programie owej katechizacji, bo niby dlaczego
mialoby byc…).
Wiedza o religii chrzescijanskiej jest owszem
niezbedna, dlatego obowiazkowym przedmiotem powinno byc religioznawstwo, a
nie katechizacja w duchu jednego wyznania (przeciwko ktorej nic
nie mam, o ile bedzie prowadzona w salkach katechetycznych i nie za
publiczne pieniadze).
Nick  - Nauka o religiach   |02.07.2011 03:02:29
Katechizacja = indoktrynacja = pranie mozgu mlodym ludziom. W krajach zachodnich
jest zamiast tego przedmiot zwany "nauka o religiach" i tam dzieci
poznaja mity greckie, rzymskie, zydowskie (w tym rz-katolicyzm), i
religie/filozofie wschodu. Zajecia sa prowadzonie oczywiscie nie przez klechow.
Czy to potrzebne? Wlasciwie nie, ale chodzi o to aby jak sie spotka np. katola
to dobrze wiedziec na jakie urojenia choruje.
wtret  - ad absurdu   |02.07.2011 05:58:18
Agnieszka Wiśniewska użyła taniego chwytu retorycznego, to znaczy argumentu ‘z
równi pochyłej’ i sprowadzenia stanowiska prymasa do absurdu. To tak na prawicy
lubią klepać, że KP zmieni Polskę w kołchoz a w Oświecimiu urządzicie gułag. Ot
taka naparzanka, niewiele z niej konstruktywnego wyniknie.

A niepotrzebnie,
bo wypowiedz prymasa sama w sobie jest absurdalna. Dobrze mieć pojęcie o
kościele w katolickim kraju, ale wchodzenie w młyn indoktrynacji zwany katechezą
zamiast do poznania prowadzi do zamydlenia oczu.
ksenia  - w imię uczciwości   |02.07.2011 10:48:35
której pragną moi przedmówcy należałoby wspomnieć także o destrukcyjnej roli
jaką ma i miał kościół - prowadząc swoje krucjaty, paląc na stosach setki
tysięcy kobiet i światłych umysłów, za nawoływaniami papieża Polaka unikając
prezerwatyw w Afryce, patrząc na to do czego doprowadziła Komisja Majątkowa w
Polsce, rzucając okiem na swoiste podejście do nauki Koscioła księży pedofilów i
nienawistne podejście Rydzyka, którego Kościół mimo wszystko trzyma pod swoim
skrzydłem, bo ma "posłuch" - zadajmy sobie pytanie, czego ciekawego ma
ta katecheza nauczyć moje dziecko? Biblia jest na języku polskim. Jak ktoś ma
ochotę by jego dziecko było indoktrynowane, to proszę bardzo, ale ja z Kościołem
nie chcę mieć nic współnego.
cypriantoja  - Do P.   |02.07.2011 11:36:52
Cóż napisać? Intelektulne bąki wylatują ze strony P.
Zarzut w stronę autorki
tekstu, że autorka oraz jej podobni (ateiści i agnostycy) mają być ignorantami
jest bardzo zwichnięty i nie mający kontaktu z rzeczywistością.
Niech P. zda
sobie sprawę z faktu, że to właśnie ateiści mają kilkukrotnie większą wiedzę na
temat religii (również chrześcijańskiej) niż tzw prawi katolicy.
Miałem tą
"przyjemność" i urodziłem się w katolickim kraju i uczęszczałem na
lekcje religii, które przypominają bardziej teologiczną indoktrynację i
przygotowanie pod seminaria duchowne niż naukę o religiach, które mają być
kompatybilne z nauką j.polskiego, historii etc.
Chrześcijanie uczący się o
ateistach? Dobry żart! Chociaż z drugiej strony zapraszam, bo efektem może być
odczarowanie!!!
franiszyn   |02.07.2011 11:39:23
Ksenia, po całości zgoda!

Zatrudnianie jakichkolwiek katechetów to
niegospodarność. Utrzymywanie KRK pod płaszczykiem ‘krzewienia moralności’ to
zwykły bullshit. I właśnie przez katechizację 90% narodu tego nie rozumie.
viking   |02.07.2011 11:45:45
Ostatnio coraz częściej nie dostępuję łaski publikacji swojego komentarza i nie
dostąpiłem jej także pod tym artykułem, więc napiszę raz jeszcze to, co już
pisałem.
Także, kiedy negujemy i kontestujemy chrześcijaństwo, musimy wiedzieć
co negujemy i co kontestujemy. W końcu nawet Nietzsche nie napisałby swojego
"Antychrysta", gdyby nie wiedział o czym ma pisać.
Także w tym sensie,
prymas ma trochę racji.
PanItal   |02.07.2011 14:52:09
Prymas absolutnie nie ma racji. Program zajęć języka polskiego w szkołach
uwzględnia judeo-chrześcijańskie korzenie kultury europejskiej, do lektur
obowiązkowych należą obszerne fragmenty Biblii, ponadto poznaje się myśl
doktorów i ojców Kościoła.

