|
kocha George W. Bush Polskę czasam
nigdy o niej se przypomni pomiędzy modlitwami
do boga amerykańskiego, w tym go utwierdza
lokaj trzeciej kategorii z Krakowskiego Przedmieścia
powiadam wam George W. Bush kocha nad życie
Polskę, ten lokaj się wypina znakomicie
Kazik, George Bush kocha Polskę
Były premier Leszek Miller nazwał pożytecznymi idiotami dziennikarzy „Gazety Wyborczej”, którzy ujawnili, że prokurator prowadzący sprawę chciał postawić urzędnikom rządu SLD zarzuty złamania konstytucji, bezprawnego pozbawienie wolności i udział w zbrodni przeciwko ludzkości. Chciał – czas przeszły – ponieważ został odsunięty od sprawy. Urzędnicy rządu Leszka Millera mieli według „Gazety” wydać zgodę na utworzenie na terenie Polski „ośrodka przetrzymywania wyjętego spod naszej jurysdykcji”. Zdaniem Millera, dziennikarze „obiektywnie rzecz biorąc, działają na rzecz międzynarodowego terroryzmu”, zapraszają Al-Kaidę do Polski i podnoszą zagrożenie polskich wojsk w Afganistanie.
Argument ten, w różnych wariacjach, często można usłyszeć od osób mających za nic prawa człowieka. Przyznam jednak, że obrażanie dziennikarzy to gest bardzo odważny ze strony byłego premiera. Zapomniał on chyba, co jest rolą mediów. Przypomnę mu: rolą mediów nie jest płacenie mu za felietony ani zapraszanie przed kamery czy mikrofony, tylko patrzenie na ręce każdej władzy. W tym jego.
W sprawie tajnych więzień Polska jest na świeczniku od jakiegoś już czasu – o naszej niechlubnej roli w hańbiącym procederze bezprawnego trzymania ludzi pod kluczem pisały zagraniczne media, występowaliśmy również w raportach Rady Europy i inspektora generalnego CIA. Zagrożenie na Polskę sprowadzili nie tyle dziennikarze, ile raczej niebezpieczni idioci, którzy – ignorując prawo polskie i międzynarodowe – utworzyli w naszym kraju placówki, które nie podlegały naszej jurysdykcji, i nie przewidzieli konsekwencji takiego postępowania. Jeśli chodzi o naszych żołnierzy w Afganistanie, to dziwię się, że Millerowi trzeba przypominać, kto ich tam wysłał – wbrew większości polskiego społeczeństwa. Czy Miller okaże się nie tylko bezczelnym cynikiem z problemami z pamięcią, ale również niebezpiecznym idiotą zasługującym na trybunał stanu – pokaże mam nadzieję rzetelne śledztwo (choć nadzieję tę osłabia inna informacja dziennikarzy „Gazety” – sprawie miano ukręcić głowę, przeciągając ją aż do przedawnienia się zarzutów). Niezależnie od tego, czy wiedział o torturach, czy nie, i czy polski rząd oddał Amerykanom bazę w dobrej wierze, tzn. nie przypuszczając, że dojdzie w niej do tortur, jako premier ówczesnego rządu Miller odpowiada za to politycznie. Otwarte pozostaje pytanie, czy był nieudolny w kontroli swoich urzędników i czy był w sprawę bezpośrednio zamieszany. Od odpowiedzi na nie powinna zależeć odpowiedzialność, którą powinien ponieść były premier.
