NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Wiśniewska-Grabarczyk: Homoopieka homobarbarzyńców Drukuj
Anna Ż. M. Wiśniewska-Grabarczyk   
03.08.2011
Jesfot. FaceMePLS, cc, flickr.comt nowy projekt – homofoby mogą chwytać za patisona (albo jakąś inną broń jednosieczną) i bronić świętości rodziny. Bo chce się oddać dzieci nie- i narodzone w ręce homobarbarzyńców. Nikt ustawy o związkach partnerskich nie przeczytał – bo po co?  Przecież wszyscy znamy się na rodzinie (i piłce nożnej) świetnie. Mnie lektura tej i innych ustaw równościowych przekonała, że naprawdę wszyscy jesteśmy homo.

Od dawna nosiłam się z chęcią zrozumienia świętego oburzenia, jakie wywołuje propozycja społeczno-prawnego usankcjonowania wychowywania dzieci przez pary homoseksualne. Nierzadko w obronie nic niepodejrzewających dzieci stają rodziny sprawne intelektualnie i etycznie. Co więcej, rodziny w pełni homoopiekuńcze. Matka pełni stałą rolę w przemyślanej polityce wychowania dziecka. Ojciec jest figurą dochodzącą, który nakłada się na dzieciństwo latorośli szarym majakiem.

Nawet tak skonstruowana komórka społeczna (jeśli nie przynależy do komórki radiomaryjnej) nie przyzna wprost, że zadania i rola rodzica są uzależnione od płci. Że, niezależnie od tego, czy matka jest bliska wykrycia czegoś na miarę radu i polonu, zamienia fartuch laboratoryjny na kuchenny. Dlatego w rozmowach z wybranymi przedstawicielami tzw. tradycyjnego podziału ról usłyszeć można, że żona zrezygnowała z kariery, bo miała instynkt macierzyński. Czyli wynika z tego, że ojciec nie miał instynktu ojcowskiego, bo w przeciwnym razie on również zrezygnowałby z kariery.

Przeciwnicy ustawy, jak choćby red. T. Terlikowski, martwią się o kobiety. „Wyobraźmy sobie, że para żyje razem przez 30 lat i kobieta nie pracuje, zajmuje się domem. Następnie facet odchodzi w siną dal. W małżeństwie kobieta byłaby zabezpieczona prawnie”, mówi publicysta.

Zakładam, że los kobiet nie jest redaktorowi obojętny. Zakładam, że chce otoczyć matki silnym, męskim ramieniem. Prosiłabym jednak o niewciąganie mnie, kobiety, na listę dam oczekujących wsparcia i oparcia się o swego małżonka. Aż wstyd, że podnoszone są tak egoistyczne pomysły – niechże red. Terlikowski da odpocząć silnym ramionom mężczyzn i pozwoli kobietom przespacerować się do pracy. To zrobi dobrze obu stronom małżeńskiej diady.

Niestety znaczna część społeczeństwa rozsiadła się gdzieś pomiędzy XIX-wieczną narracją o rodzinie a czasami współczesnymi. Męska część z tej części czuje nieodpartą ochotę i obowiązek opiekowania się damami. Damy dają sobie radę, panowie. Nie trzeba nam męskich ramion i święceń małżeńskich. A przynajmniej niektórym damom. I dla nich ustawa o związkach partnerskich jest ustawą dobrą. Tak jak nie ma, na szczęście, prawa zabraniającego kobiecie być u boku męża i prowadzić mu dom, tak nie ma prawa nakazującego kobiecie wychowywać dzieci a mężczyźnie realizować się w obszarach pozadomowych.

Przeciwników ustawy niepokoi również kwestia tzw. mniejszości seksualnych. Czego chcą ci geje i te lesbijki w nowej ustawie? Wolnego dostępu do dzieci! Olaboga! I nieważne, że nie ma tam jednak ani jednego zapisu o adoptowaniu dzieci przez gejów i lesbijki.

