Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Stokfiszewski: W stronę prawa do dobrej śmierci Drukuj
Igor Stokfiszewski   
25.07.2010

Na czołówki gazet powrócił wizerunek Frances Inglis – Brytyjki, która dwa lata temu wstrzyknęła swojemu synowi – Tomowi – będącemu w stanie wegetatywnym, heroinę, by dokonać na nim zabiegu dobrej śmierci. Sędzia Brian Baker, skazujący niemal sześćdziesięcioletnią kobietę na karę dożywotniego pozbawienia wolności, uzasadnił swoją bezwzględność taką oto apostrofą: „Wiedziała Pani, że łamie normy społeczne, wiedziała Pani, że łamie prawo, znała Pani konsekwencje”. Jeśli zastanowimy się jednak, o jakie „normy społeczne” chodzi, po raz kolejny uzmysłowimy sobie, że spór o dobrą śmierć nie przebiega na linii domniemanej „świętości życia” i domniemanego braku szacunku doń, lecz dotyczy wizji człowieka jako indywidualisty, niepowiązanego siecią emocji, zależności i odpowiedzialności z innymi – bliskimi i dalszymi – współżyjącymi, oraz wizji przeciwnej, w której każdy z nas jest integralną częścią zbiorowości, mniejszej lub większej wspólnoty. W następstwie zaś, jest to spór między obojętnością na cierpienie, a współodczuwaniem, które prowadzi do jego minimalizacji.


Paradoks argumentu „świętości życia” – który z pozoru wywodzi się z troski o zachowanie tradycyjnego kształtu społecznych więzi – polega na tym, że mógł się on stać skutecznym orężem w walce przeciw dobrej śmierci dopiero w momencie, gdy na gruncie wolnorynkowego, zatomizowanego społeczeństwa doszło do ukształtowania się silnego fundamentu indywidualistycznego czy egoistycznego. Argument ten – pozornie odwołujący się do zewnętrznej instancji, jaką ma być sacrum – w istocie apeluje do poczucia szczególności naszej osoby i wyjątkowości naszego życia, innymi słowy do naszego narcyzmu i wywoływanego wolnorynkowymi przemianami poczucia wyższości osobistej korzyści nad korzyścią innych. Pytanie obrońców domniemanej „świętości życia” w kontekście dobrej śmierci, jakkolwiek by nie brzmiało, sprowadza się do takiego mniej więcej orzeczenia: „czy gdyby ktoś powiedział ci, że twoje życie nie jest warte tego, byś je kontynuował, przyjąłbyś ten argument i wraził zgodę na poddanie się eutanazji?”. Ukształtowani w „społecznej normie” egoizmu i podejrzliwości względem innej osoby jako konkurenta w domenie życia, burzmy się na samą myśl, że nasza wyjątkowość i szczególność naszego osobistego doświadczenia – ów kapitał, który otrzymaliśmy od losu – może zostać poddana w wątpliwość. Oto pokarm, jakim żywi się ideologia „świętości życia”, niemająca wiele wspólnego z jego domniemanym, transcendentnym umocowaniem, ani tradycyjnym kształtem społecznych więzi.


