|
AD
|
|
11.10.2009 |
Można odnieść wrażenie, że tegoroczny Nobel pokojowy motywowany był przede wszystkim wyjątkową nienawiścią, jaką w krajach nordyckich darzono Busha - jej intensywności nikt w Polsce sobie nawet nie wyobraża. Pokojowego Nobla przyznają politycy. Przewodniczącym norweskiego Komitetu Noblowskiego jest były socjaldemokratyczny premier, Thorbjörn Jagland. Wiceprzewodniczącą - Kaci Kullman, która w przeszłości piastowała różne ministerialne teki. Bardzo dużo mają do powiedzenia inne panie z establishmentu, np. 68-letnia Inger-Marie Ytterholm. Jagland zdawał sobie sprawę z kontrowersyjności tegorocznego laureata, gdyż wymienił Willy Brandta, który otrzymał nagrodę w roku 1971, będąc wtedy stosunkowo krótko kanclerzem. Wyjątkowo nietrafne porównanie. Ostatnim terminem nominacji do tegorocznego pokojowego Nobla był 1 lutego. Obama był wówczas prezydentem 11 dni. Willi Brandt został kanclerzem w roku 1969 i przed swoim Noblem już dużo zdążył zrobić - podpisał układ z Cyrankiewiczem, uznał granice na Odrze i Nysie, klęczał przez pomnikiem getta w Warszawie. Obama jeszcze nie zrobił niczego wielkiego, może tego dokona, może nie.
Testament Nobla mówi, że nagroda powinna przypaść temu, kto przyczynia się do braterstwa miedzy narodami, rozbrojenia lub rozpoczęcia rokowań pokojowych. Trudno powiedzieć, aby te kryteria spełniał Obama, który ma wysłać 40 tysięcy nowych żołnierzy do Afganistanu. Może Komitet chciał użyć nagrody jako feedbacku dla Obamy, który jest w krajach nordyckich bardzo lubiany?
Komitet miał wielu innych kandydatów, chociażby 36-letni chiński dysydent-ekolog Hu Jia - który nota bene demonstracyjnie przeszedł na buddyzm tybetański - czy Amerykanin Greg Mortenson, budujący szkoły dla dziewcząt w Afganistanie i Pakistanie, czy Trybunał w Hadze, nieuznawany zresztą przez administracje Busha. Wybory Komitetu spotykały się z aplauzem, gdy nagroda przypadała dysydentowi lub osobom zaangażowanym w pracę na rzecz dobra wspólnego (do-gooders). Pierwszą otrzymał Henri Dunant, założyciel Czerwonego Krzyża. Nagradzanie polityków rzadziej było fortunne, szczególnie niechlubnym przykładem jest arcyłotr Henry Kissinger, współodpowiedzialny za pucz generała Pinocheta i nielegalne bombardowania Kambodży podczas wojny w Wietnamie. Może Komitet - co zasugerował Nicolas Sarkozy - chciał pokazać, że USA znowu powróciły do serc Europejczyków. Nie takie jednak były intencje Alfreda Nobla.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 11.10.2009 )
|
@ Skrzypek Zauważ, że nawet w ...
@"Według badań zleconych prze...