NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Stokfiszewski: Marsz Oburzonych idzie dalej Drukuj
Igor Stokfiszewski   
16.10.2011

15 maja w Madrycie, Barcelonie i innych hiszpańskich miastach odbyły się demonstracje przeciw niszczącym społecznie skutkom wolnorynkowych reform ekonomicznych przeprowadzanych przez rząd Zapatero, który podjął je, by zapobiec fali bezrobocia i pogłębiającej się niestabilności gospodarczej, będących skutkami światowego kryzysu ekonomicznego. Podczas bezprzemocowego protestu w Madrycie w sposób niewspółmierny interweniowały służby porządkowe; w odpowiedzi na to manifestanci zdecydowali się okupować place największych hiszpańskich miast. Protest przekształcił się w trwałą pokojową rewolucję, której hasła odsyłają do kryzysu demokracji przedstawicielskiej i destrukcyjnych dla obywateli efektów sojuszu między światem polityki i finansów.

bruksela_marszzwirek.jpgPod koniec lipca Marsze Oburzonych (bo taką nazwę przyjęło się używać wobec protestujących), które wyruszyły z hiszpańskich miast, spotkały się w stolicy i podjęły decyzję o udaniu się do Brukseli. Celem było przedstawienie władzom Unii Europejskiej postulatów dotyczących podniesienia poziomu obywatelskiego uczestnictwa w procedurach politycznych i obniżenia wpływu, jakie posiadają na nie instytucje finansowe, jak również zaprezentowanie żądań i propozycji rozwiązań systemowych, które maszerujący mieli zbierać podczas zgromadzeń w kolejnych mijanych miastach i miasteczkach i wpisywać do tzw. księgi ludowej.

W drodze do Brukseli 17 września Oburzeni zorganizowali manifestację w Paryżu. Solidarność z nią wyrazili amerykańscy aktywiści, rozpoczynając okupację nowojorskiej Wall Street. W międzyczasie protesty ogarnęły również Portugalię i znacząco nasiliły się w Grecji, nad którą wciąż wisi niebezpieczeństwo bankructwa. 15 października Marsz osiągnął Brukselę, zamykając tym samym pierwszy – niemal półroczny – etap kształtowania się Ruchu Oburzonych, wyłaniania się jego podstawowych postulatów i praktyk politycznych. W ramach solidarności z protestującymi manifestacje i okupacje centralnych placów odbyły się w niemal tysiącu miast na świecie. Kiedy piszę te słowa, demonstranci przeprowadzają zgromadzenie ludowe w Parc du Cinquantenaire, trzy kilometry od miejsca, w którym się znajduję.

Oburzeni, mimo rezonansu, z jakim ich działania spotykają się w największych ośrodkach na świecie, są u początku drogi. Idziemy powoli – mówią – ponieważ zmierzamy daleko. Ale zamknięcie pierwszego etapu tej niezwykłej podróży zachęca do podsumowań. A przede wszystkim do próby odpowiedzenia na pytanie: co dalej? Czy pokojowa rewolucja Oburzonych ma szansę dokonać trwałej transformacji społecznej i politycznej rzeczywistości? A jeśli tak, to jaki kształt rzeczywistość ta przybierze, gdy rewolucja osiągnie swoje cele?

Zacznijmy od podsumowania. Nie ulega wątpliwości, że Oburzeni odnieśli ogromny sukces w Hiszpanii. Świadczy o tym nie tylko 80-procentowe poparcie społeczne dla Ruchu, ale również (a może przede wszystkim) daleko idące skutki polityczne: doprowadzenie premiera Zapatero do rozwiązania parlamentu, wyznaczenia na listopad daty przedterminowych wyborów, rezygnacji z kierowania Partią Socjalistyczną i ubiegania się o mandat posła w nadchodzącej elekcji, wreszcie do wycofania się z najbardziej kontrowersyjnych reform, podjęcia realnej walki z korupcją polityczną oraz osłabienia pozycji instytucji finansowych, również poprzez ich nacjonalizację. Oburzeni coraz efektywniej wymuszają na decydentach prospołeczne rozwiązania ustawowe, a elity rządzące z coraz większą pokorą odnoszą się do Ruchu jako do wpływowego podmiotu politycznego.

Nie ulega wątpliwości, że za sukces uznać należy okupację Wall Street. Oczy całego świata od kilku tygodni skierowane są na finansowe centrum Ameryki. Partia Demokratyczna, z której wywodzi się prezydent Obama, ale która nie dysponuje większością w Kongresie, coraz głośniej przyznaje okupującym rację odnośnie do rażących dysproporcji majątkowych w społeczeństwie amerykańskim, niewydolności instytucji publicznych i demokratycznych procedur. Jakkolwiek potoczą się losy Oburzonych za oceanem, jest oczywiste, że po Hiszpanii Ameryka to drugi kraj na świecie, gdzie Ruch zaczyna być postrzegany jako szeroka i wpływowa reprezentacja warstw wykluczonych, a tym samym rosnący w siłę podmiot polityczny.