Sprawa Frances Inglis i sprawy jej podobne lokują się w centrum debaty na temat wyboru, co do momentu zaprzestania życia. Obcujemy tu z „eutanazją adobrowolną”, a zatem dobrą śmiercią, której zostaje poddany mężczyzna lub kobieta, nie mogący ani wyrazić pragnienia zakończenia życia, ani pragnieniu temu zaprzeczyć. Zazwyczaj są to sytuacje związane z długotrwałymi stanami wegetatywnymi. Wówczas decyzja o zaprzestaniu podtrzymywania życia spoczywa na barkach najbliższych. Przypadek rodziny Inglis (pozostali synowie Frances stanęli w obronie matki) pokazuje, że decyzja ta podyktowana jest ogromnym cierpieniem psychicznym osób związanych z osobą, pozostającą w stanie wegetatywnym, silnymi emocjami – miłością, wspomnieniami, poświęceniem. Cierpienie to nie znajduje odzwierciedlenia w cierpieniu osoby, pozostającej w stanie wegetatywnym, o której wiemy, że nie odczuwa nic. Zarazem przypadek taki uzmysławia nam z całą mocą, że nie jesteśmy autonomicznymi bytami, które samostanowią o własnym życiu (to postawa indywidualistyczna i egoistyczne właśnie), jesteśmy natomiast wypadkową związków, o różnorakim stopniu zależności i emocjonalności, z innymi – najbliższymi nam osobami, podobnie jak inni – nasze matki, ojcowie, partnerki, partnerzy, przyjaciele, krewni –  nie są autonomiczni, lecz stanowią wypadkową więzi, które tworzą z nami. Gdy zrozumiemy, że Tom Inglis nie był wyłącznie jednostką o własnym repertuarze cech i korzyści, ale składał się również z emocji innych – m.in. matki Frances – dostrzeżemy, że dobra śmierć, która go spotkała – uwalniająca matkę i pozostałych bliskich od ogromu psychicznego cierpienia, jakie towarzyszyło im dzień w dzień przez szereg miesięcy jego nie budzącej nadziei na poprawę wegetacji – znajduje swoje całkowite usprawiedliwienie w wizji człowieka jako splotu innych, bliskich mu osób, oraz współodczuwaniu, budzącym pragnienie minimalizowania ich cierpienia.

 
Kluczowe pytaniem, jakie powinno padać w sytuacjach sporu o dobrą śmierć nie może brzmieć: „czy gdyby ktoś powiedział ci, że twoje życie nie jest warte tego, byś je kontynuował, przyjąłbyś ten argument i wraził zgodę na poddanie się eutanazji?”. Prawdziwe pytanie brzmi bowiem: „czy gdybyś wiedział, że najbliższe ci osoby odczuwają długotrwałe, ogromne cierpienie, które może ustąpić, gdy zgodzisz się zaprzestać swojego życia, uczyniłbyś to?”. To właśnie na odpowiedzi na tak zadane pytanie winniśmy fundować nowe „normy społeczne”, a w konsekwencji nowe – mniej nieludzkie – „prawo”.  

 