Aby zbadać szkodliwy wpływ związków partnerskich na rozwój małego człowieka, należy zbadać szkodliwość tradycyjnego podziału ról na rozwój małego heteryka. W obu wypadkach mówimy przecież o opiece jednopłciowej. W wypadku związków partnerskich – pary lesbijek bądź gejów. W wypadku tradycyjnej rodziny – w niemal 100% przypadków mamy, bądź jakiegoś rodzaju babińca – mamy, babci, cioci (rzadko słyszę, by w opiece pomagał stryj czy wuj, o wiele częściej można się spotkać z ciotką).
Odpowiedź na pytanie czy homoopieka ma zły wpływ na kondycję ludzką może nie być łatwa. Wszystko zależy od punktu spojrzenia (i innych danych). Większość z nas będąc małymi obywatelami była donaszana, dotulana, dopieszczana przez mamy. Statystyki bezlitośnie wskazują, że to mamy brały (i biorą) urlopy wychowawcze i że, mimo corocznych postanowień, po urodzeniu dziecka nie wracają na studia czy do pracy. Mimo tego wspólnotowego doświadczenia nie wszyscy jesteśmy miłośnikami Teda Bundy’ego.

Dopuszczam myśl, że w walce o zachowanie zdrowia rodziny idzie o równość proporcji czynnika męskiego i żeńskiego w wychowaniu. Czy zatem osoby zorientowane na heterowalkę zaczną kojarzyć samotne matki z losowo wybranymi kandydatami na mężów i opiekunów dzieci? A mężczyznom samotnie wychowującym dzieci będą przysposabiać kobietę (jako wyrównujący czynnik żeński)? I co z domami dziecka prowadzonymi przez zgromadzenia zakonne – czy tam kobietom będzie narzucony czynnik męski, jako wprowadzający ordo naturalis? Czy będzie złożony projekt ustawy, w myśl której urlopy ojcowskie i macierzyńskie zostaną zrównane? Czy mama i tata będą mieli zagwarantowaną taką dystrybucję dóbr w nowym społeczeństwie, że oboje będą mogli decydować, kto ile zostaje w domu? Wątpię.

Jest jeszcze jedna, bardzo trudna, rzecz, z jaką przyjdzie się zmierzyć wszystkim rodzinom hołdującym tzw. tradycyjnym wartościom i figlarnym podziałom na męskie i niemęskie. To zbadanie proporcji występowania tychże arcyważnych pierwiastków w wychowaniu swoich latorośli. Przyznanie się do homonormalności (na jaką skazują nas warunki ekonomiczne) może być w tej całej grze o kondycję rodziny najtrudniejszym etapem. Wszyscy jesteśmy homo – trzeba pozwolić zinternalizować tę prawdę wszystkim ojcom wracającym po pracy do domu i ich żonom czekającym na gankach.
Komentarze
Dodaj nowy
Sam   |03.08.2011 22:23:06
Wreszcie ktoś publikuje to, o czym sam myślałem od dawna! Jaki ma sens bronienie
"tradycyjnego podziału ról"? Pod względem uczenia dziecka o rolach
płciowych "homozwiązek" wydaje się być dużo lepszym rozwiązaniem, bo
pokazuje, że mężczyzna sprzątający dom nie jest mniej męski, a kobieta
skręcająca meble z Ikei mniej kobieca.
