NOWOŚĆ W SKLEPIE KP
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Syska: Kto mija się z prawdą? |
|
|
Michał Syska
|
|
18.06.2010 |
Jarosław Kaczyński nieprawomocnym wyrokiem sądu jest zobowiązany do przeproszenia Bronisława Komorowskiego za sugestię, że kandydat Platformy popiera prywatyzację służby zdrowia.
Platforma Obywatelska w swoim programie z maja 2007 roku (który jest dostępny na witrynie internetowej tej partii) postuluje: „Konkurencja ma znaczenie fundamentalne dla funkcjonowania każdego rynku, w tym medycznego. Ważnym krokiem na drodze do jej zwiększenia jest prywatyzacja służby zdrowia” (s. 69). Tymczasem sędzia Agnieszka Matlak orzekła, że obecnie obowiązuje program PO z 5 października 2007 roku, który „przewiduje nie prywatyzację, lecz komunalizację opieki zdrowotnej”. To dziwne stwierdzenie, bowiem szpitale w Polsce (poza placówkami mundurowymi i akademickimi) należą do samorządów. O jaką komunalizację więc tutaj chodzi?
W trakcie obecnej kadencji parlamentu największe kontrowersje wzbudził pomysł Platformy, aby wszystkie szpitale obligatoryjnie przekształcić w spółki prawa handlowego, a więc wprowadzić mechanizmy rynkowe do ochrony zdrowia. Przypomnijmy, że tego typu przekształcenie (komercjalizacja) zmienia cel działania danej placówki. Do tej pory było nim zapewnienie opieki medycznej ludziom. Spółka prawa handlowego musi kierować się przede wszystkim rachunkiem ekonomicznym, czyli przynosić zysk. Specyfika sektora zdrowotnego (i w ogóle tzw. usług publicznych) polega na tym, że te dwa cele trudno pogodzić.
W „Gazecie Lekarskiej” z września 2008 roku Agnieszka Katrynicz pisała: „Burza wokół ustawy o zakładach opieki zdrowotnej wcale nie zakończyła się wraz z wakacjami parlamentarnymi. Na najważniejsze pytanie: czy od 2009 r. wszystkie szpitale w Polsce zostaną sprywatyzowane? - wciąż nie ma odpowiedzi. Już od dawna posiedzenia sejmowej Komisji Zdrowia nie były tak burzliwe. Dodatkowo chaos pogłębiały nanoszone zmiany. Warto zaznaczyć, że tylko podczas jednego posiedzenia zgłoszono ich aż 49! W efekcie projekt przedstawiony tuż przed wakacjami w niczym nie przypominał tego, który do Sejmu trafił. Najważniejszą zmianą jest ta o obligatoryjności przekształceń wszystkich SP ZOZ, i to w ciągu roku. Wbrew wcześniejszym zapewnieniom w prywatyzacji nie wezmą udziału pracownicy. Leczenie dla ubezpieczonych w zakresie przewidzianym przez NFZ pozostanie bezpłatne, ale szpitale będą działały jak każda inna firma. Ich zadaniem ma być osiągnięcie jak największego zysku, bo wykreślono także zapis o działalności non profit. - To sytuacja groźna dla pacjentów, bo będą leczeni dla zysku - podkreśla Mieczysław Pasowicz, dyrektor Szpitala im. Jana Pawła II w Krakowie, prezydent Polskiego Stowarzyszenia Dyrektorów Szpitali. - Gorszą sytuację trudno sobie wyobrazić. Jednak te poprawki popiera minister zdrowia Ewa Kopacz. Szczerze mówiąc, trudno oprzeć się wrażeniu, że to Ministerstwo Zdrowia było ich autorem, bo posłowie zgłaszający zmiany nie byli w stanie ich uzasadnić. - Przekształcenie wszystkich szpitali jest warunkiem powodzenia reformy - podkreśla Kopacz”.
Gdy nie udało się przeforsować obligatoryjnej komercjalizacji szpitali, resort min. Ewy Kopacz postanowił innymi metodami wymóc na samorządach przekształcenie szpitali w spółki. „Ministerstwo Zdrowia przygotowało rozporządzenie umożliwiające komercjalizację szpitali. Resort co prawda nie może zmusić samorządów do zmian, ale daje im marchewkę w postaci dodatkowych pieniędzy. Rząd w uchwale przygotowanej przez Ministerstwo Zdrowia zaproponował samorządom układ: damy wam dodatkową dotację celową na służbę zdrowia, ale w zamian musicie zlikwidować zakłady opieki zdrowotnej i powołać na ich miejsce spółki kapitałowe, które przejmą ZOZ-y. Resort rozpoczął konsultacje społeczne w tej sprawie” – pisał Jan Osiecki na łamach „Dziennika Polskiego” w 2009 roku. W tym samym tekście autor zwraca uwagę na kwestię prywatyzacji: „Pozostaje pytanie, czy skomercjalizowane szpitale będą chciały utrzymać wszystkie oddziały. W rządowym projekcie brakuje też zabezpieczeń przed całkowitym sprywatyzowaniem szpitali i możliwością celowego doprowadzenia do bankructwa. Tymczasem wiele placówek leży na bardzo atrakcyjnych gruntach w centrach miast”. Brak w rządowych projektach zabezpieczenia przed możliwością prywatyzacji samorządowych szpitali – spółek jednym z punktów sporu między Platformą a niektórymi politykami opozycji.
W raporcie „Polska 2030”, który został przedstawiony w ubiegłym roku przez premiera Donalda Tuska i ministra Michała Boniego mówi się o prywatyzacji służby zdrowia: „Tam, gdzie to możliwe, powinna nastąpić prywatyzacja usług bądź zlecanie ich podmiotom zewnętrznym na zasadach rozliczania przez cele (np. służba zdrowia, zlecanie zadań pośrednictwa pracy i doradztwa zawodowego prywatnym agencjom itd.)” (str. 335). Jak widać, obawy co intencji polityków PO w kwestii reformy zdrowia formułują przedstawiciele różnych środowisk. A sama Platforma wysyła w tej sprawie sprzeczne sygnały. Sądowy spór Komorowskiego z Kaczyńskim ma jednak inny ważny aspekt. Może się on stać swoistym precedensem, który na trwałe wyznaczy standard debaty publicznej w Polsce, niebezpiecznie ją ograniczając.
Zadziwiająca w orzeczeniu sędzi Agnieszki Matlak jest też konstatacja, że program partii jest czymś odrębnym od programu kandydata na prezydenta. Przecież Bronisław Komorowski jest członkiem Platformy Obywatelskiej i w dodatku współtwórcą jej dokumentów programowych. Ze środków PO prowadzona jest również jego kampania prezydencka. Zakaz oceny kandydata przez pryzmat jego partyjnych afiliacji jest nie tylko kuriozalny, ale i niebezpieczny. Godzi bowiem w podstawy demokratycznego ładu opartego na pluralizmie poglądów, wolności słowa i jawności życia publicznego.
Prawo i Sprawiedliwość nie ma czystego sumienia w sprawie służby zdrowia. Wielokrotnie partia Jarosława Kaczyńskiego zmieniała w tej kwestii swój punkt widzenia. Jednak w demokratycznym państwie spory dotyczące programów i ich interpretacji powinny toczyć się w otwartej debacie pomiędzy politykami, a nie na salach sądowych. To wyborcy powinni ocenić, kto mija się z prawdą. I to oni powinni wydać werdykt w dniu głosowania.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 18.06.2010 )
|
|
Najnowsze teksty i opinie
|
|
Wydźwięk tekstu nie do końca mi się p...
Jest nauka w sensie pracowitego latam...