|
Stokfiszewski: 3 * nie (wiem) |
|
|
Igor Stokfiszewski
|
|
08.01.2007 |
Nie wiem, w
jakim świecie żyje Magdalena Miecznicka, wiem natomiast, że bardzo chciałbym w
nim żyć. W świecie, w którym pracy jest w bród, do wyboru do koloru - w zgodzie
z wykształceniem i umiejętnościami; w którym dominującą opowieścią o kobietach
jest wszechwładna narracja emancypacyjna, nie zaś mieszanina katolickiej
zaściankowości z popkulturowym macho-seplenieniem;
w świecie cudnych podróży niebędących upokarzającą pielgrzymką po byle jaki
zarobek; wreszcie - świecie, w którym ton debatom publicznym nadają wrogie
„neoliberalnemu zachodniemu »Systemowi«” medialne potęgi takie jak krakowski
„Ha!art” czy warszawska „Krytyka Polityczna”. Tak jawi się planeta z tekściku Bunt naiwnych literatów („Dziennik” 6-7.01.2007), będący
zbiorkiem mniej lub bardziej wyszukanych obelg pod adresem autorów książek,
wydanych niedawno nakładem Korporacji Ha!art. Problem w tym, że takiego świata
nie ma.
Nie wiem, w
jakim świecie lektury żyje Magdalena Miecznicka, wiem natomiast, że bardzo nie
chciałbym w nim żyć. Lektury, podczas której aborcja opisana przez Martę Dzido
w książce Ślad po
mamie zmienia się w
„sztampę na temat kobiecej wrażliwości i cielesności” (gdy w istocie jest
samotną próbą przebicia się przez skostniały męsko-kościelny język przypisujący
kobietom, usuwającym ciążę cechy zwyrodniałych morderców); lektury, podczas
której konieczność podjęcia przez ambitną kobietę ciężkiej pracy za psie
pieniądze w legendarnej Ameryce, opisana w książce Joanny Pawluśkiewicz Pani na domkach, zmienia się w „wielki festyn
samozadowolenia” (gdy w istocie jest próbą pokazania konsekwencji neoliberalnej
filozofii wyrzucającej mniej zaradne jednostki z biedniejszych regionów świata
na śmietnik egzystencji); wreszcie - lektury, podczas której analizy
alternatywnych wobec neoliberalizmu narracji ekonomicznych i światopoglądowych
zawartych w książkach Slavoja Žižka Rewolucja u bram i zbiorze Zniewolony
umysł 2 pod
redakcją Ewy Majewskiej i Janka Sowy zmieniają się w „uprawianie typowo
zachodniego ogródka optymistycznej ekspansji własnego ja” (gdy w istocie są
próbą wyjścia z matni realnego, zdefiniowanego przez antyhumanistyczną ekonomię
i światopogląd graniczący z sympatią do ludobójstwa). Problem w tym, że taka
lektura jest demencją.
Nie
wiem, w jakim świecie filozofii literatury żyje Magdalena Miecznicka, wiem
natomiast, że w świecie tym chodzi o sprowadzenie literatury do roli wydmuszki,
która ładnie wygląda w wielkanocnym koszyczku, ale pęka pod naporem
rzeczywistości. Czegóż od literatury oczekuje krytyczka, dowiadujemy się z jej
ocen wystawionych książkom Klatka Jana Krasnowolskiego i Traktor
Juhasi Kalady (skądinąd bardzo dobrym). Winna ona być świadoma literackiej
tradycji, nieoczywista, myląca tropy, przesiąknięta humorem wprowadzającym do
powieści „nieco zbawczego dystansu”, ale przede wszystkim autentyczna. A czymże
jest prawdziwa autentyczność? Jest „funkcją samoświadomości i tym prawdziwsza
nasza twórczość, im głębiej zejdziemy na dno własnego piekła”. Mówiąc inaczej -
literatura powinna trochę bawić, trochę straszyć i oczywiście opowiadać o
indywidualnym doświadczeniu. Nie powinna broń Boże krytykować społecznego ładu,
z woli Ojca napędzającego wzrost PKB. Czy nie wydaje się państwu, że tak
właśnie wygląda przepis na bestseller? Dziełko idealnie mieszczące się w
przestrzeni oczekiwań mieszczańskiego czytelnika, rynku książki i
konserwatywnej krytyki? Problem w tym, że taka filozofia literatury jest
śmieciem.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 10.01.2007 )
|
Weiniger opowiada seksizmy, a feminis...
"Czekam, aż szambo-bomba (bomba w...