NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Stokfiszewski: Oburzeni na ACTA Drukuj
Igor Stokfiszewski, fot. Jakub Szafrański   
31.01.2012

guy_fawkes_thanh_slices_of_life.jpgKażdemu, kto uczestniczy w międzynarodowym ruchu Oburzonych lub śledzi jego działania, maska Guya Fawkesa z komiksu Allana Moora V jak Vendetta kojarzy się jednoznacznie. Od Aten po Nowy Jork, od Madrytu po Tokio w minionym roku nakładali ją na twarze wszyscy przeciwnicy klasy rządzącej, która nie potrafiła zapobiec społecznym skutkom kryzysu ekonomicznego i kroczyła ramię w ramię z elitami biznesowymi w kierunku dekonomokracji – systemu, w którym generowanie PKB wzbogacającego 1% światowej społeczności stawia się wyżej niż solidarną dbałość o zrównoważony rozwój demokratycznej wspólnoty, a roszady na sejmowych fotelach uznaje się za emanację władzy ludu.

Wyobcowanie klasy politycznej, działanie na korzyść instytucji finansowych i prywatnych właścicieli kosztem jakości życia Kowalskich, Smithów i Sanchezów, pogłębiające się poczucie niesprawiedliwości społecznych, coraz silniej odczuwane rozwarstwienie ekonomiczne, coraz mniej przejrzysta relacja między wyborami zwykłych ludzi a decyzjami rządów – wszystko to doprowadziło w ubiegłym roku do masowych wystąpień jednostek i grup społecznych, które zorganizowały się w platformy obywatelskie, takie jak Ruch 15 Maja, Prawdziwa Demokracja Teraz! czy Ruch Okupuj i zyskały ogólną nazwę Oburzonych.

Maski Guya Fawkesa pojawiły się też na protestach przeciwko podpisaniu przez rząd Donalda Tuska umowy handlowej ACTA. Czy fakt, że tysiące demonstrujących Polaków posłużyły się ikonografią i performatyką międzynarodowych Oburzonych świadczy o tym, że nasze społeczeństwo włączyło się do globalnego ruchu na rzecz politycznej i ekonomicznej transformacji świata? Wiele mogłoby przemawiać na niekorzyść tej tezy: akty przemocy, które stoją w sprzeczności z pokojowym charakterem „słonecznej” rewolucji Oburzonych; wyraźnie słyszalny dyskurs narodowy, który towarzyszył wielu demonstracjom i który również sytuuje się w opozycji do uniwersalistycznych haseł Indignados; udział kibiców i ich antyrządowe hasła, kojarzące się raczej z ubiegłorocznymi zajściami na stadionie w Bydgoszczy niż z marszem solidarności z Oburzonymi, który pod hasłami wyzwolenia spod dominacji kapitału przeszedł 15 października 2011 roku ulicami Warszawy.

Ta swoista polityczna wieża Babel, jaką wznieśli manifestujący przeciwko ACTA, w której mieszają się hasła antykapitalistyczne i patriotyczne, okrzyki przeciwko świętemu prawu własności i te na rzecz oddania hołdu „pomordowanym” w Smoleńsku, wydaje się daleka – na pierwszy rzut oka – od jednolitego (znów – na pierwszy rzut oka) politycznego przekazu ruchów Oburzonych.

Europejska Zima

Arabska Wiosna, Hiszpańskie Lato i Amerykańska Jesień miały swoją lokalną specyfikę, jeśli chodzi o powody masowych wystąpień, motywacje, które wyciągnęły ludzi z domów, przewodzące im grupy i hasła organizujące zbiorowy sprzeciw. Dlatego – pomimo rzucających się w oczy różnic pomiędzy Oburzonymi i polskimi wystąpieniami przeciwko ACTA – jeśli przyjrzymy się fundamentom wszystkich tych akcji społecznego nieposłuszeństwa, dojdziemy do wniosku, że polskie społeczeństwo włączyło się w globalny ruch sprzeciwu. Ich aktywiści przepowiadali zresztą, że czeka nas Europejska Zima.

