|
W latach 1973 – 1975 grupa wschodnioberlińskich studentów i absolwentów filozofii utworzyła komórkę trockistowską. Studia filozoficzne na wschodnioberlińskim Uniwersytecie Humboldtów, kuźni elit NRD, stały oczywiście pod znakiem marksizmu-leninizmu. Członkowie grupy, do której należałem, podejmowali studia jako żarliwi marksiści i zaangażowani członkowie SED. Ciekawość intelektualna, nowe doświadczenia płynące z życia i lektur, a z pewnością również poczucie wyższości wobec twardogłowych dogmatyków sprawiły, że powstał nowy krąg dyskusyjny, który bardzo szybko odciął się od otoczenia.
Wśród autorów zdobywanej najbardziej niezwykłymi sposobami i dyskutowanej przez nas literatury byli najwięksi renegaci ubiegłego wieku tacy, jak Arthur Koestler, Manès Sperber czy Ignazio Silone, najważniejsi myśliciele zachodnioniemieckiego i zachodnioeuropejskiego ruchu roku 1968, ale również tłumaczone na niemiecki prace wschodnioeuropejskich dysydentów i opozycjonistów. Byli to oprócz Trockiego wszyscy święci międzynarodowego trockizmu tacy jak Isaac Deutscher i Ernest Mandel.
W ten sposób pewnego dnia wśród naszych lektur pojawił się również List otwarty… Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego. Napisany niespełna dziesięć lat wcześniej był dla mnie pierwszym dokumentem politycznym polskiej opozycji, jakim się zająłem. Analiza, na której opierał się List, zawierała wiele z tego, czego i my wówczas poszukiwaliśmy: lewicową krytykę realnego socjalizmu i projekt alternatywny na bazie wartości marksistowskich.
Wiara i wina
Dopiero później dowiedziałem się, kim naprawdę był Jacek Kuroń, w jaki sposób i w jakim kierunku rozwijało się jego życie i myśl. Jedyna pozycja z jego pism autobiograficznych, która dotychczas ukazała się w języku niemieckim, książka Wiara i wina, opisuje drogę od wierzącego młodego komunisty do krytyka marksizmu a później niezależnego lewicowca. W wielu punktach tego opisu odnajdywałem przesunięte w czasie momenty z mojej własnej biografii. Które doświadczenia pomogły się przebudzić? Na ile człowieka kształtowała rodzina, dom i aktualne wydarzenia, w których przyszło mu żyć? Kto jeszcze miał takie same lub podobne doświadczenia, a jednak skazywał się na dalszą ślepotę, konformizm i oportunizm? Dlaczego?
Wczesne i późniejsze prace autobiograficzne Jacka Kuronia wyrastają ponad tony literatury tego gatunku, która opisuje indywidualny spór z fenomenem stulecia: z komunizmem. Kuroń wyróżnia się bezwzględnością autoanalizy, świadomością tego, jakie mogą być konsekwencje wiary, która przeobraża się w błędne przekonania i bałwochwalstwo. Przez całe życie nurtowała go kwestia własnej winy i możliwych sposobów ustosunkowania się do niej. Równocześnie cechowało go głębokie człowieczeństwo, gotowość otwarcia się na innych i oddania im tego, co najlepsze, tak w związku młodzieży, na uniwersytecie, w życiu codziennym jak i w celi więziennej. Kuroń wciąż kwestionował przekonania i wartości, co w jego przypadku nie prowadziło wcale do dogmatyzmu i fanatyzmu, ale wynikało z szacunku dla drugiego człowieka i jego przeciwstawnych poglądów.
Czy są to pierwsze lata uwięzienia, burzliwy czas polskiego marca 1968 r., czy też początki „złotej” epoki gierkowskiej, dostrzegam u Jacka Kuronia silne przeczucie tego, gdzie mogą leżeć przyszłe wyzwania indywidualne, społeczne i polityczne. Widzę też jego staranie, by się do nich przygotować. Te wyzwania ziściły się bardzo szybko.
Nie palcie komitetów, budujcie własne
W NRD rok 1976 jest nierozłącznie związany z samospaleniem pastora Brüsewitza i pozbawieniem obywatelstwa Wolfa Biermanna. W PRL rok 1976 to powstanie KOR-u. Słusznie nagradzana jest najnowsza książka Andrzeja Friszkego poświęcona temu wydarzeniu Czas KOR-u. Jacek Kuroń a geneza Solidarności. Można ją również czytać jako drugą część obszernej biografii Kuronia. Na cztery lata przed wydarzeniem stulecia, jakim było założenie Solidarności, KOR niezwykle silnie oddziaływał na zagranicę. Nie do przecenienia jest jego wpływ na sformowanie – nieważne, że wąskiego – czeskiego i słowackiego ruchu praw człowieka skupionego wokół Karty 77, na węgierską opozycję demokratyczną czy też na narody zamknięte razem pod przymusowym szyldem Związku Radzieckiego. To samo dotyczy pionierów późniejszej enerdowskiej opozycji działających pod osłoną Kościoła Ewangelickiego.