Śleper   |04.08.2011 00:58:13
A kto z patisonem w ręku zabroni wychowywania dzieci parom homoseksualnym, które
robią to już dzisiaj, choć się tym nie chwalą. Ciekawi mnie sytuacja, gdy taka
para posiadająca dziecko z poprzedniego związku hetero postanowi zawrzeć związek
partnerski. Czy Terlikowski powoła komando odbierające im ich dziecko lub
dzieci? Choćby i powołał, nic nie wskóra, prawo o tym milczy. A jeśli osoba
samotna wystąpi o adopcję dziecka z dobrym skutkiem, a później wejdzie w związek
partnerski homo, to dziecko zostanie odebrane? Można by mnożyć jeszcze trochę
pokrewnych przypadków i zawsze nam wyjdzie, że para homo po zawarciu prawnego
paktu, będzie dyskryminowana w sferze adopcji dzieci. Nasi najjaśniejsi
prawodawcy doszli do wniosku, że nie da się żyć fikcją i postanowili coś zrobić
w sprawie związków partnerskich, wszak 30% małżeństw się rozpada i nijak nie
można ich zmusić do trwania w trującym związku.Godzą się nawet na związki prawne
osób tej samej płci, ale jednocześnie nie chcą wiedzieć, że w takich związkach
będą - czy tego chcą czy nie - wychowywane dzieci. Kto zabezpieczy prawa tych
dzieci? Terlikowski?
Kontycypacy   |04.08.2011 13:51:38
Badań nad wpływem opieki pary homoseksualnej na rozwój dzieci jest niewiele, a
bardzo trudno zrobić takie badania bez uwikłania w kontekst polityczny.
Natomiast różnica między wychowaniem w tradycyjnej rodzinie a wychowaniem
wyłącznie przez matkę istnieje i jest ewidentna w dokładnie każdym badaniu które
się na ten temat podejmuje, więc twierdzenie, że tradycyjna rodzina to to samo
co samotna matka jest zupełnym nonensem. Opieranie tego na tym, że w tradycyjnej
rodzinie podział obowiązków nie polega na równiutkim 50% rozdziale wszystkiego w
sposób lustrzany świadczyć może albo o braku umiejętności logicznego myślenia
albo o takim ideologicznym zaślepieniu, które całkowicie tę zdolnośc logicznego
myślenia przyćmiewa. W tradycyjnej rodzinie rodzice mają różne role. Różne
znaczy odmienne. Porównam to do herbaty z cukrem. Wedle logiki zastosowanej
przez Autorkę jeśli herbata ma być uznana za herbatę z cukrem, to musi w niej
być 50% herbaty i 50% cukru. Co to znaczy 50%? Wedle logiki Autorki cukier
powinien ważyć tyle samo co herbata, także mieć tyle samo objętości, być tego
samego koloru i tak samo wyglądać, a w dodatku powinien być mokry jak herbata,
gorący jak herbata, ona natomiast powinna być sypka jak cukier i tak samo biała.
Wtedy herbata będzie z cukrem. Jeśli cukru jest inna ilość i inaczej on wygląda,
to to już nie jest herbata z cukrem tylko jakieś oszustwo i taka herbata niczym
się od herbaty bez cukru nie różni. Z taką logiką pozostaje zyczyć powodzenia w
konstruowaniu badań empirycznych sprawdzających skuteczność wychowawczą
kogokolwiek.
A. Ż. M. Wisniewska-Grabarczyk   |04.08.2011 23:12:25
Bardzo dziękuję za pochylenie się nad moim tekstem (mimo podejrzeń, że nie
przypadł Panu/Pani do gustu). Pragnę zauważyć, że nie ma w artykule mowy o
samotnych matkach. Nie ma w artykule mowy o sztywnym dzieleniu obowiązków
fifty-fifty. Twierdziłam jedynie, że istniejący podział jest tak nierówny a
udział ojca tak nieznaczny, że jednopłciowość rodziny homoseksualnej przestaje
być argumentem w sporze. Czy mamy przyjąć, że każdy, nawet i szczątkowy udział
mężczyzny w wychowaniu dziecka od razu to wychowanie odmienia i uzdrawia,
zmieniając z patologii w lepszą lub gorszą normalność? Czy, korzystając z
podanej analogii
Śleper  - @Kontycypacy, co chodzi z tym cukrem?   |05.08.2011 00:47:17
Obowiązki małżonkowie mogą podzielić po połowie jak najbardziej, choć
postronnemu może się wydać obserwowany podział niesprawiedliwym. Dzisiejsze
czasy sprawiły, że rzadko która para dzieli role w sposób tradycyjny, bo
obydwoje muszą pracować, a z tego wynika podział obowiązków w domu, także w
procesie wychowania dzieci.
