Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Targowisko śpiewało o Jarku Drukuj
Rozmawia Igor Strapko, Klub KP w Kaliszu   
02.07.2010

Podlizywanie się zamiast sporu politycznego

 

Igor Strapko, Klub KP w Kaliszu: Czy według was, lokalnych dziennikarzy, wytworzyło się w Kaliszu jakieś napięcie w związku z nadchodzącymi wyborami? Czy towarzyszą temu w ogóle jakieś emocje polityczne?


Tomasz Skórzewski, Dziennik Wielkopolski: Robiłem ostatnio zakupy na targowisku i zauważyłem, że wybory inspirują twórczość ludową. Słyszałem piosenki „o Jarku”, sprzedawcy śpiewali, o Jarku który coś tam zrobi - nie jestem w stanie tego zacytować, ale widać że coś się dzieje, jakieś napięcie jest. Jasne było, że targowisko jest za Jarkiem, kupujący niekoniecznie.

Te piosenki były odtwarzane z jakiegoś sprzętu?

 

Tomasz Skórzewski: Nie, ktoś widocznie coś wcześniej puścił i całe targowisko to podchwyciło. Targowisko śpiewało o Jarku. Więcej emocji nie zauważyłem. Podział jest ugruntowany: ci, którzy są za PO zdania nie zmienią, ci, którzy są za PiS, również. Nie ma w tym emocji, bo oni wiedzą kogo wybiorą. Może jest jakaś walka o tych nieokreślonych.

 

Tomasz Staszczyk, Dziennik Wielkopolski: Trzeba mieć do tego dystans. Bo ludzie myślą teraz raczej, czy będą mieli do czego wrócić po powodzi, czy zostaną tylko ruiny. Jeśli nie wiesz, gdzie będziesz mieszkał za dwa dni, to wybory cię niewiele obchodzą, nie obchodzi cię prezydent, bo masz świadomość, że on ci nie pomoże. Ewentualnie w ramach „kiełbasy wyborczej” będzie krzyczał, że da dwa tysiące więcej powodzianom.  

 

Tomasz Skórzewski: Prezydent nie ma większego znaczenia, to jest funkcja symboliczna. Jestem raczej fotografem niż redaktorem, dlatego podchodzę do tego bardziej estetycznie, zastanawiam się, jak on reprezentuje mnie poza granicami Polski. W Polsce nie ma może dużej władzy, ale jest wizytówką za granicą. To, jak się prezentuje, w jaki sposób przemawia jest istotniejsze niż to, jakie ma poglądy.

 

Tomasz Staszczyk: To ma być mąż stanu, który zna języki, potrafi się zaprezentować, ma szerokie horyzonty. Idealnym przykładem z naszego bloku był Vaclav Havel - literat, człowiek oczytany, który wie, co się dzieje na świecie, nie tylko wie, kim był ojciec święty, ale zna też np. płyty Stonesów. I o to właśnie chodzi, to jest gość. Czy u nas jest taki człowiek? Ten ostatni, świętej pamięci, to był, z całym szacunkiem, kiepski prezydent.

 

A jak oceniacie ofertę programową? Bo patrząc na kampanię wyborczą i te jednominutowe spoty, z których nie możesz się dowiedzieć niczego poza tym, że Bronek jest z Polski, to kandydaci nie oferują niczego. 

 

Tomasz Staszczyk: Dziwne, naiwne pytanie. Przecież wszyscy chcą nam zrobić jak najlepiej, wszyscy obiecują wszystko, wszyscy mówią, że będzie dobrze i że oni wiedzą, jak zrobić, żeby tak właśnie było. A reszta tego nie wie. O czym tutaj mówić, sytuacja się nie zmienia. 

 

To jest pytanie o jakość demokracji. Co możemy powiedzieć o jej stanie, patrząc na jakość sporu politycznego?

 

Tomasz Skórzewski: Ja nie widzę sporu politycznego, nie ma konfliktu. Jest tylko podlizywanie się wyborcom, nie czuję, żeby toczyła sięjakaś debata.

 

Tomasz Staszczyk: Mamy też problem z historią. Od 20 lat mamy samorządność, wcześniej nie było możliwości, żeby ukształtowały się

doświadczone elity.

 

Tomasz Skórzewski: I nie chodzi o potencjalnych kandydatów na prezydentów, ale o osoby, które brały by udział w debacie, które by myślały o tym.

 

Małgorzata Badowska: Nawet jeśli są debaty, to prowadzone w takim „przychylnym” klimacie. Najgorsze jest dla mnie to, że idę głosować nie za tylko przeciw. Chciałabym w końcu zagłosować za, bo o to chyba chodzi.