Analogii do fali światowego oburzenia było w ostatnich dniach wiele. Mobilizacja obywatelska odbywała się za pośrednictwem społeczności internetowych i platform cyfrowych, które służą jako narzędzie komunikacji i organizacji protestów na całym świecie. Wszystkie znane z wystąpień Oburzonych grupy, takie jak Democracia Real Ya!, w istocie były i wciąż pozostają w pierwszej kolejności platformami cyfrowymi, umożliwiającymi wielu podmiotom indywidualnym i zbiorowym porozumiewanie się i wyrażanie swoich poglądów w czasie, gdy nie głoszą ich na ulicach. Hasła odnoszące się do wolności słowa, wzywające do zniesienia cenzury oraz krytyka mediów masowych również pochodzą z repertuaru globalnych ruchów sprzeciwu, a wyrażane podczas manifestacji poczucie, że standardy demokratycznego współistnienia są zagrożone, jest wręcz ich esencją.

Należy także zwrócić uwagę na ponadlokalny charakter protestów, które – w przeciwieństwie choćby do „obrony krzyża” na Krakowskim Przedmieściu – rozlały się nie tylko poza stolicę, ale nawet poza większe ośrodki miejskie. To ożywienie pasywnej dotychczas z punktu widzenia działań politycznych „prowincji” do żywego przypomina zjawiska znane z Ruchu Oburzonych, gdy do akcji włączali się mieszkańcy najdalszych zakątków Hiszpanii, Grecji czy USA.

W stronę demokracji uczestniczącej

Zasadniczą jednak cechą, która pozwala rozpatrywać wydarzenia ostatnich dni w analogii do globalnych wystąpień Oburzonych, jest przekonanie wyrażane przez manifestantów we wszystkich krajach i przez przeciwników ACTA – że władza polityczna się wyobcowała, podejmuje decyzje ponad głowami obywateli. Innymi słowy, że dokonała się głęboka erozja współczesnego modelu demokracji przedstawicielskiej.

Wystąpienia ostatnich dni to głos sprzeciwu, którego celem jest uzmysłowienie politykom, że są tylko wykonawcami woli suwerena, jakim jest społeczeństwo obywatelskie. Arogancja, jaką wykazał się rząd Donalda Tuska, ignorując społeczne odczucia dotyczące ACTA – kolejny po zamieszaniu wokół służby zdrowia przykład urzędniczej samowoli ministrów rządzącej koalicji – przelała czarę goryczy: obywatele poczuli, że nie mają realnej politycznej reprezentacji.

W manifestacjach ostatnich dni dostrzegam apel, który można usłyszeć również w innych krajach: musimy włożyć wysiłek w zmiany systemowe i wypracować bardziej bezpośredni model demokracji niż ten, z którym mamy do czynienia dziś, a który jest całkowicie fasadowy. W sytuacji, gdy partie polityczne nie reprezentują już poszczególnych grup społecznych i ich interesów, gdy nastąpiło utożsamienie sił politycznych z organami państwowej administracji, demokracja domaga się większego obywatelskiego uczestnictwa niż maźnięcie wyborczej kartki. Wypracowywanie nowych strategii podejmowania zbiorowych decyzji jest w tej chwili jednym z najżywszych objawów aktywności globalnego ruchu Oburzonych. Być może warto będzie skorzystać z tych doświadczeń, aby uczynić zadość wyrażanemu przez demonstrujących przeciwko ACTA pragnieniu, byśmy wszyscy zyskali większy wpływ na bieg wspólnych wypadków.

Ku politycznej podmiotowości

Tak daleko idące konsekwencje aktywności ruchów globalnego sprzeciwu będą możliwe tylko pod warunkiem, że jednostki i grupy dokonają aktu politycznego samoustanowienia. I jeśli miałbym nazwać istotę protestów minionych dni, a nawet ponadnarodowych tendencji, w które protesty te – w moje ocenie – się wpisują, byłaby nią walka o indywidualną i zbiorową podmiotowość polityczną.

