|
Obrońcy krzyża trwają pod Pałacem Prezydenckim, Palikot oferuje Kaczyńskiemu „prawdziwą” emeryturę, a Macierewicz już wie, kto zabił, ale na razie nie powie. Ostatni tydzień polskiej polityki pokazał, że wirtualny „morderczy” spór toczyć można w kółko – wracając do zużytych symboli, ideologicznych klisz i anachronicznych mitologii. Wystarczy wejść do starych okopów, otworzyć ogień i bitwa znów się potoczy. Czy w tym szaleństwie jest jakaś metoda?
Zadajmy inaczej pytanie – komu to służy? Co przyniesie ekshumacja – nomen omen – martyrologicznego mitu „prawdziwej Polski”, zgnębionej przez kolejne wcielenie Imperium Zła, zdradzonej przez własne elity? Polski, której – gdy nie starczy rakiet, kilometrów autostrad i dolarów PKB na głowę – za fetysz wystarcza krzyż? Uniwersalny symbol chrześcijaństwa zredukowany tu do plemiennego totemu „skrzywdzonych i poniżonych” przez Tuska, Putina, mgłę i kontrolera lotu?
To wszystko służy oczywiście Platformie Obywatelskiej. Partia Donalda Tuska znów nie musi robić nic – i tak na tle rosnącego szaleństwa PiS bez trudu okaże się ostają europejskiej normalności i świętego spokoju. A Janusz Palikot jej tylko pomoże – radykalni wrogowie PiS akceptują brutalne prowokacje, nie bez racji wskazując, że jego pytania w sprawie katastrofy bywają trafne a druga strona jest jeszcze gorsza (vide poseł Brudziński z „ruską trumną na deszczu”). Dla umiarkowanych mieszczan z kolei, poseł z Lublina to tylko kwiatek do kożucha, irytujący, acz znośny enfant terrible w partii, w której nawet dla błazna znajdzie się miejsce. A jak go staruszki na ulicy pobiją parasolkami, dla wszystkich zostanie męczennikiem za wolność słowa.
Umiejętne zarządzanie konfliktem – szpilka od Palikota, w efekcie pieniactwo PiS a potem siła spokoju i rozsądek „zasmuconego wojną polsko-polską” PO – pozwoli na długo utrzymać korzystne dla tej partii status quo. Bez radykalnych reform i wielkich projektów, których Polacy nie chcą, a które można przeprowadzić po cichu. Na przykład przez pełzającą komercjalizację służby zdrowia, szkolnictwa wyższego bądź odpowiednie transfery funduszy unijnych do tych lub innych regionów.
Co ma z tego PiS? Co tej formacji przyniesie wysunięcie Macierewicza na pierwszą linię i zasklepienie Kaczyńskiego w jednym temacie i jednej obsesji? Niewątpliwie konsolidację – na prawo od nich jest już tylko ściana. Ale to mimo wszystko dziwny zwrot. Bo Jarosław Kaczyński pokazał w ostatniej kampanii, że wciąż potrafi być graczem z pierwszej ligi i napędzić strachu połowie Polski – gdy w powyborczą północ uzyskał na chwilę przewagę nad kandydatem PO. Makiawelizmu wystarczyło jednak na kilka tygodni. Zamiast liderem silnej, konserwatywnej prawicy, straszącej po nocach Donalda Tuska, zostanie prawdopodobnie ostatnią – płonną – nadzieją kilkunastoprocentowej partii resentymentu i frustracji. Nie będzie straszył Tuska – to Tusk będzie nim straszył spokojnych mieszczan i liberalnych inteligentów. Zamiast podmiotem w grze o państwo, ten uczeń Piłsudskiego i Carla Schmitta może zostać marionetką w zarządzanym przez Platformę spektaklu, żywą wymówką jej nijakości.
Czy psychologia prezesa PiS wystarcza za odpowiedź? Czy to własne obsesje, poczucie krzywdy i osaczenia, wreszcie autentyczna tragedia na powrót czynią z Machiavellego sfrustrowanego pieniacza? Nie wiemy. Wygląda jednak na to, że Jarosław Kaczyński postanowił przywdziać skórę potwora. W sam raz do klatki w platformianym cyrku.
Tekst ukazał się również w „Przekroju”.
Na podobny temat
|
Ten brak solidarności po części jest ...
Pełno niedorzeczności u forumowiczów-...