Dziecko nie czuje się "inne" wśród
rówieśników jeżeli ma dwoje rodziców, ponieważ przewaga jego rówieśników też tak
ma. Brak któregoś z rodziców jest wadą dla dziecka dlatego, że większość dzieci
ma mamę i tatę.
Proponowana ustawa o związkach partnerskich nie przewiduje
adopcji dzieci przez partnerów homoseksualnych, ponieważ istnieje obawa
(domniemana), że może to źle wypływać na proces wychowania dziecka. Chodzi tu
bardziej o dyskryminację dziecka przez otoczenie, niż wiara w zgubny wpływ
rodziców tej samej płci.
Mam trochę lat i doskonale pamiętam, co się mówiło
kiedyś o dziecku pozamałżeńskim i jego matce. Dzisiaj nawet w najbardziej
konserwatywnym umyśle, nie zakwitnie myśl o wytykaniu takich ludzi palcem. Te
zmiany zachodziły powoli, ale stały się faktem. Z parami tej samej płci
wychowującymi dzieci będzie tak samo.
chatte botte   |05.08.2011 01:08:47
Nie wiem, czy szczątkowy udział ojca (czasem, w przypadku mojego męża np.
przeciwnie, zajmował się jak tylko mógł i kiedy mógł), coś ‘odmienia i
uzdrawia’, w każdym razie owe nierówności idą od z/za człowiekiem od paleolitu,
i mówienie na zasadzie 50%-50% jest jedynie hipotetyczną regułą do której
podstawia się własne ideologiczne chęci. A to ze względu oczywiście na
liberalizm czasów, można mówić wszystko, więc się to mówi, ale to nie oznacza
tyle, że jeśli większa część ludzi (w demokracji) nie chce dać parom homo praw
do posiadania dzieci, to ta większa część ludzi jest passe w stosunku do tych
jakże nowoczesnych gejów (sic!).
Ale ja matka i Pani matka, a skoro
odpowiedziała Pani raz, może i mnie Pani odpowie, bo mnie to zawsze bardzo
nurtuje: czy nie uważa Pani, że dziecko powinno być w normalnej rodzinie i mieć
normalną rodzinę, i że właśnie dziecku nie potrzeba żadnej oryginalności, bo
tego właśnie, tej oryginalności i nagłej ‘nowoczesności’ naszych czasów ono po
prostu nie potrzebuje? Nie uważa Pani, że - przeciwnie do wielu feministek,
które dzieci nie mają, bo np. nie chcą (w inne względy nie zaglądam), oraz do
ludzi dorosłych, które wybierają styl zgodny z ich estetyką/ i etyką - dziecko
chce mieć to, co inne dzieci właśnie, w ten sposób buduje także własną
tożsamość, bez silenia się na jakieś wymyślone nagle konstrukty w stylu
"tata-tata"?
Poza tym ja matka i Pani, przecież musi Pani widzieć, że
Pani syn wiele rzeczy naśladuje, a wiele innych po prostu bierze z Pani związku
jako pewną strukturę, dlaczego dawać innym dzieciom, hipotetycznie, o d g ó r n
i e (podkreślam) przypisanych rodzicom homo, od razu szanse na to, że one także
będą homo? A widzi Pani - ja się na to nie godzę. Jest Pani pewna, że zasada
demokracji opiera się na odgórnej decyzji względem nieświadomego dziecka?
