|
Rok 2010 był rokiem szczególnym. Nie tylko z powodu smoleńskiej tragedii. To był rok, w którym kilka nienaruszalnych dotąd tabu zostało przełamanych.
Emerytury i podatki, czyli konflikt krzepi
Ten rok był przełomowy, jeśli chodzi o dyskusję wokół systemu emerytalnego. Oficjalnie zaczęło się mówić, że zmiany w systemie emerytalnym wprowadzone przez rząd Jerzego Buzka nie spełniły pokładanych w nich oczekiwań. Do porażki przyznał się jeden z twórców nowego systemu Bogusław Grabowski (choć inny współtwórca, Marek Góra ciągle opowiada o „kończeniu reformy emerytalnej”, zapominając uściślić, czy mówi to z pozycji profesora SGH, czy może członka rady nadzorczej OFE należącego do ING). Dług publiczny powoli zbliża się do ustawowych i konstytucyjnych progów ostrożnościowych, za co odpowiedzialnością można śmiało obarczać OFE. Wreszcie toczy się poważny spór o to, co zrobić z funduszami emerytalnymi (choć, bogiem a prawdą, dyskusja o nich powinna mieć miejsce w 1999 roku). Mówi się o kosztach kapitałowego systemu emerytalnego, a nie mami ludzi wakacjami pod palmami na starość.
Silny front przeciwników OFE powstał również w rządzie. Tabu, jakim do tego roku w dyskusji publicznej było ograniczenie lub zawieszenie składki do otwartych funduszy emerytalnych, zostało poważnie naruszone, i to nie tylko przez samotne głosy takich naukowców, jak prof. Leokadia Oręziak, ale również przez członków rządu (rządu, którego główna partia wywodzi się z koalicji AWS-UW, która wprowadziła nieszczęsne fundusze emerytalne).
W 2010 roku rząd polski przegłosował podwyżkę VAT-u na niektóre artykuły. Nie trzeba być noblistą z ekonomii by wiedzieć, że takie działanie uderzy głównie w najmniej zamożnych. Rząd dostał cięgi od prawicowych komentatorów, jednak nie za to, że podwyżka VAT-u jest przykładem na, skandaliczną swoją drogą, redystrybucję „do góry”. Rządowi oberwało się za to, że – jak to mówi się w neoliberalnej nowomowie – „sięgnął do kieszeni obywateli”, czyli ośmielił się podnieść podatki. Podwyżka VAT-u niekoniecznie jest tym, co należy zrobić, kiedy dziura budżetowa niebezpiecznie rośnie. Jednak krok ten sprzeciwia się dotychczasowemu niepodważalnemu przekonaniu, że podatki można tylko obniżać.
Kościół - do kościoła
Katastrofa smoleńska, wbrew nawoływaniom do zgody narodowej, zakończyła się dość zaciekłą „wojną o krzyż” pod Pałacem Prezydenckim. Ustawiony jeszcze w czasie żałoby przez harcerzy krucyfiks stał się przedmiotem sporu o to, gdzie i w jaki sposób upamiętnić ofiary katastrofy. Podział był dość przewidywalny: środowiska narodowo-katolickie pod wodzą PiS domagały się pozostawienia krzyża pod pałacem lub zastąpienia go pomnikiem upamiętniającym ofiary poległe w służbie ojczyzny. Przeciw nim wystąpiła „reszta” społeczeństwa. Mimo protestów krzyż spod pałacu trafił tam, gdzie jego miejsce, do kościoła.
O ile sam spór odtwarzał podział wśród postsolidarnościowej prawicy („rozsądni” vs „ciemnogród”), to w zasadzie po raz pierwszy zakwestionowano prawo krzyża do nachalnej obecności w przestrzeni publicznej. Tabu, jakim był nadmierny wpływ kościoła katolickiego na polskie życie publiczne zostało naruszone.
Kolejne ciosy, które kościół otrzymał z własnej winy i na własną prośbę – afera wokół Komisji Majątkowej (fakt, że oskarżony o korupcję pełnomocnik strony kościelnej okazał się byłym esbekiem nadaje tej sprawie jeszcze większego kolorytu) oraz upubliczniony niedawno list o. Wiśniewskiego do papieża, w którym szanowany duchowny pisze o toczących polski kościół ksenofobii i ciasnocie intelektualnej – potwierdziły, że instytucja ta od dawna nie ma monopolu na określanie standardów moralności. O tym, że Polacy niekoniecznie zgadzają się ze wszystkim, co zalecają księża, wiedzieliśmy od dawna z porównań sondaży np. dotyczących antykoncepcji i liczby nominalnych katolików. W tym roku jednak zaczęto otwarcie kwestionować nienaruszalną pozycję kościoła w sferze publicznej.
