NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Tokarczuk: Filozofia trzech „E”: ekonomicznie, ekologicznie i estetycznie Drukuj
Olga Tokarczuk   
07.05.2011

recyklingmissmalaprop.jpgNigdy wyrzucanie śmieci nie sprawiało mi takiej radości, jak tutaj, w jednym z najbardziej uporządkowanych i bogatych miast Szwajcarii, gdzie mieszkam od kilku miesięcy. Czekam na środę i sobotę, kiedy pakuję wszystko to, co niepotrzebne lub zużyte, i wyruszam na drugi koniec miasta, żeby w prawie świątecznej atmosferze wziąć udział w tym festynie recyklingu. Razem ze mną ciągną inni obywatele – na rowerach, piechotą, a także drogimi, wypasionymi samochodami, w których porządnie posegregowane śmieci wypełniają bagażnik.

Obrazek jak z dziwacznej bajki, prawda?
A jednak to prawda.

Kiedy tu tylko przyjechałam, od razu otrzymałam szczegółowe instrukcje dotyczące segregacji śmieci. Najpierw więc musiałam zapamiętać, do czego służą różnokolorowe pojemniki – jeden na korki, drugi na baterie, jeszcze inny na PET-y, czyli butelki jednorazowe z tworzyw sztucznych. Osobno zbiera się też szkło, plastik, aluminium puszkowe i foliowe oraz papier i resztki organiczne. Zajęło to sporo miejsca w mojej małej kuchni, ale segregacja tych materiałów powoli wprowadzała mnie w stan bliski medytacji. Ogarniała mnie jakaś jasność, doznawałam przejrzystości umysłu, bo oto nagle widać, co z czego jest zrobione i jak to wszystko działa. Co składa się na świat wokół nas i jak funkcjonuje kosmos drobnych przedmiotów. Na przykład torebki, w jakie pakuje się chleb, zrobiono z papieru i przezroczystej folii – należy więc po zjedzeniu chleba oddzielić jedno od drugiego. Jogurt z kolei to poza samym jogurtem także plastikowy kubek, aluminiowa przykrywka i papierowa etykieta. Po wyjedzeniu zawartości należy więc zdekonstruować opakowanie, rozłożyć je na czynniki pierwsze. Sprowadzić złożone do podstawowej formy – prawdziwa szkoła analitycznego myślenia.

Jednego dnia byłam zaproszona na kawę i w czasie dyskusji o współczesnym teatrze goście, wlewając mleczko do kawy z malutkich kubeczków, automatycznie już oddzielali plastikową miseczkę od aluminiowej pokrywki, dyskretnie zlizywali z niej resztki śmietanki i odkładali do specjalnie na ten cel przygotowanego pudełka. Czysty nawyk w służbie ekologii.

Ale tutaj to coś więcej. Czy z wyrzucania śmieci można zrobić rozrywkę i sensowne zajęcie?

Dwa razy w tygodniu w miejscu, gdzie mili ludzie przyjeżdżają wyrzucić swoje śmieci, otwiera się sklep, w którym za grosze sprzedaje się różne używane rzeczy, uznane przez poprzednich właścicieli za niepotrzebne. Jak w innych tego typu sklepach charytatywnych w niektórych krajach, sprzedawcy najpierw przyjmują, co kto przyniósł, żeby potem to wycenić i ładnie ułożyć na półkach. Pracują tam za darmo, dla idei, a pieniądze uzyskane ze sprzedaży idą na różne cele socjalne. Większe i cięższe rzeczy, jak meble, kuchenkę czy mikrofalówkę, odbiera nieodpłatnie specjalny serwis, a samemu można tam odnieść cztery widelce, które pozostały z kompletu, sukienkę, w którą nie można już wejść, książki, z których wyrosła pociecha, ubranka dla lalki, starą pocztówkę, niepotrzebny segregator i budzik, który tyka za głośno, żeby przy nim spać. Ktoś to kupi. Ale i mnie się przyda dziwaczny otwieracz do wina, horror na DVD, blaszane pudełko na zdjęcia i słomkowy kapelusz. Handel kwitnie. Tłum przelewa się między półkami. W tym jednym z najbogatszych miast Szwajcarii pod ów „Brockenhaus” podjeżdżają ekskluzywne sportowe maserati i bugatti, żeby ich właściciele mogli wziąć udział w radosnym święcie wyrzucania śmieci.