Nawet
w Grecji (do której zawsze każdy obrońca homoseksualizmu się odwołuje) tego nie
było…

W myśleniu ludzi, którzy ‘godzą się’ na swą heteroseksualność
dostrzegam poza tym pewien imperatyw, pewną konieczność, nie tylko logiczną,
strukturalną także, ale i życiową, która zawsze budzi we mnie pewien szacunek
(albo rodzaj szacunku, za mało miejsca by o tym pisać), w przypadku dwóch gejów
tego nie widzę, oni po prostu coś tam chcą, i społeczeństwo powinno im to dać,
opłacić i zapewnić, bo ‘tak’, albo ‘bo oni tak chcą’. I to wcale nie znaczy, że
im się uda i że z dzieckiem im się uda - zawsze pojawia się tu rachunek w stronę
szczęścia i dozgonnego pożycia… (i trudno argumentować, że parze gejów też się
nie układa na przykład, i że duża część żyje po prostu bardzo liberalnie).
Chcą
‘coś’ ot tak - bo chcą dziecka, którego mieć nie mogą.

Wie Pani, od kilkunastu
lat mieszkam za granicą, i gdy ktoś w Polsce pisze w stylu: ‘a bo w Polsce
to…’ i zaczyna litanię, jaka to ta Polska jest ociężała na myśleniu, to mi się
twarz uśmiecha, bo w zasadzie na Zachodzie jest to samo, co w Polsce i do gejów
ma się podobny stosunek jak w Polsce, tylko po prostu każdy ma ich w nosie i
zwyczajnie ich unika. Na ostatniej Love Parade w Paryżu ilość policji była tak
przemożna, że to mówiło samo za siebie, jak się do pewnych wydarzeń ‘raz do
roku’ podchodzi. Przede wszystkim z dystansem, przyzwoleniem, ale to wszystko.
Kontycypacy  - Pani Anna   |05.08.2011 12:16:21
Dziękuję, że Pani zechciała odpowiedzieć. Rzeczywiście istniejący podział jest
nierówny i uważam, że nie może być równy. Tak jak się nie da tyle samo biegać co
pływać, tak też nie może ojciec robić tyle samo co matka i na odwrót. Bo to są
kompletnie odmienne oczekiwania, role, funkcje i kompletnie odmienny jest sens
tego co robi matka i tego co robi ojciec. Nie ma żadnej potrzeby żeby oni
dublowali swoje funkcje. Ale widzę, że Pani też stała się ofiarą tutejszego
oprogramowania, bo Pani tekst obcięło. Być może jeśli nawet nie uda mi się
przekonać Pani, że rozróżnienie funkcji ojca i matki jest korzystne, to
przynajmniej namówię Panią na przystąpienie do frakcji domagającej się usunięcia
z portalu cenzury?
Kontycypacy  - @ Sleper   |05.08.2011 12:18:13
Z cukrem chodzi o to, że co innego cukier a co innego herbata i nie musi być
tyle samo jednego i drugiego żeby cukier spełniał wartościową rolę w stworzeniu
żądanej substancji. No i że nie da się zrobić "tyle samo cukru co
herbaty" i analogicznie nie da się zrobić "tyle samo matki co ojca".
Bo co innego matka, a co innego ojciec. Kompletnie odmienne role, funkcje,
myślenie, inne potrzeby są zaspokajane itd.
Śleper  - O jakie wam role chodzi?   |05.08.2011 14:34:14
@Kontycypacy, nie musisz mi dowodzić odmiennych funkcji matki i ojca. To
jeszcze wiem, że rodzi matka, karmi piersią też matka, ale dzisiejszy świat
nakłada na taką parę zgoła inny podział ról, niż bywało dawniej. Piszesz zresztą
na takim poziomie ogólności, że nie wiadomo czy chodzi ci o podział ról
biologicznych czy też o coś innego.
Jeden z moich starszych kolegów z pracy (
sporo lat temu) szył dla swoich dzieci ubranka, gotował obiady, remontował
rodzinny samochód Skoda 1000MB, a w pracy był inżynierem mechanikiem. Czy według
ciebie był w tym wszystkim ojcem albo już matką?