O roli Kościoła w dziejach Polski można się z kolei
dowiedzieć na lekcjach historii. Osobiście nie widzę więc żadnego powodu, by
dublować materiał i obciążać uczniów kolejnym śmieciowym przedmiotem, jak
religiozawstwo.

Katechizacja jako podstawa bycia członkiem jakiejś elity
intelektualnej brzmi kuriozalnie - katechizacja z założenia narzuca dogmaty, co
wyklucza użycie intelektu. W prostej drodze prowadzi to właśnie do ignorancji.
zbig  - Ignorant   |02.07.2011 18:39:30
Kto jest prymasem Polski? I kto to jest prymas?
emes5756  - Ignorancja   |03.07.2011 12:53:21
Każde rozumowanie i każdą wypowiedź (najczęściej te niedomyślane) można
ośmieszyć przez sprowadzenie jej ad absurdum (metoda znana z dowodzenia w
matematyce). Nie najszczęśliwszą wypowiedź abp.Kowalczyka (nie przez treść ale
formę) red.Wiśniewska (znam, czytam, cenię w GW)może zbyt pochopnie ośmieszyła i
otworzyła tym furtkę do serii w części już zupełnie niewybrednych komentarzy.
Abp.Kowalczyk jest raczej znany z wypowiedzi wyważonych, koncyliacyjnych itd. co
zresztą nieraz p.Wiśniewska (i słusznie)podnosiła i podkreślała. Tym razem może
zbyt dwuznacznie wyraził myśl w gruncie rzeczy słuszną. Ja sam, agnostyk,
fascynuję się religioznawstwem, historią kościoła i tematyką religijną w Polsce
(dlatego też czytam teksty red.Wiśniewskiej, jak i sąsiadującego z Nią Turnaua)-
z tego jeszcze jednak nie wynika, że chciałbym aby mnie katechizowano (patrz
znaczenie słowa katecheza). I tu tkwi błąd (czy aby mimowolny, tego nie jestem
pewien) wypowiedzi abp.Kowalczyka. Wypowiedź odbieram jako apel: że dobrze jest
wiedzieć coś o czymś, z czym niekoniecznie się zgadzamy lub praktykujemy. I to w
równym stopniu dotyczy katolicyzmu, jak np. islamu czy szamanizmu. Lepiej jednak
do wypowiedzi podejść merytorycznie-krytycznie niż prześmiewczo-rozszerzająco bo
się robi z tego zabawa. A TEMAT zasługuje na trochę więcej. Szczególnie w
Polsce.
(P.s.03.07.: obawiam się, że red. Wiśniewską z KP pomyliłem z red.
Wiśniewską z GP. Jeśli tak, obie Panie przepraszam. W tym co napisałem nie
zmienia to jednak nic)
Kontycypacy   |02.07.2011 21:55:12
Religię można ujmować z perspektywy wyznawcy albo z perspektywy niezależnego
eksperta. Ta druga perspektywa jest wiwisekcją ponieważ każda religijność ujęta
w ten sposób staje się martwa. Przedstawianie różnych religii z punktu widzenia
niezależnego eksperta który je kataloguje i opisuje różnice między nimi, opisuje
ich historię itd. jest formą przemocy symbolicznej wobec tych, którzy chcą
patrzeć z perspektywy wyznawcy. Podejście przeciwne - przekaz wyłącznie z
perspektywy wyznawcy jest rzecz jasna akceptowalne wyłącznie dla wyznawców.
Prymas w swojej wypowiedzi sprawia wrażenie jakby w ogóle nie rozróżniał tych
podejść, lub jakby nie zdawał sobie sprawy z tego, że w polskich szkołach lekcje
religii są po prostu lekcjami katolicyzmu i przekazywane są właśnie z
perspektywy wyznawcy, w żadnym razie nie niezależnego eksperta. Perspektywa
wyznawcy nie jest formą przemocy o ile jest jako perspektywa wyznawcy podana.
Jeśli jednak jest ona podana jako jedyna możliwa, staje się równie przemocowa
jak wobec wyznawców jest "religioznawstwo" przekazywane w formie
katalogu mentalnych dziwactw. Dobre, w sensie całkowicie nieprzemocowe
rozwiązanie tego problemu rzecz jasna nie istnieje i istnieć nie może, ponieważ
religia nie przemawia z pozycji teorii, a z pozycji wiedzy. Ta jest
niedyskutowalna, zatem ci którzy tak przekazanej wiedzy nie akceptują muszą po
prostu zniknąć.
Anonimowy  - kazdy jest religijnym ignorantem   |03.07.2011 08:22:17
kazdy jest religijnym ignorantem, jezeli nie zpoznaje sie z historia KK
prezentowana przez niezaleznych od KK historykow.
kaz
P.  - miałem już nie komentować, ale..   |03.07.2011 10:54:55
Miałem nie komentować, ale czuję jednak potrzebę…

1.Dzięki za rozsądne głosy,
zwłaszcza emesowi i vikingowi. Wyczuliście, o co mi chodzi.

