|
Umówiliśmy się na Śnieżce.
Zerwałem się obstawie w Warszawie, współpracownik Nowej, Marcin Jabłoński, zawiózł mnie do Łodzi, a tam wsiadłem do pociągu jadącego do Jeleniej Góry. O świcie byłem w Karpaczu. Wiedziałem już, że jeżeli będą mnie szukać miejscowi, to z pewnością rozpoznawać mają ze zdjęcia, więc żeby im to utrudnić, ochoczo dołączyłem do wycieczki budowlanych, zabawiając dowcipami jakąś tęgawą panią. Wsiadłem na wyciąg. Hej, góry, lasy, jak dobrze było wyrwać się z tego wiru pracy, wysiłku i napięcia. Już dojeżdżając zobaczyłem Adasia i Jasia, którzy lekceważąc zasady bhp wymachiwali do mnie wesoło. Poszliśmy do schroniska, gdzie, o cudzie PRL-u! okazało się, że jest pyszna golonka i zapijając ją piwem, czekaliśmy na Antka, który trochę się spóźniał. Trzeba było w końcu ruszyć na drogę przyjaźni polsko-czechosłowackiej, tak się ten szlak nazywał, a myśmy go nazywali drogą przyjaźni z NRD, bo tylko Niemców nie chcieli tamtędy puszczać. Już z daleka zobaczyłem Tomka Petrziwego, który szedł po czeskiej stronie, a potem skręcił w takie ustronne miejsce, gdzie pod jodłami były stoły i ławki. Pogoda wspaniała, czerwiec. Siedzieliśmy wokoło stołu z dwoma rzecznikami Karty, Václavem Havlem i Martą Kubišovą, prześliczną dziewczyną i ponoć piosenkarką niezgorszą. Jej chłopiec robił nam zdjęcia. Zaczęliśmy od razu od ustalenia wspólnego oświadczenia, bo nie było wiadomo, jak długo uda nam się tu zabawić, czy nas zaraz nie zdejmą.
Napisaliśmy, że w dziesiątą rocznicę wydarzeń 1968 roku przedstawiciele Karty 77 i KSS „KOR” spotkali się na granicy polsko-czechosłowackiej: „…zbratani w obronie prawdy, praw ludzkich i obywatelskich, demokracji, sprawiedliwości społecznej i niepodległości narodowej, deklarujemy wspólną wolę dochowania wierności tym ideałom i działania w ich duchu”. A potem długo dyskutowaliśmy o współpracy. W pewnym momencie doszedł Antek Macierewicz, który spóźnił się, gdyż czekał na najświeższy numer „Głosu”.
Nie będę ukrywał, że całe to spotkanie zrobiło na nas wszystkich kolosalne wrażenie. Tam te wszystkie tajne i jawne policje, konfidenci, a my siedzimy sobie przy stole, na którym rum, salami, ser, chleb – wszystko z przepastnej torby Havla, nad nami szumią jodły i zbratani dyskutujemy, jak obalić wspólnego tyrana. Tak jakby zaczęło się w tym momencie realizować wspólne marzenie, żeby z niewoli wyrwać się przez przyjaźń. Co prawda oni byli jeszcze daleko za nami i wyraźnie dało się to odczuć w dyskusji. Byliśmy na innym etapie, bo nam już nie wystarczał duch oparty na związkach grup nieformalnych czy przyjaźni osób. Zaczynaliśmy już potrzebować właśnie formalności, struktur i komitetów, a oni jeszcze nie. Duże wrażenie zrobił na nich „Głos” i nasze opowieści o technice. W związku z tym umówiliśmy się wstępnie na współpracę w dziedzinie poligrafii, Havel dał nam tekst do „Krytyki” i zaplanowaliśmy wspólne seminarium. Od czasu do czasu przychodził żołnierz WOP-u i sprawdzał, czy jesteśmy, bo mu się liczba turystów przechodzących nie zgadzała. Zbliżał się, liczył nas i wracał. Upojeni sukcesem wracaliśmy do Warszawy.
Tymczasem na miejscu czekały nas baty. Starsi Państwo oburzyli się na nas, że pojechaliśmy tak sobie, bez uzgodnienia, a to należało jednak ustalić i wtedy oni by nas delegowali. Trochę pokrzyczeli, ale w końcu zaakceptowali i komunikat ze spotkania się ukazał. Wielka to była sensacja. Dla mnie oczywiste było, że drugi raz ten numer nie przejdzie, więc postanowiłem już nie jechać. Tymczasem dwudziestego września chłopcy pojechali znowu i znowu im się udało. Tym razem był z nimi Zbyszek Romaszewski. Z tamtej strony przybyła większa grupa, kilkanaście osób, w tym: Szabata, Havel, Kubišova, Petrziwy, Heydanek, Nemec. Przywieźli list do wszystkich narodów więzionych w obozie sowieckim. Wszyscy byli w nim wymienieni: Czesi, Słowacy, Węgrzy, Niemcy, Rosjanie i mieszkańcy innych republik. Bardzo się tam wszyscy zaprzyjaźnili i oczywiście przyrzekli sobie, że wkrótce zobaczą się znowu.
Fragment Autobiografii Jacka Kuronia. —
W niedzielę, 18 grudnia 2011 roku, zmarł Vaclav Havel, ostatni
prezydent Czechosłowacji oraz pierwszy prezydent Republiki Czeskiej,
wybitny działacz opozycji demokratycznej lat 70. i 80, Kawaler Orderu
Orła Białego.
[fot. archiwum]
Na podobny temat
|
Wydźwięk tekstu nie do końca mi się p...
Jest nauka w sensie pracowitego latam...