Podmianę tablicy
pamiątkowej w Smoleńsku przez rosyjskie władze lokalne ks. Adam
Boniecki nazwał „ohydną sprawą”, a niektórzy członkowie
rodzin ofiar (bynajmniej nie „ci od Kaczyńskiego”) opowiadali o
upokorzeniu i niesmaku. Wysoki urzędnik MSZ mówi z kolei o zawiedzionej
nadziei, że tablica nie zostanie przez Rosjan zdjęta. Czy – zgodnie z postsmoleńską narracją – Rosjanie napluli nam znowu w pysk, względnie „nie uznają naszej traumy i nie
okazują nawet odrobiny szacunku”, jak twierdzi Elżbieta Jakubiak?
Nie ma wątpliwości, że oficjalne
tłumaczenia gubernatora Smoleńska można włożyć między bajki:
wyjątkowy to puryzm językowy i dbałość o komfort lokalnego
czytelnika, co każe podmieniać w nocy tablicę na dwujęzyczną.
Jasne jest, że chodziło o prezydenta Miedwiediewa i o to, że w poniedziałek będzie składał w tym miejscu wieniec – taki gest oznaczałby akceptację
dla przesłania, jakie umieszczona przez Stowarzyszenie Rodzin Katyń 2010 tablica niesie.
Wiceminister sprawa zagranicznych Henryk Litwin słusznie
wskazuje, że tablica umieszczona została przez osoby prywatne „z potrzeby serca”. Problem w tym,
że coś – serce, rozum, instynkt – podyktowało również
fundatorom tablicy treść, która ma oczywisty wymiar polityczny.
Słowo „ludobójstwo” było przedmiotem ostrego sporu o wspólną
historię, częściowo załagodzonego dzięki mądrej pracy
historyków z Grupy ds. Trudnych, sensownej polityce historycznej
rządu Tuska i ministra Sikorskiego, wreszcie dzięki pragmatyzmowi
rządzącego Rosją tandemu i deputowanych do rosyjskiej Dumy. Na
pojęcie „ludobójstwa” Rosjanie mają swoistą alergię,
m.in. dlatego, że sugeruje ono na symetrię między ich winą za II wojnę
światową i winą III Rzeszy. A ponieważ zwycięstwo nad
hitleryzmem to jeden z niewielu zbiorowych mitów Rosji, jakie dają
się wpisać we wspólną europejską pamięć – warto
tę alergię uszanować.
Jeśli przypomnimy sobie nasze
reakcje na dotykające polskiej pamięci oświadczenia oraz projekty wystaw i pomników autorstwa osób prywatnych czy stowarzyszeń (na przykład
niemieckich), nie powinniśmy się dziwić, że czyjaś prywatna
inicjatywa została potraktowana jak stanowisko polityczne. W dodatku sprzeczne z aktualnym
stanowiskiem rosyjskim.
Żeby nie było wątpliwości – styl
działania rosyjskich władz był żałosny. I faktycznie
upokarzający dla tych, którzy umieszczając pamiątkową tablicę w
Smoleńsku, mieli wyłącznie dobre intencje.
Wszyscy, którzy domagają się dziś stanowczej, ostrej reakcji od
premiera, prezydenta czy MSZ, powinni się jednak zastanowić, czy
„zareagować” nie należało szybciej. Choćby zaaranżować
spotkanie trójstronne rodzin ofiar, władz naszych i rosyjskich,
w trakcie którego uzgodniono by treść napisu akceptowalną dla
wszystkich. Dwujęzyczną, w której jest mowa o smoleńskiej tragedii,
może także o celu państwowej wizyty ofiar – ale bez sformułowań
instrumentalizowanych politycznie.
Elegancja rzadko bywa specjalnością
rosyjskiej administracji, chyba że „góra” bardzo tego
zechce. W tym wypadku chyba nie miała powodu – akurat do
uczczenia ofiar katastrofy 10 kwietnia 2010 roku „katyńskie
ludobójstwo” nie wydaje się konieczne.
Na podobny temat
|
Wydźwięk tekstu nie do końca mi się p...
Jest nauka w sensie pracowitego latam...