|
W piątek, po krótkiej debacie, Sejm błyskawicznie przegłosował ustawę o działalności leczniczej, w tym fatalny zapis skłaniający do komercjalizacji szpitali publicznych oraz umożliwiający zatrudnianie pielęgniarek na umowy cywilno-prawne. Ten drugi zapis wzbudził szczególny niepokój Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych. Delegacja związku przyjechała do Sejmu w czwartek. Pielęgniarki twierdzą, że debata sejmowa i błyskawiczne głosowanie oddały tylko klimat rozmów w Komisji Zdrowia. Najbardziej oburzyło je to, że ludzie, którzy nie stoją przy łóżkach pacjentów, podejmują decyzje, nie mając o tym najmniejszego pojęcia, a powołują się przy tym na dobro samych pielęgniarek. – Z czwartkowej debaty mogłyśmy się już domyślić, że nikt nie będzie chciał się wycofać z niekorzystnych dla nas zapisów. Dlatego postanowiłyśmy zostać – mówi Lilianna Pietrowska z OZZPiP. Noc spędziły na galerii sejmowej i zapowiadają, że nie ruszą się stamtąd, dopóki niekorzystne przepisy nie zostaną zmienione. Zespół negocjacyjny jeszcze w piątkowy wieczór prowadził rozmowy z m.in. odpowiedzialną za ustawę minister zdrowia Ewą Kopacz. Wtedy pielęgniarki i położne jeszcze miały nadzieję, że uda się namówić ministerstwo do rezygnacji z kontraktów.
Członkinie OZZPiP dostały się na galerię dzięki jednodniowej przepustce, która była ważna tylko na czwartek. Noc spędziły na krzesłach. Na szczęście mają dostęp do toalet i mogą się również umyć. Gdy ich dystrybutor do wody się zepsuł, straż marszałkowska przyniosła im coś do picia. Ale jeśli wyjdą za szklane drzwi na sejmowy korytarz, nie będą mogły wrócić i obserwować głosowań.
W piątek w Sejmie pojawiły się też pielęgniarki, które pracują na umowach cywilno-prawnych i sobie bardzo to chwaliły. – Nie bronimy nikomu mieć własnych poglądów – odpowiada Pietrowska. – Ale obstajemy przy swoim. Rolą związku jest bronienie praw pracowniczych, a w umowach cywilno-prawnych praw pracowniczych nie ma.
– My nie jesteśmy przeciwko umowom cywilno-prawnym w ogóle. Natomiast jesteśmy przeciwne takim kontraktom w szpitalach, gdzie opiekę nad pacjentami sprawujemy 24 godziny na dobę. – dodaje jej koleżanka po fachu.
Jakie jest główne niebezpieczeństwo wynikające z możliwości zatrudniania na umowy zlecenie? Po pierwsze – i dość oczywiste – to brak wszystkich osłon i uprawnień wynikających z kodeksu pracy: płatnych urlopów wypoczynkowych (a w zasadzie brak urlopu w ogóle), płatnych urlopów macierzyńskich, nie mówiąc już o wychowawczych (w tym czasie pielęgniarki muszą same sobie opłacać ZUS), płatnych zwolnień lekarskich… Takie pracownice nie mają też prawa zrzeszać się w związkach zawodowych, ponieważ formalnie same są swoimi pracodawcami. Faktyczny pracodawca dzięki kontraktom może przerzucać na nie koszta pracy związane z opłacaniem składek na ubezpieczenia społeczne. Dyrektorzy szpitali raczej chętnie skorzystają z tego przepisu. Członkinie OZZPiP otrzymały informację, że w szpitalu w Radomsku już dwie godziny po głosowaniu dyrektor oświadczył pielęgniarkom i położnym, że w niedługiej przyszłości mogą się pożegnać z umowami o pracę.
Pielęgniarki podejrzewają jednak, że sprawa ma drugie dno. Obecnie zgodnie z kodeksem pracy, pielęgniarki i położne mogą pracować 7 godzin 35 minut dziennie. W sytuacjach awaryjnych można wyznaczać im nadgodziny, jednak nie mogą one w sumie przekroczyć 150 godzin w roku. Pielęgniarek i położnych pracujących na umowy-zlecenia takie limity by nie obowiązywały. Otrzymywałyby stawkę godzinową, lecz maksymalny wymiar czasu pracy ustalałby de facto pracodawca, czyli dyrektor szpitala. – Minister Kopacz chce ukryć w ten sposób braki kadrowe – mówi Pietrowska. – Młode kobiety nie garną się do tego zawodu, ponieważ jest ciężki i kiepsko opłacany. Nasz zawód się starzeje. Do tego niedługo wchodzi przepis zabraniający pracować i jednocześnie pobierać emeryturę. Wiele kobiet odejdzie z zawodu i będzie pracować jako np. opiekunki do dzieci. Poza tym pierwszego maja m.in. Niemcy otwierają dla nas swój rynek pracy, więc wiele z pielęgniarek i położnych tam wyjedzie. Po prostu nie będzie komu stać przy łóżkach pacjentów, jeśli limit dzienny będzie wynosił tyle, co teraz. Umowy-zlecenia ten problem „rozwiążą”, bo limitów nie będzie – dodaje.
Choć w Sejmie nie panują tak dramatyczne warunki, jak w Białym Miasteczku, to skutki zignorowania obecnych postulatów pielęgniarek i położnych mogą być dużo bardziej opłakane, również dla pacjentów. Dorota Gardias, szefowa OZZPiP wielokrotnie przestrzegała, że przepracowane i przemęczone pielęgniarki i położne będą popełniać błędy.
OZZPiP niepokoją również zapisy o komercjalizacji. – Szpital we Wrocławiu został zamieniony w spółkę. Dyrektor mówił, że dzięki temu placówka pozbiera się z długów. Nie pozbierała się i wciąż się zadłuża. Na czym miało polegać to cudowne rozwiązanie? – ucina Pietrowska. Szpitale spółki, których celem już nie będzie zapewnianie opieki zdrowotnej, tylko zysk (a w najlepszym razie brak długów), będą ciąć wydatki i oszczędzać na kosztach pracy – głównie pielęgniarek i położnych , bo dotychczasowa historia uczy, że ich interesy i rządzący i dyrektorzy ignorują najłatwiej. – Musimy protestować za każdym razem, by wyegzekwować ustawowe zapisy o podwyżkach dla pielęgniarek – mówi Pietrowska. Do tego dochodzą obawy o to, że dyrektorzy szpitali-spółek będą dużo ostrzej walczyć ze związkami zawodowymi.
Gdy członkinie OZZPiP demonstrowały przeciwko arogancji Jarosława Kaczyńskiego, Ewa Kopacz przychodziła do Białego Miasteczka solidaryzować się z protestującymi. Teraz pielęgniarki i położne czują się wykorzystane. – Jestem zadziwiona beztroską minister Kopacz wobec naszej grupy zawodowej. Od pierwszego maja otwiera się rynek niemiecki i, jeśli tam będą lepsze warunki, to pielęgniarki i położne będą wyjeżdżać. Niewiele się robi, żeby zatrzymać je w kraju – komentuje Pietrowska. – A ma pani sygnały o tym, że kobiety już się szykują do wyjazdu? – pytam. – W Bolesławcu 600 pielęgniarek (dobrze pan usłyszał) zaczęło się uczyć niemieckiego. I nie po to, żeby czytać Goethego w oryginale.
Na podobny temat
|
Wydźwięk tekstu nie do końca mi się p...
Jest nauka w sensie pracowitego latam...