Nazwa „Brockenhaus” nawiązuje do Biblii i opisanej w Ewangelii św. Jana historii o cudownego rozmnożeniu pięciu chlebów i dwóch ryb i nakarmieniu tym pięciu tysięcy ludzi, którzy zgromadzili się, by posłuchać nauk Chrystusa. U ewangelisty jest o tym mowa we fragmencie 6,12: „A kiedy się nasycili, rzekł do uczniów swoich: Pozbierajcie pozostałe okruchy [niem. Brocken], aby nic nie przepadło!”.

Twórcą idei sklepów dobroczynnych był niemiecki ewangelicki pastor i teolog Friedrich von Bodelschwingh (1831 – 1910), założyciel wielu przytułków dla żebraków i schronisk dla epileptyków, znany dziś jednak przede wszystkim jako autor wielu nadal rozwijanych pomysłów na zmniejszenie i złagodzenie nędzy. Friedrich von Bodelschwingh dążył więc z jednej strony do zebrania możliwie największych datków na rzecz swoich podopiecznych, i to zarówno od osób prywatnych, jak i instytucji państwowych (w tym celu uprawiał swoisty lobbing i rozwinął cały system zbierania darowizn, co każe w nim widzieć ojca fundraisingu). Z drugiej zaś był przekonany, że nic tak nie daje człowiekowi godności i szacunku jak praca (jego słynne motto brzmiało Arbeit statt Almosen – praca zamiast jałmużny). Wpadł na pomysł pierwszych w świecie sklepów z odzieżą używaną (a wkrótce potem także z przedmiotami codziennego użytku, darowanymi przez bogatsze mieszczaństwo), w których zatrudnienie znaleźli jego podopieczni. Obok powstałego w 1872 w Bethel pod Bielefeldem zakładu dla epileptyków otworzył miejsce zbiorki i sprzedaży używanych towarów, z której dochód przeznaczony był na finansowanie potrzebujących.

Myśl ewangelickiego pastora i jego idea Brockenhausu najlepiej jednak przyjęła się nie w Niemczech, lecz gospodarnej i żyjącej wizją wspólnoty Szwajcarii, gdzie z czasem powiązano ją z wzorcowo działającym systemem recyklingu. W 1904 roku w Zurychu katoliccy, protestanccy i żydowscy obywatele założyli wspólnie stowarzyszenie, wspierane także przez miejscową lożę masońską. Tak powstał najstarszy w Szwajcarii Brockenhaus. Dziś jest to wielki, trzykondygnacyjny dom towarowy, który niedrogo sprzedaje używane rzeczy. Wystarczy zaledwie kilkanaście franków, żeby wyjść z torbami wypchanymi po brzegi zakupami. W większości są to rzeczy oddawane bezpłatnie przez mieszkańców, ale część z nich została skupiona przy okazji przeprowadzek i likwidacji gospodarstw domowych, dlatego można tu znaleźć wartościowe stare meble i obrazy. Jest to więc coś pomiędzy sklepem typu „second hand” a antykwariatem o bardzo niewygórowanych cenach. Jak porządny sklep, jest podzielony na działy, ma swoje firmowe torby, a na piętrze tuż przy dziale z używanymi książkami jest kafejka, gdzie można odpocząć i napić się kawy. Wypracowany ze sprzedaży zysk (całkiem spory) po opłaceniu kosztów i wypłaceniu wynagrodzenia zatrudnionym (a jest to, zgodnie z ideą von Bodelschwingha, zakład pracy chronionej) idzie na cele socjalne i charytatywne. Na stronie internetowej zuryskiego Brockenhausu (niestety wyłącznie w języku niemieckim) można znaleźć długą listę beneficjentów, którzy w ostatnich czterdziestu latach skorzystali ze wsparcia finansowego tej instytucji. Są to kwoty niebagatelne, w wielu przypadkach sięgające kilkuset tysięcy franków szwajcarskich.