2.@ PanItal:
To, co napisałeś, jest bardzo niebezpieczne. I absolutnie wykluczające
katolików. Piękny cytat z Ciebie: "katechizacja z założenia narzuca dogmaty,
co
wyklucza użycie intelektu". Hm. Idźmy od razu dalej - może powiedz lepiej
od razu, że katolicyzm (i szerzej: chrześcijaństwo) to przeciwieństwo
intelektualizmu. Brawo! Tylko pamiętaj, że taki sposób myślenia totalnie Cię
ośmiesza. Nie inaczej!

3.Generalnie w Waszych wypowiedziach sączy się taka
ilość antyreligijnych (lub raczej: antykatolickich) emocji, że aż jestem
przerażony. Posługujecie się w co drugim zdaniu mową nienawiści w najgorszym jej
wydaniu. Coś strasznego… :/
Kontycypacy  - P.   |03.07.2011 12:50:15
Mam wrażenie, że pan zupełnie nie roumie istoty problemu. Spróbuję to
przedstawić jaśniej.
Który szanujący się człowiek nie wierzący w trójcę świętą
zniesie spokojnie to, że mu uczą dziecko o trójcy świętej jako o fakcie i
jednocześnie nazywają to wiedzą o religii? To nie jest wiedza o religii, tylko
wiedza religijna. Różnica między tymi rodzajami wiedzy jest dość oczywista.
Istnieje zasadnicza różnica między zdaniami:
- katolicy używają pojęcia trójcy
świętej które w ich systemie oznacza, że Bóg w którego wierzą jest w trzech
osobach

i

- Bóg jest w trzech osobach

Jeśli ktoś zachowuje się jakby
tego nie rozumiał, to albo nie potrafi posługiwać się złożonymi strukturami
myślowymi albo świadomie i celowo udaje. Emocje które tak pana oburzają wynikają
właśnie z takiej postawy, którą ja na przykład odbieram jako lekceważącą w
stosunku do mnie. Sam mam dziecko w wieku szkolnym i ustawiczne łączenie przez
szkoły elementów katolickiego kultu z edukacją państwową przy jednoczesnym
zupełnym ignorowaniu tego, że ten fakt ma jakieś okreśone znaczenie, a nie jest
przeźroczysty budzi moją skrajną furię. Dlaczego? Po prostu dlatego, że w ten
sposób daje mi się do zrozumienia że ja w ogóle nie istnieję. To nie jest
przyjemne. Jest pan w stanie przyjąć to do wiadomości?
emes5756   |03.07.2011 13:14:20
Dyskusja zrobiła się na tyle ciekawa (dyskusja, a nie pyskówka), że do niej
wracam. Poruszony został bowiem też drugi wątek: katechezy w szkole. I tu
jestem, wobec formy, w jakiej ona jest PRAKTYKOWANA w Polsce PRZECIW. Myślę, że
ze szkodą dla samego KK (docelowo) zamieniła się ona już dawno w indoktrynację,
czyli jednostronne nauczanie JEDYNIE SŁUSZNEGO (ale z jednego tylko punktu
widzenia) światopoglądu. Pewnie są wyjątki, ale o regule tu mówię. To wynika po
części z naszej specyficznej mentalności katolicko-większościowej. I w tym
upatruję słabość, także tego nauczania. Wyznaję pogląd, że miarą tolerancji jest
to jak większość odnosi się do swoich mniejszości. I ten test wypada dla nas
Polaków fatalnie. Ponieważ katolików jest de nomine "znakomita
większość" uważają oni (i indywidualnie, i zbiorowo, i instytucjonalnie) że
mogą sobie pozwolić na majoryzowanie wszystkiego i wszystkich. Mentalnie i
materialnie. Katecheza szkolna jest tu tylko jednym z przykładów. W ten sposób
postrzegają swoją jedyną prawdę, bo czują się jej depozytariuszami. Błąd
podstawowy, który będzie się mścił. W ten sposób jednak ignorancja idzie nie w
parze z tolerancją. I być może abp.Kowalczyk także na swój sposób zgrzeszył
ignorancja.
Berkano  - ignorancja   |03.07.2011 19:14:35
no i ten pan,jak mu tam, Kowalczyk! właśnie nam wszystkim powiedział,że Jego
zakład pracy wali się. Wali się,bo zaprasza nawet ateistów.
Widocznie
wiernych(płacących)katolków jest coraz mniej.
Cieszę się,że ta organizacja jest
w ruinie.
anemari  - re: nie zgadzam się!   |03.07.2011 23:25:57
Jak najbardziej katechizacja byłaby przydatna wszystkim dzieciakom i młodzieży,
we wszystkich typach szkół. Niezależnie od tego, jak owa katecheza jest w tej
chwili w Polsce prowadzona, dzieci zdobywają na niej podstawową wiedzę nt.
chrześcijaństwa (ale także innych religii, nie zapominajmy o tym!).