W sprawie tajnych więzień w Polsce chodzi o demokratyczne standardy, poszanowanie prawa międzynarodowego i praw człowieka oraz stosunki z USA. W demokratycznym państwie Konstytucja jest dokumentem wyrażającym prawne fundamenty wspólnoty politycznej. To, na ile zawarte w niej zapisy obowiązują wszystkich niezależnie od ich pozycji w społeczeństwie, mówi nam, na ile jesteśmy państwem przynajmniej formalnie demokratycznym. Właśnie ograniczenia prawne nakładane na sprawujących władzę – i możliwość pociągnięcia ich do odpowiedzialności w razie złamania prawa – odróżniają liberalną demokrację, którą rzekomo Polska jest, od despotyzmu. To, czy uda się osądzić ludzi odpowiedzialnych za powstanie w Polsce placówki, której celem było łamanie praw człowieka, będzie testem demokracji. Miller zdaje się sugerować, że tego typu działania są usprawiedliwione logiką wojny, podobnie zresztą jak zabicie ben Ladena. Czy w tej „wojnie” faktycznie wszystkie chwyty są dozwolone i czy cel uświęca środki?
W wypadku tajnych więzień nie chodzi przecież tylko o złamanie zapisów polskiej Konstytucji, ale też o pogwałcenie zasad prawa międzynarodowego. Mówimy tu o zbrodni przeciwko ludzkości – łamaniu podstawowych praw człowieka określonej grupy ludzi. Mówimy tu o porywaniu i przetrzymywaniu na terenie Polski ludzi, którym nic nie udowodniono. Mówimy tutaj też najpewniej o torturowaniu lub przynajmniej o świadomym pomaganiu w torturowaniu. Ilu z tych ludzi było niewinnych? Niedawno usłyszałem, od specjalisty zajmującego się Azją Środkową, że fakt, że w Guantanamo i innych miejscach znajduje się tylu nie-Afgańczyków wynika nie tylko z tego, że Al-Kaida rekrutowała swoich członków w całym świecie islamskim (jeśli w ogóle można użyć takiego sformułowania). W wielu przypadkach rzekomi „terroryści”, to dzieci z bogatych rodzin muzułmańskich (w tym mieszkających na „Zachodzie”) wysłane do rządzonego przez talibów Afganistanu przez rodziców, którym nie podobał się styl życia ich pociech. Gdy wojska koalicji zaczęły płacić za wydawanych bojowników, przedsiębiorczy przywódcy plemienni łapali osoby z zagranicy i sprzedawali Amerykanom. Ile takich osób przewinęło się przez terytorium Polski? Sprawa powinna znaleźć swój finał przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym – gdyby tylko stawali przed nim sojusznicy kapitalistycznego centrum.
Na szczęście dla urzędników rządu SLD (a być może również koalicji PiS-Samooobrona-LPR) Polska w wojnie z terroryzmem jest po stronie „tych dobrych”, więc MTK im nie grozi. Tu dochodzimy do trzeciego ważnego punktu: na jakich zasadach współpracujemy ze Stanami Zjednoczonymi i jaką rolę w stosunkach z USA pełnimy? Jesteśmy ważnymi sojusznikami, o których trzeba wspomnieć podczas debaty prezydenckiej, czy może – w tym akurat wypadku – pożytecznymi idiotami, którzy swoją naiwnością i służalczą wobec USA postawą podminowują jedność europejską i umacniają hegemonię podwójnych standardów? Co, jaką obietnicę, jakie zapewnienia urzędnicy polscy dostali w zamian za uczynienie z Polski terytorium, na którym prawa człowieka są nieistotne?
Niezależnie od odpowiedzi na to ważne pytanie – nie było warto. Polska została wykorzystana w taki sam sposób, jak reżimy autorytarne na Bliskim Wschodzie – po to, żeby nie łamać prawa w granicach własnego kraju, Amerykanie pozwolili innym podeptać je na swojej ziemi. O ile fakt, że USA dopuszczają się tortur lub je umożliwiają, kwalifikuje się na Trybunał Karny dla wielu tamtejszych polityków z Donaldem Rumsfeldem i Georgem W. Bushem na czele, o tyle pretensje o tortury w Polsce możemy mieć tylko do siebie i naszej naiwnej miłości do Ameryki. Dziś otrzymaliśmy kubeł zimnej wody. Dobrze, że przed podpisaniem umów ws. baz wojskowych.
Na podobny temat
|
Wydźwięk tekstu nie do końca mi się p...
Jest nauka w sensie pracowitego latam...