Zwykle system śmieciowy działa w ten sposób, że zakłada istnienie nierówności społecznych. Bogatsi wyrzucają, co im niepotrzebne, a biedniejsi zbierają to i korzystają z używanych rzeczy. Lecz dziś w Brockenhausach nie widać specjalnych różnic miedzy klientami. Przychodzą zarówno biedni emigranci, którzy chcą urządzić się w nowym miejscu, jak i bogatsze panie, które kupują chochlę do zupy, bo ta akurat wpadła im w oko, czy eleganci, dla których kupowanie ubrań w sieciowych sklepach to nuda. Ludzie lubią się wymieniać rzeczami, jest to – zdaje się – o wiele bardziej podniecające niż samo posiadanie. To na tej zasadzie funkcjonują pchle targi i platformy internetowe takie jak eBay czy Allegro. Instynkt zbieracki i instynkt polowania realizują się przy wyszukiwaniu „okazji”, cokolwiek miałoby tą okazją być. Oddaję płytę, której nie słucham, a w zamian za grosze kupuję sobie, powiedzmy, różowy segregator. Super!

Zawsze byłam zwolenniczką kupowania w tzw. second handach. To filozofia trzech E: ekonomicznie, ekologicznie i estetycznie. Rzeczy krążą między ludźmi, wykorzystuje się je do końca. Nie są anonimowe, mają swoją historię, są przy tym tanie, z duszą i często dobrej jakości.

Najgorsze jest, że nie wiem, jak to będzie, kiedy wrócę do Wrocławia z moimi nowymi nawykami. W moim mieście, mimo trzystu festiwali kulturalnych rocznie, prawie nie segreguje się śmieci. Co zrobię z pojemniczkiem od kawy, gdzie podzieję korki od wina? Przecież uschnie mi ręka, gdybym je miała wyrzucić ot tak, do kosza. Na samą myśl o wymieszaniu obierzyn z ogórka z plastikowymi torebkami robi mi się słabo.

W Szwajcarii wszystko zaczęło się od dzieci i edukacji. Do szkół wprowadzono specjalne zajęcia z ekologii i szczegółowo nauczano praktyki segregacji śmieci. To dzieci więc nauczyły dorosłych, co i jak należy robić.

Recykling jest polityczny, a jakże. Na Ukrainie na przykład zakazano sprowadzania używanych rzeczy i używanej odzieży z zachodniej Europy. Uzasadniono to tym, że taki handel psuje produkcję krajową. W rzeczywistości jest to przede wszystkim ochrona taniego importu z Chin, który w przypadku rozwiniętego rynku rzeczy używanych staje się zwyczajnie mniej opłacalny.

Zawsze można wmówić ludziom, że kupując używane rzeczy, stają się dziadami, że to niegodne i wstydliwe. Że będą lepsi, konsumując tanie, produkowane w urągających wszelkim standardom socjalnym warunkach pracy badziewie, które nie spełnia większości norm jakościowych i rozpada się po krótkim użytkowaniu, powiększając tym samym góry zalewających nas śmieci.

I jeszcze coś. Gemeinschaftgefühl, pierwsze skomplikowane niemieckie słowo, które udało mi się posegregować: gemein – wspólny, (der) Schaft – trzon, (das) Gefühl – poczucie. W języku polskim oznaczałoby to więc „poczucie wspólnoty”, które z luźnej zbieraniny ludzi tworzy społeczeństwo. I wcale nie trzeba się w tym celu skrzykiwać pod sztandarem wojny, obrony demokracji, narodu, religii czy futbolu, ale właśnie na przykład segregacji śmieci. Z punktu widzenia prymitywnie pojmowanego interesu jednostki segregacja śmieci nie jest atrakcyjna. Przynosi korzyści w bardzo ogólnej, dalekiej perspektywie. Ale korzyść wspólna jest prawie natychmiastowa – czysta woda, czysta gleba, porządek, nowe miejsca pracy i świadomość, że robi się coś dla dobra wspólnoty.