Demonstracje przeciwko ACTA postrzegam jako platformę umożliwiającą wyrażanie jednostkowych i grupowych żądań społeczno-politycznych, niezależnie od tego, jaki wektor światopoglądowy żądania te przyjmują. Tłumaczy to, dlaczego na ulicach polskich miast stanęli obok siebie ci, którzy dotychczas – by użyć eufemizmu – przyglądali się sobie z podejrzliwością: młodzi intelektualiści i młodzi zadymiarze, osoby dojrzałe i nastoletnie, ci bardziej na lewo i ci bardziej na prawo od centrum. Obecność na manifestacjach tak różnych ludzi świadczy o tym, że kluczowym parametrem społecznej mobilizacji jest w tym wypadku nie światopogląd czy interes jakiejś grupy, lecz pragnienie publicznego wyrażenia faktu bycia obywatelem, bycia homo politicus.

Egalitarna sieć

Mobilizacja społeczna przeciwko ACTA pozwoliła przekroczyć istniejące dotychczas partykularyzmy grupowe czy światopoglądowe. Tym samym polscy manifestujący wkroczyli na ścieżkę nowych ruchów społecznych, którą podążają Oburzeni. Mianownikiem tej mobilizacji – podobnie jak w innych krajach – jest prawdziwie demokratyczna wolność. W przypadku Polski jej emanacją stała się swoboda korzystania z osiągnięć cywilizacji cyfrowej.

Internet, jako egalitarna sieć łącząca równe sobie podmioty i narzędzie tak jednostkowego samorozwoju, jak i zbiorowego postępu, stał się dla nas w ostatnich dniach tym, czym dla Tunezyjczyków były wolne wybory, a dla Hiszpanów złagodzenie drakońskiego prawa dotyczącego eksmisji – symbolem podmiotowości i niezależności. Fakt, że znalazły one swój społeczny i polityczny język oraz przybrały postać demonstracji, może świadczyć o tym, że w naszej świadomości zbiorowej dokonała się zasadnicza zmiana: nieposiadanie poglądów nie uchodzi już za cnotę, a ich publiczne wyrażanie nie jest anachronizmem i postawą roszczeniową.

Przeciw przemocy

Wierzę w konieczność samoustanowienia politycznego każdego obywatela i każdej obywatelki. Wierzę w konieczność upodmiotawiania siebie nawzajem, by podnieść jakość indywidualnego i zbiorowego życia. Ale wierzę również, że działania na rzecz wspólnego dobra należy prowadzić z rozmysłem i orientować się w sytuacji, w której realizuje się emancypacyjne cele. Dlatego gdybym miał sobie czegokolwiek życzyć w związku z narastającym oporem przeciw politycznej alienacji władzy, byłaby to większa czujność wobec zachowań przemocowych. W tym wypadku Oburzeni mogą nie tyle posłużyć za analogię wyjaśniającą ducha ostatnich wypadków, ile za dobrych nauczycieli uprawiania skutecznej polityki w opozycji do aparatu państwa.

Istnieją dwa zasadnicze powody, które każą unikać praktyk przemocowych nowym ruchom społecznym. Pierwszy wynika z działania na rzecz ludzkiej solidarności i kreowania wewnątrz protestującej wspólnoty utopii wzajemnego współodczuwania, współpostrzegania świata i współdziałania na rzecz jego transformacji. Znane skądinąd hasło „zło dobrem zwyciężaj” znakomicie pasuje do atmosfery, jaka panuje na demonstracjach nowych ruchów społecznych. Trudno przeciwstawiać się egoizmowi, konkurencji, wyzyskowi, nienawiści i podejrzliwości, jeśli sami się do nich odwołujemy, generując w ten sposób przemoc. Siła nowych ruchów protestu polega na jednoczesnym występowaniu przeciw światu, jaki znamy, i kreowaniu wspólnoty społecznej opartej na zgoła odmiennych wartościach. Ktokolwiek znalazł się w sercu okupowanego przez Oburzonych placu, ten wie doskonale, że inny świat jest możliwy.