Anna Ż. M. Wiśniewska-Grabarcz   |05.08.2011 22:56:42
Drogi Kontycypacy,
przystępuję do frakcji obalania cenzury! Ale niestety, nie
mogę przystać na wszystkie Pana poglądy. Co, tuszę, pozwoli nam się nie
pozabijać :)
Dokańczając to, co zjadł komputer, chciałabym wrócić do jakże
herbacianej analogii
Kontycypacy  - @ Sleper   |06.08.2011 12:31:36
Jest dużo gorzej. Nawet jeśli rodzić będzie mógł ojciec i karmić piersią też
będzie mógł ojciec (całkiem to realne jak się spojrzy jakie postępy nauk
biologicznych, to całe hodowanie uszu ludzkich na myszach itd.) to i tak role
ojca i matki będą się różnić. Podajesz przykłady konkretnych działań - a to
szycie, a to zmywanie a to gotowanie i pytasz czy to męskie czy żeńskie. Weźmy
tkanie. Czy tkanie jest męskie czy żeńskie? Zależy od kontekstu. W naszym
europejskim pewnie żeńskie, ale nie ma opcji, żeby prawdziwy perski dywan utkała
kobieta. Tam robienie dywanów to rzecz męska. Tak oto wskazując poszczególne
przykłady takich relatywizmów dochodzą niektórzy do wniosku, że nie ma czynności
męskich i żeńskich niezależnie od kontekstu. I tu mają rację. Ale oni dalej idą,
bo twierdzą, że skoro nie da się takich czynności wskazać, to nie ma męskości i
żeńskości. Czyli jeśli nie ma czynności ojcowskich i matczynych niezależnie od
kontekstu zawsze takich samych, to ojcostwo niczym nie różni się od
macierzyństwa. No i to już jest nonsens. Teraz będzie analogia, taka jak z
cukrem tylko bez cukru. Każdy się zgodzi, że istnieje coś takiego jak dowcip.
Smieszność, rzeczy zabawne, historie rozweselające i humorystyka jak najszerzej
pojęta. A czy istnieją konkretne rzeczy które są zawsze śmieszne tak samo? Czy
da się stworzyć jakiś katalog rzeczy zabawnych? Spis zabawnych tematów, listę
zabawnych słów, albo może listę takich dowcipów, po których wkuciu na pamięć
będziemy wiedzieli jak być zabawnym kiedy chcemy? Ciężka sprawa. Ale to nie
znaczy, że nie istnieje dowcip. I podobnie z męskością i kobiecością, albo z
ojcostwem i macierzyństwem. Nie ma znaczenia, czy ojcowie będą chodzili z
wózkami a matki czy będą ciężary na siłowni podnosić. Ojcostwo i macierzyństwo,
męskość i kobiecość nie dają się zdefiniować poprzez konkret. Ale to nie znaczy,
że nie istnieją.
Jeszcze inna analogia. Przemoc psychiczna. Istnieje czy nie
istnieje? Każdy się zgodzi, że istnieje. Ale niektórzy próbują zrobić rzecz
niemożliwą. Stworzyć listę zachowań, które są przemocą psychiczną. Konkretnych.
Grożenie odejściem na przykład na tej liście umieszczono. Albo wyśmiewanie
cudzych poglądów. A ja się pytam - ja czy spytanie kogoś czy przyjechał
samochodem to przemoc psychiczna czy nie? Tu autor listy patrzy na mnie
zbaraniały. Nie. To nie jest przemoc psychiczna. A ja odpowiadam, że to zależy
od kontekstu. Ale jak ktoś nie rozumie, że męskość i kobiecość to rzeczy nie
dające się sprowadzić do listy "męskich albo kobiecych zajęć" to i nie
rozumie, że czasem zupełnie neutralne pytanie może być albo biciem komuś czołem,
albo biciem kogoś w czoło. Zależy od kontekstu. Komputery nie mówią, bo kontekst
prowadzi w nieskończoność. A listy są zawsze skończone.