  

Komentarze
Dodaj nowy
ewa   |07.05.2011 15:07:35
Korki od wina można podrzucać np. do świetlic środowiskowych, dzieciaki je
szybko przerobią na mniejsze lub większe "dzieła sztuki" ;).
Tomek Kalota   |07.05.2011 15:07:57
Wiele lat temu, gdy szmateksy były u nas zagrożone, najgłośniej w tej sprawie
protestowali skrajnie liberalni tzw. tu (i zwykle wyśmiewani)
"korwiniści", a ich lider nawet oświadczał publicznie, że w szmateksach
się ubiera i prezentował kamizelkę za kilka złotych. Podobnej akcji liderów
lewicy nie pamiętam.
myszacicha   |07.05.2011 21:09:05
nawyki i ich wdrazanie sa oczywiscie swietne, takze biblijny second hand. ale
nie zapominajmy, ze za tym stoi cala machina niezwykle zamoznego panstwa, ktore
te smieci zbiera i costam z nimi robi. u nas technologie i przetworstwo sa, o
ile wiem, w powijakach. to nie znaczy, ze jestem przeciw uczeniu, nawykom i
dobudowywaniu do tego pokus typu szmateks! ale niestety kolejnosc ma znaczenie.
nie wiem gdzie mieszka OT, ale w Zurychu jest dodatkowo zagroda jeleni (czesc
zoo?), ktorym mozna znosic stare warzywa i chleb i zostawiac w specjalnym
pojemniku! to dopiero zabawa (dzieci)! a wiec wbrew stereotypowi szwajacarzy
popisuja sie niezlymi zdolnosciami do "story tellingu". u nas jest
problem smieci w lasach, na etapie takich problemow jestesmy. ale we wsi gdzie
mam chalupe nie widzialam ani jednego pojemnika zbioroczego. nie dziwie sie wiec
60-letniej sasiadce, ktora nigdy nie miala samochodu, a do PKSu dyrda 3 km, ze
chmajtnie cos w las. oczywiscie z sasiadami, samochodem czy tam ciagniekiem
mogliby… ale w sasiedztwie, gdzie siedziba gminy tez pojemnikow nie widzialam.
historie sa fajne. ale one by powstaly gdyby panstwo inwestowalo w polityke
recyklingowa, a do tego nam chyba daleko
myszacicha   |07.05.2011 21:11:57
gemeinschaftgefuhl to niemal republikanizm, czyz nie? res publica i wszystko co
za tym stoi. nawet jesli go nie lubicie, niech moderator pusci ten komentarz.
Leśny  - Serce boli   |07.05.2011 22:36:20
Aż mnie w sercu zakłuło jak to czytałem. Mój sąsiad nawet nie płaci za wywóz
śmieci -a segregacja odpadów u niego polega na tym - co się da wrzucić do
kominka (taka "domowa spalarnia opadów") albo wywieźć do lasu. Skargi
czy inna droga urzędowa (straż miejscka policja itp) nie wchodzi w grę. Nikogo
to nie interesuje. Strzał w potylice i ze śmieciami do lasu
olimpijczyk   |07.05.2011 22:40:01
pisząc o von Bodelschwinghu wystarczyło napisać po prostu "pastor". ani
katolicy ani prawosławni pastorów nie mają.
viking   |07.05.2011 22:46:55
Gemeinschaft nie ma nic wspólnego z der Schaft. -schaft to końcówka za pomocą,
której tworzy się rzeczowniki.
Freund- Freundschaft, bereit- Bereitschaft,
Bruder- Bruderschaft itd.
Słowo brzmi zresztą:
Gemeinschaftsgefühl. Zabrakło
"s".
JPO  - A jednak da się :-)   |07.05.2011 23:16:15
Zacznijmy małymi krokami, tak właśnie - od edukacji dzieci, samych siebie,
sąsiadki, znajomych, wspólnych wydarzeń
sprzątaniowo-recyklingowo-wyprzedażowych. Zdecydowanie da się - w naszej
miejscowości (Józefów k. W-wy) w Urzędzie Miasta odbieramy darmowe worki w 3
kolorach, wystawiamy w określonym dniu przed bramę - wszyscy mieszkańcy się
nauczyli bardzo szybko jak to działa (darmowy odbiór!). Na pewno zmniejsza to
ilość śmieci w lesie. My w naszej 4-osobowej rodzinie, dzięki totalnemu
segregowaniu (m.in. to czego nie zjedzą ludzie może zjedzą psy, a reszta:
kompost + inne pojemniki), produkujemy 2 małe torby-reklamówki śmieci-śmieci
miesięcznie (!). Cała reszta idzie do recyklingu. Staramy się też jak najmniej
kupiować rzeczy w opakowaniach, kupujemy dużo na targu na wagę. Krok po kroku
:-)
Rafał  - Zlizywanie śmietanki z aluminiowych wieczek   |09.05.2011 09:12:31
Oblizywanie aluminiowych wieczek - np. po śmietance jak w tekście, po jogurcie
itd. - jest niezdrowe. Obliując je, zlizujemy nie tylko "produkt
spożywczy" ale również aluminium (które łatwo wchodzi w reakcję z tymże
produktem). To aluminium odkłada się w wątrobie i może spowodować choroby układu
nerwowego.
(To oczywiście nie jest komentarz do meritum tekstu.)
Panmik   |09.05.2011 11:49:01
Zapraszamy do Kalisza: http://www.krytykapolityczna.pl/Kalisz/Kalisz10kwi
etniaTargOFFisko/menuid-292.html