Ponadto w ciągu ostatnich pięciu miesięcy udało się Oburzonym doprowadzić do powstania międzynarodowej sieci politycznej współpracy między aktywistami z całego świata i wykształcić szereg praktyk związanych z trwałą okupacją przestrzeni publicznej, podejmowaniem decyzji drogą bezpośredniego głosowania, przekazywaniem za pomocą platform cyfrowych informacji, postulatów i doświadczeń oraz wiedzy o tym, jak skutecznie rozprzestrzeniać protesty, by wywierać presję na politycznych decydentów.

Wszystko to jednak stanowi czubek góry lodowej. Cele Oburzonych sięgają o wiele dalej niż możność wpływania na bieżącą politykę tego czy innego kraju, na rozwiązania ustawowe regulujące relacje między polityką, gospodarką i społeczeństwem, a nawet dalej niż efektywne  ukonstytuowanie międzynarodówki trwałego oporu przeciw politycznemu i ekonomicznemu kształtowi współczesnego świata. Oburzeni domagają się przekształcenia całej sfery ekonomii i zastąpienia kapitalizmu bardziej sprawiedliwym systemem finansowym i zmiany całej sfery polityki – zastąpienia demokracji przedstawicielskiej systemem o charakterze bezpośrednim. Jak wobec tego rysuje się przyszłość tej pokojowej rewolty, a tym samym – być może – polityczna przyszłość świata?

Powiedzmy najpierw, co czeka Ruch w najbliższych miesiącach. Pytani przeze mnie działacze wskazują na trzy możliwości. Najprawdopodobniej jedna grupa Oburzonych przezimuje w Brukseli, by na wiosnę wyruszyć w kierunku Berlina i innych ośrodków, w tym do Warszawy. Druga grupa natychmiast uda się do Berlina i innych miast na wschód od Brukseli, by to w nich przezimować i przygotowywać się wspólnie z miejscowymi działaczami do kolejnego międzynarodowego zrywu na wiosnę przyszłego roku. Trzecia grupa natomiast powróci do Hiszpanii, by przekazać doświadczenia Marszu swym towarzyszom i wspierać działania w kolebce rewolucji. Tak czy inaczej, nawet jeśli najbliższe miesiące przyniosą uspokojenie Ruchu, będą tylko antraktem, podczas którego Oburzeni przygotują następny epizod pokojowej rebelii.

 – Kryzys ekonomiczny będzie się pogłębiał, a brak rozwiązań systemowych sprawi, że coraz więcej ludzi padnie jego ofiarami – wyjaśnia mi jeden z Oburzonych, argumentując, dlaczego przyszłość Ruchu nie jest przedmiotem troski protestujących. Rzeczywiście, wszystko wskazuje na to, że kolejne miesiące raczej wzmocnią liczebnie Oburzonych, niż ich osłabią. Ponadto większość tych, którzy od miesięcy protestują w Hiszpanii lub maszerują na północ, nie ma nic do stracenia. W wyniku załamania się rynku pracy stali się bezrobotni, a w konsekwencji niepłacenia czynszu (bo z czego?) i antyspołecznej polityki mieszkaniowej – również bezdomni. Mogą albo żebrać, albo protestować do skutku. Postanowili uczynić to drugie.

  

Przypomnijmy, że odsetek bezrobotnej młodzieży w Hiszpanii sięgnął ponad 40 procent – to kilka milionów ludzi bez pracy, środków do życia i perspektyw. Nie mają ani dokąd pójść, ani dokąd wrócić. Bieda i wściekłość targa nimi po Europie, gdzie zjednoczeni z innymi, dzielącymi ich los lub przynajmniej poglądy na nieludzki wymiar współczesnego świata, występują w obronie indywidualnej i zbiorowej godności, tłamszonej przez niewydolność politycznych elit stojących na straży nienaruszalności ekonomicznego systemu. Systemu, który nastawiony jest na służenie bogatym i pomnażanie ich majątków.

  

Determinacja ludzi bez przyszłości „w tym świecie” jest kolejną – po pogłębianiu się kryzysu ekonomicznego – gwarancją, że Ruch Oburzonych będzie rósł w siłę. Z kolei sukcesy Ruchu, choćby w Hiszpanii, pokazują skuteczność obranych kierunków i metod działania, zachęcając do wytrwałości w dążeniu do celów.

