Siedziałam kiedyś przy Jerzym Buzku na jakiejś ogromnej konferencji. Właśnie z mównicy schodziła jedna z bardzo prominentnych postaci polskiej polityki, były premier, który swoje krótkie wystąpienie zakończył optymistycznie: „Nie jesteśmy Murzynami z Afryki, damy sobie radę”. Premier Buzek zapytał: „Słyszała pani? Słyszała pani, co on powiedział?! W Unii byłby skończony!”. „Ale nie u nas - odpowiedziałam - u nas to ciągle normalne. Proszę zobaczyć, ludzie biją brawo, nikt tego nawet nie zauważył”.
Uważamy się za kraj wyjątkowo elegancki, bo mężczyźni całują kobiety po rękach i przepuszczają je w drzwiach, ale pełen stereotypów lub seksistowski język nam nie przeszkadza. Trzeba wyjechać do innych krajów, żeby się czegoś nauczyć. Jakby na dowód, premier Buzek powiedział mi że w Unii zasady poprawności politycznej są bardzo przestrzegane, a język zawierający stereotypy, również płciowe, starannie eliminowany.
W podręcznikach szkolnych wielu krajów Europy - ciągnął swoją opowieść o europejskich nowinkach eurodeputowany Jerzy Buzek - przedstawia się pewne role zawodowe tradycyjnie wiązane z płcią (np. pielęgniarka, informatyk) jako będące przedmiotem wolnego wyboru, dlatego rozbija się stereotypy przez umieszczanie zdjęć czy rysunków, które wiążą płeć z nietypowym dla niej zawodem, a więc mamy wizerunki panów pielęgniarzy oraz pań informatyczek. „I wie pani co? Profesor to zawsze kobieta, żeby dzieci, a zwłaszcza dziewczynki wiedziały, że perspektywa zostania naukowcem stoi przed nimi otworem. Czy nie można tego wprowadzić w Polsce?”.
Nie jesteśmy co prawda „Murzynami z Afryki”, ale widać nie można.
Oto w przeddzień wyboru na przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek powiedział: „Dla mnie problem dyskryminacji kobiet nie istnieje. Parytety są bez sensu. Jeśli jednak panie uważają, że parytety zwiększą ich szanse na zaistnienie w życiu publicznym, to nie będę protestował” („Polska”, 14 lipca). Przewodniczący Parlamentu Europejskiego z całą pewnością nie może protestować przeciwko parytetom i kwotom, bo „demokracja parytetowa” jest jednym z zasadniczych celów unijnych, określonych przez Radę Europy już w 1989 r. Nie może również na forum europejskim mówić o tym, że dyskryminacja kobiet nie istnieje. Bo istnieje i Parlament znaczącą część swoich prac poświęca temu, by jej przeciwdziałać.
Przewodniczący Buzek to wie i zapewne w Brukseli będzie starannie unikał lekceważenia tej problematyki. Ale też, niestety, wie, że w Polsce, by uzyskać zrozumienie i poklask (zwłaszcza wśród kolegów z PO), można lekceważyć te sprawy, obracać je w żart lub sprowadzać do poziomu prywatnych opinii. Bo nie jesteśmy co prawda Murzynami z Afryki, ale lepiej słuchać poety: „Niech na całym świecie wojna, byle polska wieś zaciszna, byle polska wieś spokojna”.
Tekst ukazał się w „Gazecie Wyborczej ” z 15 lipca 2009.