A Europa znów w kryzysie
Wolność słowa wydawała się nienaruszalnym elementem zachodnich demokracji, właściwie jednym z jej fundamentów. W 2010 roku okazało się, że nie jest to wolność zdobyta raz na zawsze, również w państwach, należących do ekskluzywnego klubu liberalnych demokracji. Rząd Viktora Orbana na Węgrzech przegłosował ustawę medialną, którą dziennikarze nazywają ustawą kagańcową. Umożliwia ona wpływowej (i kierowanej przez ludzi lojalnych wobec Orbana) radzie mediów nakładać drakońskie kary finansowe lub nawet odbierać koncesje mediom pod różnymi, często uznaniowymi pretekstami (np. takim, że opublikowany materiał jest „niezrównoważony politycznie”). Unia Europejska jako instytucja jeszcze nie zareagowała, jej honor uratował przewodniczący socjalistów w PE, który stwierdził, że Węgry po wprowadzeniu tego prawa nie są godne prezydencji (rozpoczynają ją 1 stycznia).
Wydarzenia na Węgrzech przypominają, że UE jako projekt polityczny jest w bardzo głębokim kryzysie i są tego kryzysu symptomem. Fiasko traktatu lizbońskiego, a później początkowa bierność Komisji Europejskiej wobec kryzysu nie tylko doprowadziły do powrotu do narodowych strategii radzenia sobie z trudnymi sytuacjami, ale pokazały również, że normatywnej podstawy dla wspólnoty politycznej, jaką miała być UE, właściwie nie ma.
Podobnie symptomatyczne jest inne zdarzenie, które wydawało się w Unii Europejskiej nie do pomyślenia – wyrzucenie Romów z Francji. Nie było chyba głośniejszego aktu pozbywania się przez państwo pewnej populacji wyznaczanej przy pomocy kryteriów etnicznych - od czasów polskiego marca 1968 roku.
Nadzieje
Każde przełamanie tabu jest szansą na ustanowienie nowego paktu społecznego, a zarazem wyzwaniem: to, co wyjdzie z niedotykalnego w dyskursie publicznym nigdy nie jest do końca znane. Natomiast możemy być pewni, że będzie ono źródłem nowych konfliktów. O ile spór wokół OFE był potrzebny, o tyle nowe zasady naliczania długu publicznego mogą skutecznie zniechęcić rząd do koniecznych reform (ograniczenia i zawieszenia składki do funduszy), a przejadające nasze oszczędności towarzystwa emerytalne mogą wyjść z tego sporu wzmocnione. Choć przeciwnicy OFE wieszczą, że system się rozpadnie, to może stać się to później i z dużo większym hukiem, a przy tym wszyscy dostaniemy rykoszetem.
Naruszenie tabu podnoszenia podatków w takiej formie, w jakiej zrobił to rząd, nie jest dobrą wiadomością, ale może być szansą na odejście od neoliberalnych dogmatów o konieczności obniżania „i tak za wysokich podatków”. Pozycja kościoła w życiu publicznym się chwieje, lecz lewica powinna uważać, by to niewątpliwie pozytywne zjawisko nie skończyło się symbolicznym znęcaniem nad „ciemnogrodem”, ludźmi sfrustrowanymi obecnymi stosunkami społecznymi, z którymi transformacja nie obeszła się delikatnie.
Również sytuacja na Węgrzech może okazać się szansą dla lewicy na zaproponowanie nowej wizji Unii Europejskiej, która nie będzie się ograniczała do integracji rynków i kapitału. Jeśli Unia Europejska zajmie wyraźne stanowisko wobec nowego prawa medialnego oraz wyciągnie konsekwencje za łamanie podstawowych zasad demokracji (nie tylko wobec Orbana, ale również Sarkozy’ego), to ma szansę stać się wspólnotą polityczną w pełnym tego słowa znaczeniu.
Czytaj inne podsumowania autorów KP:
Michał Sutowski, Polska polityka 2010
Agnieszka Wiśniewska, Kino 2010 (1)
Jakub Majmurek, Kino 2010 (2)
Witold Mrozek, Teatr 2010
Igor Stokfiszewski, Literatura 2010
Wkrótce kolejne!
Na podobny temat
|
Wydźwięk tekstu nie do końca mi się p...
Jest nauka w sensie pracowitego latam...