Jednak najważniejsza w pytaniu o przyszłość Ruchu nie jest kwestia cierpliwego przekształcania status quo w polityce i ekonomii. Istotą Ruchu jest bowiem wytwarzanie nowych praktyk politycznych, kreowanie demokracji równoległej – bezpośredniej, uczestniczącej formy rządów ludu, istniejącej obok jej przedstawicielskiego ramienia, które w sposób oczywisty traci moc reprezentowania większości społeczeństwa. Oburzeni opowiadają, że po doświadczeniach pięciu miesięcy pokojowej rewolucji trudno im wyobrazić sobie inny rodzaj partycypacji politycznej niż poprzez bezpośrednie głosowanie na zgromadzeniach ludowych.

  

Co więcej, obywatele miast, w których takie zgromadzenia się odbywały po drodze do Brukseli, przyjmowali formę agory, uznając, że odpowiada ich potrzebom realizowania politycznej podmiotowości. W zgromadzeniach udział brali także lokalni politycy, przyjmując tak podjęte decyzje mieszkańców za głos ludu i przekazując wiedzę o nich do swoich urzędów. Dzięki portalom społecznościowym możliwość zwoływania zebrań o zasięgu ponadlokalnym przestała być utopią. Kilka dni temu mieliśmy do czynienia z pierwszym globalnym zgromadzeniem ludowym, którego platformą był internet.

Jeśli Oburzonym uda się zarazić demokracją bezpośrednią obywateli świata – a wszystko wskazuje na to, że tak – prawdopodobny scenariusz dla systemu zbiorowego podejmowania decyzji i zarządzania grupowym dobrem wiązał się będzie z wypracowaniem oddolnych praktyk politycznych. Demokracja przedstawicielska utraci swą nośność na rzecz nowej polityki o wyższym stopniu obywatelskiego uczestnictwa, zorientowanej na bardziej skuteczne upodmiotowienie jednostek i grup poprzez system bezpośrednich lub zapośredniczonych w medium cyfrowym zgromadzeń ludowych i kolektywów obywatelskich, które wiedzę o podjętych decyzjach przekażą urzędnikom, służącym jako wykonawcy woli ludu.

  

W konsekwencji zniknie potrzeba istnienia klasy politycznej w kształcie, w jakim mamy z nią do czynienia dziś, a zatem jako klasy pośredników między ludem i urzędnikami realizującymi postawione przez niego zadania. Tym samym również swoją legitymację do istnienia stracą partie polityczne. Socjologowie wskazujący na kryzys systemu partyjnego, a nawet jego schyłek, mają rację – nie tylko dlatego, że partie nie reprezentują dziś grupowych interesów obywateli, którzy na nie głosują, a więc nie spełniają swojej zasadniczej funkcji; ale dlatego, że są one niepotrzebnym elementem pośredniczącym pomiędzy obywatelami, którzy mogą wyrażać swą wolę polityczną w sposób bardziej bezpośredni, i tymi, których zadanie polega na zmienianiu woli ludu w rzeczywistość.

Niezależnie od tego, kto wygra listopadowe wybory w Hiszpanii (najpewniej konserwatywna Partia Ludowa), politycy będą tylko realizatorami zadań stawianych przez obywateli skupionych w Ruchu Oburzonych; będą urzędnikami aparatu wykonawczego o ograniczonej możliwości samodzielnego działania, tak jak w ciągu minionych miesięcy działo się w przypadku rządu socjalistów. Pod naporem społecznym nie miał zbyt dużego pola do politycznego manewru, a ilekroć działał na niekorzyść obywateli, tylekroć protestujący wymuszali na nim zmianę stanowiska. Jest niemal pewne, że podobny los czeka hiszpańskich ludowców i każdą inną formację polityczną na świecie.

  

Nie trzeba dodawać, że tego typu transformacja sfery politycznej przyniesie zmianę w relacji między obywatelami i gospodarką, która utraci swoją autonomię względem społecznych potrzeb i stanie się instrumentem podnoszącym jakość życia i mnożącym dobra publiczne. Kapitaliści, którzy stracą sojuszników w postaci elit politycznych, ze względu na ich niesamodzielność, stracą również narzędzie skutecznego dystansowania się od społecznych nacisków.

Powyższy scenariusz rozwoju pokojowej rewolucji i zmian, jakie przynieść może w sferze polityki, ekonomii i życia społecznego, wydaje się prawdopodobny nie tylko dlatego, że od pięciu miesięcy jest wcielany w życie i rozwijany w dziesiątkach ośrodków na świecie. Również dlatego, że wyczekują go szerokie masy społeczne, czego po raz kolejny dowiodła dzisiejsza demonstracja, która zebrała w Brukseli – według szacunków działaczy Ruchu – ok. 10 tysięcy protestujących z Hiszpanii, Belgii, Francji, Niemiec, Holandii, Grecji i Polski.