 

Tomasz Staszczyk: Dla mnie wzorcowe są demokracje amerykańska i brytyjska. System, gdzie są dwie partie, i wydaje mi się, że zmierzamy w tym kierunku. Teraz wszystko jest chaotyczne, bałaganiarskie, bez fundamentu. W Wielkiej Brytanii partie i poglądy kształtowały się przez lat 300.

 

Tomasz Skórzewski: Zupełnie się z tobą nie zgodzę - system dwupartyjny nie jest dla mnie wzorowy. Wzorowa demokracja to demokracjabezpośrednia. Problem jak to przełożyć na praktykę.


 — 
Od ulotek z autografami chleb nie stanieje

 

Igor Strapko, Klub KP w Kaliszu: Jak wyglądała kampania prezydencka obserwowana z kaliskiej perspektywy?

 

Andrzej Kurzyński, Głos Wielkopolski: W moim odczuciu ta kampania przebiega bardzo niemrawo. Była w zasadzie niewidoczna, gdzieś tam mamy jakiś bilboard, gdzieś przejedzie jakiś samochód i to wszystko. Kandydaci skupili się na pokazywaniu się w telewizjach ogólnopolskich i przekrzykiwaniu się nawzajem podczas wizyt na targowiskach zamiast na merytorycznej dyskusji z mieszkańcami chociażby takich miast, jak Kalisz.


A jak odbiera pan projekty polityczne, które reprezentują kandydaci? Czy rzeczywiście mamy w czym wybierać?

 

Ciężko oceniać projekty polityczne, bo tak naprawdę niewiele się o nich mówi. Byliśmy świadkami kłótni między dwoma liczącymi się kandydatami, pozostali byli niewidoczni albo nikt nie chciał ich pokazywać. Mieliśmy kłótnię zamiast kampanii, która zresztą zdarzyła się nagle, była przeprowadzana naprędce, a politykom brakowało na nią pomysłów.

 

Jakiego prezydenta według pana – mieszkańca Kalisza i lokalnego dziennikarza – potrzebujemy?

 

Kandydaci próbują nam wmówić, że są równymi gośćmi - „jestem stąd, jestem stamtąd, byłem tutaj i cieszę się że wszędzie jestem, jestem praktycznie zewsząd”. A według mnie prezydent powinien mieć własne zdanie, nie być zależnym od jakiegoś zaplecza politycznego, być człowiekiem z charakterem, który potrafi uderzyć pięścią w stół, kiedy to jest potrzebne, nie uzależniać się od opinii większości.


A jak zachowywali się kaliscy politycy? Zaangażowali się w te wybory?

 

Były deklaracje, na przykład kaliska Solidarność jednoznacznie opowiedziała się za Jarosławem Kaczyńskim. To ewenement, bo ten związek zawodowy zrzesza ludzi o różnych poglądach. Poza tym powstał społeczny komitet poparcia Jarosława Kaczyńskiego  - tam też znalazły się osoby, które wcześniej nie demonstrowały takich poglądów, przeciwnie: miały zasadniczo inne.

 

Z czego wynikają takie metamorfozy polityczne?

 

Nie wiem, czy to jest metamorfoza polityczna, może raczej wyraz litości, współczucia dla Jarosława Kaczyńskiego, który stracił brata? Myślę, że wiele osób zaangażowało się w ten komitet właśnie na fali współczucia, nie kierując się konkretami wyciągniętymi z programu. Moim zdaniem to nie tak powinno przebiegać, dyskusja powinna być merytoryczna. W zasadzie nie wiemy, co kandydaci mają konkretnie do zaoferowania, bo wizyta na targowisku i rozdanie ulotek z autografami nie sprawi przecież, że z dnia na dzień chleb stanieje. 

Obserwuje pan na co dzień życie społeczne Kalisza. Czy te wybory będą dla nas ważnym wydarzeniem? Ekscytują nas?

 

Ludzie chyba żyją już wakacjami, niewielu z nas ma w ogóle ochotę interesować się tym, co się dzieje.

 

W dodatku niedawna powódź, której skutki są w wielu miejscach odczuwalne do dziś, skutecznie stłumiła zainteresowanie kaliszan polityką.

 

Najpierw długa zima, później deszczowa wiosna zwieńczona wielką powodzią – chyba wszystko to nie sprzyja wyborom, natura robi wszystko przeciwko temu wydarzeniu. Nie mamy jednak wyjścia, jeśli ktoś chce uczestniczyć w życiu demokratycznym, to powinien przynajmniej wziąć udział w tych wyborach, jeśli ma czas i ochotę.

 

 —  

Wybory widać tylko w Kościele i w internecie

 

Igor Strapko, Klub KP w Kaliszu: Jak wyglądają prezydenckie wybory w Kaliszu?