to na razie wydarzenie okazjonalne, ale od
czegoś trzeba zacząć. Z każdą edycją przychodzi więcej osób.
Mr.Proper  - Granice recyklingu   |09.05.2011 14:28:41
Niestety na razie nie da się jeszcze wszystkiego efektywnie zutilyzować.

Jogurt
jest najlepszym tego przykładem!
Żeby przetworzyć ponownie plastikowe opakowanie
należałoby najpierw opłukać pozostałości jogurtu. Zużycie czystej wody w tym
celu zupełnie przerasta ewentualne korzyści z recyklingu opakowania.

Pozatym
dzisiejsza technologia nie pozwala jescze na efektywny recykling
najdrobniejszych śmieci, takie jak kawałki papieru (czy to z warstwą aluminium
czy bez), za to bardzo przydają się one jako dodatkowe paliwo w procesie
spalania większych odpadów.
Herman  - oblizywanie wieczek   |09.05.2011 15:26:55
Rafale, otóż jest trochę inaczej.
Aluminium rzeczywiście wchodzi w reakcję z
jogurtem/kefirem, dlatego pokrywa się je specjalną substancją, która tej reakcji
zapobiega. Zlizujący pochłania więc chemię o innym składzie niż aluminium, co na
zdrowie nie wychodzi.
Lena  - re: A jednak da się :-)   |09.05.2011 15:32:12
Ostatnio widzialam, jak "kolorowe" worki z posegregowanymi
smieciami byly odbierane przez śmieciarę i lądowały (SIC!) wszystkie w
jednym kontenerze (mialo to miejsce w podwarszawskim Jozefowie). Mam
nadzieje, ze "ktos" je potem jednak ponownie segregowal i
proces recyclingu szczesliwie spelnial swoja misje. Jednak mam powazne
obawy, ze obecnie, kiedy za wywoz ekosmieci ma obowiazek placić Gmina,
firmie odbierajacej nasze smieci nie zalezy na
ich "uplynieniu" - i tak Urzad zaplaci. Stad firma moze po
prostu ladowac i wywozic wszystkie smieci razem "bez
nalezytego poszanowania".
JPO napisa?:
…Zdecydowanie da się - w naszej miejscowości (Józefów k. W-wy) w Urzędzie
Miasta odbieramy darmowe worki w 3 kolorach, wystawiamy w określonym
dniu przed bramę - wszyscy mieszkańcy się nauczyli bardzo szybko jak to
działa (darmowy odbiór!). Na pewno zmniejsza to ilość śmieci w lesie.
My w naszej 4-osobowej rodzinie, dzięki totalnemu segregowaniu (m.in. to
czego nie zjedzą ludzie może zjedzą psy, a reszta: kompost +
inne pojemniki), produkujemy 2 małe torby-reklamówki śmieci-śmieci
miesięcznie (!). Cała reszta idzie do recyklingu.:-)
Spokojny   |09.05.2011 15:46:03
Jak byłem mały mama woziła mnie autobusem do dentysty którego bardzo się bałem.