Z szeregu współistniejących w KOR-ze różnorodnych indywidualności i sposobów myślenia, uwagę zagranicy zwróciły przede wszystkim dwa nazwiska: Jacek Kuroń i Adam Michnik. Ich eseje, artykuły i analizy są tłumaczone na wiele języków i stanowią przedmiot ożywionej dyskusji nie tylko w kręgu lewicowych intelektualistów. Przy całej bliskości tej pary zarysowują się między nimi również frapujące różnice. Michnik to błyskotliwy myśliciel i ulubieniec salonów, zaś Kuroń – strateg i trybun ludowy. Nikt nie potrafił tak jak on związać krytycznych intelektualistów ze środowiskiem robotniczym. Komitet Obrony Robotników stał się fundamentem modelu samoorganizacji społecznej i zalążkiem niezależnych związków zawodowych. Wezwanie skierowane przez Kuronia do robotników w Radomiu: „Nie palcie komitetów, zakładajcie własne” – miało charakter przepowiedni.
Krajobraz po bitwie
13 grudnia 1981 roku – wkrótce będziemy obchodzić jubileusz tej daty – zdawał się przyznawać rację wszystkim sceptykom i niedowiarkom, jakoby w Bloku Wschodnim wszelkie próby pokonania systemu były skazane na niepowodzenie bez względu na to, czy byłoby to powstanie, wewnętrzny komunistyczny ruch reformatorski, czy też pokojowy protest masowy. Jacek Kuroń, inni członkowie KOR-u i przedstawiciele pozostałych ugrupowań opozycyjnych takich jak ROPCIO odegrali decydującą rolę w powstaniu i krótkim wzlocie legalnej Solidarności. Stanęli jednak również w obliczu wewnętrznych konfliktów i konkurencji, które miały się przeobrazić w nienawiść i trwającą wiele dziesięcioleci wrogość.
Poddany próbie wytrzymałości KOR, który po zwycięstwie niezależnych związków zawodowych musiał się na nowo zdefiniować, podjął decyzję o samorozwiązaniu. Cnoty tolerancji i pluralizmu, które pozwalały współistnieć odmiennym stanowiskom i światopoglądom, pokazały swoje granice. Ujawniła się inna strona polskiej historii i mentalności. Rozpoczęła się nagonka na Żydów i masonów, krążyło powiedzenie: Raz komunista – zawsze komunista. Dzieci miały odkupywać grzechy i pomyłki ojców i matek, dorośli – błędy swojej młodości.
W dalszych częściach autobiografii Jacek Kuroń przedstawia wzloty i upadki tego sporu, swoje weń uwikłanie, strach przed niepowodzeniem, ale również radość ze zwycięstwa. I wtedy następuje noc pułkowników, czołgów, internowań i strzałów. W celach więziennych i obozach internowania, w kryjówkach podziemnej Solidarności trwa gorąca dyskusja, co teraz należy zrobić. Rysuje się Krajobraz po bitwie, jak Jacek Kuroń zatytułował jedną ze swoich najważniejszych prac tego okresu. Również on czasami ulega pokusie poszukiwania rozwiązań w radykalnych akcjach, jednak przez cały czas wie, że nie może być powrotu do rzeczywistości starego systemu. Koncepcja zrywu solidarnościowego jako „samoograniczającej się rewolucji” ukazuje najgłębsze źródła siły przetrwania „S”. Połączenie energii i roszczeń rewolucji rozbijającej system z umiejętnością kompromisu było największym osiągnięciem działaczy Solidarności, które otworzyło drogę do Okrągłego Stołu. Przez fanatyków i fundamentalistów różnej proweniencji zniesławiony jako zdrada i przejaw słabości, Okrągły Stół i możliwość pokojowego pokonania systemu dały impuls całemu Blokowi Wschodniemu.
Moja zupa
Dalsze części autobiografii są krótsze i utrzymane w bardziej aforystycznym duchu, jednak pozostają niezwykle frapujące. Pokazują Jacka Kuronia, który oddaje się przygodzie tworzenia polityki, awansuje na ministra, popada w spór z częścią swoich dotychczasowych towarzyszy i znajduje nowych sprzymierzeńców. Jednak w głębi duszy pozostaje sobie wierny. Co dla Polski może oznaczać szokowa terapia ekonomiczna Leszka Balcerowicza i jego zwolenników opowiadających się za liberalizmem gospodarczym? – dawny towarzysz Kuronia Karol Modzelewski konsekwentnie kwestionuje strategię, którą inni dawni opozycjoniści uważają za zło konieczne. Co będzie z lewicową wartością społeczeństwa solidarnościowego w rzeczywistości, w której wygrani i przegrani coraz bardziej oddalają się od siebie, w której na każdym kroku widać arogancję i nieodpowiedzialność dużych części nowych elit. Co będzie z UW, partią intelektualistów, i jej przeciwnikami po prawej stronie sceny politycznej? Czy wszyscy komuniści są zdolni do prawdziwej odnowy?
