NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Środa: Wspomnienie o Izabeli Jarudze-Nowackiej Drukuj
Magdalena Środa   
11.04.2010
izabela_jaruganowacka.jpgZadzwoniła do mnie w sierpniu 2004 roku. „Magda, zostaniesz ministrem do spraw równego statusu kobiet i mężczyzn? Przyjedź na rozmowę z premierem”.  „Jezu – pomyślałam – po co mi taka funkcja? Po co tyle bałaganu?”. Z drugiej strony… byłam świeżo po obronie habilitacji. Jak przedziurawiony balonik. Przez ostatnich siedem lat wyłącznie czytałam. Byłam niezłym teoretykiem. Może więc sprawdzę się jako praktyk? Zjechałam z wakacji do biura Izy. Znałam je doskonale, od wielu lat współpracowałam z Izą, która była wtedy Pełnomocnikiem Rządu ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn. Przygotowywałam teksty, projekty, jeździłam na konferencje.

Właściwie robiłam to dla niej. Nie miałam wtedy specjalnej wiary, że w tym konserwatywnym kraju coś naprawdę się zmieni. Nie miałam poczucia władzy ani żadnych możliwości politycznego działania. To Iza nadawała polityczny kształt wszelkim kobiecym inicjatywom. Nigdy nie traktowała ich jako narzędzia własnej kariery. Zabrzmi to naiwnie, ale to, co robiła, naprawdę robiła dla kobiet.

Mnóstwo mnie nauczyła, potrafiła bowiem doskonale poruszać się po świecie, który ja uważałam za obcy. Po „podziemnym” świecie polityki. Świecie pełnym agresji, ambicji, chamstwa. Była jak te kobiety, które porywały Erynie do podziemnego księstwa bogini Hekate, by je nauczyć poruszania się w świecie ciemności. W świecie męskiej polityki. Choć nie była z tego świata. I nie chciała być.

Było w niej mnóstwo idealizmu, jakieś silnej wiary, że trzeba o coś walczyć, coś robić, czemuś być wiernym. Że polityka to miejsce skutecznego działania o jakieś dobro wspólne. Gdy mogła, była niesłychanie aktywna i skuteczna, gdy nie mogła, była – jak skała: trwała przy pryncypiach, przy niewygodnych ustawach, które tkwiły w przepastnych czeluściach „zamrażarek” kolejnych marszałków.  Walczyła o sprawy trudne, mało spektakularne, marginalizujące polityków. No bo przecież ktoś, kto zajmuje się prawami reprodukcyjnymi kobiet, ich statusem społecznym, miejscami na rynkach pracy – nie może być w dzisiejszym parlamencie uważany za poważnego polityka. Władzę i prestiż buduje się na sporcie, biznesie, polityce zagranicznej, ewentualnie walce z korupcją, nie na prawach kobiet. Iza szła pod prąd, wbrew politycznemu mainstreamowi.

Zawsze sobie myślałam: to cud, że w tym oszalałym parlamencie jest ktoś taki. Silna, odważna, niedbała o własną karierę, z zawsze włączonym telefonem, zawsze gotowa pomóc.

Pamiętam jakąś debatę  w sejmie. Na moje wystąpienie zeszły się wszystkie parlamentarne dziwadła. Nic tak nie pociąga posłów prawicy, jak kobieta, która mówi o prawach kobiet. Można wtedy zabłysnąć jako polityk, jako miłośnik Jezusa i jako obrońca wiecznego porządku. Toteż obecność po prawej stronie sceny była ogromna. Poseł zwany „Plemnikiem” brylował, poseł Cymański, który myśli, że jest myślący i nie wie, jak bardzo się myli - rozkwitał. Powiedziałam swoje i nie chciało mi się reagować na komentarze. Iza wzięła to na siebie. Była świetna w bezpośrednich ripostach. Zadziorna, szybka, bezkompromisowa. A jednocześnie – wielka dama. Często ratowała mnie z opresji, była jak przewodnik po piekle. Siedząc wtedy w ławach rządowych, pomyślałam, nie każdemu to dane, żeby być politykiem w polskim parlamencie. Jakie to cudowne, że jest Iza! Jest zrobiona z innego materiału. Jak skała. A jaka piękna! Bo była piękna…

W ciągu ostatnich miesięcy wiele razy dzwoniłyśmy do siebie. „Chodźmy na kolację  – mówiła. - Pogadamy”, „Tak, tak – odpowiadałam. – Jak tylko wrócę z konferencji, sprawdzę prace, przeczytam….” Potem ja dzwoniłam: „Zaprośmy Hanię Bakułę, Zbyszka Izdebskiego, wypijmy wino”. Iza mówiła: „Wiesz, mam Gdańsk, potem parlament…” Miałyśmy się spotkać w tym tygodniu…

Brak mi będzie jej uśmiechu, pewności siebie, wiedzy, wsparcia, ciepła, mądrości, serdeczności. „Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą”.

Dodajmy: „Starajmy się pokochać politykę bez tych, których odeszli i którzy czynili ją godną zaangażowania”. Trudne to zadanie.
Komentarze
Dodaj nowy
malgo   |13.04.2010 10:22:40
nie rozumiem, dlaczego pani Izabela pojechala na ten show prawicy…

jej brak
na scenie politycznej to WIELKA tragedia.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 13.04.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.91979 Seconds