Komentarze
Dodaj nowy
szaman   |26.07.2010 08:09:59
Takie pytanie jest właściwe, ale brakuje w nim jeszcze jednej kwestii: czy mam
prawo decydować o swoim własnym życiu. I czy osoba trzecia ma prawo decydować o
moim życiu poprzez narzucanie okreslonych norm prawnych?
druknepf   |26.07.2010 11:03:57
Pytanie "czy mam prawo decydować o swoim własnym życiu(powinno być
śmierci)" jest źle postawione, ponieważ z jednej strony jesteśmy jedynymi
istotami na ziemi, które mogą zadecydować o godzinie swojej śmierci, a z drugiej
nie istnieje żaden zakaz moralny ograniczający taką decyzję.
Spokojny   |26.07.2010 09:00:13
Nasz sposób decydowania o tym, co właściwe a co niewłaściwe opiera się na
nieświadomym założeniu istnienia jakiejś obiektywnej normy. Na przykład
niezależnie od tego, czy jesteśmy wierzący czy nie, widząc jak ktoś masakruje
cudzy samochód dla zabawy możemy powiedzieć "jak tak można". Słowa te
nie oznaczają zdumienia tym, w jaki sposób ktoś zdołał wskoczyć na dach tego
samochodu bez użycia trampoliny tylko oznaczają nasze zdumienie tym, że ktoś
zdołał zignorować ten nieświadomie zakładany obiektywny, moralny punkt widzenia.
W który wierzymy. Możemy się godzić co do tego, że w wielu przypadkach możemy
bez tego się obyć i możemy stopniowo pozostawiać sobie i innym swobodę ruchu w
takich sprawach jak seksualność na przykład, ale uznanie, że granica wolności
jednego przebiega tam i tylko tam, gdzie zaczyna się krzywda drugiego to w
grucie rzeczy całkowita rezygnacja z istnienia tego "źródła obiektywnych
sądów moralnych". Jednym z ostatnich bastionów na których to się jeszcze
broni jest śmierć. Jeśli dajemy sobie prawo co do własnej śmierci, to dajemy
sobie prawo także na przykład co do amputowania sobie różnych części ciała tak
jakbyśmy dawali sobie prawo co do na przykład wyrzucania z domu telewizora.
Jakby to było to samo. No więc jest to całkowita rezygnacja z wiary w jakieś
zewnętrzne źródło moralnej kontroli. Na końcu takiej drogi czeka zupełnie nie
znany nam dziś rodzaj świadomości. Coś, co być może istniało zanim pojawiły się
monoteizmy. Nie wiem czym to jest, ale kiedy o tym pomyślę, łapię się fotela bo
kręci mi się w głowie od tej jazdy.
druknepf   |26.07.2010 23:07:09
Jest dokładnie jak piszesz w pierwszym zdaniu o moralności, która ma swoje
źródło w nieuświadomionych normach. Wystarczy poobserwować małe dzieci, ażeby
przekonać się o ich moralnych zachowaniach, choć nikt im tego jeszcze werbalnie
nie nakazał, bo niby jak, skoro jeszcze nie potrafią mówić. Gdyby przyjąć, że
religia i związana z nią wiara była źródłem moralności, to musielibyśmy
wykluczyć z grona ludzi moralnych pokaźną część ludzkiej populacji, ponieważ ci
ludzie nie podzielają poglądu o związku moralności i boga.
qalandar   |26.07.2010 11:20:12
Zastanawia mnie na ile ludzka jest maszyneria utrzymująca sztucznie przy życiu.
Skoro organizm "decyduje", żeby zakończyć sprawę, to na ile utrzymywanie
w długiej agonii nie jest torturą w imię "ochrony życia"?
Anus Dei  - Tekst nie trzyma się kupy   |26.07.2010 12:24:44
i stawia kwestię na głowie. Nie ma czegoś takiego jak wybór pomiędzy wizją
człowieka-indywidualisty i człowieka-splotu relacji z innymi ludźmi. Bo to nie
jest żadna alternatywa. Człowiek jest w naturalny sposób i jednym, i drugim.
Więzi emocjonalne z innymi nie mają sensu jeśli nie jesteśmy odrębnymi
jednostkami mającymi na uwadze własne interesy. Wówczas istnieje tylko
bezrefleksyjna, funkcjonalna jedność, w której pojedynczy człowiek przestaje być
realnym podmiotem. I odwrotnie, nie możemy mówić o indywidualnej podmiotowości
bez tożsamości, która określa się dopiero w konfrontacji z innymi.

Problem
eutanazji pojawił się nie jako rezultat "wolnorynkowego, zatomizowanego
społeczeństwa" tylko na skutek postępu technicznego w medycynie, który
umożliwił praktycznie nieograniczone podtrzymywanie funkcji życiowych organizmu
znajdującego się w stanie wegetatywnym. Wcześniej nie było to możliwe, więc i
nie było się o co spierać. A samobójstwo katolicyzm zawsze potępiał - właśnie z
uwagi na koncepcję prymatu więzi społecznych nad prawem człowieka do
samostanowienia - czyli w interesie tych pozostających przy życiu.

Nazywanie
"narcyzmem" naturalnego sprzeciwu jednostki wobec sytuacji, w której
osoby trzecie miałyby decydować o jej życiu lub śmierci jest doprawdy
groteskowe. Racją jest, że do tego właśnie odruchu sprzeciwu odwołuje się
ideologia kościelnych przeciwników eutanazji (faktycznie przemycając w ten
sposób koncepcję odmowy prawa do samostanowienia), ale czyni tak właśnie
dlatego, że ten argument jest skuteczny. Ludzie czują naturalny lęk przed
sytuacją, w której ktoś mógłby wybrać za nich ich śmierć - i w imię tego lęku
skłonni są nawet zrezygnować z prawa do świadomego wyboru śmierci. Na to liczy
Kościół, taka jest logika jego propagandy.
Pani Inglis zapragnęła syna
uśmiercić, większość rodziców (np. w Polsce) zapewne wybrałaby opcję
przedłużania stanu wegetatywnego w nieskończoność dla karmienia swojej nadziei i
wiary w cud. Koncepcja, że można człowieka zabić dla dobra i ulżenia cierpienia
innych nie różni się niczym od kościelnej koncepcji, w imię której człowiek musi
do końca znosić pełną cierpienia agonię - również dla dobra innych - dla spokoju
ich sumień, dla ich nadziei, wiary w cuda, dla zachowania poczucia moralnej
spójności i wypełnienia religijnego imperatywu.
Obie te koncepcje są równie
nieludzkie.

