|
Aborcja należy do najczęściej wykonywanych zabiegów medycznych. I to bez względu na to, czy jest legalna, czy nie. Restrykcyjne prawo aborcyjne, wprowadzone ustawą z 1993 roku, wcale nie zmniejszyło liczby zabiegów. Miało za to inne skutki, o których chyba nie myśleli głosujący „za“ posłowie: pogorszyło się bezpieczeństwo przerywania ciąży i pojawiło się zjawisko tzw. turystyki aborcyjnej. Polka ma do wyboru: albo aborcja w podziemiu, albo wyjazd za granicę w celu usunięcia niepożądanej ciąży.
26 sierpnia br. w sejmie odbyło się obywatelskie wysłuchanie w sprawie migracji aborcyjnych Polek. Zorganizowała je Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny we współpracy z posłem Markiem Balickim. Spotkanie składało się z dwóch części: pierwsza oparta była na wystąpieniach lekarzy z Austrii, Holandii i Niemiec oraz szefowej kliniki planowania rodziny z Anglii; wdrugiej części, czyli panelu dyskusyjnego udział wzięli m.in. Maciej Gdula (Krytyka Polityczna), Agnieszka Grzybek (Zieloni2004) i Wanda Nowicka (FnRKiPR).
Rozmiar podziemia aborcyjnego nie jest znany, państwo nie dysponuje wiarygodnymi statystykami - i samo jest sobie winne: spychając aborcję poza sferę działań zgodnych z prawem, traci nad nią kontrolę. Na podstawie wywiadów i analiz Fundacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny przyjmuje, że Polki dokonują od 80 do 200 tys. aborcji rocznie, a około 10-15 proc. wszystkich zabiegów dokonywanych jest za granicą. Skala migracji ma tendencję wzrostową.
Aborcja jest problemem o charakterze ekonomicznym. Na wyjazd z kraju i pobyt w prywatnej klinice (najczęściej w Wielkiej Brytanii) decydują się głównie kobiety zamożne i wykształcone. Pozostałe, te, które ze względów finansowych nie mają szansy na zabieg poza krajem, zostają pozbawione prawa do decydowania o swoim dalszym życiu. Jak zauważyła Agnieszka Grzybek, zakaz aborcji i co za tym idzie wykluczenie z języka debaty publicznej problemów i dylematów kobiet, przyczynia się nie tylko do stygmatyzacji i moralnego potępienia, ale stanowi też ograniczenie dla demokracji, w której kobiecy głos jest niesłyszalny. Pełne hipokryzji społeczeństwo godzi się na wykluczenie interesów i wyborów części kobiet, zmuszając je do życia w poczuciu odium.
Podczas debaty zwrócono uwagę, jak nieodpowiednia i nieprzystosowana do potrzeb kobiet jest formuła opieki zdrowotnej w Polsce. Ann Furedi z British Pregnancy Advisory Service zauważyła, że jednym z głównych powodów, dla których Polki wyjeżdżają z kraju, by przerwać ciążę jest fakt, że zabiegi aborcyjne w Wielkiej Brytanii są tańsze i przede wszystkim bezpieczniejsze niż w Polsce. Krajowi lekarze odmawiają wystawiania skierowań na zabiegi aborcyjne, zasłaniając się klauzulą sumienia lub wyznaczając nieproporcjonalnie długi okres oczekiwania na wyniki badań i wizyty kontrolne. Środowisko ginekologiczne ponosi część odpowiedzialności za obecną sytuację. Nie zgłosiło bowiem żadnego sprzeciwu w trakcie debet sejmowych nad kształtem ustawy regulującej kwestie przerywania ciąży na początku lat 90., a później doszło do wprowadzenia ostrych zmian w kodeksie etyki zawodu lekarskiego. Dr Janusz Rudziński podkreślił, że zgłaszające się do jego placówki w Prezlau Polki mówią, że często spotykają się z napiętnowaniem moralnym w kraju. Problem jest szerszy – dotyczy nie tylko aborcji, ale też starań o uzyskanie antykoncepcji czy porodu poprzez cesarskie cięcie. Do braku odpowiedniego systemu opieki lekarskiej dochodzi brak zajęć z edukacji seksualnej w szkołach i przyjaznych dla młodzieży punktów poradnictwa. Leki antykoncepcyjne wciąż nie są refundowane, a w ciągu ostatnich dwóch lat liczba urodzeń przez nastolatki w wieku 15 lat i mniej wzrosła o 10 proc. Lekarze podkreślali, że priorytetem dla państwa powinno być stworzenie takiego systemu kontroli urodzeń, dzięki któremu ciąże byłyby świadomie planowane, a dzieci chciane. Z kolei prawniczka, prof. Eleonora Zielińska, zaznaczyła, że do poprawy sytuacji legislacyjnej nie jest potrzebna żadna nowa ustawa aborcyjna – wystarczy zreformować ustawę o zawodzie lekarza, rozszerzając kompetencje położników i ginekologów, którzy często odmawiają zabiegów ze względów prawnych. Polski system karny jest bowiem skonstruowany w taki sposób, że odpowiedzialność prawną za nielegalną aborcję ponosi dokonujący zabiegu lekarz.
Obecna ustawa o planowaniu rodziny daje możliwość przerywania ciąży ze względów medycznych lub gdy istnieje podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego, pomija natomiast motywy społeczne, np. brak środków materialnych na utrzymanie kolejnego dziecka w rodzinie.
Czy możliwe jest jeszcze odrodzenie ruchu na rzecz liberalizacji prawa antyaborcyjnego? Barier jest kilka. Maciej Gdula zauważa, że obowiązywanie przez prawie 17 lat restrykcyjnych przepisów zniechęciło społeczeństwo do wznawiania debaty o aborcji po burzliwych dyskusjach w latach 90. Nie bez znaczenia jest wpływ na polskie życie społeczne Kościoła katolickiego. Często wysuwany jest w związku z tym argument, że proponowane zmiany są niemożliwe do przyjęcia ze względu na sprzeczność z dominującym wśród większości społeczeństwa światopoglądem („Polska jest krajem katolickim”). Poza tym obecny kształt ustawy rzekomo jest kompromisem, więc rozpoczynanie nowej debaty oznacza wszczynanie ideologicznej wojny. Uczestnicy konferencji jednoznacznie zaprzeczyli tym tezom – przepisy antyaborcyjne nie mogą być postrzegane jako kompromis (m.in. ze względu na atmosferę, w której je przyjęto), bo dyskryminują i uniemożliwiają kobietom dokonywania świadomych wyborów. Tak samo jak 30-procentowe kwoty nie mogą zastąpić parytetu, czyli równej reprezentacji obu płci w gremiach decyzyjnych. Liberalizacja prawa jest więc nieuchronna, ale wymaga przekroczenia horyzontu obecnych w debacie publicznej schematów myślenia. Nieodłącznym elementem zmian w prawie musi być postępujący proces neutralizowania światopoglądowo państwa, które zadba także o interesy kobiet.
Agata Szczerbiak* - studentka drugiego roku psychologii na Uniwersytecie Warszawskim, koordynatorka Klubu Krytyki Politycznej we Włocławku
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...