NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Sutowski: Znów dwie Polski - równo warte Drukuj
Michał Sutowski   
20.10.2010
 — 
Zginął cflickr.com (cc) Girl in Glasseszłowiek. Zabójca nienawidził PiS, z prezesem Kaczyńskim na czele. I ponoć to właśnie on miał umrzeć. Czyja to wina? PO czy PiS? Obie strony dobrze wiedzą. Wprawdzie obie – co innego, ale z równie silnym przekonaniem. Najważniejsze jednak jest to, że na powrót nie ma wątpliwości. W Polsce znów są tylko dwie strony barykady.

Pytanie o to, kto zaczął, jest zupełnie jałowe. Niczym w odwiecznej wojnie zwaśnionych plemion: kilkanaście pokoleń temu ktoś z jednej wioski ukradł krowę komuś z drugiej. Nikt nie pamięta kto i komu, ale to nieważne – przecież powodem do naszego najazdu na wioskę rywali jest ich ostatni najazd na naszą. Dziadek z Wehrmachtu, łże-elity, wieszanie Palikota na drzewie i dzieci KPP kontra dorzynanie watahy, moherowe berety, patroszenie Kaczyńskiego i spadkobiercy KPP. Wybór należy do Państwa. 

To może: kto był silniejszy. Bo gdy winy równe, to może choć tego słabszego jakoś usprawiedliwić? No i masz: prezydent, premier, IPN, Kościół, Radio Maryja i TVP z jednej; prezydent, premier, Gazeta Wyborcza i TVN z drugiej strony. Liberalne elity i konserwatywne masy, dawna Solidarność i… dzisiejsza Solidarność. Wybór należy do Państwa.

Spór PO i PiS od niemal samego początku był sztucznie rozdmuchany – starcie wizji (Polska liberalna vs. Polska solidarna) wydawało się zasadnicze, ale przecież obie partie w 2005 roku myślały o wspólnym rządzie. W obszarze najważniejszym – polityki gospodarczej – różnice były kosmetyczne, za to dwie estetyki polityczne dzieliła przepaść. Wirtualny charakter sporu sięgnął zenitu po roku 2007 – polityczni wrogowie pracowicie zasypywali wyborców projekcjami na swój własny temat i spór „liberalnych zaprzańców” z „parafaszystowskim motłochem” mógł trwać najlepsze.

Wahadło przechylające się na stronę Platformy do pionu na chwilę przywrócił Smoleńsk – szybko jednak się okazało, że Polacy mają serdecznie dość konfliktu pomiędzy dwoma prawicami. Wynik Napieralskiego, teatr fanatyków pod Pałacem Prezydenckim i spontaniczna reakcja nań, ruch Palikota – wszystko to wskazywało, że pod powierzchnią pozornej wojny polsko-polskiej coś naprawdę zaczyna się dziać. Że konfliktów, podziałów i sporów w tym kraju nie wyczerpuje podział na sarmackich konserwatywnych liberałów i konserwatywno-liberalnych sarmatów.

Frustraci nieraz okazywali się pożytecznym narzędziem dominującej akurat, nienawistnej opowieści. Niespełniony malarz Eligiusz Niewiadomski wyciągnął ostateczne konsekwencje z endeckiej nagonki na „niepolskiego” prezydenta Narutowicza, społeczny wyrzutek Josef Bachmann próbował zabić zaszczutego przez tabloidy lidera niemieckiej lewicy, Rudiego Dutschke. W przypadku łódzkiej tragedii większość analogii jest bardzo kulawa – nie tylko dlatego, że w biurze poselskim PiS zginęły osoby w pewnym sensie przypadkowe. Także dlatego, że prawie każda analogia służy ilustracji tezy o winie jednej ze stron. Szczytem takiej instrumentalizacji było porównanie śmierci Marka Rosiaka do morderstwa… ks. Jerzego Popiełuszki (!). W domyśle: „oni są tam, gdzie stało ZOMO”. Albo SB, bez różnicy. 