Proszę o
wskazanie choćby jednej szkoły, w której na lekcjach religii uczy się o
religiach innych niż rzymsko-katolicka.
puto   |04.07.2011 00:33:03
nie widzę związku między wypowiedziami prymasa a tym czymś poniżej
P.   |04.07.2011 00:33:29
@ anemari: Doświadczyłem czegoś takiego podczas swojej edukacji w liceum. To
było VIII LO w Łodzi im. A. Asnyka, a nauka trwała wtedy 4 lata. Podstawowe
informacje nt. innych religii i wyznań są w programie nauczania III kl. dawnego
liceum. Jeśli Pani chce, sprawdzę w wolnej chwili te programy nauczania, byśmy
mieli pewność.

@ Berkano: I właśnie o takie coś mi chodzi - pisząc
"pan kowalczyk" itp., daje Pan świadectwo buty, arogancji i totalnego
braku kultury osobistej. Oceniam to bardzo negatywnie!:(

@ emes: Powtarzasz
w swoim komentarzu stały refren środowisk antyklerykalnych (i liberalnych),
doskonale znany z mediów. Wiesz, mam wrażenie, że nauczyliście się jakiegoś
sposobu postrzegania Kościoła katolickiego w Polsce, przyswoiliście pewne
schematy na jego temat, i trudno Wam myśleć inaczej w tej materii… Mogę tylko
powiedzieć, że w moim odczuciu widzisz tylko jedną stronę medalu. Mogę Cię
zapewnić, że sytuacja jest o wiele bardziej skomplikowana, a problem bardziej
złożony. Kościół katolicki w Polsce to także ludzie wierzący, głęboko wierzący,
którzy czują się ostatnio jeśli nie prześladowani, to z pewnością ośmieszani,
dyskryminowani, a przynajmniej mają poczucie bycia kimś gorszym. Nie wiem, czy
wiesz, ale to jest realny problem. Problemem jest np. dla wielu młodych osób
mówienie o swojej wierze, pokazywanie jej swoim rówieśnikom, mówienie, że idzie
się na Mszę, do spowiedzi, na rekolekcje. Pewnie nie wiesz, że szary ksiądz z
typowej, przeciętnej polskiej parafii spotyka się z taką ilością niewybrednych
ataków, głupich tekstów, drwin i prowokacji (zupełnie bez powodu), że aż czasami
bywa bezradny wobec niesprawiedliwych osądów… Wierz mi lub nie, macie tutaj w
większości bardzo spłaszczony obraz Kościoła w Polsce AD 2011. Nie jest tak, jak
mówisz. Ale nie wiem, czy potrafiłbyś zrozumieć, przyjąć, zaakceptować, że to
prawda.

@ Kontycypacy: Pan czuje się lekceważony, a ja - choć głęboko nad
tym Pańskim uczuciem ubolewam i żałuję, że tak jest - ze swojej strony dodam, że
czuję także lekceważenie w odwrotną stronę (vide moje powyższe słowa do emesa).
Wyjdziemy jakoś z tego klinczu?

Wie Pan, nie potrafię z Panem zgodzić. Pisze
Pan o jakimś poczuciu furii i braku szacunku (dobrze rozumiem?) wobec Pana
osoby, bo w szkole Pańskie dziecko musi uczyć się religii itd. O ile wiem, nie
jest to przedmiot obowiązkowy i swobodnie może Pan dziecko z tego przedmiotu
wypisać? Wspomnę tutaj swoją edukację w liceum… To było w latach 1999-2004 i
już wtedy (!) na lekcje w jednej z lepszych (wówczas) łódzkich szkół średnich
chodziło może 10 czy 15 osób z całej klasy. Z opowiadań wiem, że dzisiaj jest z
tym jeszcze gorzej. I powiem Panu tak: jeśli chce mi Pan powiedzieć, że czuje
się Pan zmuszony do zapisania dzieciaka na katechezę, bo np. czuje Pan presję ze
jakiejkolwiek strony, to doprawdy, radzę Panu postawić się w sytuacji młodego
człowieka, wierzącego, który w typowej polskiej szkole średniej (dajmy na to)
chce dziś chodzić na religię Z WŁASNEJ WOLI, który chce być świadomym
katolikiem. Mogę Pana zapewnić, że taka osoba - mówiąc kolokwialnie - ma
przechlapane w swojej klasie/szkole. Że co? Że dyrdymały plotę i przesadzam?
Nie. Bo choć nikt oczywiście tych dzieciaków oficjalnie nie karze za fakt
chodzenia na religię, to proszę sobie porozmawiać z wrażliwymi, młodymi ludźmi,
którzy mają OGROMNE problemy ze swoistym religijnym "coming-outem" w
swoim środowisku. Naprawdę Pan tego nie widzi, że NIE TYLKO w wielkich miastach
w Polsce, ale także na prowincji, ujawnianie się ze swoją wiarą, chodzenie do
kościoła i trwanie w nauce Kościoła spotyka się z pogardą, drwinami,
lekceważeniem otoczenia?