Kryzys gospodarczy będzie się pogłębiał. Gdy dosięgnął południowej Europy, północna część kontynentu broniła się przed jego napływem. Dziś Południe bankrutuje, a kryzys nieubłaganie zmierza ku Północy – tak jak Oburzeni. Niczym język lodowca najpierw wypełniają każdą szczelinę społecznego życia, powstałą w wyniku niesprawiedliwości generowanych przez demokrację przedstawicielską sprzężoną z kapitalizmem, a następnie korodują z pozoru trwałą skałę systemu społeczno-politycznego, która pęka pod naporem własnej obłudy, chciwości i fałszywej filozofii człowieka spieniężonego.

  

Ich marsz dotarł do celu, jakim była Bruksela, ale będzie trwał nadal, bowiem rytm jego kroków wyznacza dobosz, któremu na imię ubóstwo, głód, upokorzenie, poczucie niesprawiedliwego traktowania i pragnienie nowego, lepszego świata.

Bruksela, 15 października 2011

  

Zobacz też: relacje wideo z protestów na całym świecie 

  

Fotorelacja: Marsze Oburzonych w Europie - zdjęcia z Madrytu, Warszawy, Sztokholmu oraz Frankfurtu.

  

Czytaj też: wywiad z jednym z organizatorów warszawskiego marszu, manifest ruchu Democracia Real Ya!, relację Rafała Żwirka z marszu w Brukseli.

  

Komentarze
Dodaj nowy
adam   |17.10.2011 11:40:49
kapitalizm i wolny rynek nie jest zly jak to probuje udowadniac autor. Problem w
tym, ze tego wolnego rynku i kapitalizmu nie ma i to jest przyczyna problemow.
Jezeli autor proponuje leczenie socjalizmu jeszcze wiekszym socjalizmem… no
coz, wielki socjalizm juz byl i upadl wszedzie (poza kilkoma bastionami jak
Korea ). Jesli autor tak lubi socjalizm niech sie uda na emigracje do Koreii, a
szybko stanie sie fanem wolnego rynku i kapitalizmu.
wtret  - re:   |17.10.2011 13:51:24
[quote=adam] większy socjalizm na Zachodzie był po wojnie. I tak się składa, że
to czasy wyjątkowej prosperity. Jeśli lubisz zdziczały kapitalizm Adamie,
proponuję udać się do Konga.
kamilszeremet   |17.10.2011 15:51:17
Okupacja Polski teraz!
http://www.facebook.com/pages/Occupy-Poland
/244792178900666
kot  - autor, adam, wtret   |17.10.2011 16:01:16
Można by tych jałowych nieporozumień uniknąć mówiąc, że kapitalizm jest zawsze
ten sam (mówienie,że jest dobry lub zdziczały nie ma sensu)natomiast warunki
polityczne w jakich przychodzi mu działać są rożne. Stąd i tylko stąd różnie
wygląda. Dlatego nie da się przyjąć kapitalizmu takiego lub innego. Trzeba
kapitalizmowi stworzyć takie warunki aby pył pożyteczny, a nie szkodliwy.
KSR   |17.10.2011 17:01:01
Tak, i proponuję jeszcze południowy Sudan. Tam jest wolny rynek do granic
możliwości. Brak podatków, urzędu skarbowego, policji, sądów i opieki
zdrowotnej. Jest za to duża podaż AK-47, które służą do rozwiązywania
ewentualnych konfliktów światpoglądowych. Czyż to nie raj dla kapitalisty?
ratunku  - Wraca nowe…   |18.10.2011 08:10:44
Obciążenia społeczeństw rozwiązaniami systemowymi doprowadziła do obecnej
sytuacji, a ta banda nastolatków chce jeszcze bardziej rozdmuchać
ten systemowy balon. No i oczywiście, wszystko ma być za darmo! Wraca
nowe.

Cytat:
Ich marsz dotarł do celu, … rytm jego kroków wyznacza dobosz, któremu na
imię ubóstwo, głód, upokorzenie, poczucie
niesprawiedliwego traktowania i pragnienie nowego, lepszego świata.

W Polsce organizatorami manifestacji byli m.in. uczniowie Wielokulturowego
Liceum Humanistycznego im. Jacka Kuronia (czesne: ponad 800 zł miesięczne).
julia   |18.10.2011 14:08:06
ciekawe, ze wszyscy podniecaja sie wysokoscia czesnego w liceum im Kuronia, a
nikt nie zauwaza, ze za publiczne przedszkole i publiczny zlobek w warszawie
placi sie miesiecznie 500 zł.

a tekst Igora bardzo ciekawy, dobrze podsumowuje
calosc wydarzen ostatnich miesiecy, troche tego brakowalo
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 17.10.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.59554 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273