Kontycypacy  - @ Pani Anna   |06.08.2011 12:38:24
Dyskusja o cenzurze i o poglądach moich może iść równolegle, a w przyszłości
nawet te równoległe linie mogłyby się jakoś zejść. Co do cenzury myślę, że
wprowadza chaos dodatkowy. Gdyby joomla obcinała tekst, ale tekst byłby od razu
widoczny, starczyłoby go sobie przed naciśnięciem Wyślij skopiować do schowka i
gdyby się cały nie ukazał, można by brakującą część umieścić w kolejnym poście.
Ale skoro myśli tu umieszczane mają być tylko słuszne, język wyłącznie elegancki
a wnioski jedynie świetliste, to męczymy się wszyscy w niepewności. Ukaże się
czy nie ukaże? Wydrukują czy nie? A jesli wydrukują, to czy nie obetną? Ileż tu
mieć można skojarzeń. No czy nie można by tych naprawdę złych pisaczy kasować po
ukazaniu się? Parę forów w życiu prowadziłem i moje doświadczenie jest takie, że
one doskonale regulują się same.
Z niecierpliwością czekam na tę herbatę.
A.  - oryginalne rodziny ;)   |08.08.2011 13:08:42
@Śleper:
viking   |12.08.2011 22:02:37
@ chatte

Zachwycony tym, co napisał Kontycypacy (zgadzam się w 100%)
trafiłem na to, co napisałaś Ty i opadła mi szczęka.
Zawsze strasznie mnie
zastanawia, gdy ludzie inteligentni, jak Ty, mówią o "obrońcach
homoseksualizmu".
Co to oznacza ? Wydaje mi się, że można się zgadzać z
pewnymi postulatami ruchów gejowskich lub nie. Np. moje zdanie na temat adopcji
jest pewnie bliższe Twojemu niż reprezontowanemu w artykule. Ale twierdzenie, iż
homoseksualizm jest "niezgodą" na własny heteroseksualizm (???) jest tak
samo "racjonalne", jak twierdzenie, iż mężczyzna i kobieta to w 100% to
samo.
Jak rozumiem, Ty nie przyjmujesz do wiadomości, iż ludzie mogą być
hetero-, homo- lub biseksualni. A Pani Wiśniewska-Grabarczyk nie przyjmuje, iż
istnieją pewne różnice między mężczyznami i kobietami, które nie są efektami
socjalizacji. Proponuję wspólne spotkanie przy kawie i przedyskutowanie, co i
czemu Panie odrzucacie w dyskursie nauk przyrodniczych czy psychologii a co się
Wam na tyle podoba, że możecie to przyjąć.
Zresztą dyskusja pomiędzy lewicą a
konserwatystami, w dużej mierze na tym właśnie polega.
Lewica chce namówić
mężczyzn do odnajdywania swej "kobiecej strony"; prawica gejów do
akceptowania "swojego heteroseksualizmu".
A ponieważ trudno się
zamienia kogoś w coś czym nie jest, mają one zazwyczaj cały zestaw stereotypów
na temat tego kim są ci, których tak ciężko się nawraca. I tak, pewna
publikująca tu feministka, dokładnie wie, jakież niecne zamiary mają mężczyźni.
A chatte wie, że kobieta i mężczyzna, zawsze podejmują "trud wychowania"
a każda para homo, której zależy na adopcji egoistycznie pragnie żywej lali do
zabawy.
Madderdin  - re:   |21.08.2011 21:02:56
Sam napisa?:
Wreszcie ktoś publikuje to, o czym sam myślałem od dawna! Jaki ma sens
bronienie "tradycyjnego podziału ról"?
Ewolucyjny dobór naturalny.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 03.08.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.04610 Seconds