Reasumując: mocnych słów tutaj używacie, ale
zechciejcie choć przez moment pomyśleć, że to wszystko nie jest takie
czarno-białe, jak byście może chcieli. Bo to nie jest do końca tak, że tylko
biedni ateiści i agnostycy w Polsce są prześladowani, dyskryminowani, pozbawiani
praw… Często jest zupełnie na odwrót.

Czego przemyślenia Państwu życzę,
dobranoc!
franiszyn  - @P.   |04.07.2011 12:40:22
Jest mi bardzo przykro, że ‘głęboko wierzący’ katolicy czują się dyskryminowani
i muszą znosić tyle niewybrednych docinek. Nie powinno tak być.
Jednak, proszę
mi wybaczyć, będę jechał po KRK, ile tylko mam siły, dopóty, dopóki Kościół
zabiera pieniądze ze wspólnego budżetu państwa i prowadzi krucjatę przeciwko
LGBT.

PS
to fajnie, że jest Pan taki grzeczny i łagodny, ale dla mnie to za
mało.
łodziarz   |04.07.2011 13:19:45
Szanowny P!
Kościół szerzy swój program, w którym napędem jest patriarchat. A ja
dostrzegam sporo wad w takim programie, i te wady dotykają mnie osobiście na co
dzień (monopol na moralność, nietolerancja, zacieśnienie intelektualne).
Ja nie
mam swojego programu, dlatego bronię się przed klubem dżentelmenów, którzy ten
swój katolicki program wcielają w społeczeństwo za 1/100 PKB.
Nie lubię
pracować, toteż mnie trafia.
Dlatego nie lubię zasad KRK, nie przepadam za
katolikami i słusznie może czuć się Pan przeze mnie dyskryminowany. Ja się tylko
bronię. Nie utrzymuje mnie państwo, nie biorę udziału w programowaniu
społeczeństwa. To Wy, katolicy, zaczęliście tę bitwę.
viking   |04.07.2011 14:30:39
@ P.

Szczerze powiedziawszy, jeżeli chodzi o duże miasta Polski to nie
wierzę w żadną systematyczną dyskryminację ze względu na stosunek do religii:
ani katolików, ani ateistów. Zdarzają się oczywiście ludzie, którzy nie potrafią
uszanować czyichś poglądów, ale to dotyczy także wielu innych kwestii.

Jeżeli
natomiast chodzi o prowincję- tam nadal rządzi proboszcz i odstępstwem od normy
jest "nie bycie" katolikiem. Jak silna jest władza kościoła w małych
miastach, widać choćby na przykładzie kilku nagłośnionych spraw, w których po
ujawnieniu np. molestowania dzieci przez księży, stygmatyzacji podlegały rodziny
tych dzieci (jako te, które atakują kościół). Można oczywiście powiedzieć, że to
bardzo wyjątkowe przypadki. Nie mniej jednak, nie znam przykładu żadnego
polskiego miasteczka, które byłoby zamieszkane przez wojujących ateistów, którzy
to atakowaliby katolicką rodzinę, jako siejącą zamęt w ich wolnomyślicielskim
świecie.
Także tu jednak jest pewna różnica.