Po drugie zaś, strategie pokojowe mają dużo większą skuteczność polityczną. Pod tym względem nowe ruchy społeczne są na wskroś „gandhijskie”. Państwo do perfekcji opanowało siłowe przeciwdziałanie zachowaniom, które są niezgodne z prawem. W walce na strategie przemocowe, gdy licencję na przemoc posiada wyłącznie jedna strona konfliktu, stosujący ją obywatele są na z góry przegranej pozycji. Ich polityczna skuteczność jest bliska zeru, a dodatkowo tracą uznanie w oczach większości społeczeństwa, co daje najlepszą gwarancję rządzącym, że ich pozycja pozostanie po wsze czasy niezachwiana.

Praktyki Ruchu Oburzonych pokazują, że państwo jest bezradne wobec masowych akcji obywatelskich, które mają pokojowy charakter. W Barcelonie, Paryżu czy Brukseli, gdzie w ubiegłym roku doszło do aresztowań aktywistów Ruchu, służby porządkowe musiały użyć prowokacji, by wymusić na demonstrantach zachowania niezgodne z prawem. Tracili w ten sposób zaufanie obywateli, zyskując satysfakcję na niecałe dwie doby, po których wszystkich Oburzonych zwalniano z aresztów, gdyż ich czyny nie były szkodliwe społecznie. Niektóre z tych prowokacji szły tak daleko, że jeden z policjantów, który w Brukseli zaatakował demonstrantkę (zarejestrowały to kamery), do tej pory siedzi w więzieniu.

Hiszpańscy czy amerykańscy politycy włożyli wiele wysiłku w „bandytyzację” ruchu Oburzonych, ale ponieważ żadne chuligańskie działania nie miały miejsca, politycy ci dokonali autokompromitacji w oczach swoich obywateli. Według danych z listopada ubiegłego roku postulaty ruchu Oburzonych popiera ponad 70% Hiszpanów.

Pokojowe strategie oddolnych praktyk politycznych nie tylko obalają współczesną quasi-darwinistyczną antropologię, na której ufundowany jest nasz świat, ale stają naprzeciw państwowemu monopolowi na przemoc i okazują się dużo bardziej skuteczne w walce o transformację życia zbiorowego niż jakiekolwiek działania, które się do przemocy odwołują.

***

Nie ma znaczenia, czy Donald Tusk i jego ministrowie ostatecznie ratyfikują umowę ACTA. Stała się ona wyłącznie pretekstem do przełamania politycznego milczenia i wyrażenia społecznego oburzenia na rządzących, którzy ignorują głos obywateli. Nie ma też znaczenia, jakie hasła, z jakiego światopoglądowego słownika i w imię jakich wartości wykrzykują demonstranci na ulicach polskich miast. Polityczne upodmiotowienie to akt, który zawsze działa na korzyść emancypacji. Mało prawdopodobne, by proces obywatelskiego samostanowienia, którego objawem są ostatnie demonstracje, dało się powstrzymać. Możemy się więc spodziewać ciekawej zimy – i zrobić wszystko, by wiosna była jeszcze ciekawsza.

Demonstracja przeciw ACTA, 27 stycznia, Warszawa. Fot. Jakub Szafrański


  

  