A może jednak znajdzie się trafna historyczna analogia? Warto sięgnąć pamięcią do Włoch, roku 1978. Wówczas strzelały Czerwone Brygady do chadeckiego premiera. U nas – samotny frustrat do przypadkowych ofiar. Gdzie związek? Śmierć Aldo Moro podtrzymała najważniejszy antagonizm polityczny powojennych Włoch – uniemożliwiła włączenie włoskiej partii komunistycznej do „normalnej” polityki i jakościową zmianę (z poważnym zwrotem w lewo) wśród rządzącej koalicji. Nie ma dziś znaczenia, czy lewaccy terroryści okazali się „pożytecznymi idiotami” systemu, czy może ktoś nimi sterował. Efektem okazało się faktyczne „zabetonowanie” systemu na bardzo długi czas.

Tragiczny napad na poselskie biuro PiS może odegrać podobną rolę – i nieważne, czy zabójcę przysłali Rosjanie, Donald Tusk, kosmici, czy po prostu sam przyszedł. Krew ofiar posłuży za ostateczny argument obu stronom – i kierunek oskarżeń nie ma dużego znaczenia. W sensie skutków dla debaty publicznej wydarzył się wczoraj – toutes proportiones gardees drugi Smoleńsk. Bo oto znów nie będzie niuansów. Walka z kryzysem, ustawa o in vitro, parytety, bezrobocie, recepcja środków unijnych, Afganistan, reforma szkolnictwa wyższego, finansowanie kultury – wszystko znowu nieważne w obliczu pytania „kto winien”.

Jeśli ktoś ma nadzieję na „otrzeźwienie”, niech przeczyta dzisiejsze gazety, w których każdy musi się opowiedzieć – po stronie „ofiar kampanii, którą zapoczątkował Donald Tusk” bądź przeciw „politycznym nekrofilom”. Kiedy Igor Janke wezwał do umiarkowania, kilkuset internautów dało mu wyraźnie do zrozumienia, że ma coś wspólnego z Jerzym Urbanem, który w latach 80. też nawoływał do spokoju…

Wygląda to tak, jakbyśmy wrócili do polityki „sprzed krzyża”. Po trupach do celu? Chyba nie, bo tu już żadnego celu nie widać – tylko jałową wojnę permanentną. Wróg i przyjaciel, dwie Polski. Równo warte.

Komentarze
Dodaj nowy
lubay  - Analogie   |20.10.2010 05:11:25
Analogie nasuwają się same. Czyżby przyspieszenie przed "prawdziwym polskim
1968"?

Retoryka skrajnych "argumentów", medialny alians w stylu
słynnego Bild’owskiego "Stoppt Dutschke, jetzt!" i reperkusje
społecznego podgrzewania przegotowanego mleka - tego jeszcze w tym kraju na taką
skalę nie było.

I choć od 10 kwietnia kurs na zderzenie był nieuniknionym
kierunkiem działalności głównych aktorów "teatru prowokowanych zdarzeń",
to chyba nikt, kto śnił o TAKIM rozwiązaniu nie brał tego na poważnie…
(?)

Dziś okazało się, że to jak najbardziej możliwe. Rzeczywistość (nie ta
wirtualna z ekranu tv, ale ta z ulicy) przegoniła partyjnych scenarzystów, a
widownia zastygła w pozornie naturalnym bezruchu. Stało się. Wypuszczona z worka
Nienawiść rozpełzła się po społeczeństwie, uzbroiła w szaleńczą premedytację i z
iście prometejską stanowczością uderzyła w Symbol.

I tylko temu zawdzięcza
(względny) spokój jeden z głównych aktorów tego przedstawienia, że w ostatecznej
chwili, zamachowiec uderzył we flanki - obawiając się prawdopodobnie zbyt dużego
oporu na froncie.

Czy to tylko przedsmak, czy ostatnie ostrzeżenie…?

Kto je
zignoruje, będzie musiał "spowiadać się" przed wnukami…

Szkoda tylko,
że większość nadal "nie wie, o co chodzi."
Mandark   |20.10.2010 07:52:46
Ciekawe, ja wcale nie widzę większego zainteresowania tym wydarzeniem. PiS może
próbuje to jakoś rozgrywać, ale ludzie, poza nielicznymi wyjątkami, nie są tym
zainteresowani.
zmudny  - 2+1   |20.10.2010 11:37:23
A Napieralski patrzy sie na to wszystko i oblizuje. Bleeeeeee
y  - gówno warte   |20.10.2010 12:01:01
na końcu miało być chyba gówno warte
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 20.10.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.91138 Seconds