Natomiast myślę, że w takich
dyskusjach jak ta, większość ludzi, nie atakuje katolików jako takich, tylko
kościół katolicki. I to nawet nie tyle kościół jako instytucję religijną, ale
jako instytucję polityczną, która wywiera na politykę tego kraju bardzo istotny
wpływ. Strategią obronną kościoła i jego zwolenników jest mówienie, że jest to
atak "liberalnych/ateistycznych" sił na wiarę.
Jeśli o mnie chodzi,
liczę, że kościół wreszcie z kretesem przegra walkę o wpływy w sferze
publicznej. Ale to bynajmniej nie oznacza, że chcę, żeby wszyscy byli ateistami.
Problemem nie jest stosunek do Boga reprezentowany przez Kościół, tylko jego
stosunek do demokratycznego państwa oraz czołobitność polskich władz,
pozwalających mu na zbyt wiele.
gość sobotni  - indoktrynacji nie!   |04.07.2011 17:36:28
oczywiście, że dobrze jest wiedzieć dużo… na przykład o tym, jak mordowano
kiedyś Słowian w imię "jedynej słusznej wiary"… niemniej jednak nie
mam przyjemności zaśmiecać sobie głowy ewangelicznymi bzdurami, wolę do niej
zbierać wartościowe informacje… i nie mam życzenia, by moje dziecko
katechizowano, bo ma wiatrak w głowie i czas tracimy na odkręcanie tego…
nie
jestem żadnym wrogiem chrześcijan, katolików, żadnym "ateistą
wojującym", jak to oni nazywają… powiem więcej, sam stanę w ich obronie w
wypadku prześladowań… chcę tylko normalności… a normalność będzie wtedy, gdy
ten "jedyny słuszny" kościół zajmie swoje miejsce, w swojej niszy, tak
jak inne…
emes5756  - O przesladowaniu wiekszości   |04.07.2011 18:50:10
@P: Chcę w jakiś sposób ustosunkować się do pańskiej (nie lubię poufałej
formy "Ty" tak powszechnej na blogach) oceny mojej wypowiedzi tak, aby
nam się tu nie zrobiła pyskówka. Otóż przede wszystkim teza, że to kościół czy
też wierni (a tu bym radził zdecydowanie rozróżniać, ja wypowiadam się w sprawie
funkcjonowania kościoła-instytucji a nie wiernych i ich wiary) czują się
prześladowani obronić się w Polsce nie da. Trochę to przypomina okrzyk
"zamurowali mnie" człowieka chodzącego wokół słupa ogłoszeniowego. Wiele
argumentów przeciw takiej tezie tu przytoczono, nie będę powtarzał. Tak się
składa, że przez wiele lat obserwowałem życie religijne i funkcjonowanie
kościołów (bo mnie to bardzo ciekawi) w państwie, w którym od stuleci (w
odróżnieniu od Polski) kościół katolicki nie jest ani jedyny, ani dominujący.
Życzyłbym sobie takiego kościoła i kleru w Polsce. Również nasza tu dyskusja,
jak i (podejrzewam) intencja wypowiedzi abp.Kowalczyka odzwierciedla ten typ
myślenia, w którym jakakolwiek krytyka instytucji, traktowana jest jako atak na
wiarę i uczucia religijne wiernych. To się później kończy tym, że osoba w
sutannie jest niedotykalna i nie podlega żadnej krytyce (vide: o.Rydzyk), nawet
jeśli plecie głupstwa, bo jak każdy z nas jest omylna. Największą krzywdą, jaką
kościół wyrządzał i wyrządza sam sobie jest identyfikacja kleru z samą religią z
jednej strony i niezrozumienie istoty "przyjaznej autonomii" kościoła i
państwa z drugiej. Na wyhodowanie takich postaw istniały w Polsce historycznie
zawsze sprzyjające warunki. Czy to jest per saldo i a la long dla kościoła
korzystne, wątpię…Jestem w stanie wiele zrozumieć, ale nie wbrew oczywistym
faktom. Potrafię tez wymienić wielu przedstawicieli kościoła, których szanuję i
czasem muszę bronic przed ich współwyznawcami; proszę więc mnie tak łatwo nie
szufladkować.
r45h  -    |05.07.2011 10:30:55
@P:
"Szanuję oczywiście Pani zdanie, choć
jest aż do bólu ideologicznie
ukierunkowane"

Proszę przeczytać to zdanie kilka razy, gdyż widzę że nie do
końca rozumie Pan swoje słowa. Bycie fanatycznym zwolennikiem KK nie jest niczym
dobrym i jest to "ideologiczne ukierunkowanie". Dodatkowo jest to
ukierunkowanie nie tylko niemądre (wiara w te wszystkie bajki które były wpajane
ciemnemu społeczeństwu przez wieki, straszenie piekłem i diabłem itd po to aby
posiadać władzę jest co najmniej zastanawiająca w XXI wieku) ale i niebezpieczne
(nie ma nic gorszego niż fanatycy religijni, gdyż są całkowicie odporni na
racjonalne argumenty)
El Diablo   |05.07.2011 16:34:07
Co do dzisiejszego cytatu dnia. Gdyby jakimś cudem doszło w Polsce do
przywrócenia w Polsce prawa małżeńskiego zbliżonego do tego z okresu
międzywojennego, cedującego kwestie rozwodowe na związki wyznaniowe (oczywiście
w przypadku małżeństw konkordatowych i zawartych na podstawie umowy państwa z
innymi związkami wyznaniowymi) nie stałoby się moim zdaniem nic złego.
Współcześnie raczej nie dochodzi już do ostracyzmu z powodu rozwodu (chociaż na
prowincji są takie miejsca). Katolicy dzięki takiemu zabiegowi prawnemu
zaczęliby się zastanawiać do czego zobowiązują ich zasady ich religii ponieważ
małżeństwo stałoby się sprawą na całe życie albo do czasu apostazji lub
przejścia do wspólnoty religijnej zezwalającej na rozwody (lub wspomnianego w
artykule Boya unieważnienia, czyli faktycznie rozwodu). Doprowadziłoby to do
szybkiego rozminięcia się głoszonych przez KK zasad religijnych z życiem
społecznym w skali sprzyjającej masowej laicyzacji. Lewica powinna kibicować
takiemu posunięciu. W sprzyjających warunkach stworzyłoby to jej przyszły
elektorat:) SLD, czyli lewica bardziej nominalna niż faktyczna świetnie nadaje
się do tego zadania. Przy okazji wprowadzenia związków partnerskich (podobne
rozwiązanie obowiązuje już nawet w Republice Irlandii) miłościwe panująca PO
mogłaby przepchnąć taką ustawę dając coś w zamian Kościołowi, którego
hierarchowie początkowo najprawdopodobniej byliby wniebowzięci:)
ZuZa   |06.07.2011 02:36:16
"Każdy, niezależnie od tego czy jest ateistą, czy wierzącym, powinien
uczestniczyć w mszy świętej"