Pamiętam że otwierałem wtedy okno. Lubiłem sobie wyobrażać, że kiedy je otwieram
zwiększa się opór powietrza w autobusie, przez co on wolniej jedzie i może
dzięki temu uda się skrócić wizytę u kata o tych parę sekund.
Te zabiegi
których opisy są w tekście są tego samego rodzaju. Na kapitalistycznym rynku
ilość sprzedawanych dóbr i usług musi rosnąć wykładniczo do nieskończoności,
ponieważ wykładniczo do nieskończoności rośnie zadłużenie wynikające z używania
środka płatniczego który jest w istocie długiem. Wynika z tego, że niezależnie z
czego będziemy robili opakowania i jak je będziemy rozdzielać po zużyciu
eksploatacja środowiska musi w końcu osiągnąć poziom stu procent. Żadne magiczne
rozkładanie pudełeczek tego nie zmieni. Samochody na prąd, ekologiczne źródła
energii i zajadanie się soją także tu nic nie zmienią. Dopóki pieniądz jest
długiem wszyscy musimy produkować do nieskończoności coraz więcej i więcej aby
ten dług spłacać i nie może zachować się jakakolwiek część ziemi, która by w
końcu nie została zużyta w tym procesie.
Agnieszka   |10.05.2011 23:49:16
Mieszkam w Wiedniu od 20 lat. Tutaj tez sie segreguje smieci. Robie to takze i
ja. I wlasnie dlatego uwazam ze jest bledem skladac odpowiedzialnosc za odpady z
opakowan na barki klienta. Klient kupi (czesto drogo) i ma jeszcze obowiazek
usunac klopotliwe odpady - cos tu nie tak. W sklepach juz prawie nie widzi sie
napojow w szklanych butelkach, wszedzie plastik, to przeciez troche od konca
zajmowac sie sprzataniem smieci, podczas gdy duze koncerny coraz wiecej ich
produkuja. Bez pomocy od strony fabryk nie widze zbytnich szans na duza poprawe
w ekologii.
indoctus  - Coś o recyklingu   |15.05.2011 14:50:57
Polecam zobaczyć krótki klip promujący recykling: http://vimeo.com/19555945
Kaja  - Nadkonsumpcja   |21.05.2011 11:50:37
Tez mieszkam w Szwajcarii i tez mnie ta segregacja smieci zachwycila na
poczatku. Oczywiscie jest to chwalebne i tak robic nalezy. Pozostaje jednak
pytanie: skad sie te wszystkie smieci biora? W jednym z najbogatszych krajow
swiata ludzie sobie nie zaluja: nadkonsumpcja ciagle rosnie, niestety…
Najgorsze, ze nowe pokolenia traca ten szwajcarski zmysl oszczednosci i
reutylizacji i niestety kupuja na mase i potem na mase smieca…
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 07.05.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.05194 Seconds