Komentarze
Dodaj nowy
viking   |31.01.2012 15:12:24
Przeciwko tezie Stokfiszewskiego, świadczy nie tylko udział narodowców i
kibiców. Ich można jeszcze, zgodnie z modną w KP wykładnią, uznać za
wykluczonych, którzy nie znają lepszego języka sprzeciwu.
Istotniejszy jest
fakt, iż brał w nich udział także JKM oraz jego zwolennicy oraz bardzo wielu
ludzi zawiedzionych Platformą.
Językiem sprzeciwu młodych Polaków, jest język
neoliberalizmu i w tym względzie nic się w ciągu tego tygodnia nie
zmieniło.
Jestem się w stanie założyć, że 90% z tych ludzi, którzy protestowali
nie patrzy na tę sprawę, jako na kolejną, podejmowaną przez wielki kapitał
próbę, urynkowienia kolejnych dóbr.
Dla nich to raczej kolejny przykład tego,
że państwo miesza się w ich życie i ich osobistą wolność.
Moim zdaniem fakt, że
ci ludzie nie brali udziału w żadnych marszach oburzonych, ale biorą udział w
tych demonstracjach, nie jest żadnym opóźnionym zapłonem,który potrzebował
odpowiedniej iskry, tylko logiczną konsekwencją dyskursu, pośród którego się
wychowywali.
Niektórzy zwracali w związku z powyższym uwagę na to, że mamy tu
do czynienia z pewnym paradoksem. W końcu świętą wartością (neo)liberalizmu jest
własność. To prawda. Może dlatego na stronie prawdziwych liberałów, tych z
Liberte, nie mogę się doszukać krytyki ACTA.
Jednak ten "liberalizm",
którego najbardziej skrajnym przedstawicielem jest JKM, nie jest prawdziwym
liberalizmem- jest raczej taką dziwaczną ideologią, w której się trochę bierze z
konserwatyzmu, trochę z liberalizmu a wszystko przyprawia jakimś bon motem w
stylu "czy to mój problem, że ktoś sobie nie radzi?"- w gruncie rzeczy
aideologicznym, ale robiącym wrażenie na ludziach między 15 a 30 rokiem życia,
którym się czasem wydaje, że nic im się złego nie może stać.
Taki właśnie
"liberalizm" ma gdzieś prawo własności, jako zasadę organizacji życia
społecznego i państwa. Interesuje go jedynie egoistyczne "moje prawo, do
tego, żebym miał tak, jak chcę mieć i, żeby mi się nikt w to nie mieszał".
Żeby mi rząd nie kazał płacić podatków, poprawność polityczna nie przeszkadzała
w obrażaniu ludzi i, żebym sobie mógł ściągnąć najnowszą grę albo fajnego
pornola.

Osobiście, bardzo popieram protesty przeciwko ACTA, ponieważ
uważam, że prawo autorskie wymaga nowego zdefiniowania, tak jak, być może, w
jakimś stopniu wymaga go całość zjawisk związanych z siecią. Internet jest zbyt
"innym" bytem, żeby można było do niego stosować te same reguły, co
choćby do takich kwestii, jak podróbki towaru.
Ale myślę, że może właśnie z
powodu tej wyjątkowości internetu, przenoszenie tych protestów na jakiekolwiek
inne dziedziny, niż ta której de facto dotyczyły czy też próby wróżenia z nich
jakiegoś antysystemowego buntu są całkowicie utopijne.
Ci ludzie chcą mieć
WOLNY INTERNET. Jedni dlatego, że chcą sobie ściągać muzykę, inni dlatego, że
konta na YouTubie, są jedynymi z niewielu miejsc, w których można promować
neofaszyzm i robi się to bezkarnie (chyba że się swój filmik zilustruje
popularną piosenką, wówczas odnajdą go koncerny i natychmiast zablokują) a
jeszcze inni, jak pewien poseł PiS, dlatego, że się lubią brandzlować przed
filmami z RedTube’a. Jeżeli jest tu jakakolwiek wspólnota, to mniej więcej
taka, jakiej media szukały tuż po katastrofie smoleńskiej lub której rozpad
opłakiwały 11 listopada. Wspólnota "wszystkich Polaków". Nie mam nic
przeciwko niej, gdy jak teraz, służy słusznej sprawie, ale bardzo wątpię czy
cośkolwiek się z niej narodzi… .
Kuba   |31.01.2012 19:18:49
Zgadzam się z Tobą viking. Z kimkolwiek rozmawiam na temat ACTA, to wszyscy
mówią, że to wina Tuska itd. Nikt nie mówi o międzynarodowych koncernach. I z
tego też powodu szkoda mi tego ruchu. Będzie to tzw. "ruch jednej
sprawy", o których pisze Zizek.
rekrutacja  - Anonymous byl pierwszy   |03.02.2012 14:01:43
Igor, to nie Oburzeni zaczeli wykorzystywac maski, tylko Anonymous. Ten mem
szedl w druga strone.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 31.01.2012 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.17137 Seconds