No tak, ale jeśli należę do Heavy Metal Church
i moim Bogiem jest Biff Byford z Saxon, to mam udawać w kościele, że wierzę w
ukrzyżowanego żyda i oszukiwać mojego Boga? Też coś! Hipokryci zakłamani.
Wszystko zrobią dla kasy.Oszuści.
Kontycypacy   |06.07.2011 10:41:11
P:
 —  —  —  — 
Pan czuje się lekceważony, a ja - choć głęboko nad
tym Pańskim
uczuciem ubolewam i żałuję, że tak jest - ze swojej strony dodam, że
czuję
także lekceważenie w odwrotną stronę (vide moje powyższe słowa do
emesa).
Wyjdziemy jakoś z tego klinczu?
 —  —  — -

myślę, że to łatwe. Klincz
lekceważenia wzajemnego nie wynika z różnicy poglądów na tematy abstrakcyjne.
Dla mnie nie jest problemem to, że katolicy wierzą w istnienie rzeczyt w które
ja nie wierzę. Jest masa religijnych kultów których przekonania o świecie
nadprzyrodonym róznią się od moich wyobrażeń znacznie dramatycznej, niż to ma
miejsce w przypadku katolików a te kulty jakoś moich uczuć nie wzbudzają. Spór
ne toczy się w przestrzeni wyobrażonej. Problemem jest dla mnie to, że katolicy
naruszają mój teren w przestrzeni najzupełniej realnej. Wieszają swoje symbole w
przestrzeni wspólnej i udają, że nie rozumieją iż jest to zawłaszczenie.
Narzucają w państwowej, czyli wspólnej szkole nauczanie przedmiotu który promuje
ich religię zupełnie ignorując istnienie innych i udają, że jest to neutralne.
Możemy łatwo wyjść z tego klinczu. Wynieście się ze szkół, wynieście się z
wojska, wynieście się z przedszkoli i ze ściany sejmu. Wynieście się z
konstytucji i z państwowych świąt. Przestańcie mówić, że Polska to wy i że przed
wami nie było tu niczego bo to kłamstwo. Przestańcie wymagać ode mnie, żebym
musiał udowadniać że do was nie należę zgodnie z wymyśloną przez was procedurą.
Traktujcie ludzi jak dorosłych ludzi. Jeśli twierdzę, że do was nie należę, to
wiem co mówię i sprawa powinna być załatwiona jednym telefonem albo emailem. Nie
jestem waszą "owieczką". Jestem człowiekiem i to ode mnie zależy do
jakich organizacji jestem zapisany. Rezygnacja nie musi być dwustronna.
Respektujcie moje prawo do moich danych osobowych. Jeśli sobie życzę, żebyście
je wykreslili, to to zróbcie, bo to są moje dane. Jest to kwestia szacunku.
Przestańcie mnie zmuszać do tego, żebym publicznie określał swoje religijne
poglądy. Nie mam ochoty tego publicznie robić i jest to moje święte prawo. Czyli
nikt nie może mnie stawiać w takiej sytuacji w której ja będę chodził do
sekretariatu szkoły i "wypisywał dziecko" z nieobowiązkowego przedmiotu
dając tym samym publicznie wyraz swoim religijnym przekonaniom. Sa one moją
sprawą i przestańcie stawiać mnie w takiej sytuacji. Macie swoje kościoły,
możecie swoje dzieci uczyć czego chcecie w tych kościołach. Szkoła nie jest
wasza. Jest przestrzenią wspólną i ja też tu żyję. Nie wieszajcie swojego
symbolu nad moją głową. Okażcie mi szacunek, to i ja go wam okażę. Rozumie pan
już jak możemy wyjść z tego klinczu?
Slawczan   |06.07.2011 12:42:36
Piszesz o antykatolickim jadzie sączącym się się z wielu wypowiedzi. Sam kiedyś
byłem (tylko) agnostykiem ale w wyniku emigracji ,która zmieniła mój ogląd
rzeczywistości uświadomiłem sobie jaka aberracją w nowowczesnej Europie jest
pozycja KRK w Polsce. Kolejnym czynnikiem wpływającą na mój pogląd na KRK stało
sie zaangażowanie tejże instytucji w wyłudzanie mienia, bezkrtyczne popieranie
partii politycznej afirmującej to co najobleśniejsze w polskim charakterze
narodowym. Po powrocie los mnie rzucił z ,,liberlanej" Wielkopolski do
miasta powiatowego we Wsch Polsce. I tu dopiero ujrzałem tego potwora - rok
szkolny w publicznej szkole zaczyna się mszą świętą o godz 8 00. Nie ma czegoś
takiego ,że dla chcących masz św. 0 8 a rok szkolny zaczyna się o godz… Na
moje protesty odpowiedziano mi zwyczajnie ,,Jesteś w mniejszości więc nie masz
nic do gadania".Kampania wyborcza jest prowadzona z ambony, Kościół dostaje
od lokalnych politykierów wszystko za bezcen.
Myśle ,że większość ,,plujących
jadem antykatolickim" zwyczajnie ma podobne refleksje.
Inna jeszcze sprawą