O zaprzestaniu uporczywej terapii powinien decydować czynnik
racjonalny,a nie czyjekolwiek emocje - tj. orzeczenie lekarskie stwierdzające
nieodwracalne uszkodzenie kory mózgowej. Wówczas powinno się takiej terapii
zaprzestawać - zgodnie z wolą lub wbrew woli rodziny.
paszczak  - Zgadzam sie z Anus Dei   |26.07.2010 13:46:32
Temat bardzo ciekawy, ale moim zdaniem autor zapetlil sie. Uzyl dokladnie
argumentow jakie wysuwaja przeciwnicy eutanazji - ze jest to zabojstwo w imie
wygody osob pozostalych przy zyciu.
A chodzi przeciez o to, zeby nie utrzymywac
ludzi przy zyciu wbrew ich woli. Oczywiscie, nie ma mozliwosci porozumienia sie
w tej kwestii z osoba w stanie wegetatywnym, ale przy racjonalnym podejsciu do
sprawy, dorosli ludzie mogliby skladac takie deklaracje zawczasu. Oczywiscie ci,
ktorzy chca. I wtedy nie byloby problemu, ze osoby trzecie mialyby decydowac o
zakonczeniu czyjegos zycia.
Z mojego punktu widzenia podejscie, ze nalezy
dokonac eutanazji, bo inaczej skazuje sie na cierpienie otoczenie jest dokladnie
przejawem takiego egoizmu jaki zdaje sie autor krytykowac. Czy na pewno wiemy,
ze ta matka zrobila to dla siebie i pozostalych czlonkow rodziny? A moze jednak
w trosce o dobro chorego syna?
YUKI.  - nie poraz trzeci …   |26.07.2010 22:13:37
Jakoś nie łapię intencji autora , a już na pewno nie widzę racjonalizmu w takim
podejściu do sprawy.
Z jednej strony bulwers na normy (które sobie są bo są) z
drugiej wizja ślepo ideologiczna, "eugniczno-mrowiskowa" ;)

W niemal
każdej dyskusji na ten temat brakuje właśnie racjonalizmu, odejścia od kwestii
ideologicznych i skupienia się na tym gdzie leży problem ,jakie rozwiązanie było
by zgodne z logiką i najkorzystniejsze zarówno dla ogółu jak i jednostki .
Ideologiczna polaryzacja prowadzi donikąd, ale rozumiem rzeczowe podejście do
tematu dla niektórych wydaje się być zbyt nudne ;)
druknepf   |27.07.2010 00:03:33
Jest taki problem: osiemdziesięcio kilkuletnia kobieta (czyjaś matka) cierpi na
zaawansowaną demencję starczą i znalazła się w fazie odrzucania jakichkolwiek
posiłków. Opiekujący się nią dzieci mają dwa wyjścia: 1) oddać matkę do zakładu
opieki, gdzie będzie się ją karmić za pomocą węża i kroplówki, co przedłuży jej
życie o 6 miesięcy, 2) opiekować się nią dalej w domu i pozwolić jej umrzeć z
głodu po miesiącu. Wybierając wariant pierwszy, dzieci narażają się na
dezaprobatę bliźnich, natomiast drugi wariant naraża ich na prawne konsekwencje,
jeśli jakiś urzędnik będzie zbytnio praworządny. Ten drugi wariant jest właśnie
eutanazją, tyle tylko że rozciągniętą w czasie i tak to odbierze otoczenie,
potępi ich i nazwie mordercami matki. Problemu nie wydumałem.
Proszę o opinie.
Gnębon Puczymorda  - Ojciec i matka odczuwają   |29.07.2010 13:59:15
"długotrwałe, ogromne cierpienie", gdyż syn zadaje się "Krytyką
Polityczną". Czy syn powinien poprosić o eutanazję, czy też zrugać
staruszków rynsztokowym słowem, by się od niego od***?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 25.07.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.98570 Seconds