 

Małgorzata Aleksandrzak, Radio Centrum: Z punktu widzenia mediów lokalnych wybory prezydenckie przebiegają spokojnie. Nasi słuchacze, czytelnicy gazet, widzowie lokalnych telewizji bardzo mocno personifikują lokalną politykę, utożsamiają się nawet nie z partią, ale właśnie z konkretnymi ludźmi. Dla lokalnych mediów te wybory wiążą się raczej z technicznym relacjonowaniem tego, co się wokół nich dzieje. To są zupełnie inne emocje niż w przypadku wyborów samorządowych, jesienią będzie inaczej. Będzie o wiele większe zainteresowanie obu stron - wyborców i walczących kandydatów.

 

Właśnie o te emocje chciałem zapytać, jakie są reakcje lokalnej społeczność na toczącą się debatę?

 

Daniel Aleksandrzak, www.koscielnawies.pl: Mam wrażenie, że ludzie nie byli przygotowani na te wybory. Są zmęczeni tym, co się dzieje wokół, poczynając od uciążliwej zimy, poprzez żałobę, a obecnie powódź. Myślę, że ludzie wciąż tym żyją.  

Nie powinniśmy aż tak przeżywać wyborów prezydenckich, bo wybór prezydenta ma bardzo małe przełożenie na to, co się będzie działo w naszym mieście. Niestety, z wyborów prezydenckich dużo łatwiej zrobić show, bo jest mniej kandydatów, można bardziej skoncentrować się na prezentacji poszczególnych osób. Dla mnie najważniejsze są jednak wybory samorządowe, bo ta władza w wielkim stopniu decyduje o sprawach, które dotyczą nas na co dzień. W Polsce jednak tak dziwnie wychodzi, że w wyborach prezydenckich jest o wiele wyższa frekwencja niż w wyborach samorządowych.

 

Małgorzata Aleksandrzak: W wyborach prezydenckich wyborcy jest o wiele łatwiej podjąć decyzję, one są bardziej „czarno-białe”, natomiast w wyborach samorządowych czy parlamentarnych jest o wiele więcej niuansów. Są liczni kandydaci, wiele opcji…

Daniel Aleksandrzak: Jeśli chodzi o wybory samorządowe, sytuacja się poprawiła, gdy 8 lat temu wprowadzono bezpośrednie wybory prezydentów, burmistrzów, wójtów. To podkręciło dynamikę wyborów i zwiększyło zainteresowanie.

 

Małgorzata Aleksandrzak: Nie zauważyłam, żeby ludzie w mieście jakoś specjalnie rozmawiali na temat wyborów prezydenckich. Myślę, że ta dyskusja toczy się raczej w internecie. A tam poziom frustracji przekłada się na bardzo skrajne, brutalne wypowiedzi. Ci, którzy mają bardziej wyważone zdanie, często wcale nie zabierają głosu; wiedząc, że zostaną zakrzyczani przez bardziej wojujących internautów.

 

Daniel Aleksandrzak: Mam wrażenie, że w tej kampanii wykorzystywana jest tzw. szeptanka. Nie atakuje się wprost, załatwia się to po cichu. Przykładem jest agitacja przez księży w kościołach. Do takiej kampanii ciężko się odnieść, bo nie wiadomo, do kogo informacje dotarły. Tego się nie upublicznia, a ludzie są bombardowani „odpowiednią” wiedzą. Obawiam się, że to może być skuteczne i może zostać wykorzystane w następnych wyborach parlamentarnych, a w prezydenckich stanie się normą. To nie jest dobre, bo kościół nie powinien mieszać się w politykę.

 

Co myślicie o projektach politycznych, za którymi mamy się opowiadać w tych wyborach?

 

Daniel Aleksandrzak: Kompetencje prezydenta w Polsce są niewielkie, ale może być hamulcowym rządu.

 

I o to właśnie toczy się gra, to jest stawką w tych wyborach.

 

Daniel Aleksandrzak: Tak, PiS chce być tą „blokadą”. Moim zdaniem powinniśmy się zdecydować, czy ograniczamy władzę prezydenta, a wtedy faktycznie jedynie reprezentuje on kraj na zewnątrz, czy tworzymy system prezydencki, jak w Stanach Zjednoczonych. Naprawdę w tych wyborach nie dostrzegam programów.


Małgorzata Aleksandrzak: Myślę, że ten wybór staje się wyborem jakiegoś bardzo ogólnego światopoglądu, nie głosuje się tutaj na człowieka, tylko na określoną opcję. Wyborcy opowiadają się również za estetyką kandydata, dla wyborcy jest ważne, czy potrafi się wypowiadać czy zaprezentować poza granicami kraju.

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.99052 Seconds