jest rozmiar obleśnej hipokryzji owej korporacji świadczącej usługi
religijne(wg. terminologii arcybiskupa Głódzia- tylko gdzie VAT od nich?) ,że
mając oddaną w pacht przez polityków sferę (pseudo)moralności,
,,obstawiając" każdą uroczystość państwową , przerzuciwszy utrzymanie
aparatu swoich funkcjonariuszy na koszt państwa, korzystając bonifikat ,ulg i
darowizn bez podatków ,bezkarnie wyłudzając majątek za śmieszne ceny ciągle
krzyczy ,że jest uciskana i prześladowana. Zaiste zadziwiające…To nie żaden
jad - to zwyczajnie odruch obronny w miarę rozumnego wobec hipokryzji i
indoktrynacji. Coś jak odruch obronny wobec tzw. komuny
Nick   |06.07.2011 15:14:18
El Diablo, "…dając coś w zamian Kościołowi". Zapomnij o Kosciele
rz-kat. Kosciol ten jest, a wlasciwie byc powinien gosciem na terenie Polski.
Scedowanie praw rozwodowych do zwiazkow religijnych to jak szariat w islamie.
Szybko o tym zapomnij.
El Diablo   |06.07.2011 23:07:22
Drogi Nicku!
Każda partia w tym kraju będąc u władzy daje coś w zamian KK.
Nadzieja w tym, że Tusk na początku lat dziewięćdziesiątych był antyklerykałem i
w pewnym momencie kiedy to uzna za opłacalne może przestać go wspierać. Nie
sądzę żeby jego poglądy na takie kwestie jak np. aborcja były rezultatem
wsłuchiwania się w nauczanie KK (chociaż jest jej przeciwnikiem i twierdzi, że
skończyłoby się tak jak w Rosji zdecydowanie ujemnym wskaźnikiem urodzeń). Moim
zdaniem z myślą o przyszłości warto (imigracja muzułmanów) zachować nawet
katechezę/religię w szkołach pod warunkiem, że ocena nie będzie wliczana do
średniej, a dla równowagi wprowadzone zostaną lekcje etyki niezależne od KK.
Nawet świętej pamięci Unia Pracy opowiadała się za obecnością religii w szkole.
Cedowanie prawa małżeńskiego do związku wyznaniowego to rozwiązanie z okresu II
RP i chociaż wynikało ze zdaje się konkordatu z 1925 roku krytykowanego przez
środowiska lewicowe (m.in. cytowanego Boya) warte byłoby rozważenia nawet teraz
(podobne rozwiązanie funkcjonuje też w Izraelu, a równocześnie ten kraj uznaje
związki małżeńskie homoseksualistów zawarte w innym kraju. Myślę tu o
pozostawieniu wpływu państwa na związki religijne tak, aby zagwarantować np.
monogamię w związkach muzułmanów zawieranych na terenie kraju. We Francji od
początku zeszłego wieku obowiązuje rozdział kościoła od państwa tyle, że obecnie
na terenie tego kraju mieszka kilka milionów muzułmanów, którzy nie zawsze
tworzą monogamiczne rodziny. Zresztą ten pomysł był raczej dowcipem, ale gdyby
wszedł nie miałbym nic przeciwko (pod warunkiem zachowania ślubów i rozwodów
cywilnych). Nie sądzisz jednak Nicku, że ostatecznie obróciłoby się to
przeciwko kościołowi i religiom, które wykluczają rozwód.
El Diablo   |06.07.2011 23:30:55
korekta: zdecydowanie ujemnym wskaźnikiem przyrostu naturalnego;)
Nick   |09.07.2011 17:33:07
El Diablo
Cedowanie spraw malzenskich na zwiazki religijne to koszmar, do tego
nie wolno NIDGY dopuscic. Zwiazki religijne i tak maja swoje wlasne procedury
odnoscie pewnych obrzedow w tym "malzenstw sakramentalnych", ale sa one
niezalezne od procedur swieckich, i tak powinno pozostac.
Natomiast katecheza
powinna byc zdecydowanie wyprowadzona z sal szkolnych do sal przykoscielnych. W
szkole XXI w. nie ma miejsca katecheze rz.kat ani na islamska czy inna. Tak jest
w USA, tak bylo nawet i w Turcji, zanim religianci nie wrocili do
wladzy.
Katecheza w szkole to gruntowanie pozycji religiantow w panstwie: pan,
wojt i pleban. Miejsce dla plebanow jest w kosciele a nie w strukturach panstwa.
Nick  - Izrael   |09.07.2011 17:39:03
A powoływanie sie na Izrael w sprawach małzenskich to nieporozumienie. Tam cały
czas ponoc tylko sluby "koscielne", przed rabinem. Nie ma slubow
swieckich. Ostatnio była taka akcja gdzie "setka" izraelskich par
(hetero) wyjechała na Cypr i wzieła slub, wspolna uroczystosc, bo nie miała
ochoty składac przysięgi małzenskiej przed rabinem. Nie tędy droga.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 01.07.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.90100 Seconds