Wszystkie te pytania zaprzątają Jacka Kuronia przez ostatnie półtorej dekady jego życia i do wszystkich się ustosunkowuje. Ponownie czuje się skonfrontowany z własnymi błędami, szuka możliwości złagodzenia trudności i niesprawiedliwości społecznej okresu transformacji i staje się tragikomiczną postacią w czapce kucharskiej, która rozdaje zupę.
Godne uwagi są ostatnie lata życia Jacka Kuronia. Jego krytyka niesprawiedliwości społecznej, nietolerancji i ślepoty na społeczeństwo jako całość miesza się tu ze zgorzknieniem. I tak, pyta swoich starych przyjaciół, którzy tymczasem już jako elita wychwalają przymioty wolności: „Wolność od czego, w tym zapewne zgadzamy się ze sobą, ale dużo ważniejszym pytaniem jest: Do czego wolność? Do czego chcecie wykorzystać zdobytą wolność? Kto i w jaki sposób ma w niej uczestniczyć? Co się stało z naszymi wspólnymi marzeniami?” Czy biednych należy obdarowywać jałmużnami i zasiłkami, czy też społeczeństwo wolnościowe winno konsekwentnie przeciwdziałać biedzie?
Godne uwagi jest też to – i tu Kuroń wyrasta daleko ponad polityka socjalnego – jak dużą wagę przypisuje w swojej politycznej prozie Ukrainie i całemu Wschodowi. Do końca pozostaje wierny marzeniu o wolnej, niezależnej i demokratycznej Ukrainie, o relacjach pozwalających na zabliźnienie wzajemnie zadanych ran.
Teraz macie zloty róg
Czy można mówić o politycznym testamencie Jacka Kuronia, który pozostaje aktualny w dzisiejszej nowej sytuacji Polski i Europy? Moim zdaniem można. Oprócz wizji i projektów alternatywnych, jakie przedstawił w ostatnich latach życia, decydującej roli, jaką przypisywał edukacji demokratycznej i zamiłowaniu do pedagogiki, tym testamentem jest kilka ważkich poglądów i opinii. Poglądów i opinii, które ukazują stratega i polityka Jacka Kuronia w całej jego oryginalności. Właśnie w kręgach Krytyki Politycznej, która okrzyknęła go swoim protoplastą i zaczęła wydawać jego dzieła, niektóre z jego poglądów i opinii powinny trafić na podatny grunt.
Jest to z jednej strony nacisk, jaki Kuroń kładzie na niezbędnie konstruktywny charakter nowego początku niezależnie od tego, jaki stoi za nim rewolucyjny, niszczący zapał. „Nie palcie komitetów, budujcie własne” to odpór dany szaleństwu niszczenia i fundamentalistycznym bredniom, które nie są w ogóle przydatne dla przemian w demokracjach i stanowią jedynie pożywkę dla fundamentalistów w tym drugim obozie. Ponadto podstawowym doświadczeniem Kuronia było podjęcie trudu polityki zamiast trwania na pozycji intelektualisty, który wysuwa koncepcje i wszczyna dyskusje, ale nie chce brać udziału w ich urzeczywistnieniu. I jest w końcu ta słynna scena, w której Jacek Kuroń zastanawia się nad tym, w jaki sposób mogło dojść do takich epokowych wydarzeń, jak założenie KOR-u czy też Solidarności. Mówi o tym, że historia nie ma w zanadrzu zbyt wielu takich momentów i sposobności i wielka sztuka polega na tym, by taki moment dostrzec, być nań przygotowanym, ale również podjąć wtedy działanie. Kiedy, jeśli nie teraz, słowa te będą miały większe znaczenie dla polskiej lewicy stojącej na progu odnowy, w tym dla koleżanek i kolegów, przyjaciółek i przyjaciół Krytyki Politycznej? Teraz macie złoty róg.
Przełożył z języka niemieckiego Dariusz Rogalski.
—
*Wolfgang Templin – w NRD działacz opozycji demkratycznej, publicysta, od sierpnia 2010 kieruje polskim biurem Fundacji Heinricha Bölla.
We wtorek, 6 grudnia 2011, o godz. 19.00 zapraszamy do Centrum Kultury Nowy Wspaniały Świat na dyskusję Nie palcie komitetów – zakładajcie własne z okazji drugiego wydania Autobiografii Jacka Kuronia. Gośćmi będą Wolfgang Templin i Ludwika Wujec, a spotkanie poprowadzi Agnieszka Wiśniewska.
Na podobny temat
|
Wydźwięk tekstu nie do końca mi się p...
Jest nauka w sensie pracowitego latam...